• 9 marca 2016
  • komentarzy
  • 1335 osób przeczytało
  • to!

Póki dzieci nas nie rozłączą

W większości dzisiejszych pełnych rodzin, można zaobserwować, że role męża i żony zostały wyparte przez role ojca i matki. W swoim rodzicielstwie skupiają się oni nie na sobie nawzajem, lecz na dzieciach, które tym samym znalazły się w samym centrum rodziny.

Zamiast trwać w swym związku niczym „jedno ciało” i stawiać go na pierwszym miejscu, a także zabiegać o to, by tam pozostał, małżonkowie są zaabsorbowani dziećmi: poświęcają im więcej uwagi aniżeli sobie nawzajem, robią więcej dla dzieci i z dziećmi aniżeli dla siebie i ze sobą nawzajem, więcej czasu spędzają z dziećmi niż ze sobą nawzajem, rozmawiają więcej z dziećmi niż ze sobą, bardziej troszczą się o relacje z dziećmi niż o swoją własną, planują wakacje, myśląc przede wszystkim o zapewnieniu rozrywki dzieciom zamiast o odnowie swojego małżeństwa itd.

Gdy dzisiejszy typowy tata wraca z pracy do domu, spotyka tam kobietę, która nie może przestać myśleć o dzieciach, ale też sam wraca do domu, by się z nimi bawić. Wychodzi na to, że w dniu ślubu złożyli swoiste tajemnicze przyrzeczenie następującymi słowami: „Biorę cię za męża/żonę do czasu póki dzieci nas nie rozłączą”.

Konsekwencje sytuacji tak wywróconej i postawionej na głowie koncepcji rodziny przedstawiają się następująco:
• Dzieciom brak właściwego wzorca małżeństwa. Gdy dorosną, albo będą unikać wstąpienia w związek małżeński (co ma miejsce w przypadku coraz większej liczby młodych osób) – przechodząc jedynie od jednego przelotnego związku do kolejnego – albo zawrą małżeństwo z jednego z wielu niewłaściwych powodów (np. dla seksu, statusu, bezpieczeństwa finansowego bądź prawnego uregulowania kwestii posiadania dziecka), który najprawdopodobniej ostatecznie okaże się przyczyną jego rozpadu.
• Dzieci rozwijają w sobie postawę roszczeniową w związku z nieproporcjonalnie dużą ilością uwagi i rzeczy materialnych, jakimi są obdarowywane przez rodziców. Domagają się coraz więcej, okazują coraz mniej szacunku, robią się coraz bardziej humorzaste, a nawet oburzają się, że ktoś śmie oczekiwać, iż będą robić cokolwiek w domu. Gdy dorosną, będą wprowadzać to samo nastawienie do swoich związków. Wymowną jest tutaj przepełniona egocentryzmem odpowiedź, jakiej wiele świeżo rozwiedzionych osób udziela na pytanie o przyczynę rozwodu: „On/ona nie odpowiadał/-a na moje potrzeby”.
• Ponieważ rodzice bardziej troszczą się o zbudowanie relacji ze swoimi dziećmi, aniżeli o zapewnienie im przewodnictwa, dzieci nie są podporządkowane właściwej dyscyplinie. Narastają problemy z zachowaniem, przybierające zazwyczaj jedną z trzech postaci: nieposłuszeństwo, destrukcyjne zachowanie i brak szacunku. Nazbyt często jednak tacy rodzice „chowają głowę w piasek”, wypierają, udają, że nie widzą, jak bardzo ich dzieci są niezdyscyplinowane. Wolą wierzyć, że „ich dzieci są przecież tylko dziećmi”, podczas gdy inni dorośli sądzą, że są okropne.
• Kiedy nadciąga normalny czas usamodzielnienia się, dzieci nie mają pozwolenia na opuszczenie domu. Najzwyklej w świecie dziecku trudno jest wyswobodzić się z centrum rodzinnego wszechświata, gdyż jest ono po prostu zbyt przytulne. Któż chciałby je opuszczać? Poza tym, odkąd dziecko sięga pamięcią, zawsze było spoiwem trzymającym rodziców razem (w psychologii określa się to mianem współuzależnienia). Wie, że jeśli odejdzie, rodzice prawdopodobnie się rozejdą.

Dzisiejsze małżeństwa rzeczywiście stoją w obliczu większego zagrożenia rozwodem, do którego może dojść w niedługim czasie po opuszczeniu domu przez ostatnie dziecko. Jak dobrze wiemy, wiele małżeństw nawet nie jest stanie dotrwać do tego momentu. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, ale jedną z nich jest niewątpliwie fakt, że sami zainteresowani przestają być małżonkami wkrótce po tym, jak na świat przychodzą ich dzieci. Jedno ciało staje się dwoma ciałami. Rozwód w świetle prawa jest jedynie sformalizowaniem tego, co w rzeczywistości jest faktem od dłuższego czasu. Czy to nie smutne? A przecież nie jest to konieczne! W większości przypadków tym ludziom mogło się udać, gdyby tylko postawili na Boży plan przewidziany dla rodzin, a tym samym dla wychowywania dzieci.

 

70-MM