• 4 listopada 2015
  • komentarzy
  • 1831 osób przeczytało
  • to!

Czy to nie małżeństwo powinno nas uszczęśliwiać?

Jeden z bardziej rozpowszechnionych mitów na temat szczęścia mówi, że kiedy znajdziemy idealną osobę i na ślubnym kobiercu powiemy jej „tak”, to nasze szczęście jest już pewne. I tak jest – przez pewien czas. Bez wątpienia małżeństwo daje nam szczęście. Problem w tym, że nawet jeśli początkowo jest wspaniale, to nasze szczęście wynikające z tego, że się pobraliśmy, nie będzie trwało tak długo, jak sądzimy. Według badań wzrost poczucia szczęścia w małżeństwie następuje średnio tylko przez pierwsze dwa lata.

Niestety, gdy te dwa lata dobiegną końca, a idealny współmałżonek okazuje się nie dawać nam takiego szczęścia, jakiego oczekiwaliśmy, często myślimy, że coś jest z nami nie tak. Podejrzewamy, że jesteśmy jedynymi, którzy tak się czują. Otóż nie – to naturalna dynamika miłości. Jeśli sprawy będą biegły swoim torem, jeśli nie będziemy świadomie budowali naszego szczęścia, nasz związek na tym ucierpi. Jeśli jednak nasze szczęście w miłości będziemy pielęgnowali, uskrzydli to nasz związek.

Szczęście jest dla małżeństwa jak oznaka życia. Jest pulsem miłości. Jak każda oznaka życia, może być silniejsze lub słabsze, jednak istnieje określony poziom, do którego dąży. U zdrowych par, które żyją właściwie, ten poziom znajduje się wysoko. Małżeństwo, gdy dobrze nim pokierujemy, może do naszego szczęścia przyczynić się bardziej niż pieniądze czy dzieci. 

Psychologowie zawsze interesowali się uczuciami, jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba badań na ten temat ogromnie wzrosła. Jednym z uczuć, które badają oni najczęściej, jest właśnie szczęście – wątek jak dotąd niemal wyłącznie podejmowany przez filozofów i poetów. Do grona badaczy szczęścia dołączyli teraz nawet ekonomiści i neurobiolodzy. Wszystkie reprezentowane przez nich dyscypliny skupiają się na odmiennych, choć łączących się aspektach szczęścia: psychologowie chcą wiedzieć, jak ludzie przeżywają szczęście, ekonomiści usiłują poznać, ile jest warte, neurobiolodzy pragną zgłębić sposób, w jaki ludzki umysł je wywołuje i jak je przetwarza.

Zainteresowanie trzech różnych dziedzin tym samym tematem sprawiło, że wszedł on na dobre do nauki. Prace naukowe dotyczące szczęścia są obecnie publikowane w najbardziej prestiżowych czasopismach, a naukowcy badający szczęście otrzymują Nagrodę Nobla. W różnych częściach świata rządzący spieszą, aby zmierzyć i zwiększyć poczucie szczęścia swoich obywateli.

Szczęście jest jednym z najbardziej upragnionych celów życiowych. Na każdym kontynencie, w każdym kraju i kulturze, gdy zapyta się ludzi, czego pragną, odpowiedzą, że pragną szczęścia. Podobnie będą mówili rodzice zapytani o to, czego najbardziej chcą dla swoich dzieci.

Dwoje ludzi zapytanych, jakiego związku pragną, odpowie, że szczęśliwego. Benjamin Franklin tak to ujął: „Szczęście w małżeństwie jest najpewniejszą i najtrwalszą podstawą zadowolenia i miłości”. A Oliver Wendell Holmes pisał: „Miłość jest kluczem, który otwiera wrota szczęścia”.

Bez wątpienia miłość i szczęście wspaniale ze sobą współgrają. Jest jednak wiele par, które nie czują się szczęśliwe. Naszym zdaniem dzieje się tak, ponieważ nie pracują nad szczęściem w małżeństwie albo, co bardziej prawdopodobne, nie wiedzą, jak to robić. W końcu szczęście to nie jest coś, co nam się przydarza, ale coś, co świadomie tworzymy.

Niektóre małżeństwa z powodu braku poczucia szczęścia nawet się rozstają. Mówią: „Po prostu już nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi”. Czy jednak samo trwanie w małżeństwie ma spowodować, że będziemy przeżywali szczęście? To tak nie działa. Małżeństwo nie sprawia, że jesteś szczęśliwa/y – to ty możesz sprawić, że w waszym związku będzie obecne szczęście. Stare przysłowie mówi: „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Szczęście w małżeństwie nie zależy od okoliczności ani od tego, czy nasz współmałżonek jest idealny. Szczęśliwe małżeństwo to wynik zaangażowania dwu osób na rzecz szczęśliwego, pełnego miłości życia we dwoje.

Co jakiś czas spotykamy kogoś, kto twierdzi, że poszukiwanie szczęścia to przejaw egoizmu. Rozumiemy źródła takiego myślenia – w końcu głupie i całkiem egoistyczne rzeczy robi się czasem pod pretekstem poszukiwania szczęścia. Wielu doradców małżeńskich słyszało takie słowa: „Nie jestem szczęśliwa/y w małżeństwie. Bóg pragnie, bym była/był szczęśliwa/y. Dlatego chcę się uwolnić od tego związku”. W tej egoistycznej perspektywie hedonizm bywa mylony ze szczęściem. Osoby, które wypowiadają takie słowa, uważają, że to okoliczności zewnętrzne decydują o ich szczęściu. Szukają więc przyjemności kosztem sensu. Nie dajcie się nabrać na to kłamstwo. To nieprawda, że hedonizm równa się szczęście. Hedonizm, którego celem jest maksymalizacja przyjemności, nie ma sensu. A poczucie sensu, jak zobaczycie w części pierwszej niniejszej książki, jest kluczowym elementem prawdziwego szczęścia. To fakt, jak bowiem głosi biblijna sentencja: więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu.

Nasz stary dobry przyjaciel Gary Thomas, autor między innymi książki Święte małżeństwo, słynie z zadawania następującego pytania: „A może w zamyśle Boga małżeństwo ma nas uświęcać, a nie uszczęśliwiać?”. Czy mogłoby być inaczej? Dążenie do świętości niesie ze sobą trwałe szczęście i radość. Dlaczego? Ponieważ świętość, pragnienie bycia na podobieństwo Boga, zakłada sens i miłość. A prawdziwe szczęście bez nich nie istnieje. Trawestując znane przysłowie – kto sieje świętość, ten zbiera szczęście.

 

szuka_szczesliwego_zycia_500pt_rgb_72dpi