• 4 lutego 2016
  • komentarzy
  • 1534 osób przeczytało
  • to!

Sensowne nicnierobienie

Manfred Lutz

Kobiecy głos dobiegający z kuchni w kierunku salonu: „Co robisz w tej chwili?”. Odpowiedź: „Siedzę”. „Oglądasz telewizję?” „Nie, siedzę”. „Czytasz książkę?” „Nie, siedzę”. „Nie chcesz wyjść z psem?” „Nie, chcę sobie tutaj posiedzieć”. Ten wymyślony dialog ciągnie się jeszcze dłużej i gdy słucha się go z parami małżeńskimi, zawsze bawi to tylko połowę publiczności. Ani podział ról bowiem, ani sam temat nie są rzadkością. Tak po prostu siedzieć i nic nie robić – to uchodzi za coś niemal nieprzyzwoitego. Nawet gdyby ten mąż robił coś bezsensownego, z łatwością uspokoiłby stawiającą pytania żonę. Ale takie zwyczajne siedzenie to po prostu nic! Jeszcze jako dziecko każdy miał okazję usłyszeć: „Próżniactwo jest przyczyną wszelakiego zła”.

W tej kwestii starożytni Grecy reprezentowali zupełnie odmienny pogląd. Do odpoczynku, po którym miała nastąpić praca, kategoryczne podejście miał Arystoteles: „Pracujemy, żeby móc nic nie robić”. A czas wolny nie ma nic wspólnego z nicnierobieniem. Grecy z pewnością nie mieli ministra do spraw pracy, ale mieli ministra do spraw nicnierobienia i pozbawionych celu czynności. A wszystko to na podstawie politycznego porządku szanującego godność człowieka. Nicnierobieniu zapobiega tyran – tak sądził Arystoteles. U Greków wszystko kręci się nie wokół pracy, ale wokół niecnierobienia. Scholia oznacza niecnierobienie. Praca to ascholia, czyli nie-nicnierobienie. Przejęli to również Rzymianie. Otium oznaczało u nich nicnierobienie, negotium – pracę. Rzeczywiście wydaje się, że to świat stojący na głowie. Wyjaśnienia wymagało nie to, że się siedziało i nie oddawało się żadnej produktywnej czynności, ale to, że się pracowało.`

Nie powinno się pomijać milczeniem faktu, że praktyczne istnienie owego społeczeństwa nicnierobienia było możliwe dzięki niewolnikom. Jednak w żadnym razie nie wyjaśnia to doceniania wartości nicnierobienia. Urlop z przeżyciami, podczas którego nie proponowano by żadnych aktywności, dzisiaj przypuszczalnie doprowadziłby do wymagań regresowych. „Byliśmy na urlopie i nic nie przeżyliśmy!” I właśnie już samo to „nic” Grecy uznawali za przeżycie. Dlatego spokoju nie można tak do końca tłumaczyć lenistwem. Oczywiście niektórzy odważni współcześni urlopowicze również leniuchują. Jednak po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że owo leniuchowanie ma jakiś cel. Na przykład wypoczynek jest alternatywą, formą oszczędzania pieniędzy bądź też biernym zabijaniem czasu, co dla Greków byłoby czystym barbarzyństwem.

U Greków bowiem nicnierobienie było niesłychanie cenionym zajęciem. To po prostu moment przeżywania szczęścia, zdrowia, sensu życia. Jeśli naród, który wykształcił sobie tak niesamowicie czuły zmysł radości życia, tak wysoce ceni sobie nicnierobienie, oznacza to, że zbadanie tego może być bardzo ciekawe dla naszego projektu „radość życia”. Czym więc jest „nicnierobienie”? 

Nicnierobienie jest czasem spędzonym wprawdzie bezcelowo, a jednak bardzo sensownie. To czas, w którym możemy być sobą, w którym nie musimy odgrywać żadnej roli, robić nic produktywnego, natomiast możemy intensywnie przeżywać niepowtarzalny czas naszego życia. Nicnierobienie nie ma nic wspólnego z nudą, jednak umiejętność nicnierobienia oznacza również umiejętność nudy, umiejętność spokojnego jej przyjmowania. Nicnierobienie nie jest po prostu tylko biernie spędzonym czasem. Przeciwnie, wszystkie zmysły są wówczas czujne, a jednocześnie spokojne i gotowe na przyjęcie piękna świata. Myśli są kreatywne, a jednocześnie bezcelowo płyną przed siebie przepełnione radością. Ducha radują rozmowy filozoficzne, ale również konwersacja na poziomie o Bogu i świecie – bez wpisanego celu kształcenia lub uszczęśliwiania. Taki czas nicnierobienia z pewnością również owocuje wynikami, tyle że nieświadomymi i przez to być może bardziej kreatywnymi. Nicnierobienie jest czasem poznania bez żadnych korzyści. W takich momentach może się zdarzyć – przynajmniej tak mawiali starożytni – że człowiek zetknie się z boskością. Z tego, jak spędziliśmy ów czas, nie musimy tłumaczyć się przed nikim i niczym. 

 

szczescie w pigulce

Manfred Lutz

niemiecki psychiatra, teolog, członek papieskiej Rady ds. Świeckich, Rady Wykonawczej Papieskiej Akademii Życia, eseista, autor książek