źródło: http://www.freestockphotos.biz
  • 26 lutego 2018
  • komentarzy
  • 2297 osób przeczytało
  • to!

Nie musisz odpowiadać

Leo Babauta

Natura się nie spieszy, a jednak wszystkiego udaje jej się dokonać.
Laozi

Cierpimy na manię natychmiastowego odpowiadania na rozmaite komunikaty: e-maile, tweety i aktualizacje statusów znajomych na portalach społecznościowych, wiadomości z komunikatorów internetowych, wpisy i komentarze na blogach, wpisy na forach itd. Odczuwamy potrzebę, by szybko odpowiedzieć, i jeśli tego nie zrobimy, jesteśmy podenerwowani. Strumień wiadomości domagających się odpowiedzi niestety nigdy się nie kończy.

Jeśli pozwolimy im na to, by zmuszały nas do niemal natychmiastowej reakcji, potrzeba odpowiadania będzie kierować naszymi działaniami. Zamiast dokonywać świadomych wyborów, reagujemy. Przeskakujemy z jednego zadania w inne, z jednej odpowiedzi do kolejnej, i naszym życiem sterują potrzeby innych, a nie to, co sami uważamy za ważne.

Nie musisz odpowiadać. Zastanów się, dlaczego wydaje nam się, że powinniśmy zareagować na każdy komunikat. Często jest to po prostu działanie kompulsywne – czujemy przymus odpowiadania, bo tak bardzo do niego przywykliśmy. Czasem kieruje nami również strach, że ludzie uznają nas za darmozjadów, klienci od nas odejdą, ominie nas coś ważnego, a znajomi stwierdzą, że jesteśmy nieuprzejmi albo ich unikamy.

Co się jednak stanie, jeśli spróbujemy pokonać te lęki i wyzwolić się od kompulsywnego zachowania?
1. Najpierw wyobraź sobie, że nie czujesz już przymusu odpowiadania na wiadomości. Co by się wtedy stało? Decydowałbyś o tym, czym chcesz się zająć danego dnia, i wykonywałbyś ważne zadania. Odpowiadałbyś na e-maile i inne komunikaty, ale tylko wówczas, gdy uznasz, że masz do przekazania coś ważnego, a nie dlatego, że czujesz się zobowiązany, by odpisać. Byłbyś dużo mniej zestresowany, nie martwiąc się, że stale napływają nowe wiadomości, do których się trzeba ustosunkować, czy że mnóstwo ludzi chce cię złapać przez któryś z kanałów komunikacji.
2. Następnie zmierz się ze strachem. Zastanów się, czego dokładnie się boisz – czy tego, że inni wezmą cię za gbura? Że coś przeoczysz? Że stracisz klientów albo narobisz sobie kłopotów w pracy? Przeanalizuj własne lęki – zapewne odkryjesz, że jest ich więcej niż jeden. Gdy już je rozpoznasz, zrób mały test – nie odpowiadaj na wiadomości przez kilka godzin. Co się stało? Czy coś cię ominęło? Czy coś straciłeś albo kogoś uraziłeś? Jeśli nie zaszło nic złego, przeprowadź test ponownie – tym razem nie reaguj przez pół dnia albo dzień. Zobacz, co się stanie. W życiu większości osób nie wydarzy się nic specjalnego. W pojedynczych przypadkach stanie się coś niepożądanego, ale nie będzie to miało większego znaczenia. Zrozumiesz wówczas, że większość twoich obaw jest pozbawiona podstaw.
3. Wreszcie zacznij zmieniać swoje życie. Jeśli zgadzasz się z twierdzeniem, że życie jest lepsze, kiedy nie ma w nim przymusowej komunikacji, kształtuj je z wolna w tym kierunku. Znów zacznij od małych prób – każdego dnia przez kilka godzin wstrzymuj się od odpisywania na wiadomości. Ustal, o której kończy się „okres niereagowania”, i gdy nadejdzie ta godzina, odpowiedz na wiadomości. W ten sposób będziesz panował nad komunikacją i sam zdecydujesz, kiedy odpisywać. W końcu możesz rozciągnąć „okres niereagowania” na pół dnia albo dłużej, ale na początku nie przesadzaj.

Wyzbądź się potrzeby bycia na bieżąco

Strach powiększa wilka. 
Przysłowie niemieckie

Wielu z nas jest niewolnikami newsów i potrzeby bycia na bieżąco ze światem, niszą biznesową czy życiem przyjaciół. Jesteśmy trochę jak uzależnieni od informacji narkomani: ciągle oglądamy wiadomości telewizyjne, poszukujemy nowinek ze świata rozrywki, staramy się śledzić różne blogi i kanały RSS, Twittera, Digg i Delicious, pocztę elektroniczną czy któryś z serwisów agregacyjnych. Potrzeba nadążania za wydarzeniami pochłania większą część dnia i wprowadza nas w stan napięcia, które ledwie rejestrujemy. Na czym się opiera ta potrzeba? Czy można się od niej uwolnić? Można – mnie się to w znacznej mierze udało.

Zadajmy sobie dwa pytania.

Na czym opiera się ta potrzeba?
Kluczowe słowo: strach.
Jeśli się nad tym zastanowić, niewiele zyskujemy, przyswajając wszystkie napływające informacje. W jaki sposób ulepszają one nasze życie? Jak pomagają nam tworzyć, odczuwać szczęście, robić to, co się dla nas liczy, spędzać czas z ludźmi, których kochamy? Nadmiar newsów co najwyżej oddala nas od tych celów. Powtórzę tę ważną prawdę: obsesja bycia na bieżąco odbiera nam to, co jest dla nas najważniejsze. A jednak nie staramy się jej wyzbyć, ponieważ się boimy, że: ominie nas coś ważnego i wyjdziemy na niedoinformowanych, stracimy jakąś okazję, nie dostrzeżemy, że dzieje się coś złego, czemu trzeba zapobiec, niewiedza o możliwym zagrożeniu sprawi, że przytrafi nam się coś złego. Obawy te wydają się uzasadnione, dopóki ich nie przeanalizujemy. Wówczas okaże się, że stoją za nimi wyłącznie normy społeczne i „potrzeby” wykreowane przez korporacje medialne i informacyjne.

Jak się uwolnić?
W dwóch krokach:
1) przeanalizuj kolejno każdą z obaw,
2) sprawdź w praktyce, czy ma ona jakiekolwiek podstawy.

Nasze lęki tracą moc, kiedy próbujemy się z nimi zmierzyć. W chwilach konfrontacji zwykle słabną i udaje nam się je pokonać. Przeanalizujmy je kolejno:
1. Wyjdziemy na niedoinformowanych. Naprawdę? Jak często ktoś przepytuje cię z bieżących wydarzeń albo wyśmiewa twoją niewiedzę? Gdyby nawet coś takiego się zdarzyło – co z tego? Niech inni kierują się obsesją newsów. Ty skup się na tym, co jest dla ciebie ważne, a nie na tym, co inni uważają za ważne.
2. Możemy stracić jakąś okazję. To możliwe. Świat jest pełen zmarnowanych szans. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że stracimy jakąś okazję przez nieustanne próby bycia na bieżąco. Pochłaniają nam one cały dzień, przez co nie mamy czasu na poszukiwanie  ekscytujących możliwości.
3. Możemy nie dostrzec, że dzieje się coś złego, czemu trzeba zapobiec. Jeśli dzieje się coś naprawdę złego, dowiemy się o tym. Dostaję newsy z Twittera, nawet jeśli zaloguję się tylko na chwilę co jakiś czas. Krewni i przyjaciele ostrzegą mnie przed nadchodzącym sztormem, zapaścią gospodarczą czy innym niebezpieczeństwem. Jasne, że trzeba wówczas polegać na innych, ale skoro oni i tak nas powiadomią, po co się przejmować byciem na bieżąco?
4. Niewiedza o możliwym zagrożeniu sprawi, że przytrafi nam się coś złego. Jest to bardzo mało prawdopodobne. Ja sam już od lat nie jestem na bieżąco – odciąłem się od nowinek i innych wiadomości, których nie potrzebuję – i nic złego mi się nie przytrafiło. Wręcz przeciwnie – spotkało mnie wiele dobrych rzeczy, mogę bowiem tworzyć i koncentrować się na tym, co sprawia, że jestem szczęśliwy.

Teraz kolej na sprawdzenie w praktyce, czy twoje obawy są uzasadnione. Przetestuj je, odłączając się na jeden dzień od newsów czy innych spraw, z którymi usiłujesz być na bieżąco. Następnie zobacz, czy któraś z twoich obaw się sprawdziła. Jeśli nie, zacznij znowu swobodnie czytać wiadomości i wchodź na strony, które śledzisz. Potem przeprowadź kolejny test, tym razem dwudniowy, i znowu oceń jego skutki. Powtarzaj te próby, coraz bardziej wydłużając okres odcięcia od newsów, aż będziesz w stanie funkcjonować przez kilka dni, nie będąc na bieżąco. Wtedy znowu sprawdź, czy twoje lęki miały jakieś podstawy.

Dzięki tym eksperymentom zobaczysz, jak jest naprawdę. Dowiesz się, czy może przytrafić ci się coś złego albo czy stracisz jakieś wielkie okazje, nie będąc na bieżąco. Zobaczysz także, czy rozszerzyły się granice twojej wolności i czy możesz zacząć pełniej żyć.

Leo Babauta, Skup się, Wydawnictwo M, Kraków

Leo Babauta

amerykański psycholog, autor książek