• 14 marca 2016
  • komentarzy
  • 3087 osób przeczytało
  • to!

Gniew, złość, frustracja…

Joanna Petry-Mroczkowska

Złość i irytacja stają się standardową reakcją na nieustanne frustracje, upokorzenia i momenty bezradności, jakich nie szczędzi nam codzienność. Paradoksalnie, ciągle zbyt wielu z nas nadużywa siły jako lekarstwa na poczucie niemocy. Specyfiką naszych czasów jest wzrost poczucia zagrożenia, niepewności, braku bezpieczeństwa – bezradności. Gdy mamy wrażenie, iż wymyka się nam kontrola nad własnym losem, pojawia się rosnący gniew i  pretensja. Właśnie bezradność często prowadzi do ucieczki w teorie konspiracyjne.

Gniew zawsze jest czymś spowodowany, ale ten powód rzadko bywa dobry, przestrzegał Benjamin Franklin, osiemnastowieczny amerykański mąż stanu, filozof i wynalazca. Gniew często występuje w imię sprawiedliwości. Brak wiary w życie przyszłe każe oczekiwać nagród na ziemi. Sprawiedliwość ma być tu i teraz. Czy warto być dobrym, jeśli nie ma natychmiastowej sprawiedliwości? Dotkliwe poczucie jej braku rodzi gniew i cynizm. Przemienia się w nienawiść do konkretnej osoby, obwinianie kogoś, kogo uważamy za sprawcę zagrożenia albo ataku na naszą godność. W społeczeństwie „cywilizacyjnie rozbudowanym” możliwości znajdowania winnych są nieograniczone.

Zniknął też czynnik dumy z indywidualnych kompetencji i dobrze wykonanej pracy. Ciągłe przetasowania, konieczność zmiany miejsca pracy czy nawet zawodu zwiększają możliwość frustracji. Z drugiej strony gloryfikowana perspektywa awansu zawodowego doprowadza do permanentnego stanu rywalizacji, ciągłego dążenia, żeby przegonić innych. By czuć się usatysfakcjonowanym, nie wystarczy już być dobrym w swojej dziedzinie, trzeba być lepszym niż ktoś z naszego otoczenia. Młode pokolenie żyje pod presją zdystansowania rodziców. Kiedy „wszystko” jest dostępne, oczekuje się „wszystkiego”. Każde „mniej” uważane jest za porażkę.

Poczucie braku karmi się porównaniami. Inni mają coś, czego my nie posiadamy. Zaciera się różnica między tym, czego nie wypracowaliśmy, a tym, czego nie dostaliśmy czy co nam zostało odebrane. Tymczasem łatwiej pogodzić się z tym, że czegoś nie mamy, niż z tym, że coś nam odebrano. Poczucie bycia czegoś pozbawionym bliskie jest poczucia bycia oszukanym. Każdy brak, niezależnie od okoliczności, uważamy za gwałt i reagujemy nań złością.

Chroniczny stan takiej frustracji prowadzi do gniewu – resentymentu. Max Scheler uważał, że ten ostatni jest „psychologicznym dynamitem, zawierającym w sobie ładunek wściekłości, której wybuch może zniszczyć każdą społeczność”. Resentyment kwitnie szczególnie w  społeczeństwach egalitarnych. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, kiedy jakiś system obiecuje więcej, niż może zapewnić. System egalitarny, demokracja, wydaje się szczególnie skłaniać do sytuacji roszczeniowych. Pojawia się następujące rozumowanie – sfrustrowani pragną czegoś, a skoro tego nie otrzymują, wpadają w gniew, a to oznacza, że ich roszczenia musiały być słuszne. Do tego dołącza się przekonanie, iż dobra materialne są lekarstwem na wszystko. Wtedy popadamy w stan poważnej frustracji i zwątpienia w sens życia. Szczególny rodzaj lenistwa polegający na robieniu wszystkiego, aby nie dopuścić do niewygody, w ostatecznym rozrachunku może pobudzać nas do agresji. Najmniejsza niewygoda nas oburza, kiedy coś nie działa, wybuchamy gniewem. To jeszcze jeden przykład na to, jak przeplatają się grzechy, jak są ze sobą połączone i jak trudno je porozdzielać.

Żyjemy w epoce okazywania gniewu, irytacji, złości, wściekłości, agresji, awantur, chuligaństwa, wandalizmu i terroryzmu, które są na porządku dziennym. Niszczy się siebie, drugiego człowieka, cudze mienie. Objawem gniewnej złości są przekleństwa, które przyczyniają się do oszpecania mowy. Podczas gdy dawniej opinię publiczną bulwersowały informacje o zbrodniach w afekcie, dzisiaj przyczyną poważnego problemu prywatnego i społecznego staje się przemoc w rodzinie. Według amerykańskich statystyk, w małżeństwach przemoc fizyczna dotyczy 15 procent żon. Znacznie częściej występuje w związkach kohabitacyjnych (35 procent kobiet).

Gniew, poirytowanie najczęściej rodzą się w sytuacjach banalnych, choć mogą mieć symboliczne znaczenie. Nieustannie reagujemy w sposób nadpobudliwy. Pojawiają się nowe zjawiska: wściekłość na drodze, w powietrzu, na desce surfingowej. Co do tego ostatniego okazało się na przykład, że wybrzeża ciepłych mórz nie zapewniają wszystkim miłośnikom surfingu dosyć miejsca na falach! Agresję kierowców tłumaczy się wieloma czynnikami. Należą do nich między innymi pozycja bezruchu sprzyjająca napięciu, wyizolowanie, ograniczenie do wyznaczonego odcinka przestrzeni, a w korku utrudnienia w posuwaniu się naprzód, konieczność zachowania bardzo szczegółowego kodeksu drogowego, co odbierane jest jako atak na swobodę, strach przed uszkodzeniem samochodu i drogimi naprawami, traktowanie samochodu jako wyznacznika naszego statusu, a co za tym idzie konieczność jego obrony, duch rywalizacji, nadmierny krytycyzm wobec umiejętności innych i zadufanie we własne. Wymienia się także zwykłe „braki charakterologiczne” ogromnej rzeszy kierowców. Amerykańskie badania ustaliły jednak, że osoby wykazujące „złość za kierownicą” nie mają świadomości złego postępowania. Typowe jest nazywanie agresji asertywnym i sprawnym prowadzeniem samochodu.

Coraz częściej mamy do czynienia z awanturami między kierowcami pojazdów, z rękoczynami, a nawet zabójstwami. Dzieje się tak na parkingach, kiedy kierowcy mszczą się za podebranie im miejsca. Nie brak też agresywnych przechodniów, szczególnie młodych. Agresja komputerowa przejawia się wysyłaniem obraźliwych „płomiennych” listów przez ludzi bardziej lub mniej anonimowych, ukrytych za sfingowanymi nazwiskami lub posługujących się nazwiskami innych osób. Liczba codziennych, drobnych sytuacji konfliktowych obniża naszą wrażliwość. Anonimowość sprzyja bezkarności, brak konieczności troski o dobre imię wyzwala instynkt niepohamowanej agresji.

Współcześni badacze położyli duży nacisk na związek między frustracją a gniewem. Bada się związki między gniewem a agresją. W chwili obecnej, konsekwentniej niż dawniej, rozpatruje się je oddzielnie, wychodząc z założenia, iż agresja, słowna czy fizyczna, jest działaniem, a gniew uczuciem. Nie oznacza to, że nie współistnieją, gniew bowiem najczęściej prowadzi do agresji.

Badania sugerują, że gniew poprzedza agresję, choć można być zagniewanym bez uciekania się do agresji bądź agresywnym bez uczucia gniewu. Niektórzy są zdania, że częścią składową agresji jest zamiar skrzywdzenia. Kryminologia poświadcza, że motywami agresji są – jak od zarania dziejów – chciwość, zazdrość, nienawiść, gniew, chęć zemsty, pragnienie lepszego statusu, akceptacji, żądza władzy, przygody i nadzwyczajności.

Deborah Tannen, badająca stosunki międzyludzkie i  mechanizmy porozumiewania się kobiet i mężczyzn, nie waha się stwierdzić, że bardziej niż kurtuazję i zgodę zaczynamy cenić swarliwość i agresywność. Otaczają nas wojny (choćby „gwiezdne”) i nieustanna walka. Przytłaczają nas konflikty, spory, wyłaniające zwycięzców i pokonanych. Psychologowie przestrzegają, że agresywność udziela się nawet ludziom o silnym wyczuciu moralnym, kiedy przez dłuższy czas są świadkami bezkarności tych, którzy uciekają się do agresji. Kulturę dzisiejszą nazywa się kulturą gniewu, krytyki, agresji, braku szacunku dla innych. Powiedzielibyśmy – w dzisiejszej kulturze jest zastraszająco mało kultury.

Gniew marnuje naszą energię, odwraca naszą uwagę od realnych niebezpieczeństw współczesnego świata. Dzisiaj dochodzi do paradoksalnej sytuacji – owym zagrożeniem stają się mniej uchwytne, ale nie mniej zdradliwe wytwory cywilizacji mającej nas chronić przed fizyczną grozą pieczar i puszcz prymitywnie drapieżnego świata, który dawno już opuściliśmy. Nastroje, z uczuciem gniewu na czele, są dziś kontrolowane przez środki farmakologiczne. Nie jest to jednak rozwiązanie zadowalające. Trzeba rozeznać, co powoduje, że ludzie czują się zagrożeni i starać się ograniczyć te czynniki. Równocześnie trzeba przypominać o wartości opanowania.

Praktyczny Ewagriusz przestrzegał zagniewanego przed samotnością, gdyż ona może zatruć. Powinien on właśnie wtedy pójść między ludzi, by nie pozwolić zagnieździć się gniewowi. Nade wszystko zaś Ewagriusz zaleca praktykowanie miłosierdzia i łagodności. Dzięki miłosierdziu serce się rozszerza, dobre uczucia przepływają, nie dochodzi do spiętrzenia złych emocji.

Dla dobra jednostki i wspólnoty warto byłoby wrócić do ideału człowieka łagodnego („cichego” z ośmiu błogosławieństw), który nie podejmuje destruktywnej walki, bo widzi jej bezcelowość. Nie wszczyna kłótni, nie cechuje się uporem ani mściwością, nie chowa urazy. Nie jest przy tym ani naiwny, ani łatwowierny. Odznacza się spokojem, zachowując równowagę, umiar i otwarty umysł. Łagodność, która wielu dzisiaj wydaje się słabością, stanowi właśnie siłę. Polega ona na niepoddawaniu się przemocy. Człowiek łagodny pozwala bliźniemu być sobą, podczas gdy gwałtownik przez użycie przemocy pozbawia innych należnych im praw.

 

mroczkowska_500pt_rgb_72dpi

Joanna Petry-Mroczkowska

dr romanistyki, tłumaczka, publicystka, autorka książek, mieszka trochę w Waszyngtonie, a trochę w Krakowie