• 26 października 2015
  • komentarzy
  • 1468 osób przeczytało
  • to!

Prof. Krasnodębski: Merkel słabnie. To dla nas szansa.

wPolityce.pl: Media zagraniczne komentują wyniki wyborów w Polsce. Powtarza się opinia, że nasz kraj skręca w prawo, że PiS jest antyeuropejski, ksenofobiczny itd. Takie opinie tworzą wokół Polski nieprzyjemną atmosferę. Przejmuje się Pan nimi? Czy też traktuje jako przejaw walki interesów, do którego nie należy się przywiązywać?

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Pamiętajmy, że doniesienia zagranicznej prasy wynikają w pewnej mierze ze skrzywienia zawodowego tych dziennikarzy, którzy wypisują takie teksty. Te komentarze nie są tak interesujące dla wszystkich czytelników zachodnich. Pamiętajmy, że również komentarze dotyczące Andrzeja Dudy były nieprzychylne. Jednak już po wyborach trochę się uspokoiło. Mam nadzieję, że i obecnie ta faza szybko przeminie. Zauważmy, że politycy europejscy są lepiej poinformowani i bardziej racjonalni. Liczę, że rząd niemiecki, brytyjski czy francuski wiedzą więcej o Polsce niż ludzie piszą w gazetach.

Doniesienia gazet mogą się przełożyć na życie polityczne? Na stosunek rządów do Polski?

Mam nadzieję, że będzie odwrotnie, że to przekaz medialny wróci do normalności. Jednak na razie mamy robienie wokół Polski złej atmosfery. Niestety te doniesienia i tezy mają swoje źródło w Polsce. To wychodzi od zagranicznych korespondentów, którzy działają w naszym kraju i są powiązani czy zaprzyjaźnieni z polskim mainstreamem. Oni przyzwyczaili się do tego, że zamiast wykonywać swoją pracę dziennikarską ograniczają się do czytania Gazety Wyborczej, Newsweeka i takich pism. Oni stamtąd czerpią informacje, to takie doniesienia leżą u podstaw tekstów o Polsce. To w mojej ocenie jednak szybko przeminie.

Co potem? W jaki sposób się zmieni narracja dotycząca Polski?

Sądzę, że będziemy widzieć poważniejsze teksty i doniesienia. Pojawią się zapewne rozbieżności interesów, polityki. Te jednak będziemy omawiać na gruncie politycznym. Sądzę, że uda nam się uzgadniać i wypracowywać porozumienia z partnerami. Interesy nasze nie zawsze są zgodne. Tu nie ma nic dziwnego.

Zmiana polityczna w Polsce ma miejsce w szczególnym momencie dla Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz ma coraz poważniejsze problemy u siebie w kraju. Czy to, co dzieje się w Polsce, może mieć wpływ na sytuację Merkel? A jeśli tak, jakie to może mieć znaczenie dla naszych relacji?

Pojawiają się dziś komentarze, że Angela Merkel jest coraz mocniej izolowana w Europie. Nawet ostatni szczyt zwołany przez Junckera nie przyniósł odpowiednich rezultatów. Na pewno Merkel jest niewygodnie z obecną zmianą polityczną w Polsce. Dochodzi jej jeszcze jeden problem, czy niewiadoma. To dla nas pewna szansa. Kanclerz będzie bardziej ostrożna w kontaktach z Polską i pierwszych komentarzach. Dlatego sądzę, że faza negatywnych komentarzy w Niemczech szybko przeminie. Niemcy będą musiały się liczyć z tak istotnym krajem, jakim jest Polska, będą musieli się dogadywać.

Merkel słabnie? To nasza szansa?

Tak, pozycja Merkel się chwieje. Nie jest nawet wykluczone, że lada chwila możemy mieć do czynienia z jakimś innym Kanclerzem Niemiec. Tak też się może stać. I to szybciej niż się spodziewamy. Społeczeństwo jest zmęczone sytuacją, krytyka narasta. Mamy kryzys idei europejskich, kryzys przywództwa niemieckiego.

Polska ma szanse wejść w ten kryzys i skutecznie wzmocnić Europę Środkową? Wiemy, że z polityką w regionie Polska miała ostatnio problemy.

Mamy wspólne interesy z krajami Europy Środkowej. My nie jesteśmy obecnie dotknięci problemem imigrantów, jak Węgry, Słowenia, czy Chorwacja. Jednak za chwilę czekają nas negocjacje dotyczące np. relacji Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Brytyjczycy czekali z nimi do czasu naszych wyborów. Mamy wciąż kryzys strefy euro. W rozwiązywaniu tych problemów powinniśmy odgrywać ważną rolę. Ta sytuacja stwarza szanse na bardziej samodzielną polską politykę. Sytuacja jest trudniejsza, więc wymaga bardziej kompetentnych i energicznych działań.

Rząd PiSu będzie w stanie takie działania prowadzić?

Liczę na to, że potwierdzą się sondażowe wyniki i PiS będzie w stanie samodzielnie rządzić. Jeśli zamiast tego Sejm byłby rozproszony, moglibyśmy mieć obawy. Widać, że polityka wróciła do Europy, do Unii Europejskiej. Utopia o spokojnej, bezpiecznej, postmodernistycznej Europie, która jest tworem postpolitycznym, upada. To nie przez przypadek zbiega się wszystko ze sobą.

O czym Pan mówi? Co się z czym zbiega?

Kryzysy, upadek naszego byłego premiera w roli przewodniczącego Rady Europejskiej, który głosił postpolitykę, odejście partii, która koncentrowała się na administrowaniu w Polsce, zapewnieniu ciepłej wody w kranie – to wszystko łączy się ze sobą. Wkraczamy w nową epokę. Nie zapominajmy również o wojnie na Ukrainie i problemach w relacjach z Rosją. Sytuacja i kontekst międzynarodowy jest dziś zupełnie inny, mamy bardzo dynamiczną sytuację, wiele zagrożeń. Nieprzypadkowo wyborcy postawili w tej sytuacji na partię, której suwerenność, obrona interesów są ważne, partię eurorealistyczną, ale nie antyeuropejską. Ważne były oczywiście sprawy wewnętrzne, ale sądzę, że sprawy polityki zagranicznej również miały swoje znaczenie dla wyborców.

Rozmawiał Stanisław Żaryn, wPolityce.pl