• 23 kwietnia 2016
  • komentarzy
  • 981 osób przeczytało
  • to!

Św. Wojciech, patron Polski

Joanna Maryon-Golonka

Od najmłodszych lat Wojciech, dążył do świętości, jednak trudny charakter, porywczość i radykalizm bardzo przeszkadzały mu w tych staraniach. Nigdy nie był dobrym dyplomatą, a jego zapał do wprowadzania zasad chrześcijaństwa były przyczyną wielu porażek. Święty Wojciech jest pierwszym polskim męczennikiem, i jednym z trzech głównych patronów Polski.

Wojciech urodził się w 956 r. w Libicach, w książęcej rodzinie jako szósty syn Sławnika i Strzeżysławy, wywodzącej się z rządzącego w Czechach rodu Przemyślidów. Na tle innych rodów czeskich Sławnikowicze wyróżniali się religijnością, kiedy jednak urodził się Wojciech, rodzice nie chcieli, aby ich syn został duchownym. Niedługo po narodzinach dziecko zachorowało i rodzice, widząc w tym wydarzeniu znak od Boga, zanieśli chłopca do kościoła. Obiecali Bogu, że ich syn zostanie kapłanem. W 972 roku Wojciech został wysłany do szkoły świątobliwego benedyktyna Oktryka. Szkoła mieściła się przy katedrze w Magdeburgu, a jej absolwenci przeznaczani byli do pełnienia wysokich stanowisk kościelnych. Podczas nauki, którą ukończył w 981 roku, przyjął imię arcybiskupa magdeburskiego, św. Adalberta, który był jego opiekunem i mentorem, i pod tym imieniem znany był w krajach zachodnich. Po powrocie do Czech był świadkiem śmierci pierwszego biskupa praskiego, co zrobiło na nim tak duże wrażenie, że postanowił rozdać swój majątek ubogim i zaczął wieść bardzo skromne życie. W 982 r., w wieku 27 lat, pomimo iż nie osiągnął wieku episkopalnego, Wojciech został drugim w dziejach biskupem Pragi. Po przyjęciu sakry biskupiej podzielił majątek kościelny na cztery części, a dla siebie zachował najmniejszą z nich. Według przekazów historycznych rozdawał wszystko, co było w domu biskupim, a w dni powszednie podejmował dwunastu biedaków, których – na cześć apostołów – karmił i poił.

Podobno kiedyś nie miał, czego dać żebrakowi, poszedł więc do sypialni, zdjął z poduszki jedwabną powłoczkę i podarował ją wiernemu. Przysporzyło mu to wielkiej popularności, i sprawiło, że odwiedzało go wielu mieszkańców, niektórzy tylko po to, żeby się wyżalić.

W czasie wolnym od zajęć Wojciech modlił się, studiował pobożne pisma i oddawał się kontemplacji. O jego wyjątkowości świadczy także to, że pracował fizycznie na swoje utrzymanie. Każdemu był bardzo bliski przez współczucie, nie lekceważył ułomności bliźnich, i dostosowywał się do ich słabości.

Jednakże młody biskup nie miał w sobie nic z dyplomaty. Był raptowny i w bardzo radykalny sposób starał się wprowadzać zasady chrześcijańskie. Tępił wszelkie zachowania pogańskie a szczególnie zwalczał wielożeństwo, małżeństwa duchownych i wykupywanie chrześcijańskich niewolników przez Żydów. Wszystko to doprowadziło do silnego konfliktu Wojciecha z wiernymi, i przysporzyło mu rzesze wrogów, dlatego po pięciu latach Wojciech uciekł do Rzymu, aby poskarżyć się papieżowi, że wierni nie chcą go słuchać. Postanowił nie wracać do Pragi tylko wyruszyć w pielgrzymkę do Ziemi Świętej, jednak po drodze trafił do klasztoru benedyktyńskiego na Monte Cassino. I za namową jednego z pustelników postanowił wieść żywot mnicha.

Następnie udał się do Rzymu, do klasztoru św. Bonifacego i Aleksego na Awentynie. Prostota życia zakonnego i możliwość służenia innym braciom bardzo mu odpowiadała. Nie uważał już siebie za biskupa i nie przychylił się do próśb benedyktynów o konsekrowanie ich kościołów.

Biskupstwo w Pradze podlegało wówczas arcybiskupowi Moguncji, Willigisowi, któremu nie dawało spokoju to, że Praga nie ma pasterza. Nie chciał się zgodzić, aby funkcję tę objął ktoś inny, skoro żyje prawowicie wybrany biskup.

Po licznych negocjacjach biskupowi Wigillisowi udało się złamać opór mieszkańców Pragi i Wojciech mógł wrócić. Prażanie zapewniali Wojciecha, że będą żyli zgodnie z zasadami chrześcijaństwa. Po powrocie Wojciech przekonał się jednak, że niewiele się zmieniło i potraktował to jako kolejną porażkę. O porzuceniu po raz kolejny biskupstwa praskiego przez Wojciecha zadecydowało złamanie azylu kościelnego przez wiernych. Wojciech, chcąc ochronić przed rozwścieczonym tłumem kobietę, która dopuściła się zdrady męża, ukrył ją w kościele. Wierni nie uszanowali prawa azylu kościelnego i wyciągnęli kobietę i biskupa z kościoła, grożąc zemstą na jego rodzinie.

Po kolejnym niepowodzeniu Wojciech znów uciekł z Pragi i udał się na wygnanie do klasztoru na Awentynie. Tam dowiedział się, że czeski książę Bolesław II Pobożny zdobył ziemie należące do jego rodziny i nikomu z jego rodziny, poza najstarszym z braci Sobiesławem, nie udało się przeżyć.

Po tych wydarzeniach Wojciech zaprzyjaźnił się z cesarzem Ottonem III, z którym był spokrewniony i został domownikiem na jego dworze. Po naciskach arcybiskupa Moguncji, synod biskupi zdecydował, że Wojciech pod karą klątwy ma wrócić do Pragi. Na szczęście dla Wojciecha, po wstawiennictwie w jego sprawie Ottona III, papież Grzegorz V pozwolił mu dokonać wyboru między powrotem do Czech, a pracą misyjną. Podczas pobytu na dworze niemieckiego cesarza Wojciech odbył pielgrzymkę do Tours nad Loarą, do grobu św. Marcina. Modlił się też przy relikwiach św. Benedykta we Fleury, i św. Dionizego w Saint-Denis. Pielgrzymka ta umocniła go duchowo i Wojciech wrócił na cesarza, aby się pożegnać i wyruszyć ponownie do Pragi. Nie mógł jednak ponownie objąć sakry biskupiej, dopóki nie zakończą się rokowania z księciem praskim.

Pod koniec 996 r. Wojciech udał się więc do Polski, gdzie na dworze księcia Bolesława Chrobrego przebywał jedyny jego ocalały brat. Książę Bolesław powitał Wojciecha z otwartymi ramionami, ponieważ chciał na ziemiach polskich chrystianizacji Prusów i Wieletów, których język Wojciech miał znać. Jako że chrześcijaństwo w Polsce było jeszcze bardzo młode, Wojciech przystąpił do pracy misyjnej. Założył pierwsze na ziemiach polskich opactwo benedyktynów, nie wiadomo jednakże w którym miejscu. Jednak i tutaj na terenach polskich, przez swój radykalizm, zraził do siebie wielu wiernych. Kpił z miejscowych obyczajów, nie tłumaczy prawd wiary tylko od razu wymagał ich stosowania. Nic więc dziwnego, że i poddani Bolesława Chrobrego nie chcieli słuchać Wojciecha ani jego kazań.

W tym samym czasie z Pragi przyszła odpowiedź, że Wojciech nie może wrócić, więc na polecenie księcia polskiego Bolesława udał się do Prus. W Gdańsku przeprowadził masowy chrzest i rozkazał wycięcie świętego dębu, co było chyba jedynym spektakularnym sukcesem na drodze duszpasterskiej Wojciecha. Następnie Wojciech, wraz z przyrodnim bratem Radzimem, prezbitrem Boguszą-Benedyktem oraz rycerzami, przydzielonymi im do ochrony przez księcia Bolesława, dotarli do ziemi Prusów, najprawdopodobniej w okolicach Truso niedaleko dzisiejszego Elbląga.

Jednakże i tutaj ich działalność misyjna nie spotkała się z przychylnym przyjęciem. W czasie pobytu na jednej z wysp doszło do spotkania z pruskimi rybakami, którzy próbowali się z porozumieć z misjonarzami. Kiedy okazało się, że misjonarze nie potrafili powiedzieć nic zrozumiałego, jeden z rybaków uderzył Wojciecha wiosłem w plecy. W kolejnym miejscu, dzięki pomocy jednego z możnowładców, Wojciech mógł skorzystać z pomocy tłumacza, przemawiał jednak tak ostro i zapalczywie, że Prusacy zaczęli grozić mu śmiercią. Wojciech odesłał ochronę przydzieloną mu przez księcia i chciał nadal prowadzić pracę misyjną, jednakże niechęć Prusów sprawiła, że postanowili wracać na dwór Bolesława. Po odprawieniu Mszy na świętej polanie z rozwścieczonego tłumu tubylców wybiegł kapłan Sicco i wbił siekierę lub włócznię w serce Wojciecha. Aby zhańbić ciało Wojciecha po śmierci odcięto mu głowę i nabito na pal. Potajemnie wykradł ją i przewiózł do Gniezna nieznany Pomorzanin.

Bolesław Chrobry doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakim skarbem są relikwie męczennika, dlatego za ilość złota odpowiadającą wadze ciała biskupa wykupił je i pochował w Gnieźnie. Już w dwa lata od męczeńskiej odbyła się kanonizacja Wojciecha, i podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego do jego grobu z pielgrzymką przybył cesarz Otton III. Pogrzebane w Gnieźnie relikwie biskupa stały się fundamentem założonej w roku 1000 przez jego przyjaciela, cesarza Ottona III, archidiecezji. Gniezno stało się samodzielną archidiecezją, uniezależniając się tym samym od metropolii niemieckich.

Wojciech, biskup i męczennik, został ogłoszony świętym przez Sylwestra II w 999 roku. Stał się patronem współpracy i jedności duchowej chrześcijańskiej Europy oraz jednym z trzech głównych patronów Polski. Przez katolików jest uznawany również za patrona Czech,Prus, czasem także Węgier. Wspomnienie liturgiczne św. Wojciecha w Kościele katolickim i ewangelickim obchodzone jest 23 kwietnia. Atrybuty, z którymi Święty przedstawiany jest na wizerunkach, to włócznia, wiosło, topór, ster.

Joanna Maryon-Golonka

absolwentka Filologii Ukraińskiej na UJ, tłumaczka.