• 6 marca 2018
  • komentarzy
  • 1224 osób przeczytało
  • to!

Ostatnie dni. Jak to było?

Robert Louis Wilken

Po trwającym trzy lata okresie nauczania i uzdrawiania w Galilei Jezus wyruszył do Jerozolimy. W relacjach ewangelicznych opisujących Jego drogę do Świętego Miasta pojawia się ton powagi i doniosłości, bo oto prorok i mędrzec z Galilei wkracza w decydujący moment swojego młodego życia. Od tego momentu wszystko zaczyna być postrzegane w świetle Jego zbliżającej się nieuchronnie śmierci. Planując świętowanie Paschy w Jerozolimie, Jezus przybył do Świętego Miasta w czasie przygotowań do tego święta. Pragnął spędzić jakiś czas, nauczając w mieście i w świątyni. Jego sława dotarła do Jerozolimy przed Nim i gdy tylko przybył do miasta, tłum zgromadził się wokół Niego. Ale ostre polemiki z żydowskimi nauczycielami wzbudziły niechęć i podejrzenia, że jest wichrzycielem. Wkrótce kapłani i uczeni zaczęli Go wystawiać na próbę w świątyni: „jakim prawem to czynisz?”. Na co On im odpowiedział: „Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię”. Ponieważ nie chcieli mu odpowiedzieć na Jego pytanie, powiedział: „Więc i Ja nie powiem wam, jakim prawem to czynię” (Mk 11,27–33).

W wieczór poprzedzający dzień śmierci Jezus spożył ostatni posiłek ze swymi uczniami. W chrześcijaństwie określa się go mianem Ostatniej Wieczerzy i wiele osób wyobraża go sobie tak, jak przedstawił go Leonardo da Vinci na obrazie pod tym samym tytułem. Nie da się jednak zrekonstruować dokładnie tego, co się wówczas wydarzyło, a już na pewno nie to, gdzie kto siedział. Ewangeliści mówią nam, że podczas posiłku Jezus wziął chleb, pobłogosławił go i powiedział: „bierzcie, to jest Ciało moje”. Potem wziął kielich, odmówił dziękczynienie i podał uczniom ze słowami: „to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym” (por. Mk 14,22–25). Ten posiłek był antycypacją śmierci Jezusa.

Chociaż posiłek Jezusa z uczniami był najprawdopodobniej żydowskim posiłkiem paschalnym, Ewangelie nie mówią nam nic na temat tradycyjnych elementów tego żydowskiego rytuału, takich jak spożywanie baranka paschalnego, gorzkich ziół czy też recytacja opisu uwolnienia Izraelitów z Egiptu. Zamiast tego koncentrują się na błogosławieństwie nad chlebem i kielichem z winem (oba te błogosławieństwa są częścią rytuału paschalnego), łącząc je bezpośrednio ze śmiercią Jezusa. Wyrażenie „Krew Przymierza” wskazuje na ofiarę i pobrzmiewa w nim echo pradawnej żydowskiej praktyki pieczętowania przymierza krwią. Nawet ostatnie słowa Jezusa wypowiedziane do uczniów podczas tego paschalnego posiłku – „Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym (Mk 14,25)” – zwiastują Jego rychłą śmierć.

Po wieczerzy Jezus z kilkoma uczniami opuścił miasto, udając się do ogrodu Getsemani – ustronnego terenu za murami, na zachodnim zboczu Góry Oliwnej, na wschód od Jerozolimy. Tam został aresztowany (powinniśmy właściwie powiedzieć „zatrzymany”), uczniowie Go porzucili i musiał sam zmierzyć się z czekającym Go losem. Od tego momentu historia nabiera tempa: Jezus umrze w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin. Po zatrzymaniu zaprowadzono Go na nadzwyczajne nocne posiedzenie rady arcykapłanów i starszych świątyni. Oskarżono Go o to, że jest fałszywym prorokiem. Świadkowie zeznali, że mówił: „ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony” (Mk 14,58). Ich zeznania były jednak sprzeczne, zaś sam Jezus milczał i wcale się nie bronił. Wówczas arcykapłan zapytał Go, czy jest Mesjaszem, na co Jezus odpowiedział enigmatycznie: „Powiedziałeś”5 (Mt 26,64). Władze żydowskie uznały Jego odpowiedź za bluźnierstwo zagrożone karą śmierci, co zgodnie z prawem żydowskim skazywałoby Go na ukamienowanie. Następnego dnia rano postanowiono jednak przekazać całą sprawę rzymskiemu prokuratorowi Poncjuszowi Piłatowi.

W piątek wczesnym rankiem Jezusa doprowadzono do Piłata. Ten już wcześniej słyszał o Jezusie i nie chciał być wciągany w lokalny konflikt. Odesłał Go więc do Heroda Antypasa, tetrarchy i miejscowego władcy. Rezydencja Heroda mieściła się w Galilei, na północy kraju, ale podobnie jak wielu innych, przebywał wówczas w Jerozolimie, uczestnicząc w święcie Paschy. Posunięcie Piłata było sprytne, ale Herod także nie chciał się w nic angażować, więc odesłał skazańca z powrotem do Piłata. Ostatecznie przywódcy żydowscy przedstawili swoje zarzuty wobec Jezusa władzy rzymskiej w osobie Piłata, oskarżając Jezusa o to, że udaje Mesjasza i podburza lud do buntu. Piłata to nie przekonało, ostatecznie jednak ustąpił i zarządził egzekucję skazańca. Jeszcze tego samego popołudnia Jezus z Nazaretu został ukrzyżowany na Golgocie (co oznacza „miejsce czaszki”), czyli wzgórzu znajdującym się tuż za granicami Jerozolimy. Była wigilia święta Paschy i większość mieszkańców miasta zajęta była przygotowaniami do tego święta, jednak mała grupka uczniów Jezusa, pośród których były kobiety, czuwała pod krzyżem. Zdjęli ciało Jezusa i z pomocą Nikodema, znaczącego i pobożnego członka Sanhedrynu, czyli żydowskiej rady starszych, złożyli je w grobie wykutym w skale należącym do Nikodema. Nasze postrzeganie ukrzyżowania Jezusa do tego stopnia zostało ukształtowane przez wszystko, co wydarzyło się potem, że trudno nam sobie wyobrazić, co ta śmierć oznaczała dla Jego uczniów. W Ewangeliach mamy niewiele bezpośrednich informacji na temat tego, co czuli, bardzo wiele nam jednak przekazują ich słowa. Ludzie stojący pod krzyżem, przybici smutkiem i rozpaczą, wrócili do swoich domów. Ich nadzieje legły w gruzach. Niektórzy z uczniów zamknęli się w domu „z obawy” (J 20,19), by czasem władze nie zaczęły ich szukać. W Ewangelii Łukasza Kleofas, uczeń Jezusa, mówi o Nim w czasie przeszłym: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24,21). Koniec nadszedł tak szybko i niespodziewanie, że uczniowie się rozeszli i zupełnie stracili głowę. Wspomnienia nie mogły być dla nich żadną pociechą, ponieważ na wszystkim, co Jezus zrobił i co mówił, kładł się teraz cień strasznych wydarzeń, które doprowadziły do Jego ukrzyżowania i śmierci. Uczniowie z całą pewnością nie mieli wówczas zamiaru rozpowiadać historii o tym, że Jezus powstał z martwych.

A jednak wkrótce po tych wydarzeniach pojawiły się relacje o tym, że Jezus objawił się żywy niektórym ze swoich uczniów, oni zaś opowiedzieli innym o tym zdumiewającym dla siebie widzeniu. I chociaż Ewangelie przedstawiają nam relacje o odkryciu pustego grobu, najwcześniejsza wzmianka o Zmartwychwstaniu pojawia się w jednym z listów Pawła, który skupia się na tym, jak Jezus ukazywał się swoim uczniom. W dniach bezpośrednio po swoim ukrzyżowaniu Jezus objawił się tym, którzy Go znali tak dobrze, że Go rozpoznali. „Przekazałem wam na początku – pisze Paweł – to, co przejąłem: że Chrystus (…) ukazał się Kefasowi [Piotrowi], a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie” (1 Kor 15,3–8).

Powyższe słowa zostały napisane dwadzieścia lat po śmierci Jezusa, lecz formuła, której używa Paweł („przekazałem wam to, co przejąłem”) wskazuje, że relacjonuje on pewne wspólnotowe wspomnienie sięgające swymi początkami dni bezpośrednio po śmierci Jezusa. Osobiste spotkanie z żywym Chrystusem dało Jego uczniom pewność siebie i odwagę do tego, by wyjść z Jerozolimy i głosić Ewangelię (euangelion to po grecku „dobra nowina”), że Bóg Izraela dokonał niezwykłej i nowej rzeczy w Jezusie z Nazaretu.

 

pierwsze_1000_la_v6_500px (1)

Robert Louis Wilken

profesor historii, wybitny znawca dziejów chrzescijaństwa