źródło: fot. Włodzimierz Jerzy Mościcki
  • 16 października 2019
  • komentarzy
  • 1799 osób przeczytało
  • to!

W poszukiwaniu tatrzańskich skarbów

Przyroda Tatr oraz dzieje poszukiwania kruszców i minerałów od dawna cieszą się dużym zainteresowaniem. Co za tym idzie, tematyka ta posiada bogatą bibliografię. Najstarsze zapisy zawdzięczamy XVI-wiecznym kronikarzom, natomiast pierwsze opisy Tatr o charakterze naukowym pochodzą z początku XVIII wieku. Wielu znanych przyrodników i historyków poświęciło tym zagadnieniom swoje prace, przeprowadzając gruntowne badania. Na szczególną uwagę zasługują publikacje pracowników naukowych Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tym razem – przypominając najważniejsze wydarzenia związane z górnictwem i hutnictwem tatrzańskim – szczególną uwagę zwrócono na liczne jego związki żupami krakowskimi, tj. kopaniami soli Wieliczce i Bochni. W XVIII i XIX w. były one największym odbiorcą tatrzańskich produktów.

Badania archeologiczne dowodzą, że po południowej stronie Tatr, już w pierwszych wiekach naszej ery, pozyskiwano rudę, z której wytapiano żelazo. Natomiast o poszukiwaniach piasków złotonośnych w XIII w. po stronie północnej dowiadujemy się z testamentu Piotra Wydżgi, zamieszczonego przez Jana Długosza w Księdze uposażeń diecezji krakowskiej. W kolejnych wiekach nasilało się zainteresowanie również innymi bogactwami ukrytymi w ziemi. Najstarsza informacja o kopalni w okolicy Nowego Targu pochodzi z 1417 roku. Późniejsze poszukiwania w Tatrach Wysokich i Tatrach Zachodnich doprowadziły do odkrycia żył kruszcowych, rud miedzi i metali szlachetnych, zawierających siarczki żelaza i miedzi z domieszkami srebra i śladowymi ilościami złota. O odkryciu złóż srebra i miedzi po stronie północnej, w rejonie Ornaku, jako pierwszy wspomina Maciej Miechowita, wybitny uczony i rektor Akademii Krakowskiej (Chronica Polonorum, wyd. 1519 r.).

Pozyskiwanie odkrytych kruszców wymagało zastosowania odpowiedniej techniki górniczej, zarówno w zakresie eksploatacji, jak i zabezpieczenia wyrobisk przed zawałami oraz transportu urobku. Dodatkową trudność sprawiały warunki terenowe: sztolnie drążono w skałach na wysokości sięgającej ponad 2000 metrów n.p.m. Górnictwo kruszcowe w sztolniach tatrzańskich trwało z przerwami przez ok. 400 lat, od końca XIV w. do drugiej połowy XIX w. Badacze tematu ustalili, że pierwsze kopalnie złota w Tatrach założono po stronie południowej – u ujścia Doliny Koprowej i w rejonie Krywania, a w ostatniej dekadzie XV w. także po stronie północnej. Towarzyszyło temu wielkie zainteresowanie w Europie, ze względu na możliwość szybkiego wzbogacenia się. Poszukiwania prowadzono ze zmiennym szczęściem, a rezultaty były raczej mierne, mimo dużego zaangażowania sił i środków, m.in. przez przedstawicieli krakowskiego patrycjatu.

Duże nadzieje w odkryciu bogactw natury pokładał król Aleksander Jagiellończyk, powierzając Henrykowi Slakierowi z Krakowa prawo do prowadzenia poszukiwań kruszców i metali. Mimo że wkrótce wycofał się on z dalszego inwestowania, nadal nie brakowało chętnych do podjęcia ryzyka, nie tylko w Tatrach, lecz na terenie całego państwa. Należał do nich m.in. Jan Jordan żupnik krakowski, który wykupił starostwo nowotarskie (1505 r.). Szczególne nadzieje wiązano z obszarem położonym nad Białym i Czarnym Dunajcem. Prawdopodobnie w tym czasie rozpoczęto bicie szybu na Hali Pysznej (kopalnia „Na kunsztach”).

Zgodnie z obowiązującą zasadą wszelkie kruszce ukryte w ziemi należały do króla (regale górnicze), a kancelaria królewska wydawała zezwolenia na poszukiwania i prace górnicze. W czasach Zygmunta I Starego spółki gwareckie prowadziły roboty w kilku rejonach Doliny Chochołowskiej i Kościeliskiej, gdzie wydobywano rudę zawierającą srebro i miedź. Mimo dużych nakładów finansowych oraz zaangażowania wielu specjalistów z dziedziny górnictwa – m.in. Samsona z Fulsztyna, góromistrza z Kutnej Hory – zyski były niewielkie, co spowodowało przerwanie prac przed 1540 r. Nadal duże zainteresowanie przejawiali bogaci mieszczanie krakowscy, natomiast w XVII w. również starostowie nowotarscy, wśród nich Adam Kazanowski, pełniący w latach 1640-1649 funkcję żupnika krakowskiego.

Górnictwo tatrzańskie zamarło w połowie XVII wieku. Kolejne ożywienie nastąpiło dopiero w czasach króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który sprowadził do Polski saskich specjalistów. Otworzyli oni znane wcześniej sztolnie na Ornaku i w Starej Robocie, lecz gdy po przetopieniu rudy okazało się, że zawartość srebra i miedzi jest bardzo mała, prace przerwano. Podobne efekty dały prace na Krywaniu, gdzie spodziewano się pozyskać złoto z żył kwarcowych. Obok trudnych warunków przyrodniczych, dodatkowy problem stanowiły napady rabunkowe ze strony uzbrojonych zbójników.

Na krótko przed I rozbiorem Polski i zajęciem tych terenów przez Austrię odkryto złoża rudy żelaza na Jaworzynce (1766 r.), do których dotychczas nie przywiązywano większej wagi. Wkrótce rozpoczęto na znaczną skalę ich eksploatację i przetwarzanie. Powstał dzięki temu zakład hutniczy w Kuźnicach, produkujący narzędzia oraz gwoździe i przynoszący pokaźne zyski. W tym czasie wydobycie rud żelaza prowadzono w kilku rejonach: Magura, Kalatówki, Hala Kasprowa, Hucisko, Mała Łąka, Dolina Miętusia oraz na Podhalu.

Po I rozbiorze Polski, w nowych uwarunkowaniach politycznych, rozpoczął się kolejny etap działalności badawczej i górniczo-hutniczej. W monarchii Habsburgów obowiązywała generalna zasada podporządkowania całego górnictwa państwu. W pierwszych latach zaboru zarządzanie zajętym terytorium – wraz z salinami krakowskimi – znajdowało się w ręku gubernium galicyjskiego. Organem zwierzchnim stała się Kamera Nadworna do spraw Mennictwa i Górnictwa (od 1850 r. Ministerstwo Rolnictwa i Górnictwa, wkrótce potem Ministerstwo Skarbu). Od 1785 r. bezpośredni nadzór nad górnictwem na obszarze zachodniej Galicji (aż po San) sprawował Wyższy Urząd i Inspektorat Salinarny oraz Sąd Górniczy z siedzibą w Wieliczce, zastąpiony w 1871 r. przez Starostwo Górnicze w Krakowie. Posiadał on uprawnienia w zakresie nadzoru nad eksploatacją kopalin, wydawał zezwolenia na poszukiwania nowych złóż, prowadził kontrolę rachunkowości, rozstrzygał sprawy karne, sprawował pieczę nad majątkiem Kas Brackich i fundacjami charytatywnymi. Szefem tego urzędu, niezależnego od władz cyrkułu (powiatu), był administrator z tytułem radcy gubernialnego lub radcy dworu, a zastępował go inspektor – prezes Sądu Górniczego. Dlatego właśnie z salin Wieliczki i Bochni oraz kopalni siarki w podkrakowskich Swoszowicach kierowano fachowców w dziedzinie górnictwa dla celu rozpoznania geologicznego w rejonie Podhala i Tatr oraz przygotowania stosownych raportów. 

Już pierwszy austriacki zarządca salin wielicko-bocheńskich, Aleksander Heiter von Schonweth, wysyłał swoich najlepszych specjalistów do zbadania możliwości rozwoju tamtejszego górnictwa i hutnictwa. W latach 1785-1788 trzykrotnie delegowany był naczelnik kopalni wielickiej Antoni Seeling von Saulenfels. W poszukiwaniu rubinów i złotego piasku wizytował rejon Rabki, Suchej, Makowa oraz Czarnego Dunajca. Ponadto był w Nowym Targu, w „zakładach żelaznych”, aby dowiedzieć się o możliwościach zaspokojenia dostaw na potrzeby salin. Przeprowadził inspekcję robót górniczo-poszukiwawczych w Karpatach, a w szczególności w rządowych zakładach w Witowie. Kontrolował również kopalnie prywatne (6 spółek gwareckich) i wydawał opinie na temat ich perspektyw rozwojowych i uwarunkowań ekonomicznych funkcjonowania. Po powrocie z podróży uzyskał zgodę od władz gubernialnych na urządzenie w Wieliczce laboratorium chemicznego, tj. pieca probierczego z miechem oraz środki na dodatkowy etat dla zbadania przywiezionych minerałów.

Z podobną misją badawczą w 1787 r. udał się w Karpaty zarządca salinarny w Bochni, Dionizy Stanetti. Spostrzeżenia z jego podróży, trwającej 37 dni, podobnie jak Seelinga, nie były zachęcające. Nie znamy szczegółów sprawozdań przedłożonych przez obu delegowanych urzędników, ale znamienna jest rezygnacja już w 1787 r. z prowadzenia zakładów rządowych w Witowie. Wiadomo, że były nierentowne i sprzedano je gwarectwu, na czele którego stał Jan Prokopowicz. Rządową administrację, zarządcę górniczo-hutniczego Jana Gittiera i mierniczego Ruszbackiego, oddelegowano do pracy w Siedmiogrodzie.

Nieco lepiej radziły sobie państwowe zakłady w Kuźnicach. Około 1780 r. cesarsko-królewska kamera przeprowadziła modernizację tutejszej huty. W latach 80. XVIII w. uzyskiwano znaczące ilości wytwarzanej surówki, jednak już w 1791 r. z powodu ubożenia złóż produkcja zamarła. W następnym roku kuźnicką hutę próbował zreorganizować wielicki zarządca magazynowy Joahimus Reichersdorffer. Z powodu braku rudy pracowały tam jednak tylko kuźnie. Zimą 1794 r. zakład został ograbiony i spalony przez zbójników, co przypieczętowało konieczność całkowitego zawieszenia jego działalności.

Pomimo przeżywanych problemów w 1789 r. założono w Wieliczce rządową składnicę żelaza, która zaopatrywała aż trzy powiaty: bocheński, myślenicki i nowosądecki. Głównym dostawcą była fabryka żelaza w Nowym Targu, a braki uzupełniano produkcją hut siedmiogrodzkich. Jednocześnie chroniono produkcję krajową, warunkując patentem cesarskim eksport z Polski wysoką opłatą celną.

W kolejnych dziesięcioleciach administracja austriacka nadal interesowała się bogactwami Tatr i Pogórza Karpackiego. W 1810 r. wysłała byłych urzędników kopalni siarki w Swoszowicach w góry myślenickie z zadaniem poszukiwania minerałów. W 1811 r. utworzono w Bochni dyrekcję dla poszukiwań górniczych z komisarzem górniczym dla Galicji, Józefem Lill von Lilienbach na czele. W Witowie przeprowadzono analizy wydobytych w tym roku rud i stwierdzono w nich zawartość srebra oraz miedzi. Funkcjonowały wówczas następujące sztolnie: Cesarza Franciszka, Cesarzowej Ludwiki i Babie Nogi.

W lipcu 1826 r. w Sądzie Górniczym w Wieliczce pojawił się góral z Krościenka i prosił o udzielenie mu licencji na poszukiwanie rtęci („niebieskawy łupek iłowy z rtęcią”). Wysłany dla sprawdzenia tej wiadomości adiunkt miernictwa w Wieliczce, Karol Lill von Lilienbach, przedłożył Kamerze Nadwornej memoriał z badań „geognostycznych”, w którym napisał: „Koło Szczawnicy – miejscowości kąpielowej – znalazłem wystające z piaskowca karpackiego rachityczne rodzaje skał, w których znachodzą się dwa źródła kwaśnej wody, które dały impuls do założenia tam zakładu kuracyjnego”. Wspomina też o występowaniu rudy rtęciowej w pokładach piaskowca Babiej Góry. W 1832 r. w tamte okolice wysłany został Alojzy Lill von Lilienbach, zarządca Swoszowickich Zakładów Górniczo-Hutniczych. W swoim sprawozdaniu „O stosunkach geologicznych około Krościenka, Czorsztyna i Babiej Góry”, zajął ambiwalentne stanowisko. Nie stwierdził stanowczo występowania w tamtejszych łupkach iłowych rudy rtęciowej, ale też nie zaprzeczył jej istnieniu. W protokole zapisano: „… ze względu na ewentualne znalezienie tak ważnego metalu jest Kamera skłonna poświęcić pewną mierną kwotę na poszukiwania tych rzekomych rud rtęciowych”. Od sprawozdawcy zażądano, aby przedłożył obszerny projekt robót poszukiwawczych wraz z kosztorysem.

Pomimo prowadzonych badań przez urzędników cesarsko-królewskich, od początku XIX w. produkcja górnicza i hutnicza w Tatrach funkcjonowała już tylko i wyłącznie w oparciu o kapitał prywatny. W 1800 r. zarząd dóbr kameralnych wydzierżawiał, a potem sprzedał rządową hutę w Kuźnicach. Przełomowy okazał się jednak 1807 r., kiedy właścicielem zakładów hutniczych w Zakopanem, na które składały się Kuźnice i Stare Kościeliska, a także pola górnicze w Tatrach, został przedsiębiorca pochodzenia węgierskiego Jan Homolacs. Jego potomkowie, po odkryciu nowych złóż rudy żelaza w rejonie Kopy Magury, rozbudowali i unowocześnili produkcję w hutniczą w Kuźnicach, zamykając produkcję żelaza w Starych Kościeliskach. 

Największy rozkwit Kuźnice zakopiańskie przeżywały w połowie XIX w. Należały wówczas do największych zakładów przemysłu metalowego w Galicji. Wytwarzały w ciągu roku do 500 ton surówki, 700 ton żelaza sztabowego i blachy. Do napędu urządzeń mechanicznych zastosowano energię wodną, a praca w zakładzie trwała przez cały rok. Surowiec (ok. 1000 ton rocznie) dostarczano z kopalń położonych terenie Tatr Zachodnich. Średnia zawartość żelaza w rudzie wynosiła blisko 30%. Produkowano wyroby z żelaza „lanego” (części maszyn, świeczniki, figurki, ozdoby) oraz z żelaza „kutego” (gwoździe, młotki, kowadła, kilofy). Walcownia wytwarzała blachy, sztaby, elementy konstrukcyjne (m.in. pierwszego żelaznego mostu w Krakowie, 1850 r.). Znaczącymi odbiorcami produktów były kopalnie soli w Wieliczce i Bochni. Ze źródeł zgromadzonych w archiwum wielickiego muzeum wiadomo, że jeszcze w schyłkowym okresie działalności zakładów w Kuźnicach sprowadzano liczne wyroby do salin wielicko-bocheńskich. Świadczą o tym rachunki za 20 asortymentów urządzeń z kutego żelaza, wystawione w 1871 r. (na kwotę 1516 koron i 42 centów) i w 1872 r. (na kwotę 1764 florenów i 54 centów). Funkcjonowały one wówczas pod nazwą Zakopaner Eisenwerke, a potem Zarząd Zakładów Hutniczych Kuźnice. Wśród wielu innych dostawców żelaza do salin w latach 1867-1914, zawartych w archiwaliach muzealnych, wymieniane są m.in. huty w Ustroniu i Węgierskiej Górce (pod wspólnym zarządem w Cieszynie), firma Harrachów oraz  w Witkowicach na Morawach.

W 1870 r. Homolacsowie sprzedali zakład hutniczy w Kuźnicach berlińskiemu bankierowi Ludwigowi Eichbornowi. Wkrótce nastąpił jednak upadek zakładu z kilku powodów: wyczerpanie się zasobów rudy, kryzys w tradycyjnym przemyśle metalowym Galicji, niewytrzymującym konkurencji z szybko rozwijającym się nowoczesnym przemysłem w zachodniej Europie. Rozwój transportu kolejowego umożliwiał dostawy tanich wyrobów hutniczych nawet z Anglii. W 1875 r. po wygaszeniu wielkiego pieca, Kuźnice pracowały nadal dzięki surówce sprowadzanej ze Spisza, aż do całkowitego zakończenia produkcji trzy lata później.

Po II wojnie światowej, w latach 1950-1955, po raz ostatni powróciło w Tatry górnictwo. Zadecydowały o tym względy militarne.  W poszukiwaniu tzw. surowców strategicznych, zwłaszcza uranu, wydrążono dwie znacznej długości sztolnie w Dolinie Białego. Działalność górnicza objęta była ścisłą tajemnicą wojskową, a transport urobku prowadzono pod osłoną nocy. Prowadzono też intensywne badania górnicze i wiertnicze złoża rud manganu między Doliną Chochołowską i Lejową.

Żupy krakowskie, od początkowego okresu kształtowania się największego przedsiębiorstwa dawnej Polski, w celu utrzymania produkcji potrzebowały stałego zaopatrzenia, głównie w drewno, żelazo, łój i żywność. Wobec nabywców soli stosowano środek nacisku w celu zabezpieczenia dowozu potrzebnych towarów. W 1368 r. ordynacja króla Kazimierza Wielkiego, wraz z dodatkowymi postanowieniami względem handlu solą, prawnie uregulowała zwyczajową praktykę zaopatrywania się w artykuły niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania przemysłu solnego w Małopolsce. Od XIV w. trakt solny na Orawę wiódł z Wieliczki przez Myślenice do Nowego Targu, miasta lokowanego w 1346 r. Stamtąd docierał do Czarnego Dunajca, następnie przez Suchą Horę bądź Jabłonkę zmierzał do komory celnej w Twardoszynie. W Jabłonce już w 1368 r. znajdowała się polska strażnica nadzorująca handel solny, a Zamek Orawski uzyskał od polskiego króla coroczną darowiznę soli za przepuszczanie kupców słowackich jadących do Wieliczki po sól. Prowadzony od średniowiecza eksport soli z Wieliczki wpłynął korzystnie na rozwój sieci drożnej, osadnictwa oraz wymiany towarowej. Obowiązywała zasada, że „kto nic nie przywozi na swym wozie, nie może zakupić soli” (statut Kazimierza Wielkiego z 1368 r.). Do połowy XVI w. stosowano handel wymienny – żelazo za sól (najczęściej warzoną).  W późniejszym okresie wprowadzono zapłatę gotówkową. Dostarczycielami żelaza i klinów żelaznych, a nawet stali, byli wówczas m.in. furmani z północnych Węgier (tj. ze Słowacji). Od końca XVIII w. do lat 70. XIX w. głównym źródłem zaopatrzenia w te produkty stała się działalność górnicza i hutnicza prowadzona w polskich Tatrach. Przetrwały po niej jeszcze w niewielkiej ilości zabytki kultury materialnej oraz stosunkowo liczne ślady w postaci sztolni, szybików eksploatacyjnych, hałd i usypisk płonnego urobku dawnych dróg hawiarskich. Jeśli nie chcemy, by z upływem czasu jedynym źródłem wiedzy o tym znaczącym epizodzie w dziejach Tatr nie pozostała tylko literatura, warto podjąć działania w celu zabezpieczenia a nawet udostępnienia przynajmniej część z tych wyrobisk. 

 

Józef Charkot

 

tatrzanskie_skarby_3d_z_tlem