źródło: fot. Ryszard Wtorek SJ
  • 27 września 2019
  • komentarzy
  • 1892 osób przeczytało
  • to!

Zachwycam się jego życiem

Zbigniew Tucholski, fizyk, emerytowany pracownik naukowy (przebywał w Bejrucie przed wybuchem wojny w 1975 roku), protestant:

Na wstępie wyjaśnię, że wyznania protestanckie opierają swą wiarę wyłącznie na Piśmie Świętym, pomijając tzw. tradycję kościelną. Nie uznajemy kultu świętych. Oddaje się tylko cześć Stwórcy. Jesteśmy też zgodni co do tego, że nie ma żadnego innego imienia, które zbawia, niż Jezus. W naszych kościołach nie praktykuje się
kultu obrazów ani rzeźb.

Wobec świadectw dotyczących nadzwyczajnych wydarzeń przypisywanych św. Charbelowi pojawia się pytanie: Czy Pan Bóg działa przez ludzi? W Piśmie Świętym znajdujemy fragment, w którym Jezus mówi o ludziach uleczonych z trądu przez proroka Elizeusza. Chorych uzdrawiali też apostołowie. W Dziejach Apostolskich
czytamy o wskrzeszeniu z martwych przez apostoła Piotra pewnej kobiety o imieniu Dorkas oraz o wskrzeszeniu chłopca przez apostoła Pawła. Uzdrawiali też uczniowie apostołów. Czyli przez ludzi Pan Bóg działa, na różne sposoby. Można teraz spytać: Czy działał tylko w tamtych czasach? Odpowiedź twierdząca
na to pytanie byłaby nieprawdziwa, bo wiemy, że Pan Bóg jest Bogiem żywym. Dzisiaj może czynić – i czyni – cuda. Niezależnie od wyznania, gdyż zna On serca i sam decyduje, czyje prośby spełni. Jestem przekonany, że Bóg posługuje się ludźmi i nie jest to sprzeczne z zasadami głoszonymi przez protestantyzm.

Jako protestanci nie uznajemy natomiast pośrednictwa i orędownictwa świętych. Biblia mówi o Chrystusie jako jedynym Zbawicielu i Pośredniku między człowiekiem a Bogiem. Apostoł Paweł streszcza ją w następującym zdaniu: „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” [1 Tm 2, 5]. Stąd też Pismo Święte nigdzie nie zaleca modlitw do ludzi. Konsekwentnie też nie uznajemy pojęcia beatyfikacji i kanonizacji. Świętość w świetle nauki biblijnej powinna być wzniosłym ideałem wszystkich wyznawców Chrystusa, kategorią moralną, a nie kościelno-kultyczną. Dlatego w kwestii różnych
cudów należy zachować daleko idącą ostrożność, bo Jezus mówił wiele razy swoim uczniom: „Uważajcie, żeby was ktoś nie zwiódł”. Ostrzegał też, że przeciwnik Boży będzie czynił jeszcze większe cuda, żeby nas zwieść. Nawet ogień z nieba będzie zsyłał, jak pisze Jan w Apokalipsie. Ma on swoje „media mistyczne”. Dlatego w obliczu nadprzyrodzonych zjawisk ludzie często pytają: „Czy miał miejsce cud?” – podczas gdy należałoby zapytać: Kto stoi za tym cudem? Przypadki takie jak św. Charbela trzeba badać, rozróżnić, od kogo pochodzą. Ostrożne w uznawaniu cudów są też gremia decyzyjne w Kościele rzymskokatolickim. Długo się wstrzymują
w ocenie takich zjawisk. W przypadku Charbela myślę, że jest to człowiek, który szczerze kochał Boga, czego dowiodło jego życie. A co do cudów, nie potrafię wyjaśnić, jak to się dzieje, że ktoś uzdrawia lub czyni cuda po śmierci. W tym temacie jestem bardzo ostrożny z uwagi na to, co powiedziałem wcześniej. 

I jeszcze jedno, najważniejsze w temacie cudów. W świetle Pisma Świętego człowiek nie posiada duszy nieśmiertelnej jako substancji samoistnej i świadomej. Nieśmiertelny jest jedynie Bóg. Dech życia, czyli ożywcza energia, którą po raz pierwszy Bóg dał Adamowi, po śmierci wraca do Niego. Będzie on jednak przywrócony ludziom w czasie zmartwychwstania. Tchu życia nie można utożsamiać z osobą. Charbel wzywa do tego, żeby spróbować jakoś
to powiązać.

Jeśli chodzi o zachowane ciało (wbrew prawom natury), to takie rzeczy się zdarzają niezależnie od wyznania. Mój znajomy Staszek był kimś w rodzaju „stażysty” na słynnej górze Athos. Wstąpił do klasztoru i przyjął imię zakonne Mikołaj. Od niego wiem, że ciała wielu prawosławnych mnichów, którzy mieszkali tam w ciągu wieków, nie uległy rozkładowi. Co jakiś czas trzeba im tylko zmieniać szaty. Poznałem też kiedyś Chińczyków buddystów z Kuala Lumpur. Należeli chyba do jakiejś sekty. Przyjeżdżali tu do nas na odczyty, jadłem z nimi kilka razy kolację. Uważali mnie za godnego zaufania i mówili, że kiedy przyjedzie ich guru, zaproszą mnie i otrzymam od niego błogosławieństwo. Dzięki niemu człowiek staje się lepszy, a po śmierci ciało się nie rozkłada. Zrezygnowałem oczywiście z propozycji i więcej nie wracali do tematu.

Nie jestem w stanie powiedzieć, za sprawą jakiej mocy się to dzieje, lecz zwracam uwagę na ostrzeżenie Jezusa: „Baczcie, aby was ktoś nie zwiódł”… Ocena takich zjawisk jest trudna, dlatego wielu moich współwyznawców trzyma się od nich z daleka.

Dla mnie postać św. Charbela jest fascynująca nie z powodu cudów, ale jego życia. Radykalnie ascetycznego, z całkowitym wyrzeczeniem się świata. Tylko praca, modlitwa i Bóg. To wszystko, czego potrzeba, a dzisiaj tak trudno człowiekowi zbliżyć się do ideału. Trzeba zdobywać środki do życia, płacić podatki, zajmować się rodziną. Z niektórych spraw nie można się wyłączyć, przez co człowiek często trafia w otoczenie destrukcyjne. Bóg nie bez powodu mówi: „Ludu mój, wyjdź z Babilonu”. Babilon to właśnie ten świat, w którym następuje kult rzeczy, pomieszanie pojęć, dominacja poglądów dalekich od tego, co Stwórca nam przekazał.
Utrzymać się na drodze zmierzającej do uświęcenia nie jest łatwo. 

Święty Charbel, libański mnich, jest wytworem życia monastycznego w czystej postaci, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu (nie można wymagać od nikogo stania na słupie i naśladowania Szymona Słupnika). Zachwycam się nim. Czy to dziwne? Może – ale tak jest.

CHARBEL_500pt_rgb