źródło: fot. Stephen Weigel, Bazylika Santa Maria Maggiore, Rzym
  • 1 kwietnia 2015
  • komentarzy
  • 2563 osób przeczytało
  • to!

Wielka Środa

George Weigel

Kościół od dwóch tysięcy lat czci Maryję pod wieloma tytułami, z których najpiękniejsze zebrano w litanii loretańskiej: „Zwierciadło sprawiedliwości”, „Stolica mądrości”, „Róża duchowna”, „Brama niebieska”, „Ucieczka grzeszników”, „Pocieszycielka strapionych” i wiele innych. I chociaż wielu chrześcijan zna te rozliczne tytuły Matki Bożej, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Maryję można także postrzegać jako męczennicę. Dzisiejsza stacja, którą nawiedzamy dwa dni przed wskazaniem na jej męczeństwo w opisie Męki w Ewangelii św. Jana, to właściwy moment do refleksji nad tym często niedostrzegalnym aspektem życia i świadectwa Maryi.

Wyobrażenie Maryi jako męczennicy, która jednak – podobnie jak umiłowany uczeń stojący razem z nią u stóp Krzyża – nie umiera śmiercią męczeńską, ma bardzo czcigodny rodowód. Przywołał to wyobrażenie w jedenastym stuleciu św. Bernard z Clairvaux w swoim kazaniu, które Kościół czyta każdego roku 15 września we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej. W kazaniu tym św. Bernard snuje refleksję nad słowem „miecz” (Łk 2, 35), który zgodnie z proroctwem Symeona miał przeszyć duszę Maryi, i utożsamia go z włócznią żołnierza, która przebiła bok martwego Syna Maryi, tak że wypłynęły z niego krew i woda, będące znakami Chrztu i Eucharystii:

O Święta Matko! Miecz naprawdę przeniknął Twoją duszę. Bo zresztą jedynie przenikając duszę Matki, mógł dosięgnąć ciała Syna. Kiedy więc Twój Jezus – wszystkich oczywiście, ale szczególnie Twój – oddał ducha, sroga włócznia nie dotknęła Jego duszy. Umarłemu, któremu nie mogła już zaszkodzić niemiłosierna włócznia, otworzyła bok, Tobie zaś przeszyła serce. Jego duszy tam już nie było, ale Twoja nie mogła się stamtąd oderwać. Straszny ból przeszył Twoją duszę, toteż zupełnie słusznie nazywamy Cię więcej niż Męczennicą, ponieważ ból współcierpienia przewyższa udrękę ciała. Ktoś jednak może powiedzieć: „Czyż nie ufała, że wkrótce zmartwychwstanie?”. Zapewne. „I pomimo to cierpiała, widząc Ukrzyżowanego?” Bardzo. A zresztą kimże jesteś, jakże rozumujesz, skoro trudniej ci przyjąć współcierpienie Maryi niż cierpienie Syna Maryi? On mógł umrzeć w ciele, Ona zaś nie mogła współcierpieć w duchu? W Chrystusie sprawiła to miłość, ponad którą większej nie miał nikt. W Maryi – miłość, z którą żadna inna, poza Chrystusową, nie może się równać*.

A zatem męczeństwo Maryi jest męczeństwem miłości zrodzonej z niezachwianej wierności zrządzeniom Opatrzności.

rzymskie_1_4_v5_70mm_300dpi (1)

George Weigel

amerykański myśliciel, teolog, biograf Jana Pawła II, współpracuje z Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie, autor książek. m.in. "Świadek nadziei" "Katolicyzm ewangeliczny", "Rzymskie pielgrzymowanie"