źródło: fot. CTJ Online/flickr.com/CC)
  • 7 września 2016
  • komentarzy
  • 922 osób przeczytało
  • to!

„Przekażmy sobie znak pokoju”

Zastanawiam się nad kampanią „Przekażmy sobie znak pokoju”.

Dobrze, że ciągle próbuje się coś robić, żeby było więcej szacunku do drugiego człowieka. Tym razem chodzi o szacunek do LGBT. Dobrze, bo przecież nie brak takich środowisk, które choć katolickie, nie potrafią zobaczyć w homoseksualiście brata. Teoretycznie rozróżniają skłonność od czynów, ale na widok czy hasło homo myślą tylko o ich czynach. Nauczyli się szanować alkoholików czy rozwodników, ale nie potrafią sobie poradzić ze światem zorientowanych inaczej.

Myślę dłużej o haśle kampanii. „Przekażmy sobie znak pokoju” to nawiązanie do słów z liturgii eucharystycznej. Kapłan po przypomnieniu słów Chrystusa: „Pokój mój daję Wam”, zwraca się do wiernych: „Przekażcie sobie znak pokoju”. Słowa o pokoju Jezus wypowiedział do swoich uczniów. Mówił też, że pokój, który On daje, nie jest tym pokojem, jaki daje świat. Te słowa nie mówi się zatem do wszystkich, mówi się do uczniów Chrystusa, do tych, którzy już wyznali Credo a w nim także „Wierzę w Kościół”. Oczywiście praktyka przeżywania Mszy św. z politykami różnej maści, wierzącymi inaczej i niewierzącymi, ukształtowała myślenie, że co prawda Komunii nie można udzielić wszystkim, to jednak znak pokoju udziela się wszystkim. Nie wiem czy jednak nie mówimy o dwóch rodzajach pokoju: pokoju, jaki daje świat i jaki daje Jezus. Nie wiem, czy czasem nie spłycamy głębi znaku tego pokoju, którego nikt nie może dać ani przyjąć bez wiary w Jezusa Chrystusa. Zastanawiam się więc, jak rozumie znak pokoju mój brat homoseksualista? Czy on chce pokoju w imię Kogoś, kto jego czyny nazywa grzechem i złem, ale jego samego nie potępia? Czy raczej chce pokoju jak znaku akceptacji również dla jego czynów? Skoro środowiskom LGBT zależało na tym, żeby w kampanię włączyć również środowiska katolickie, to czy jednak nie byłoby uczciwiej, gdyby wydali deklarację: czyny homoseksualne uznajemy za zło i grzech, ale prosimy, domagamy się czy apelujemy o szacunek do nas? Bez tej jasności, nie wiadomo, czy ktoś nie chce wkręcić katolików w całkiem inną kampanię niż się to wydaje. Sprawa o tyle jest ważna, że nie wiem, co jest większym problemem w Polsce: brak szacunku do homoseksualistów czy brak wiary w to, że czyny homoseksualne są grzechem. Mnie osobiście się wydaje, że na świecie a nawet w Polsce więcej ludzi nie wierzy, że jest w tym coś złego, niż okazuje jakąkolwiek dyskryminację środowisku LGBT. Ale mogę się mylić.

Najbardziej jednak zastanawia mnie brak otwartości na walkę o szacunek dla każdego człowieka. Czy tak samo poparlibyśmy kampanię, gdyby chodziło o szacunek do lewaków, pisowców, kodziarzy, biskupów, słuchaczy Radia Maryja, księży, narodowców, pedofilów? Wiem, wiem, że to nie to samo. Ale czy nie ma naprawdę deficytu szacunku jeśli chodzi o dziesiątki innych grup? Czy gdyby zamiast tęczy na ręku była opaska ONR-u, czy bylibyśmy dumni widząc napis: „Przekażmy sobie znak pokoju”? Czy tłumaczylibyśmy spokojnie, że należy odróżniać czyny od orientacji? Dlaczego nie? Dlaczego balibyśmy się, że wzywanie do szacunku do pewnych grup może być odbierane jako popieranie ich zachowań? Czy nie dlatego, że nie mamy w sobie pokoju Chrystusa tylko pokój tego świata, chwiejny i wybiórczy? Czy nie dlatego, że w głębi serca niektórych nie szanujemy i nie mamy zamiaru ich szanować?
Nie łudzę się, że wszyscy będziemy walczyć o szacunek do wszystkich. Bo chyba nie ma w Polsce środowiska, które byłoby otwarte na każdego. Dobrze, że przynajmniej poszczególne nurty Kościoła troszczą się o komplementarne sprawy. Jednak musimy bardzo uważać, żeby apelując o szacunek do jednych nie mieć na sumieniu walki z innymi. Bo wtedy reakcja może być całkowicie odwrotna. Przynajmniej ja tak mam. Jeśli słucham kogoś, kto mówi o uczciwości a sam nie jest uczciwy, to apel o uczciwość rodzi we mnie gorsze owoce niż gdyby go nie było.

Szacunek do wszystkich – tak. Jasność intencji – tak. Rezygnacja z apelu o trzeźwość, skoro jestem pijakiem – tak. No chyba, że się przyznam, że walczę o trzeźwość, bo to jest mój prawdziwy problem.