• 10 lipca 2015
  • komentarzy
  • 2941 osób przeczytało
  • to!

Prawdziwa reforma w Kościele

George Weigel

W pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku katolicyzm ewangeliczny rzuca wyzwanie wszystkim członkom Kościoła, świeckim, osobom prowadzącym życie konsekrowane, duchownym, by mieli odwagę być katolikami: by mieli odwagę ponieść Ewangelię w jej pełni poza Galileę, do wszystkich narodów. Podjęcie tego wyzwania wymaga kontynuacji głębokiej reformy Kościoła katolickiego, która rozpoczęła się wraz z papieżem Leonem XIII i której wytyczne to bliźniacze kryteria prawdy i misji.

Prawdziwa reforma w Kościele
Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jezior ze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Na to odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po w odzie!” A On rzekł: „Przyjdź!” Piotr wyszedł z łodzi i, krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie!” Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14, 22–33).

ten dobrze znany epizod, który ma miejsce w połowie Ewangelii Mateusza, stanowi bogate źródło refleksji dla wszystkich pragnących pogłębienia reformy Kościoła katolickiego w dwudziestym pierwszym wieku, tak by katolicyzm ewangeliczny mógł osiągnąć pełną dojrzałość.

Biblista Gianfranco Ravasi zauważył, że ta perykopa ma identyczną strukturę literacką jak perykopy mówiące o pojawianiu się Zmartwychwstałego Pana przez czterdzieści dni między Wielkanocą a Wniebowstąpieniem. „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” – napomnienie Jezusa chcącego uśmierzyć lęk uczniów w miotanej sztormem łodzi jest takie samo, jak zapewnienie Zmartwychwstałego, które często wypowiada On po Zmartwychwstaniu, kiedy przedstawia się uczniom i przyjaciołom, którzy niejednokrotnie nie potrafią Go w pierwszej chwili rozpoznać. W tej perykopie Piotr dwukrotnie zwraca się do Jezusa paschalnym „Panie”, tak jak to czyni Jan, kiedy łowiąc ryby z Piotrem, widzi na brzegu Zmartwychwstałego (J 21, 7).

Uczniowie, skuleni ze strachu w łodzi, przerażeni sztormem i własną bezradnością, przypominają nam uczniów ukrywających się w Wieczerniku, przelęknionych strasznymi wydarzeniami Wielkiego Piątku, niezdolnych wyobrazić sobie przyszłości; jednakże ci sami uczniowie, którzy mogą służyć za obraz Kościoła w każdym miejscu i w każdym czasie, rozpoznają Zmartwychwstałego i oddają Mu cześć, zarówno w łodzi, jak i wtedy, gdy zjawia się przed nimi po Zmartwychwstaniu. Zgodna deklaracja tych pobożnych Żydów na Jeziorze Galilejskim: „prawdziwie jesteś Synem Bożym” to dokładny odpowiednik pierwszego aktu wiary wypowiedzianego przez pogan, rzymską kohortę stojącą u stóp krzyża („Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: »Prawdziwie, Ten był Synem Bożym«” – Mt 27, 54). A zatem w samym środku Mateuszowej relacji ewangelista przedstawia nam subtelną antycypację Kościoła, w którym „dziczka oliwna” pogan zostanie zaszczepiona na drzewie Izraela, tak iż dopełni się zbawienie przez Boga wszystkich ludzi (Rz 11, 17).

Ravasi w swoim komentarzu zwraca uwagę na kilka innych cech tego opowiadania, dzięki którym posiada ono nieprzemijającą moc i znaczenie także w dniu dzisiejszym. Kościół w swojej historii niejednokrotnie doświadczał trudności; często są one spowodowane „małą wiarą” bądź brakiem wiary, za co strofuje Piotra Jezus. Kościół w trudnościach bądź kryzysie to zazwyczaj Kościół przestraszony: Kościół, który stracił z oczu Pana, który utkwił wzrok w dalekim horyzoncie i którego zalała fala nieszczęść, ponieważ nie wpatruje się już tak intensywnie ani z takim natężeniem, jak powinien, w Zmartwychwstałego, przychodzącego do swego ludu w taki sposób, w jaki lud się tego nie spodziewa.

Później z inicjatywy Pana sytuacja ulega naprawieniu i lęki uczniów ustępują (podobnie jak naprawieniu ulegają wszystkie kryzysy katolickie w ciągu wieków i jak uśmierzone zostaną lęki katolików o przyszłość): Zmartwychwstały, Syn Boży, wsiada do łodzi Kościoła na Jeziorze Galilejskim, jak czyni to bezustannie przez tysiąclecia, i przywraca wszystko do normy.

Ewangelia Mateusza przypomina Kościołowi przez tę opowieść, że bez względu na nasze umiejętności, inteligencję i pomysłowość, w sprawach zbawienia pozostajemy bezsilni; że jesteśmy zbawiani, a nie jesteśmy zbawicielami, i że wszelkie nasze próby własnego usprawiedliwienia samych siebie na nic się nie zdadzą. Wyrażając to jeszcze inaczej, Kościół jest Kościołem Chrystusa, nie naszym, i ilekroć próbujemy uczynić go naszym Kościołem, zaczynamy tonąć.

Odwaga „w łodzi”
Doprowadzając katolicyzm ewangeliczny w dwudziestym pierwszym wieku do pełnej dojrzałości – a tym samym przyspieszając proces głębokiej reformy katolicyzmu zapoczątkowany wyborem papieża Leona XIII – wszyscy katolicy są w pewnym sensie w tej samej łodzi; „łodzi”, której pierwowzorem była rybacka łódź próbująca przepłynąć wzburzone Jezioro Galilejskie w pewną sztormową noc w trzeciej bądź czwartej dekadzie pierwszego wieku naszej ery. To, czego wymagała sytuacja wówczas, wymaga także nasza sytuacja dzisiejsza: Kościół – wszyscy „w łodzi” – muszą zależeć całkowicie od wyciągniętej ręki Chrystusa, po to, by dotrzeć bezpiecznie do brzegu i podjąć się misji Odkupiciela, jaką jest głoszenie Ewangelii. Kościół dwudziestego pierwszego wieku musi wyciągnąć ręce i dać się uchwycić wyciągniętej ku nam i przebitej dłoni Zmartwychwstałego Pana, jeśli wszyscy ludzie Kościoła mają żyć życiem radykalnej wierności i nadprzyrodzonej miłości, mają pomóc w realizacji autentycznej reformy katolicyzmu i być świadkami dla „wszystkich narodów”, którymi każe nam być Zmartwychwstały (Mt 28, 20).

„Łódź”, którą jest Kościół katolicki, miotana była w pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku ciągnącymi się pozornie bez końca skandalami, niejednokrotnie obejmującymi księży i biskupów.

I dlatego krzyk Pana, jaki niesie się po wodzie: „Nie bójcie się!”, ma dzisiaj, na początku trzeciego tysiąclecia historii Kościoła, szczególny wydźwięk. To wezwanie do odwagi „Nie lękajcie się!” było także znakiem rozpoznawczym trwającego dwadzieścia sześć i pół roku pontyfikatu błogosławionego Jana Pawła II. To wezwanie do odwagi – kiedy „serca znów są dzielne i silne są ramiona” – jest ewangelicznie uzasadnione. Nie jest to wezwanie, by po prostu poczuć się lepiej lub bezpieczniej, aczkolwiek w objęciach Świętego Bożego, który wzywa nas do odwagi, jesteśmy bezpieczniejsi bardziej, niż bylibyśmy gdziekolwiek indziej. Nie, owo wezwanie do odwagi i wyzbycia się lęku jest wezwaniem do nabrania otuchy właśnie po to, by zrealizować nakaz misyjny Jezusa. Dlatego w czasie pierwszej mszy Jana Pawła II jako Biskupa Rzymu, 22 października 1978 roku, trzykrotnie powtórzonemu wezwaniu „Nie lękajcie się” towarzyszył misyjny nakaz: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”.

Chwytając się wyciągniętej dłoni Chrystusa, Kościół dwudziestego pierwszego wieku i wszystkich czasów znajduje lek na swój lęk. Odnajduje także kryteria autentycznej reformy katolicyzmu: kryterium prawdy – gdyż to prawda jest miarą wszystkiego w łodzi, która jest Kościołem – i kryterium misji – gdyż Kościół znajduje odwagę bycia misją, którą jest przez Chrystusa pokonującego nasz lęk.

Kryteria reformy katolicyzmu
Pierwsze kryterium autentycznej reformy katolicyzmu odzwierciedla obietnicę Pana daną pierwszym uczniom: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32), tą prawdą zaś jest On sam. To właśnie jest kryterium prawdy: wszelka prawdziwa reforma katolicyzmu zbudowana jest na prawdzie, którą jest Chrystus, i odzwierciedla prawdy, które zostały powierzone Kościołowi przez Chrystusa.

To Jego prawda czyni nas wolnymi, ponieważ to właśnie On, Prawda wcielona, przez posłuszną ofi arę na krzyżu uczynił nas wolnymi w najgłębszym znaczeniu słowa „wolność”: zdobywając dla nas odkupienie przez zwycięstwo nad tym, czego boimy się najbardziej – nad śmiercią i pogrążeniem się w niepamięci.

To Jego prawda czyni nas wolnymi, ponieważ to Jego Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie objawia ostateczną prawdę o ludzkiej kondycji: iż to właśnie w ludzkiej naturze, nie zaś pozbawieni tej natury, wszyscy odkupieni, którzy zostaliśmy stworzeni dla Boga i otrzymaliśmy zadatek Ducha, przeznaczeni zostaliśmy do życia wiecznego w blasku i życiu Trójcy Świętej. To Jego prawda daje Kościołowi moc do ewangelizowania i świadczenia, gdyż prawda o człowieku i jego przeznaczeniu, którą nakazał nieść swoim naśladowcom aż po krańce ziemi, odznacza się tak wszechpotężną wspaniałością, iż domaga się, by ją głosić i dzielić się nią z innymi. Jest to prawda, która mówi o mocy i jest mocą; mocą, która jest propozycją, a nie przymusem, mocą, która jest równocześnie pełna słodyczy i której nie sposób się oprzeć. I to Jego prawda daje każdemu członkowi Kościoła odwagę bycia katolikiem – aby podjąć autentyczną reformę katolicyzmu, która umożliwi realizację misji Kościoła, nada jej moc i zapewni jej postęp.

Dlatego też drugie kryterium wszelkiej autentycznej reformy katolicyzmu, kryterium misji, wynika z kryterium pierwszego i pozostaje z nim nierozłączne: wszelka prawdziwa reforma katolicyzmu to reforma podporządkowana misji, głoszeniu Ewangelii, budowaniu Ciała Chrystusa dla uzdrowienia i zbawienia świata. Prawdziwa reforma katolicyzmu nie jest kwestią wyrównania rachunków eklezjalnych bądź ogłoszenia zwycięzcy lub przegranego w sporach dotyczących władzy bądź poglądów. Prawdziwa reforma katolicyzmu nie oznacza dopasowania Kościoła do ducha czasów; nie oznacza też przeobrażenia Kościoła w skamielinę na skutek uznania pewnej historycznej ekspresji jego zasadniczej formy za niezmienną i definitywną. Przez bezustanne odwoływanie się do tej zasadniczej „formy”, którą Chrystus pozostawił swojemu Kościołowi, prawdziwa reforma katolicyzmu to „re-formacja”, która wszystkim „w łodzi” daje moc, by stali się przedłużeniem wyciągniętej ręki Pana, tak by inni mogli zostać przez Niego pochwyceni, mogli Go poznać, kochać Go i być w Nim bezpieczni.

Owa „re-formacja” Kościoła czerpie z korzeni Kościoła tkwiących w ludzie Izraela i w opowieściach Starego Testamentu mówiących o zmaganiach tego ludu pragnącego żyć w wierności przymierzu z Bogiem.

Profetyczny wzorzec reformy
A zatem wzorca autentycznej reformy katolicyzmu należy szukać w księgach prorockich Biblii hebrajskiej; w znaczących tekstach starotestamentalnych o owych zdumiewających ludziach (i autorstwa tych zdumiewających ludzi), którzy, powołani w różnych okolicznościach (gdy pielęgnowali sykomory, doglądali trzód, pełnili posługę kapłańską – zazwyczaj w czasach kryzysu), pojawiają się, by głosić bez cienia dwuznaczności i bez lęku: „Tak mówi Pan…”.

Kryzysy, którymi mieli się zająć ci prorocy, były kryzysami wierności. Albowiem naród wybrany, chociaż osiadł już w Ziemi Obiecanej, ulegał pokusom naśladowania kultu fałszywych bogów, uprawianego przez swoich sąsiadów. Ten niekończący się dramat oddawania czci fałszywym bogom z jednej strony i świadectwa proroków prawdzie, do której powołał ich Bóg, by przeciwstawiali się niewierności z drugiej, ma swój pierwowzór w epickim pojedynku między prorokiem Eliaszem i kapłanami Baala, cieszącymi się protekcją Izebel, żony Achaba, króla Izraela – pojedynku rozstrzygniętym, gdy PAN, który objawił swoje imię Mojżeszowi jako „JESTEM, KTÓRY JESTEM”, zadziałał z mocą, by odpowiedzieć na pytanie „Kto jest Bogiem?” (zob. 1 Krl 16, 29–22,40; Wj 3, 14). Kulminacją perwersyjnego kultu fałszywych bogów pośród narodu wybranego była przerażająca praktyka wrzucania w ogień dzieci jako ofi ar dla pogańskiego bóstwa trwogi znanego jako Moloch. To właśnie niewyobrażalne znieprawienie opisywali w bezlitosnych słowach dwaj prorocy: Jeremiasz i Ezechiel, głosząc bezwarunkowe potępienie tych praktyk przez Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba: Powiesz im wszystkie te słowa, ale cię nie usłuchają; będziesz wołał do nich, lecz nie dadzą ci odpowiedzi. I odezwiesz się do nich: „To jest naród, który nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia. Przepadła wierność, znikła z ich ust” (…). Albowiem synowie Judy czynili nieprawość przed moimi oczami – wyrocznia Pana – umieścili swe obrzydliwe bożki w domu, nad którym wzywano mojego imienia, aby go zbezcześcić. I zbudowali wyżynę Tofet w dolinie Ben-Hinnom, aby palić w ogniu swoich synów i córki, czego nie nakazałem i co nie przyszło Mi nawet na myśl (Jr 7, 27–28, 30–31).

Pan skierował do mnie te słowa: „Synu człowieczy, zapoznaj Jerozolimę z jej obrzydliwościami (…). Ale zaufałaś swojej piękności i wyzyskałaś swoją sławę na to, by uprawiać nierząd. Oddawałaś się każdemu, kto obok ciebie przechodził (…). Wziąwszy ozdobne przedmioty z mojego złota i z mojego srebra, które ci dałem, uczyniłaś sobie z nich podobizny ludzkie i przed nimi grzeszyłaś nierządem. (…) Brałaś też synów swoich i córki, któreś mi urodziła, a składałaś im w ofierze na pożywienie. Czy więc znikomy jest twój nierząd? Zabijałaś przecież synów moich i paląc ich, składałaś im w ofierze” (Ez 16, 1–2, 15. 17. 20–21).

W obliczu takiej deprawacji, której korzeniem był upadek wiary w prawdę tego, co Bóg objawił w czasie Wyjścia i na Synaju, jedyną możliwą odpowiedzią była rekonstytucja Wybranych w prawdzie: reforma w oparciu o „formę” daną niesfornym byłym niewolnikom na Synaju, gdzie zainicjowali przymierze z Bogiem Wyjścia, ich wyzwolicielem. To zaś oznaczało reformę przez odwołanie się do prawdy zawartej w darze Prawa, danego przez Boga, aby nowo wyzwolony lud Izraela nie zaczął po raz kolejny praktykować zwyczajów niewolników. I dlatego prorocy upierali się przy tym (często ryzykując życie), że reakcją na niewierność manifestującą się takim stopniem znieprawienia, iż dopuszczalne było mordowanie dzieci, nie może być praktykowanie idolatrii w wersji light (oddawanie czci fałszywym bogom w mniej makabrycznej formie) bądź synkretyzm w wersji light (znalezienie sprytniejszych sposobów na to, by obstawić swoje zakłady teologiczne). Nic z tych rzeczy, jedyną według proroków prawdziwą reformą Ludu Wybranego mogła być radykalna wierność jedynemu prawdziwemu Bogu oraz temu, co nakazał na Synaju. Jedyną prawdziwą reformą było radykalne ponowne nawrócenie się do PANA, którego święta obecność wędrowała z ludem Izraela przez pustynię, a teraz zamieszkiwała w Świętym Świętych w Świątyni w Jerozolimie.

Ów profetyczny wzorzec autentycznej reformy jest kontynuowany w Kościele, Izraelu Nowego Przymierza. I jeśli mielibyśmy przeprowadzić świadomie niepokojącą analogię pomiędzy niewiernością manifestującą się w straszny sposób przez nierząd Izraela podążającego za fałszywymi bogami i składającego im w ofierze dzieci a ujawnieniem w dwudziestym pierwszym wieku przypadków wykorzystywania seksualnego przez duchownych, wówczas należy tę analogię poprowadzić do końca: to drugie znieprawienie także było skutkiem bezgranicznej niewierności, na którą lekarstwem może być jedynie bezgraniczna wierność.

Prawdziwa reforma katolicyzmu, podobnie jak prawdziwa reforma Izraela to nie jest idolatria w wersji light (zgodnie z którą to od nas zależy, jak będziemy przemianowywać i przekształcać wyobrażenia Trójjedynego Boga, którego objawił nam i nazwał dla nas Syn Boży) ani synkretyzm w wersji light (zgodnie z którym prawdy wiary katolickiej zostają wymienione na „prawdy” dominującej kultury). Innymi słowy, prawdziwa reforma katolicyzmu to nie katolicyzm w wersji light.

Prawdziwą reformę katolicyzmu odnaleźć można w dojrzewaniu katolicyzmu ewangelicznego: w bezgranicznej wierności temu, co Bóg objawił w Piśmie Świętym i tradycji apostolskiej, w proponowaniu tych prawd światu i w dziełach nadprzyrodzonej miłości, jakie wykonuje Kościół. Tego, co Kościół robi, nie można oddzielać od tego, w co Kościół wierzy. Wyrażając to za pomocą terminów teologicznych, należałoby powiedzieć, że nie ma ortopraksji (gdy chodzi o misję czy o służbę) bez ortodoksji. Papież Benedykt XVI powiedział to samo językiem Biblii: nie ma miłości, która nie byłaby miłością w prawdzie, caritas in veritate.

 

katolicyzm_ewangeliczny_3D

George Weigel

amerykański myśliciel, teolog, biograf Jana Pawła II, współpracuje z Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie, autor książek. m.in. "Świadek nadziei" "Katolicyzm ewangeliczny", "Rzymskie pielgrzymowanie"