• 10 czerwca 2015
  • komentarzy
  • 2552 osób przeczytało
  • to!

Nudzę się…

Joanna Petry-Mroczkowska

Pascal zauważył, że jednym z istotnych powodów braku szczęścia człowieka jest to, że nie umie w ciszy przebywać sam na sam ze sobą. W wierszu Popielec T.S. Eliot wyraził to w inwokacji człowieka współczesnego: „Naucz nas troszczyć się i nie troszczyć się. Naucz nas umieć trwać w ciszy”. Samuel Beckett w Czekając na Godota nazwał przyczynę, dla której cisza człowieka przeraża. Kiedy Vladimir prosi Estragona, żeby coś powiedział, Estragon rozumie, iż chodzi o to, żeby „nie musieli myśleć”.

Znudzony człowiek jest pozostawiony „sam na sam” z czasem. Dla kogoś, kto się nudzi, czas albo stoi w miejscu, albo się rozciąga, wydaje się nie mieć końca. Pojawia się uczucie, że człowiek ma za dużo czasu, nic do roboty. Wtedy istnieje pokusa „zabijania czasu”. Amerykański dziewiętnastowieczny pisarz Henry Thoreau wątpił, że możliwe jest „zabijanie czasu bez ranienia wieczności”. W wieku XX znakomite studium zabijania czasu stworzył Tomasz Mann w Czarodziejskiej górze. Jej protagonista, Hans Castorp, podporządkowuje się sanatoryjnemu rytuałowi, który – chociaż głośno mówi się o leczeniu ciała – ma także unicestwić czas. Wszystkich pacjentów, nie tylko biernego bohatera, uwodzi bezczasowość i luksus zaczarowanej góry, jej narkotyczny klimat. Sanatoryjny doktor posiada nawet własną teorię na temat związku nudy z czasem. Według niego wydarzenia i rozrywki wypełniają czas, to znaczy go rozciągają, natomiast skwapliwie kontrolowane monotonia i pustka gwałtownie czas przyspieszają. Wykłada to następująco – o ile na krótką metę zajmująca treść może sprawiać wrażenie, że godziny kurczą się i szybko upływają, o tyle większe połacie czasu, jakby obciążone treścią, toczą się wolniej niż puste i lekkie, które wiatr zmiata. Nuda doprowadza do skrócenia czasu w wyniku monotonii. „Kiedy każdy dzień podobny jest do następnego, wszystkie są jak jeden dzień”. Jeśli uznamy, że czas jest rzeczywistością, którą można manipulować, dzisiejsza technologia przyjdzie nam w sukurs, przynosząc iluzję kontroli nad czasem. Technika posługiwania się pilotem i wideokasetą pozwala mieć złudzenie, że możemy czas zwalniać, cofać, przyspieszać, powtarzać.

Skoro nuda wiąże się właśnie ze wzmożonym poczuciem upływu czasu, zapełnienie go gorączką rozrywek czy skrupulatnie przestrzeganym następstwem zrutynizowanych zajęć ma przynieść zapomnienie, że to czas nas zabija. Przyzwyczajenie działa jak środek przeciwbólowy. Z jednej strony może prowadzić do rutyny i przytępienia percepcji czasu, z drugiej – pozwala na oszczędność energii i lepsze jej zużytkowanie, ponieważ mocno zakorzenione nawyki stają się automatyczne i nie wymagają ciągłego napięcia uwagi. Amerykański socjolog Orrin Klapp wymienia kilka pożądanych skutków powtarzalności. I tak, ułatwia ona porozumienie międzyludzkie, pomaga w wytworzeniu tożsamości, przyczynia się do wyrobienia ciągłości kulturowej. W rytuale religijnym pozytywny wymiar powtarzalności ma doprowadzić do wyciszenia, aby potem w owej ciszy mogło dojść do zaktywizowania wyobraźni szukającej relacji z Bogiem.

Martin Heidegger stwierdził kiedyś, że „tylko ten, kto czci tajemnicę, posiada siłę, żeby czekać”. W dzisiejszych czasach pośpiechu, cierpliwości kurczącej się bądź zanikającej, dyskredytowanej czekanie uważa się za coś niepotrzebnego, nieprzyjemnego, uwłaczającego godności. Biedni, nieznaczący ludzie czekają, bogaci, ważni dają na siebie czekać. W czekaniu powszechnie widzi się utrapienie, a nie szansę.

Nuda i nadmiar bodźców
Przez długi czas panował pogląd, że nuda wypływa z niedoboru bodźców. Obserwację znużenia zapoczątkowali przecież mnisi w samotniach na pustyni. W kilkanaście wieków później zjawisko acedii-lenistwa – nudy jest dalej aktualne, choć zmieniły się warunki cywilizacyjne. Tylko sporadycznie można spotkać niedobór bodźców zewnętrznych (przestrzega się na przykład przed pozostawianiem niemowląt bez należytej stymulacji, ponieważ grozi to zahamowaniem rozwoju). Nuda z nadmiaru różnorodności może być tak przykra jak ta wynikająca z monotonii. Różnorodność sama w sobie nie jest „solą” życia, panaceum na znużenie. W pracy Overload and Boredom. Essays on the Quality of Life in the Information Society (Greenwood Press, Westport 1986) Orrin Klapp rozwinął tezę, że w dzisiejszych czasach znacznie częściej nuda, znudzenie wynika z nadmiaru wrażeń, szumu informacyjnego. Szczególnie w środowiskach miejskich obserwuje się nadmiar (overload) informacji. Nuda wydaje się mechanizmem obronnym jako bariera hałasu, kiedy współczesny apetyt (ciekawość) wzrasta do poziomu cechującego obżarstwo.

Rozwój technologii nie zmniejszył nudy – wręcz odwrotnie. W wysoko rozwiniętym społeczeństwie nuda stanowi poważny problem psychopatologii. Zalew informacji, nawet wiadomości ze świata, na które nie mamy wpływu, powoduje w końcu znużenie, znieczulenie i wyuczoną bezradność. Zawrotna liczba informacji łączy się z koniecznością ich sortowania i łączenia w jakieś sensowne zbiory. Klapp proponuje porównanie tego natłoku do kolosalnej układanki jigsaw puzzle (ang.), której kawałeczki zasypują nas w zawrotnym tempie, a my nie nadążamy nawet z pozornie prostym ustaleniem, czy w ogóle pasują do tej czy innej całości. Powstała już nowa gałąź wiedzy zajmująca się filtrowaniem informacji. Wiele informacji wymaga bardziej czy mniej żmudnego odcyfrowywania. Do tego zalewu, jak intruz, wdziera się reklama, głośna i nachalna. Oferuje pseudoinformację, upierając się przy bardziej lub mniej realnych różnicach między tysiącami wyrobów. O ile reklamowane produkty i usługi w bezpośredni sposób obiecują szczęście, o tyle negatywne konsekwencje przeróżnych zjawisk ukazywane są nader sporadycznie. Całe przestrzenie życia są jakby „odcięte” od swoich następstw.

Stąd już tylko krok do pełnej dezinformacji, która – jak fałszywy pieniądz – nie zawsze łatwo daje się usunąć z obiegu. Media bombardują informacją i wrażeniami, manipulacja nimi aż nadto często serwuje fałszywe ciągi przyczynowo-skutkowe. W dobie gloryfikacji wyboru okazuje się, że ów wybór jest coraz trudniejszy. Do tego dołącza się panujący dość powszechnie klimat dyskredytujący osąd, zwłaszcza w zakresie postaw etycznych.

mroczkowska_500pt_rgb_72dpi

Joanna Petry-Mroczkowska

dr romanistyki, tłumaczka, publicystka, autorka książek, mieszka trochę w Waszyngtonie, a trochę w Krakowie