• 26 sierpnia 2015
  • komentarzy
  • 4550 osób przeczytało
  • to!

Ikona Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

Beata Legutko

„Obraz Maryi Najchwalebniejszej i Najdostojniejszej Dziewicy, wykonany dziwnym i rzadkim sposobem malowania, o przeładnym wyrazie twarzy, która spoglądających przenika szczególną pobożnością – jakbyś na żywą patrzył” – podaje Jan Długosz w Liber Beneficiorum (księdze beneficjów, dóbr i przywilejów, zwłaszcza kościelnych).

Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej nosi cechy ikony, choć nie jest nią w ścisłym sensie.

Został namalowany techniką tempery na płótnie naklejonym na trzy sklejone lipowe deski o wymiarze: 120,2 x 81,6 x 3,5 cm – całość. Malunek wykonany jest na zaprawie klejowo-kredowej. Obraz ma wypukłe drewniane obramowanie – tzw. kowczeg – które uzyskano przez pogłębienie powierzchni tablicy. Przedstawia Matkę Bożą w postaci stojącej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, jej twarz jest ciemna. Jednak kolor skóry postaci w zamierzeniu malarza zapewne taki nie był. Przyjmuje się, że z biegiem lat farba na obrazie ciemniała. Dlaczego? Nie wiadomo, zakłada się bowiem, że dobrze sporządzona tempera nie powinna ciemnieć. Najprawdopodobniej przyczyną jest konserwacja z połowy XV w. Być może malarze nie zagruntowali odpowiednio podłoża – aby nie zniszczyć resztek pierwotnego dzieła – a na koniec pokryli obraz werniksem. Ten z czasem ciemnieje, a kolejne konserwacje (XVIII w.) mogły polegać na pokryciu obrazu kolejną warstwą werniksu.

W tradycji chrześcijańskiej ikonę taką nazywano Hodegetrią, czyli „tą, która prowadzi” lub „tą, która wskazuje drogę”. Maryja, która stanowi centrum takiej ikony, nieśmiało wskazuje postać Chrystusa.

Taki sposób przedstawiania Matki Bożej ma ściśle określone reguły: Maryja ukazana jest frontalnie, z prawą ręką na piersi i małym Jezusem na lewym ramieniu. Jezus zwrócony jest ku Matce, prawą rączkę unosi – jakby błogosławił, a w lewej trzyma zwój lub księgę Ewangelii. W zależności od wzajemnego ułożenia postaci można mówić o różnych wariantach ikonograficznych przedstawień Maryi. Najbliższe przedstawieniu częstochowskiemu są: ikona bizantyjska z końca X w. znajdująca się w kościele Santa Maria Maggiore w Rzymie, ikona Maryi z XII w. przechowywana na Górze Athos oraz rzymski obraz Matki Bożej z kościoła Santa Maria Nuova (VI w.).

Dla chrześcijan Wschodu, wśród których kult Matki Rodzicielki był szeroko zakorzeniony, znaczenie Hodegetrii musiało być szczególnie duże, a przy ikonie narastać mógł kult, wokół którego skupiali się wierzący. Dlatego znane są opowieści o cudach, które za przyczyną obrazu działy się już w Bełzie, gdzie przez lata był przechowywany.

Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej kryje w sobie wiele tajemnic, które – jak to z tajemnicami bywa – nigdy nie zostają do końca wyjaśnione. Nie wiadomo, kiedy obraz został namalowany. Badacze spierają się co do daty jego powstania, wskazując na wiek VI, VII a nawet XIII lub XIV. Z uwagi na to, iż wiadomo, że dzieło było przemalowywane – niektórzy twierdzą nawet, że kilkakrotnie – jest bardzo prawdopodobne, że rzeczywiście powstało ono w VI w., a w wiekach późniejszych było przemalowane. Niemniej pozostaje to w sferze domysłów. Nie wiadomo też, skąd obraz pochodzi. Nie ulega tylko wątpliwości, że musiał powstać we wschodniej kulturze. Jedni twierdzą, ze namalowano go na Rusi, inni, że w Bizancjum, na Bałkanach lub w pozostającej w średniowieczu pod wpływem sztuki bizantyjskiej Italii. Nie trudno też zgadnąć, że nieznany jest również autor dzieła.

Te wszystkie niepewności sprzyjały powstawaniu legend związanych z cudownym obliczem Matki Bożej. Najsławniejsza – zapisana w Translatio Tabulae (I poł. XV w.)10 – głosi, że obraz namalował św. Łukasz Ewangelista, na desce ze stołu, przy którym jadała św. Rodzina. Obraz miał być jednym z siedemdziesięciu dzieł malarskich Ewangelisty. A było to podobno tak:
Została sama Matka na ziemi, z boleścią swoją, ze łzami swymi; dwie tylko chwile radosne miała: gdy na świat przyszedł Syn jej jedyny i gdy w dzień trzeci po jego zgonie zmartwychwstałego znowu ujrzała. Przez lat czternaście przy św. Janie mieszkała smutna, cicha i skromna Boskiego Syna Matka wybrana; ziemską pielgrzymkę swoją kończyła w modłach, we wspomnieniach, w dusznej tęsknocie, wpatrzona w niebo, gdzie Syn Jej mieszka, wpatrzona w ziemię, co łzy jej piła, a Jego krwawe ślady nosiła. Choć siedem mieczów tkwiło w Jej łonie, chociaż w cierniowej żyła koronie, choć Jej do krzyża Syna przybito, w sercu nie miała cierpkiej goryczy ani do świata, ani do ludzi; ich przyjaciółką, ich opiekunką, ich dobrodziejką była do zgonu i po wiek wieków pozostać miała. A choć krwawymi łzami płakała, łzy te na kwiaty ziemia zmieniała. Choć całe niebo swym majestatem czekało na nią jak na królową, Ona z litości wielkiej nad światem z ludźmi wolała przebywać w smutku i sama żałość tłumiąc swą wielką, była im Matką Pocieszycielką. Na ludzką nędzę dokoła siebie patrząc pełnymi od łez oczyma, chciała ból wszelki poznać na ziemi, aby cierpiących być Matką w niebie. I zadumana odtąd boleśnie ze smutkiem w oczach, z chmurą na czole, szła przez życie tak, jak ją we śnie na cyprysowym malował stole Apostoł Łukasz – Ewangelista – od ziemskiej zmazy wolna i czysta

Ten fakt sprawiał, że wizerunek – jako bezpośredni świadek życia św. Rodziny – był tym cenniejszą relikwią. Zresztą, historycy podkreślają, że począwszy od V w. Łukaszowi przypisano autorstwo ok. siedmiu tysięcy obrazów, choć najpewniej nie namalował żadnego.

Tradycja głosi, że kiedy w I w. (lata 66–67) rzymskie wojska, pod wodzą cesarzy Wespazjana i Tytusa, najechały na Ziemię Świętą, chrześcijanie mieli uciec do miasteczka Pella, i tam ukryć wizerunek Maryi w jaskini. Mijały lata wojny, a obraz czekał w ukryciu na spokojniejsze czasy. I kiedy sytuacja polityczna ustabilizowała się, obraz przeniesiono do niewielkiego kościółka w Jerozolimie. Tam znalazła go św. Helena – cesarzowa, matka Konstantyna Wielkiego, która w 326 r. wyruszyła w podróż do Ziemi Świętej, szukać relikwii świętego krzyża. Zabrała obraz ze sobą do Konstantynopola. Cesarz umieścił go wówczas w specjalnie na tę okazję przygotowanym kościele. Obraz przebywał tam przez kolejne wieki.

Dalsze losy obrazu również są przedmiotem domysłów. Jedni twierdzą, ż w VIII w., kiedy wybuchła wojna obrazoburcza i palono wszystko, co przedstawiało postaci świętych, obraz Marki Bożej przewieziono na Ruś, by tam go chronić przed zniszczeniem.
Inni utrzymują, że stało się to dopiero w drugiej połowie XII w. Wtedy to cesarz miał dać ikonę w prezencie księciu halicko-wołyńskiemu Lwowi Daniłowiczowi, który umieścił ją pod zarządem prawosławnego duchowieństwa w zamku w Bełzie, gdzie miała zasłynąć licznymi cudami. Od tej miejscowości pochodzi pierwotna nazwa ikony. W zamku w Bełzie, oddalonym 40 km na północ od Lwowa, znalazł ją książę Władysław Opolczyk. Od tego momentu rozpoczyna się udokumentowana źródłami historycznymi historia obrazu.

 

cuda-okladka5-b1

Beata Legutko

dr filozofii, redaktor w pismach LIST i BIBLIA Krok po kroku