źródło: Stephen Weigel, kościół św. Wawrzyńca in Panisperna
  • 26 lutego 2015
  • komentarzy
  • 2443 osób przeczytało
  • to!

Czwartek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu

George Weigel

Acedia. Termin ten nie jest nam być może dobrze znany, a przecież, jak się zdaje, jest to chyba najbardziej charakterystyczna bolączka duchowa świata zachodniego w dwudziestym pierwszym wieku. Odmiennie definiowana przez różnych filozofów i teologów acedia to rodzaj zmęczenia światem i rzeczywistością, którego źródłem nie jest duchowe oderwania się od świata, lecz nuda. Jest to brak zainteresowania życiem rodzący się nie tyle z ascetyzmu, co z cynizmu. Acedia w swej bardziej zaawansowanej postaci może prowadzić do depresji, a nawet samobójstwa. Biorąc pod uwagę wszechobecność cynizmu w ponowoczesnej kulturze Zachodu, takie łagodniejsze formy acedii to nieustanna pokusa i warto w rachunku sumienia w ciągu tych pierwszych Czterdziestu Dni zastanowić się nad tym, czy czasem się jej nie poddajemy.

W Ewangelii czytanej w czasie dzisiejszej Mszy Świętej Pan prosi pielgrzymów, by wyzbyli się acedii, przypominając sobie otaczającą nas Bożą szczodrość. Wyzwanie, jakie stawia przed nami Jezus, pokazuje wyraziście znacząca scena z powieści Evelyna Waugh, Unconditional Surrender, będącej ostatnią częścią trylogii Sword of Honour, poświęconej drugiej wojnie światowej. Bohater książki, Guy Crouchback, porządny człowiek i w miarę pobożny katolik, któremu jednak, jak się zdaje, nic w życiu nie wychodzi, cierpi na łagodną, a jednak osłabiającą go formę acedii. To, że ta pradawna bolączka wypacza jego życie duchowe, uświadamia sobie wreszcie z całą wyrazistością podczas pogrzebu swego ojca Gervasego, który krótko przed śmiercią napisał do syna list, strofując go delikatnie za jego duchową ospałość.
„Martwię się o ciebie” – napisał ojciec w liście […], który w przekonaniu Guya stanowił w szczególnym sensie konkluzję ich dość wstrzemięźliwej korespondencji trwającej ponad trzydzieści lat. Jego ojca nie martwiło nic, co wiązałoby się z jego powodzeniem w świecie, lecz jego ewidentna apatia. W tej chwili martwił się być może w tym tajemniczym obozie przejściowym, przez który musi przejść w drodze do odpoczynku i światła. Guy kierował swoje modlitwy nie tyle za, co do swojego ojca. Aż do tej pory przez wiele lat wskazówka w Ogrodzie duszy: „stań w obecności Boga”, oznaczała dla Guya wyłącznie akt szacunku, niczym wpis do księgi gości w jakiejś ambasadzie lub siedzibie rządu. Meldował się, mówiąc Bogu: „O nic cię nie proszę. Jestem tutaj, jeśli mnie chcesz. Nie sądzę, bym mógł być ci użyteczny, jeśli jednak jest coś, co mogę zrobić, daj mi znać”, ale nie robił nic więcej. „O nic cię nie proszę” – to właśnie było trujące jądro jego apatii i to właśnie starał mu się powiedzieć, i mówił mu, teraz jego ojciec. Od lat była w nim pustka […]. Entuzjazm i rzucanie się w wir działań nie wystarczały. Bóg wymagał czegoś więcej ponad to. Kazał wszystkim ludziom prosić.

I to właśnie nakazuje nam łagodnym tonem Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. […] Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą”. 

George Weigel

amerykański myśliciel, teolog, biograf Jana Pawła II, współpracuje z Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie, autor książek. m.in. "Świadek nadziei" "Katolicyzm ewangeliczny", "Rzymskie pielgrzymowanie"