• 29 listopada 2015
  • komentarzy
  • 2895 osób przeczytało
  • to!

Co to jest grzech?

Joanna Petry-Mroczkowska

Ktoś powiedział, że grzech najtrudniej wytłumaczyć, a najłatwiej pokazać. Skąd pochodzi zło, czemu odrzucamy dobro? Jan Paweł II mówi o tajemnicy zła – mysterium iniquitatis (łac.) – i uczy, zgodnie z tym, co od wieków głosi chrześcijaństwo, że można się od niego wyzwolić. W czasach, kiedy zło przestaje być traktowane jako rzeczywistość, gubi się sens chrześcijańskiego orędzia.

W rozumieniu teologicznym, pierwotnym, grzech był obrazą Boga, zejściem z drogi poszukiwania dobra najwyższego. Grzech to przekroczenie prawa Bożego, niewierność, nieposłuszeństwo wobec woli Bożej. Ale nawet bardziej niż „występkiem”, jest aktem niszczenia, zdradą wobec siebie i bliźniego. W późnym judaizmie przyczyn grzeszności upatrywano w tak zwanym złym popędzie. Trzeba jednak zaraz dodać, że żydowska antropologia nie rozróżniała grzesznego ciała i wzniosłej duszy. Człowiek był ożywioną jednością psychofizyczną. W Starym Testamencie częściej mówi się o złym sercu niż o złym ciele.

W  Nowym Testamencie czytamy, że ci, którzy „zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka […] poprzez pożądania ich serc” zostali wydani „na łup nieczystości” (Rz 1, 23–24). Pożądliwość, mającą swe źródło w grzechu pierworodnym, rozumie się nie jako grzech, ale jako skłonność do grzechu, siłę prowadzącą do nieporządku „od zewnątrz” lub osłabienie dobrych sił w człowieku. Nie oznacza to jedynie pożądliwości cielesnej ani – jeszcze węziej rozumianej – pożądliwości seksualnej. Święty Marek mówi o troskach tego świata, ułudzie bogactwa i innych żądzach (por. Mk 4, 19), święty Jan zaś pisze o trojakiej pożądliwości: „Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (l J 2, 16–17).

Święty Augustyn, choć nie określił jasno, jak rozumie pożądliwość, wiązał ją z pychą. Mogło to mieć związek ze zwalczaną przez niego herezją pelagianizmu, która opierała się na wierze w samowystarczalność człowieka w zakresie jego rozwoju duchowego. Dobrowolna obojętność czy poświęcenie dobra innych w imię własnej satysfakcji jest podstawową cechą grzechu. Augustyn nazwał to „odwróceniem się od uniwersalnej całości ku indywidualnej części”. Grzech jest „miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga”.

Z kolei święty Tomasz z Akwinu, rozwijając myśl Arystotelesa, dostrzegał w grzechu również wymiar psychologiczny. Każdy grzech to nadmiar albo defekt uczucia, jakieś jego „wypaczenie” – ukochanie pociechy wypływającej z dobra czy cnoty a nie samego dobra czy cnoty odejście od porządku dyktowanego przez rozum. Nieczystość i obżarstwo wyrażają nadmiar poszukiwania przyjemności, a zazdrość i acedia to nadmiar smutku. Według Tomasza, grzech bierze się z jakiegoś naturalnego apetytu. Jest aktem, nie skłonnością czy cechą temperamentu. Może być jedną obsesyjną myślą, którą będziemy się delektować. Myśli mogą bowiem zamieniać się w zamiary, gesty, słowa i wreszcie w czyny.

Czyśćcu (ks. XVII) Dante przedstawia wszystkie grzechy główne jako formy źle ukierunkowanej miłości. Każda wada to lekceważenie Boga i brak umiaru w zaspokajaniu przemijających celów. Teorię wypaczonej miłości najłatwiej zastosować do nieczystości, obżarstwa, pijaństwa i skąpstwa, które wynikają z nadmiernej miłości do dóbr poślednich. Acedia z kolei wypływa z niewystarczającej miłości do Boga. Trudniej jednak zastosować tę zasadę do gniewu, zazdrości i pychy. Wergiliusz uściśla jednak, że w tym wypadku kochamy krzywdę, którą zadajemy bliźniemu.

Wśród niezliczonej ilości grzechów „jednostkowych” grzechy główne zostały wyodrębnione w szczególny sposób. W języku angielskim nazywa się je grzechami śmiercionośnymi (deadly), odróżniając je od grzechów śmiertelnych (mortal), czyli tych, które już uśmierciły. Ta klasyfikacja podkreśla ich wymiar. Są to wady poważne, skłonności zniewalające i niezwykle trudne do wytrzebienia. Warto chyba dziś, w dobie rozwoju różnych uzależnień i „manii”, takich jak: narkomania, lekomania, erotomania, zakupomania, przywrócić pojęcie grzechu i zacząć na powrót je stosować, by podkreślić głębię wewnętrznego zniewolenia człowieka.

Wady, tak jak cnoty, są skłonnością woli (łac. habitus operativus), skłonnością wrodzoną lub nabytą, która każe nam działać w pewien określony sposób. Wady zaciemniają sumienie i niszczą zdolność rozróżniania dobra i zła. W ten sposób grzech się mnoży i pogłębia. Są więc cechami charakteru, ponieważ grzech jest z nimi związany, gdyż ma wady zarówno za przyczynę, jak i za skutek. W języku polskim istnieje, choć stopniowo wychodzi z użycia, słowo „nałóg”, które oznacza utrwaloną cechę charakteru wynikłą z powtarzania grzechu. O ile wada to rozstrój i zaburzenie, o tyle cnoty prowadzą do działalności uporządkowanej. Ale choć wada jest słabością, braku słabości nie należy automatycznie uważać za cnotę. Cnotliwe działanie wymaga pewnej znajomości zła i zrozumienia mechanizmów jego działania.

Pierwsze próby klasyfikacji i zestawienia grzechów pochodzą od chrześcijańskich mnichów egipskich – ojców pustyni. Ponieważ życie chrześcijańskie pojmowano wówczas jako wstępowanie ku górze, w ustalaniu hierarchii grzechów często uciekano się do metafory drabiny lub schodów. Grecki mnich Ewagriusz z Pontu z IV wieku, który swe ostatnie lata spędził na egipskiej pustyni, opisywał osiem najniebezpieczniejszych demonów nękających zakonnika: obżarstwo, nieczystość, chciwość, gniew, smutek, acedię, próżność i pychę. Zarówno on, jak i Jan Kasjan, który przyjął tę samą klasyfikację, wyobrażali je sobie na wzór łańcucha, w którym każde ogniwo łączy się z następnym. Papież Grzegorz Wielki odstąpił nieco od tej tradycji i odwrócił dotychczasową kolejność grzechów głównych. Dla niego wszystkie grzechy wypływają z grzechu szatana – z pychy. Od tego czasu coraz popularniejsza staje się lista siedmiu grzechów (jak siedem plemion Izraela, siedem psalmów pokutnych, siedem próśb Modlitwy Pańskiej, siedem sakramentów i siedem darów Ducha Świętego).

Różne wersje kolejności grzechów głównych wskazują na znaczenie, jakie przypisywano im w różnych okresach. Grzegorz Wielki, Dante i Chaucer stosowali następujący porządek: pycha, zawiść, gniew, lenistwo, skąpstwo, obżarstwo i nieczystość. Przez długi czas w katechizmie były uszeregowane w kolejności: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w  jedzeniu i piciu, gniew oraz lenistwo. Z kolei nowy katechizm wymienia: zawiść i gniew przed nieczystością i nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu. Widać więc, że w ascetycznym i monastycznym klimacie początków chrześcijaństwa w obżarstwie i nieczystości widziano większe zagrożenie niż na przykład w pysze. Później, w średniowieczu, pychę, a więc bunt przeciw Bogu, zdecydowanie uznano za najbardziej niebezpieczną. Z biegiem czasu, wraz z bogaceniem się ludzi, wzrosło też znaczenie chciwości.

Amerykański dominikanin ojciec Brian Mullady uważa, że kobiety i mężczyźni różnią się między sobą również w kwestii skłonności do ulegania grzechom głównym. Mężczyźni najczęściej popadają w grzech nieczystości, potem kolejno największą pokusę stanowią dla nich: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, acedia, gniew, próżność, zawiść i wreszcie skąpstwo. U kobiet zaś acedia plasuje się na samym końcu i jest poprzedzona przez próżność, zawiść, skąpstwo, gniew i nieczystość, a nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu znajduje się na końcu. Bywają też próby zastosowania innej kolejności: według kryterium źle ukierunkowanej miłości – pycha, zawiść, gniew; wadliwej miłości – lenistwo; niepohamowanej miłości – nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, nieczystość i chciwość. Pierwsze trzy często nazywa się grzechami „zimnymi”, ponieważ oznaczają odrzucenie związków wspólnotowych. Trzy ostatnie są „gorącymi”.

Biorąc pod uwagę zależności międzyludzkie, profesor etyki William F. May proponuje jeszcze inne rozróżnienie – uzupełnia grzechy główne innymi poważnymi grzechami. Zawiść jest grzechem przeciw bratu, nienawiść przeciw nieprzyjacielowi, zaniedbanie przeciw potrzebującemu, zdrada przeciw przyjacielowi, nieczystość przeciw partnerowi. Patrząc nieco inaczej, oddając się zawiści, człowiek, zamiast żyć z bratem czy bliźnim, chce postawić się na miejscu bliźniego; w nienawiści, zamiast starać się żyć w zgodzie z nieprzyjacielem, zwraca się przeciw niemu – będąc obojętnym, chce żyć bez bliźniego, a w wypadku zdrady, zamiast współżyć z bliźnim, za jego plecami działa przeciwko niemu.

Według Karla Bartha trojakie działanie Boga wobec stworzeń wiąże się z trojakim grzechem ludzi wobec Boga. Ukorzenie Boże poprzez Syna spotyka się z grzechem ludzkiej pychy, zbawcze działanie Jezusa z ludzką acedią, lenistwem, prawda Boga w Chrystusie napotyka grzech kłamstwa. Z kolei angielski historyk Paul Johnson uznaje relatywizm moralny za grzech główny XX wieku. W kulturze zakazane jest bowiem moralizowanie, wyrażanie sądu. Jeśli do nich dochodzi, to osądy moralne są często wynikiem indywidualnych preferencji, wyrazem poglądów i emocji. Rozpowszechnił się moralny leseferyzm. Panuje wiara w równość moralną, a tolerancję nierzadko myli się z akceptacją zła.

Cywilizacja nowożytna zbudowana jest na pragnieniu wygody. Szerzy się hedonizm. Giambattista Vico, włoski filozof uważany za pierwszego współczesnego historyka, w traktacie Nauka nowa (1723, wyd. polskie: Warszawa 1966) napisał, że ludzie „najpierw odczuwają potrzeby, następnie przyświeca im użyteczność, potem dążą do zapewnienia sobie wygody, jeszcze później przyjemności, potem otaczają się luksusem, a wreszcie wariują i zaprzepaszczają swoją istotę”. Życie ma być lekkie, łatwe i przyjemne. Pożądanie czegoś zdaje się wystarczającym powodem, żeby o to zabiegać. Dzisiejsza kultura nie tylko stawia sobie za cel udostępnienie ludziom tego, czego chcą, ale – co więcej – usilnie i skutecznie wywołuje w nich pragnienie tego, co im podsuwa. 

C.S. Lewis ustami starego diabła wyraża przekonanie, że jednym z największych sukcesów szatana w okresie ostatnich stu lat było rozprawienie się z etosem purytańskim i, co za tym idzie, „uwolnienie tysięcy ludzi od umiaru, czystości i trzeźwości życia”. Nie mówi się już o marności tego świata, wartości przyjaźni i czasu. Piekło to miejsce, w którym każdy zajęty jest swoją godnością i awansem, gdzie wszyscy mają jakieś żale i odczuwają zawiść, potrzebę podbudowania własnego znaczenia i inne pretensje. Najprostszą i najpewniejszą drogą do piekła jest droga stopniowa, łagodne zbocze, miękkie podłoże, bez gwałtownych zakrętów, bez kamieni milowych i drogowskazów. Ale sprytny diabeł za najsilniejsze pokusy uważa nie stare ludzkie wady, takie jak obżarstwo, rozpusta i gniew, ale nową „letniość” i ucieczkę od świata. Dużym niebezpieczeństwem jest też nadmierne zapatrzenie się w przyszłość. Stary diabeł poucza: „Prawie wszystkie wady ukorzenione są w przyszłości. Wdzięczność patrzy w przeszłość, a miłość w teraźniejszość, strach, chciwość, żądza i ambicja patrzą w przyszłość. Obowiązkiem dnia dzisiejszego jest planowanie jutra. Nie można jednak oddać serca przyszłości”. Prestiżowy wielkonakładowy tygodnik The Economist w artykule-składance krótkich esejów różnych autorów na temat grzechów głównych wymienia sześć zgodnie z kanonem. Pomija jednak gniew, a w jego miejsce pojawia się niewdzięczność.
Niewdzięczność jest jak mróz, który warzy rozwijający się kwiat, sprawia, że usycha jabłko dojrzewające na gałęzi, zmraża w locie tryskającą fontannę i paraliżuje dłoń wyciągniętą w geście dawania. Jest to grzech milczenia i zaniechania, jak grzechem zimy jest brak światła, grzech przeciw miłości, która ogrzewa serce i w najprawdziwszym sensie tego słowa sprawia, że świat się kręci. (Ann Wroe, The Economist, 14 czerwca 2014) 

Od jakiegoś czasu grzechom prywatnym, które, szczególnie na Zachodzie, zdają się tracić na znaczeniu, przeciwstawia się grzechy społeczne. Na przykład w Kościele katolickim w Stanach Zjednoczonych, wzdłuż linii podziałów na skrzydło liberalne i konserwatywne, zauważa się bądź akcentowanie sprawiedliwości społecznej, bądź moralności osobistej. Co bardziej wnikliwi obserwatorzy zauważają jednak słabe strony liberalnego koncentrowania się wyłącznie na sprawach społecznych. Okazuje się, że podejście to nie rozwiązuje poważnych problemów. Radzą więc, żeby walkę o sprawiedliwość zaczynać od pracy nad moralnością. Można tu przywołać tezę kontrowersyjnego włoskiego pisarza Giovanniego Papiniego, który pół wieku temu zwracał uwagę, że szatan działa jako wyzwoliciel ludzkości od skutków grzechu. Stąd bunt przeciw wysiłkowi i niesprawiedliwemu porządkowi społecznemu. Papini przypominał, że Jezusa też kusił wizją chleba otrzymanego z kamienia – bez wysiłku. Dzisiejszy diabeł staje się bogiem zysku bez pracy, przez spekulację, handel narkotykami, szmugiel, prostytucję i kradzież. To bóg lenistwa, nierzetelności, braku kultury i obojętności.

Za trzy najtrudniejsze rzeczy w zakresie moralności prywatnej i społecznej Anthony de Mello uważa odwzajemnienie nienawiści miłością, przyjęcie ludzi wcześniej odrzuconych na margines i przyznanie się do błędu. Można powiedzieć, że bardziej niż ignorancja w zakresie wiedzy zagraża nam ignorancja i obojętność wobec drugiego człowieka. Kafka wymienia dwa grzechy główne naszej epoki – niecierpliwość i opieszałość. Na znaczenie umiejętności czekania zwrócił uwagę papież Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium (2013), kierując słowa krytyki nawet pod adresem niecierpliwych ewangelizatorów! „Dzisiejsze gorączkowe pragnienie osiągnięcia natychmiastowych wyników sprawia, że zaangażowani w duszpasterstwie nie znoszą łatwo poczucia jakichś sprzeczności, widocznej porażki, krytyki, krzyża”(82). 

Joanna Petry-Mroczkowska

dr romanistyki, tłumaczka, publicystka, autorka książek, mieszka trochę w Waszyngtonie, a trochę w Krakowie