Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 6 sierpnia 2014
  • komentarzy
  • 1 318 wyświetleń
  • lubi to!

Starożytne pielgrzymki

Sławomir Rusin

Wydaje nam się, jakże niesłusznie, że to współczesnego człowieka można określić mianem homo viator (człowiek w podróży, w tułaczce, w pielgrzymce). Wyjeżdżamy do pracy za granicę, na wakacje, do rodziny. Wielu z naszych przodków mogłoby jednak zaskoczyć nas swoją mobilnością i determinacją w podróżowaniu, również z powodów religijnych. Nie ma bowiem kultury czy religii (może poza gnostycyzmem), w której ludzie, kierowani duchowymi potrzebami, nie wyruszaliby w pielgrzymkę. Aborygeni udawali się na górę Uluru, Indianie amerykańskich równin na górę Harney, a nasi polscy przodkowie na Łysą Górę. Hinduiści wędrują do Waranasi i świętych rzek (Gangesu i Hindusu), buddyści do klasztorów, w których żyli wielcy mnisi. Żydzi pielgrzymowali niegdyś do Świątyni w Jerozolimie, dziś zaś udają się do grobów cadyków – świętych mężów, a muzułmanie idą na hadżdż do Mekki. Chrześcijanie zaś od wieków, za główny cel pielgrzymek wybierali Jerozolimę, miejsce działalności, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Pielgrzymi
Chrześcijaństwo pojawiło się w bardzo dogodnym do podróżowania czasie, co przyczyniło się zapewne do jego sukcesu misyjnego. Od bitwy pod Akcjum 2 września 31 r. przed Chr., kiedy to Oktawian August ostatecznie przejął władzę w rzymskim imperium, rozpoczął się tzw. Pax Romana (Pokój Rzymski), trwający ponad dwieście lat. Rzym w tym czasie starał się nie prowadzić wojen, poza niewielkimi konfliktami na granicy swego imperium. Morze Śródziemne jednak do tego zewnętrznego, zagrożonego obszaru się nie zaliczało, ono było w jego centrum, Rzymianie mówili o nim Mare Nostrum (Nasze Morze). Grasowali po nim oczywiście piraci, ale przecież nie stanowili tak wielkiego zagrożenia jak spotkanie z wrogo nastawioną armadą wojennych okrętów. Poza tym na lądzie napady zdarzały się o wiele częściej, nie mówiąc o różnicy w wygodzie i czasie podróży. Względny spokój przyczynił się do rozwoju handlu, zwłaszcza żywnością: zbożem, oliwą, winem, rybami wędzonymi i solonymi. Temu ożywieniu sprzyjały także dobrze utrzymane porty, w których nie brakowało magazynów i spichrzy. Nie brakowało w nich nawet osobnych karczm dla podróżnych i marynarzy różnych nacji. Miasta portowe były także miejscami spotkania i przenikania się wielu religii, co doskonale widać na przykładzie dawnego rzymskiego portu, Ostii. Kiedy dziś zwiedzamy to odkopane z piasku miasto, uderza ilość różnego rodzaju świątyń.

Najstarsze wzmianki o chrześcijańskich pielgrzymkach pochodzą z IV w. Ustały wówczas w cesarstwie prześladowania wyznawców Chrystusa i można było wznosić na miejscach związanych z życiem i śmiercią Jezusa pierwsze świątynie, co następujący ochrzczeni już cesarze z chęcią czynili. Jedną z pierwszych, a na pewno jedną z najważniejszych pątniczek była teściowa cesarza Konstantyna Wielkiego, Eutropia. Wyruszyła ona do Palestyny, gdzie odwiedziła m.in. Hebron. Tam, co może nas dziś zaskoczyć – jak czytamy w „Historii Kościoła” autorstwa Hermiasza Sozomenosa – świętowali razem Palestyńczycy, Żydzi i Arabowie, chrześcijanie i poganie. Hebron był bowiem związany z Abrahamem, do którego, jako ojca wiary i pochodzenia, odwoływały się i wciąż odwołują różne narody oraz religie.

Być może Eutropii zazdrościła matka Konstantyna, Helena, bo i ona również wybrała się do Ziemi Świętej. I to ona dała prawdziwy impuls do pielgrzymek, odnalazła bowiem, kierowana mistycznymi snami, Krzyż, na którym zmarł Jezus. Relikwie znajdowały się pod – wystawioną przez cesarza Hadriana – świątynią ku czci Afrodyty. Odnalazła tak naprawdę trzy krzyże, bo tyle było ich ustawionych na Golgocie. Jak zatem poznała, który należał do Jezusa? Przyprowadzono chorego, który został uzdrowiony po dotknięciu jednego z drewnianych szczątków. I to właśnie ten krzyż uznano za relikwię. Krzyż podzielono na trzy części; jedna pozostała w Jerozolimie, drugą umieszczono w posągu Chrystusa w Konstantynopolu, a trzecia powędrowała do Rzymu.

Najważniejszym świadectwem, mówiącym o pielgrzymowaniu do Jerozolimy w starożytności, jest pamiętnik Egerii, kobiety dobrze urodzonej i majętnej, a przy tym bardzo pobożnej. W Ziemi Świętej przebywała trzy lata, a za przewodnik służyła jej Biblia. Odwiedziła w tym czasie Ur chaldejskie, z którego wyszedł Abraham, Ojców pustyni w Egipcie, no i oczywiście Jerozolimę i jej okolice. W jej pamiętniku zachował się niezwykły opis liturgii Wielkiego Tygodnia.

Drogi
Dziś, kiedy chcemy wyjechać, wybieramy najczęściej drogę lądową lub powietrzną, dawniej prawdziwymi autostradami były rzeki i szlaki morskie. To nad wodą zakładano zwykle ludzkie siedziby. Tak było na terenach Mezopotamii (Międzyrzecza), nad Nilem, a także na wybrzeżach Morza Śródziemnego. Jeden z historyków ukuł nawet powiedzenie: „Morze Śródziemne to drogi”, drogi łączące trzy kontynenty: Europę, Azję i Afrykę, i wszystkie prowadzące do Rzymu, nie tylko w sensie przenośnym.

Morze Śródziemne jednak nie zawsze było rzymskie. Zanim legiony z Półwyspu Apenińskiego podbiły znajdujące się nad akwenem krainy, panami na tych wodach byli Grecy i Fenicjanie. Wieki wcześniej zakładali swoje kolonie handlowe począwszy od Azji Mniejszej przez Sycylię, Baleary po Półwysep Iberyjski, a wyprawiali się ponoć aż nad Morze Bałtyckie. Handlowali praktycznie wszystkim. To właśnie na greckich i fenickich okrętach Rzymianie wzorowali swoje. Ci twórcy jednego z największych imperiów w dziejach tak naprawdę sami wymyślili niewiele wynalazków, za to genialnie potrafili wykorzystać i rozwinąć to, czego stawali się posiadaczami. Rzymskie okręty wojenne były zatem bardzo podobne do greckich, a handlowe statki do fenickich. Jednym z częściej używanych przez rzymskie wojsko okrętów był navis longa (okręt długi), dość duża jednostka, ale przez to mało zwrotna. Poruszany był siłą trzech, czterech lub pięciu rzędów wioseł. Dziób okrętu był ostro zakończony, by w razie starcia mógł wbić się w okręt przeciwnika. Unowocześnieniem w porównaniu z greckimi jednostkami, było wprowadzenie urządzenia umożliwiającego żołnierzom przejście na pokład wroga. Był to rodzaj pomostu z hakami przerzucany w dogodnej chwili na okręt przeciwnika. Wojsko używało także innych okrętów; lekkich i zwinnych jednostek (naves veloces) w celach wywiadowczych lub jako szybkich kurierów między wybrzeżem a okrętami (lembus). Cywilne statki handlowe poruszały się dzięki prostokątnemu żaglowi (Fenicjanie korzystali także ze skośnego żagla na przedzie). Wiosła służyły jedynie do manewrowania statkiem w zależności od kierunku wiatru. Jako ster służyły umieszczone przy rufie szerokie wiosła (jedno lub dwa), niezbyt wytrzymałe i pękające, zwłaszcza przy burzowej pogodzie. Rzymskie statki były głęboko zanurzone, nie miały pokładu, a jedynie mostki i przejścia. Mimo, że nie dawały podróżnym dobrego schronienia, zabierały na pokład setki osób (nawet do 600). Było to dużo, ale statki pasażerskie w porównaniu z handlowymi i tak były niewielkie, dzięki czemu pokonywały wyznaczoną trasę szybciej. Statki towarowe były olbrzymie. Jak podaje Adalbert G. Hamman: „Statek Izis, który przewoził pszenicę z Egiptu do Rzymu zabierał 1146 ton zboża, więcej niż osiemnastowieczna fregata”.

Dziwić może też prędkość, z jaką podróżowano. Na początku naszej ery, była ona taka sama jak w XIX w. „Przy sprzyjającym wietrze wystarczyło pięć dni, by dostać się z Koryntu do Puteoli, dwanaście – z Neapolu do Aleksandrii, pięć – z Narbonne do Afryki. Katonowi wystarczyły niespełna trzy dni na podróż z Rzymu do Afryki”. Był to jednak wyjątek, jeden z papirusów mówi, że na podróż z Aleksandrii do Rzymu potrzeba było czterdziestu pięciu dni. Wszystko zależało od pogody i liczby postojów. A jako, że starano się podróżować blisko brzegu, najlepiej nie tracąc go z oczu, zatrzymywano się często.

W podróże morskie wyprawiali się prawie wszyscy mieszkańcy rzymskich prowincji: Egipcjanie, Grecy, Syryjczycy, mieszkańcy Azji Mniejszej i Hiszpanii a także Żydzi. Ci ostatni jednak nie darzyli morza wielką sympatią. Dla nich było ono siedzibą Lewiatana i innych demonów. Echo żydowskiego stosunku do morza odnajdujemy w Biblii. Księga Hioba mówi: A morze powiada: „nie ma jej [mądrości] u mnie”. W nauczaniu Chrystusa temat morza, poza „morzem Galilejskim”, czyli Jeziorem Genezaret jest zupełnie nieobecny, także autor Apokalipsy zdaje się za nim nie przepadać: I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma (21,1). Morze jest tu poniekąd symbolem chaosu, zagrożenia, a przecież w Nowej Jerozolimie nie będzie groziło człowiekowi żadne niebezpieczeństwo. Nawet najwięksi wrogowie Żydów, czyli Filistyni i Fenicjanie, byli mocno z morzem związani, dawniej nazywano ich przecież Ludami Morza.

Wygląda więc na to, że u św. Pawła zapał misyjny musiał być o wiele mocniejszy niż niechęć do opuszczanie stałego lądu. Poza tym, kilkudziesięciodniowa podróż statkiem była dla niego doskonałą okazją do głoszenia Ewangelii, o czymś trzeba przecież rozmawiać, a przecież mieszkańcy basenu Morza Śródziemnego do milczków nie należą. Konwersację na pewno ułatwiała powszechna znajomość greki. A kiedy w okresie zimowym statki ze względu na niesprzyjającą pogodę nie wypływały, w portach nawiązywano nowe znajomości, czasem odkurzano stare. Dzięki Rzymianom również świat starożytny był w pewnym sensie mały.

 


więcej tekstów autora
Polecamy

Ewa

Marcin Majewski

Doświadczyć Ziemi Świętej

Piotr Drąg, Katarzyna Lachowicz-Drąg

partnerzy