Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Wikipedia, Edward Poynter, Wizyta królowej Saby na dworze Salomona, XIX w.
  • 5 lutego 2014
  • komentarzy
  • 2 464 wyświetleń
  • lubi to!

O Salomonie i królowej Saby

Marcin J. Chwałek

Jam Mądrość – Roztropność mi bliska,
posiadam wiedzę głęboką.
Bojaźnią Pańską – zła nienawidzić.
Nie znoszę dumy, złych dróg,
wyniosłości ust przewrotnych.
Moja jest rada i stałość,
moja – rozwaga, potęga.
Dzięki mnie królowie panują,
słusznie wyrokują urzędnicy.
Dzięki mnie rządzą władcy
i wielmoże – rządcy prawowierni.
Tych kocham, którzy mnie kochają,
znajdzie mnie ten, kto mnie szuka.
Bogactwo jest ze mną i sława,
wspaniałe dobra i prawość;
mój owoc cenniejszy niż złoto,
a plony niż srebro najczystsze.
Drogą prawości ja kroczę,
ścieżkami sprawiedliwości,
by przyjaciół obsypać bogactwem
i napełnić ich skarbce
. (Prz 8,12-21)

Nowy król

Siedział w swoim namiocie przerażony, wystraszony, zniechęcony, przegrany. Czuł, że całym jego ciałem wstrząsa strach, smaga go po nerkach, żołądku, wątrobie. Ręce miał zimne, drżące, gardło zaciśnięte. Stało się! Ojciec powoli umierał, a to oznaczało dla niego nieuchronną śmierć. Szpiedzy donosili, że jego nadzwyczajnej urody brat Adoniasz przejął władzę. Z relacji przychylnych mu żołnierzy dowiedział się, że  przy kamieniu Zochelet u źródła Rogel złożył on w ofierze ku czci Pana jako nowy król Izraela owce, woły i tuczne cielce i zaprosił wszystkich swych braci, synów królewskich oraz wszystkich ludzi z Judy, sługi króla na ucztę.

„Nie zostałem zaproszony, to koniec – pomyślał – grzech mego ojca i zabicie pierwszego męża mej matki, Uriasza Chetyty ciąży na jego potomstwu, ciąży na Batszebie, ciąży na mnie”. Pogrążył się w rozpaczy. Zasłona namiotu zafalowała, słońce wtargnęło do wnętrza, oślepiło go.

– Wstań, przestań rzucać proch na głowę, gdzie Twoja matka? – zapytał Natan.
– W namiocie dla kobiet – odparł zrezygnowany – jakie masz dla nas rady, mamy uciekać?
– Wręcz przeciwnie, mam plan. Twój brat świętuje, tańczy, bawi się i pije, czas działa na naszą korzyść. Prowadź do matki.

Kiedy wyszli z namiotu, dzień już się nachylił, wiatr jeszcze ciepły od pustyni, niósł dźwięki instrumentów, śpiewy ludzi, beczenie baranów.
Natan w kilku zdaniach wyjaśnił księciu, że na uroczystości nie zostali zaproszeni między innymi on, kapłan Sadok i Benajasz, syn Jojady oraz Szimei i Rei, jak też wielu przyjaciół umierającego króla, którzy mają dosyć władzy, by stanąć u jego boku. Młodzieniec odetchnął głęboko, a serce zabiło mu szybciej. Prorok wszedł do namiotu kobiet, pochylił się przed Batszebą i rzekł:

– Pani moja, czyś nie słyszała, że zaczął królować Adoniasz? A pan nasz, Dawid, o tym nie wie! Działaj Pani, abyś ocaliła swoje życie i życie twego syna, Salomona! Pójdziesz do króla i powiesz mu: „Czyś ty, panie mój, królu, nie przysiągł swej służebnicy mówiąc: Twój syn, Salomon, będzie po mnie królował i on będzie zasiadał na moim tronie? Dlaczego więc króluje Adoniasz?”

Batszeba zrozumiała. Otuliła się chustą i wybiegła na zewnątrz. Po kilku chwilach znalazła się w namiocie króla, ukochanego męża. Dawid leżał przykryty skórami owiec, baranów, leżał u kresu swych dni. Świece rozjaśniały mrok. Powoli podniósł wzrok i kiedy ją zobaczył, blask rozjaśnił jego spojrzenie, czy był to tylko odblask świecy, czy raczej ogień  miłości na widok najukochańszej z żon? Twarz mu pojaśniała, uśmiechnął się delikatnie, wypowiedzieć jednak mógł niewiele. Usłyszała jego starczy, schorowany, chrapiący głos:

– Czego chcesz?

Gdzież ten głos, który śpiewał pieśni miłosne, gdzież ten głos, który wyśpiewał Panu tyle psalmów? Odrzuciła te myśli i zaczęła szybko:

– Panie mój! – wiedziała, że mogą to być jej najważniejsze słowa w życiu, słowa, które mogą zadecydować o losie jej, jej syna, monarchii. Nie zdawała sobie sprawy, że słowa te mogą zadecydować o losach świata – Tyś poprzysiągł twojej służebnicy na Pana, Boga twego: „Salomon, twój syn, będzie królował po mnie i on będzie zasiadał na moim tronie”. A oto teraz Adoniasz stał się królem! A ty, panie mój, królu, nic o tym nie wiesz. Zabił on na ofiarę woły, tuczne cielce i mnóstwo owiec oraz zaprosił wszystkich synów królewskich, kapłana Abiatara i wodza wojska, Joaba. Salomona zaś, sługi twego, nie zaprosił. A tyś, panie mój, królem! Na ciebie zwrócone są oczy całego Izraela, abyś im oznajmił, kto będzie zasiadać na tronie pana mego, króla po nim. Kiedy przyjdzie czas, że król, mój pan, spocznie ze swymi przodkami, wtedy ja i mój syn Salomon będziemy uchodzili za winowajców.

Do namiotu wszedł  Natan i potwierdził wszystko, co mówiła Batszeba.
Król zamyślił się na krótko, po czym natychmiast podjął decyzję. Podniósł się na łokciu i głosem o wiele mocniejszym rozkazał:

– Chcę widzieć, oprócz ciebie Natanie, jeszcze kapłana Sadoka i Benajasza.

Rozkaz wykonano natychmiast. Dawid rzekł do nich:

– Wezwijcie cały lud Izraela, by szedł za wami, następnie posadźcie Salomona, mego syna, na moją własną mulicę i prowadźcie go do Gichonu. Potem niech go tam namaszczą kapłan Sadok i prorok Natan na króla nad Izraelem. Następnie zadmijcie w róg i wołajcie: „Niech żyje król Salomon!” Potem pójdziecie za nim. On zaś przyszedłszy, zasiądzie na moim tronie i on będzie królował po mnie, bo ja rozkazałem, aby był wodzem nad Izraelem i nad Judą. Salomonowi zaś powiedzcie, by jako król ulitował się nad swym bratem Adoniaszem i w swej mądrości nie odbierał mu życia. Kocham go równie mocno jak Salomona, nie poradzę jednak, że matkę mego młodszego syna kocham nad życie.

Świat zaczął mu wirować przed oczyma. Jeszcze przed momentem bał się o swoje życie, a za moment zostanie królem. Wszystko, co działo się teraz, było jakąś bajką, czymś wręcz nierealnym. Posadzono go na oślicy ojca i prowadzono na górę. Wokół niego nieprzebrany tłum klaskał, skakał, cieszył się. Czuć było wyjątkowość chwili. Bez zbędnej zwłoki wykonano natychmiast to, co polecił Dawid. Oto znalazł się przed całym zgromadzeniem Izraela. Pochylił głowę, by prorok Boga jedynego, Natan, namaścił nowego króla Izraela.

Tłum zaczął skandować, młodzieńcy tańczyli, kobiety płakały. Dźwięk rogu ogłosił, że oto Naród Wybrany ma nowego króla. Adoniasz został sam.

Najważniejszy z darów

Zsiadł z konia, gorące powietrze ani drgnęło. Gibeon, wspaniałe miejsce, by umiłować Pana i złożyć ofiarę. Zbroja ciążyła. Nie był jak ojciec, nie był wojownikiem. Nie musiał walczyć. O pokój zadbał Dawid, on musiał wykorzystać czas dobrobytu, by wzmocnić królestwo. Granice kraju były dobrze strzeżone, państwo, które stworzył król – pasterz miało mocne podwaliny. Salomon westchnął. Chciał od życia czegoś więcej, wielokrotnie zastanawiał się, czego mu brakuje. Posiadał władzę, miał piękną żonę, córkę faraona, którą kochał i był z nią szczęśliwy. Sąsiedzi, widząc potęgę Izraela, ochoczo podpisywali pokojowe traktaty. Spojrzał wstecz, setki żołnierzy i tysiące rodaków maszerowało w upale, by wraz z nim złożyć ofiarę Panu. Rozpoczęto modlitwy, rytuały, liturgię, by Bogu jedynemu prawdziwemu, Bogu Izraela, Jakuba, Dawida oddać cześć. Przez cały dzień na ołtarzu złożono tysiąc ofiar całopalnych.

Po rytualnym oczyszczeniu położył się na baranich skórach, szczęśliwy ale i zmęczony. Zamknął oczy i zasnął. Śnił, a sen miał niespokojny. Raz jeszcze przemknęła mu myśl o niespełnieniu, chciał od życia więcej. Wiedział, że czegoś mu brakuje. Wtem zobaczył światło. Usłyszał niesamowicie władczy, ale i ciepły głos, który zapytał go:

– Proś o to, co mam ci dać.

Salomon zrozumiał, kto do niego mówi, a serce podpowiedziało natychmiast, o co ma prosić:

– Boże mój, okazałeś memu ojcu Dawidowi, wielką łaskę, bo postępował wobec Ciebie szczerze, sprawiedliwie i w prostocie serca. Zachowałeś dla niego tę wielką łaskę, że dałeś mu syna, zasiadającego na jego tronie po dziś dzień, a ja jestem bardzo młody. Brak mi doświadczenia. Racz więc dać mi, Twemu niegodnemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra od zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?

Czy spodoba się Panu moja prośba? Światłość, którą widział rozjaśniła się jeszcze. Znów usłyszał ten sam dostojny, doskonały głos:

– Ponieważ poprosiłeś o to, a nie poprosiłeś dla siebie o długie życie ani też o bogactwa, i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, ale poprosiłeś dla siebie o umiejętność rozstrzygania spraw sądowych, więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie. I choć nie prosiłeś, daję ci ponadto bogactwo i sławę, tak iż za twoich dni podobnego tobie nie będzie wśród królów. Jeśli zaś będziesz postępować moimi drogami, zachowując moje prawa i polecenia za przykładem twego ojca, Dawida, to przedłużę twoje życie.

Wielki budowniczy

Rozluźniony, zadowolony, wypoczęty, siedział na tronie, uśmiechał się i wpatrywał się w pięć ogromnych makiet ustawionych w sali tronowej. Kiedyś uwielbiał te projekty. Żył nimi. Nie mógł oderwać od nich wzroku. Jak młody chłopiec kocha swój łuk i strzały, swój oszczep i swoje zabawki, tak on kochał te modele. Tak było kiedyś. Dziś makiety to tylko pamiątka, to ukoronowanie jego ciężkiej pracy. Popatrzył na pierwszą z nich. Pałac królewski, jego pałac. Powoli podniósł się, wstał z tronu i podszedł do drugiego z modeli, tego który najbardziej kochał. Przyglądał mu się przez chwilę, by wyjść na taras i spojrzeć tam, gdzie osiem lat temu widać było jedynie szczyt góry Moria. Dziś na szczycie wznosiła się budowla, stokroć piękniejsza niż ta, którą przedstawiała makieta. Świątynia Boga jedynego. Ukończona, doskonała, perfekcyjna, idealna, pokłonił się jej. Wspomniał Hirama z Tyru, który zapewnił mu materiały do budowy Świątyni. „Dzięki Ci Boże za czas pokoju – pomyślał – dzięki za przyjaciół”. Pokłonił się raz jeszcze w kierunku Świątyni, w której kapłani umieścili Arkę Pana. Pomyślał o bogactwach: złoty ołtarz, złoty stół na chleby pokładne, pięć świeczników ze szczerego złota przed sanktuarium po prawej i pięć po lewej stronie, kwiaty, lampy, szczypce ze złota, czarki, nożyce do oczyszczania lamp, kropielnice, czasze i popielnice ze szczerego złota, a także złote zawiasy przy drzwiach do wewnętrznej komnaty sanktuarium i przy drzwiach głównej budowli. Był kontent. Wiedział, że to, co zrobił, podobało się jego Bogu, Bogu Abrahama, Izaaka, Jakuba.

Samuel wrócił do środka, by podziwiać raz jeszcze trzy pozostałe makiety. Trzecia przedstawiała dom lasu Libanu, pałac, który wybudował dla swej pierwszej żony, córki faraona. Zadumał się, może czas spotkać się z małżonką? Zaklaskał w dłonie.

– Przygotować gorącą kąpiel – rozkazał egipskiej służce, która pojawiła się znikąd niczym duch w białej przezroczystej sukni.

Pozostałe dwie makiety przedstawiały Baalat i Tamar – miasta spichlerze.

Kiedy mądrość spotyka piękno

Czekał niecierpliwie na jej przyjazd. Od straży przedniej wiedział, że królewski orszak jest pół dnia drogi od Jerozolimy. Oficjalnie była to wizyta pogłębiająca dwustronną wymianę handlową, ot polityka na najwyższym szczeblu, rzadka w tych czasach, przeplatana spotkaniami towarzysko kulturalnymi. Dla bardziej wtajemniczonych, ale również dla pospólstwa, była to wizyta przepięknej królowej ze wschodu, najpiękniejszej kobiety świata, u najmądrzejszego z władców ziemi. Tak o tym wydarzeniu mówiła ulica. Prześcigano się z wypowiadaniem pochwał na temat gościa. Jej walory zachwalano wszędzie, w podmiejskiej gospodzie, targowisku czy krużgankach świątynnych. Samuel oczekiwał czegoś więcej. Lud również wiedział, że król wiąże ogromne nadzieje z tą wizytą, ale milczał i niecierpliwie wyglądał rozwoju wydarzeń.

Nie chciał czekać, nie chciał witać jej z wysokości tronu. Wydał rozkazy. Jeźdźcy uformowali szpaler i ruszyli, by przywitać królową na trakcie. Ubrał srebrny płaszcz obszyty turkusowym kwieciem. Wskoczył do złotego rydwanu i pognał jej na spotkanie.

Jej dwór zobaczył w odległości drogi szabatowej. Popędził konie. Zobaczył jej lektykę. Kolumna zatrzymała się. Ominął straż przyboczną królowej i stanął się przed lektyką. Rozsunęła zasłonę. Z wrażenia nie mógł przełknąć śliny. Myśli kotłowały się, poczuł, jak robi mu się gorąco a serce chce wyskoczyć. To, co zobaczył, mógłby ująć w te słowa:

O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, 
jakże piękna! 
Oczy twe jak gołębice 
za twoją zasłoną. 
Włosy twe jak stado kóz 
falujące na górach Gileadu. 
Zęby twe jak stado owiec strzyżonych, 
gdy wychodzą z kąpieli: 
każda z nich ma bliźniaczą, 
nie brak żadnej. 
Jak wstążeczka purpury wargi twe 
i usta twe pełne wdzięku. 
Jak okrawek granatu skroń twoja 
za twoją zasłoną. 
Szyja twoja jak wieża Dawida, 
warownie zbudowana; 
tysiąc tarcz na niej zawieszono, 
wszystką broń walecznych. 
Piersi twe jak dwoje koźląt, 
bliźniąt gazeli, 
co pasą się pośród lilii. 
Nim wiatr wieczorny powieje 
i znikną cienie, 
pójdę ku górze mirry, 
ku pagórkowi kadzidła. 
Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, 
i nie ma w tobie skazy. 
Z Libanu przyjdź, oblubienico, 
z Libanu przyjdź i zbliż się!(…) 
Oczarowałaś me serce, siostro ma, oblubienico, 
oczarowałaś me serce 
jednym spojrzeniem twych oczu, (…) 
Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico, 
miód i mleko pod twoim językiem, 
a zapach twoich szat 
jak woń Libanu. (Pnp 4, 1-11)

Niestety czuł się tak onieśmielony, że jedynie zsiadł z konia, pokłonił się i prawie piskliwym głosem rzekł:

– Pani, witaj.
Następnie wyciągnął w jej kierunku swą dłoń.

Do miasta wjeżdżali razem, ramię w ramię, w jego rydwanie. Po wieczornej uczcie pałac został zamknięty. Do środka poza najbardziej zaufanymi nie miał wstępu nikt. Królowa Saby i Król Izraela przez tydzień byli niedostępni dla świata.

Człowiek u kresu wędrówki

Ampułki, menzurki, fiolki porozrzucane były wszędzie. Niektóre puste, brudne, inne wypełnione kolorowymi miksturami. Na półkach niezliczone ilości zwojów, w ogromnej większości te zakazane przez kapłanów, religię czy choćby zdrowy rozsadek. Wśród zwojów były też te jego autorstwa. Pod oknem naczynia i stągwie, w stągwiach w zastygłej oliwie płody zwierząt, być może i ludzi.

„Jestem mądry, najmądrzejszy na świecie – przez jego ciało przeszedł dreszcz – ale nic nie wiem! Im więcej wiem, tym wiem mniej”.

– Oszalałem! – zaczął krzyczeć – dlaczego mój Panie, nie mogę być jak dziecko, ufny, pełen wiary? Dlaczegoż rozum mój oddalił się od Ciebie, dlaczego nie czuję Ciebie mą duszą, mym sercem jak dawniej?

Zaczął płakać, podparł dłońmi głowę. Jego siwe włosy były rozmierzwione, broda sięgająca prawie do pasa, nie podcinana od przynajmniej roku.
Zmarkotniał. Zaczął rozpamiętywać to, czego dokonał w swoim życiu. Nie był zadowolony do końca z niczego. „Czy księgi, które napisałem, przydadzą się komuś? Czy pomogą ludzkości? Tak bardzo chełpiłem się swą wiedzą i mądrością a taki mały czuję się u kresu swej drogi. Przesunął ciężką drewnianą zasuwę i z trudem otworzył okute drzwi. Zawiasy zaskrzypiały. Zaczął schodzić po kamiennych schodach, które wiły się w dół jak serpentyna. Krok po kroku. Czuł ból. Spojrzał w dół. Tam, gdzie kończyły się schody, dostrzegł światło. U kresu wędrówki przypomniał sobie napisane przez siebie słowa:

Wiele zamierzeń jest w sercu człowieka,
lecz wola Pana się ziści
(Prz, 19,21)


więcej tekstów autora
Polecamy

Mat. 6, 9-13

Wydawnictwo M

Góra Oliwna

Fernando Perfetti

partnerzy