• 25 maja 2016
  • komentarzy
  • 730 osób przeczytało
  • to!

Okazuj miłość

Meg Meeker

Większość matek, których dotknęły już histerie ich dzieci, wie, że miłość może stać się rzeczą bardzo przyziemną. To w zasadzie dyscyplina. Gdy patrzymy na przyjaciółki, które śmieją się ze swoimi dziećmi w parku czy kinie, wyobrażamy sobie, że muszą mieć tak prostą relację z dziećmi, że przepływ miłości między nimi jest niezakłócony. Nie dajmy się zwieść pozorom. Najlepsze związki wymagają zawsze zakasywania rękawów i mówienia rzeczy, których wolałybyśmy w ogóle nie mówić.

Miłość wymaga od nas wzięcia głębokiego wdechu i poproszenia bliskiej osoby o wybaczenie głupiego zachowania. Wymaga mówienia dzieciom „nie” i trzymania się tego „nie” przez następne godziny. Wymaga jasnego powiedzenia naszej córce, że nie, nie będzie chodzić do szkoły w króciutkim topie i mini, choćby jęczała potem przez całe godziny, że nikt jej nie będzie lubił, jeśli się tak nie ubierze. Wymaga, byśmy mówiły (i to nie raz) naszym synom i córkom, że zbyt wczesny seks ze zbyt wieloma partnerami zawsze wywołuje cierpienie. Robimy te rzeczy, bo kochamy nasze dzieci, ale nic z tych rzeczy nie jest proste. Miłość wymaga emocjonalnego i  mentalnego wysiłku, szczególnie od matek, które ścierają się ze swoimi dziećmi każdego dnia. Mimo to jednak wydaje się to łatwiejsze w przypadku miłości do dzieci niż do męża. Dzieciom łatwiej wybaczamy, gdy nas zawiodą, bo – myślimy sobie – to przecież tylko dzieci. Ale gdy zawodzi nas mąż, jesteśmy wściekłe i rozgoryczone, bo przecież on powinien wiedzieć – w końcu nie jest dzieckiem, tylko dorosłym mężczyzną.

Czasami łatwiej o wytrwałość i dyscyplinę w miłości do dzieci niż w miłości do męża. Tymczasem musimy pamiętać, że naszych mężów potrzebujemy bardziej niż naszych dzieci. Zastanówcie się nad tym chwilę. Nasze relacje z mężami są obustronne, równiejsze niż nasze relacje z dziećmi. Opiekujemy się dziećmi, dajemy im wszystko i oczekujemy bardzo mało w zamian. Mąż natomiast – jeśli popracujemy nad tym związkiem – może być naszą pokrewną duszą. Może stać się dla nas źródłem wsparcia i otuchy w przeciwieństwie do dzieci, które często wypompowują naszą energię. Bynajmniej nie krytykuję tu żadnego z tych związków – pragnę jedynie zwrócić uwagę na ich odmienną dynamikę.

Kiedy więc mąż doprowadza nas do szału, powinnyśmy sięgnąć do tych samych pokładów siły, do których sięgamy przy dzieciach. Zamiast narzekać, musimy skupić się na docenianiu go. Skoncentruj się na dużych rzeczach i zignoruj te małe.

Kiedy nieustannie krytykujemy naszego męża czy dzieci, wznosimy między nami mury. Narzekanie na nic się zda. Zawsze tylko pogarsza relacje między ludźmi. Musimy więc oduczyć się narzekania. Matki mogą być o wiele szczęśliwsze, jeśli nauczą się przymykać oko na wady charakteru, ponure miny i napady histerii, a nauczą skupiać na tym, co dobre w naszych bliskich. To nie znaczy, że mamy być ślepe. Wręcz odwrotnie – oznacza to, że mamy widzieć wady i słabości naszych bliskich, ale kochać ich mimo wszystko. To ta pozbawiona złudzeń, głębsza miłość, która daje radość nie tylko tym, których kochamy, ale i nam. Miłość, która przychodzi łatwo, satysfakcjonuje tylko trochę. Miłość, która wymaga od nas mówienia rzeczy, które są dobre i słuszne, pocieszania i wybaczania bliskim, gdy na to nie zasługują, i niepoddawania się bez względu na wszystko, to miłość, która sprawia, że naprawdę warto żyć.

Meg Meeker