źródło: Lotus Carroll (flickr)
  • 5 września 2017
  • komentarzy
  • 412 osób przeczytało
  • to!

Obowiązkowe obowiązki?

Małgorzata Musiał

W swoich założeniach dotyczących wychowywania dzieci miałam dość silnie osadzony punkt pod nazwą „Nauka systematyczności i obowiązkowości”.

Chciałam, żeby przyswoiły sobie regularność wykonywania różnych czynności związanych z dbaniem o przestrzeń wokół siebie (stopniowo coraz szerszą, wykraczającą poza ich pokój).

Standardowo zaczęliśmy od sprzątania po zabawie, zostawiając zmywanie, wynoszenie śmieci czy robienie drobnych zakupów do domu na później, gdy poczucie obowiązku już zostanie w nich zasiane.

Tyle, że zasiać poczucie okazało się nie lada wyzwaniem. Wiele czasu zajęła nam walka o to, aby po skończonej zabawie uaktywniał się w nich nawyk odkładania zabawek na miejsce.

Walka, którą przegraliśmy w chwili, gdy odkryliśmy ze zdziwieniem, że nawet jeśli sprzątają, to ze strachu, a nie poczucia obowiązku właśnie.

Ze strachu przed tym, że nie będzie bajki, albo że zabawki zostaną czasowo odebrane, albo czymkolwiek jeszcze innym.

Nie o to nam chodziło, wycofaliśmy się więc z tego nieudanego eksperymentu.

Mimo to gdzieś z tyłu głowy kołatało mi wciąż niejasne przekonanie, że dzieci powinny mieć obowiązki od jak najwcześniejszych lat, bo inaczej nigdy się nie nauczą. Czego się nie nauczą, nie wiedziałam, ale przekonanie było silne. Że to ważne dla ich rozwoju.

Ciężar z barków spadł mi dopiero po przeczytaniu stwierdzenia, że przydzielanie obowiązków dzieciom poniżej ok. 14 lat mija się z celem (J. Juul, Twoja kompetentna rodzina). Dzieci w tym okresie życia bowiem nie są w stanie myśleć na tyle długofalowo, by przewidywać, że ustalenia, na które zgadzają się dziś, będą obowiązywały za tydzień, za miesiąc i za pół roku też. I że zamiast stałych i regularnych obowiązków korzystniej będzie włączać dzieci do konkretnych zadań, tu i teraz.

Ufff.

To było tak zbieżne z tym, czego doświadczaliśmy w naszym domu, że aż mnie wzruszyło. Naprawdę toczyliśmy walkę, naprawdę nakładając dzieciom obowiązki dokładaliśmy tych obowiązków sobie (trzeba było pilnować ich wykonania, przypominać, zmuszać etc.).
Ilekroć natomiast decydowaliśmy się na włączanie dzieci w zadania, które na bieżąco się pojawiały, ze zdumieniem odkrywaliśmy, że zazwyczaj są chętne. Chętne, by wspólnie przygotować obiad, by zespołowo doprowadzić pokój do stanu używalności, by razem zrobić zakupy i przytargać je do domu.

Widziały w tym sens i rozumiały swój wkład.

Mogły zaspokajać swoją potrzebę przynależności do grupy (rodziny) i dawania jej czegoś od siebie, jednak w takich ramach, które były dla nich do udźwignięcia. Jednocześnie dla nas wszystkich była to okazja do bycia razem i uczynienia ze żmudnych czynności czegoś spajającego i dającego radość. Nawet jeśli czasem trwały dłużej i powodowały wiele zamieszania (jak wspólne gotowanie).

Zatem nie ma obowiązków, rozumianych jako regularne czynności przypisywane konkretnemu dziecku osobno. Jeśli obowiązki mają być wkładem dziecka w życie rodzinne i uczyć, że ważna jest równowaga między braniem a dawaniem – taką rolę świetnie spełniają zadania do wykonania. Zadania, które akurat się pojawiają, a jeszcze lepiej, gdy wymagają współdziałania.
Jeśli zaś obowiązki miałyby uczyć systematyczności, widzę wiele innych obszarów, w których tę cechę można rozwijać. Widzę bowiem, jak ważne jest dla dzieci (zresztą nie tylko dla nich) poczucie sensu tego, co robią. Cóż z tego, że działają systematycznie, skoro nie widzą celu swych działań?

Staram się zatem kierować systematyczność tam, gdzie jest też cel i zapał dzieci. Gdzie kolejno podejmowane kroki prowadzą na szczyt. Miesięczny adwent przygotowuje do świąt. Uszycie torebki dla lalki wymaga kilkunastu dni regularnej pracy. Opanowanie jazdy na rowerze może zająć kilka dni wytrwałych prób i pokonywania zniechęcenia płynącego z niepowodzeń.

Mimo braku obowiązków faktycznie dzieci są bardziej uczynne, niż sądziliśmy. Wystarczy nam świadomość, czemu robimy to, co robimy, i życie jakoś samo się upraszcza.

 

Tekst pochodzi ze strony: http://bliskawiara.pl/

Małgorzata Musiał

Zajmuję się wspieraniem rodziców w ich rodzicielskich wyzwaniach - prowadząc bloga www.dobrarelacja.pl oraz pracując w toruńskim stowarzyszeniu "Rodzina Inspiruje!". Skończyłam studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla mnie – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Każdego dnia na nowo staram się realizować rodzicielstwo oparte na osobistym doświadczeniu Boga - Ojca kochającego bezwarunkowo, bezgranicznie, zawsze.