• 28 września 2016
  • komentarzy
  • 251 osób przeczytało
  • to!

Nauczyć się dobrego charakteru i samodyscypliny od mamy i taty

Jak pisaliśmy w rozdziałach 3 i 4, matczyne i ojcowskie style wychowywania są tak odmienne i unikalne, że chłopcy generalnie potrzebują pomocy obojga rodziców, by rozwinąć w sobie umiejętności rozeznawania, wysoką samoocenę, dobry charakter i samodyscyplinę, czyli – w ostatecznym rozrachunku – bohaterstwo. Mężczyźni wzrastający w różnorodnych rodzinach, których wspólną cechą był brak zaangażowania ze strony zarówno matki, jak i ojca, częściej, jak pokazują badania kliniczne, popadają w konflikt z prawem. Częściej są zagubieni, a nawet przejawiają zachowania destrukcyjne względem siebie oraz innych. Mają trudności z kształtowaniem dobrego charakteru czy samodyscypliny, nie mówiąc o wysokiej samoocenie.

Gdy zauważysz, jak jest w waszej rodzinie, niech matczyna i ojcowska opieka będą dla was punktem odniesienia. Jeśli jedno z was ma skłonność, aby natychmiast chronić samoocenę chłopca (czujesz się źle, gdy widzisz, jak syn cierpi), dobrze jest, gdy to drugie nie reaguje tak samo. Być może ten drugi rodzic widzi sprawę długoterminowo. Oba podejścia są wskazane i rodzice mogą ćwiczyć je w różnych momentach.

Rozważając, jak zastosować to w domu, skorzystajcie z okazji, by zrozumieć, jak obecnie wygląda wasza sytuacja. Pomyślcie na osobności, zastanówcie się także nad waszymi relacjami, porozmawiajcie z małżonkiem:
•    o waszych matkach i ojcach, o tym, czy kształtowali w was dobry charakter,
•    o tym, czego najbardziej się boicie, gdy widzicie, jak wasze dziecko cierpi, o tym, jak odczuwacie ten lęk w waszym ciele i psychice,
•    o tym, jak możecie podzielić się zadaniem kształtowania charakteru u dziecka, innymi słowy, jakie działania możesz podjąć ty, a jakie bardziej pasują do twojego partnera.

Gdy ja, Gregg, zastanawiam się nad nauką, jaką przekazali mi rodzice, widzę, że nauczyłem się różnych elementów silnego charakteru i samodyscypliny od matki i ojca. Lekcje, których mi udzielali, generalnie odpowiadały różnym mocnym stronom charakteryzującym wychowanie matczyne i ojcowskie.

Matka pokazała mi swój mocny charakter i nauczyła mnie samodyscypliny, dając przykład cierpliwości, wytrwałości i samokontroli, wykonując wiele „drobnych”, praktycznych zadań każdego dnia. Pamiętam, jak wywracałem oczami i buntowałem się przeciwko codziennej dyscyplinie mycia rąk, szorowania zębów, sprzątania pokoju i precyzyjnego robienia zadania domowego. Było tyle innych spraw, którymi chciałem się zająć! Jednak wymagając ode mnie przestrzegania codziennej, wyznaczonej przez siebie rutyny, mama nauczyła mnie, jak cenna jest wytrwałość. Angażowała mnie w przygotowanie stołu do posiłku, wyrzucania śmieci, pomoc w gotowaniu oraz w innych obowiązkach domowych. Mój charakter i samodyscyplina kształtowały się dzięki temu, że towarzyszyłem jej w tych czynnościach. To, czym się zajmowała, nie decydowało o losach świata, ale było konieczne, by dom dobrze funkcjonował. Jej cierpliwość w wykonywaniu tych wszystkich zadań była dla mnie nauką samodyscypliny.

Gdy wspominam matkę, przypomina mi się przestroga z Księgi Zachariasza (4,10), aby nie gardzić „dniem skromnych początków”. Moja mama swoim przykładem wzmacniała bezcenną duchową naukę Jezusa z Ewangelii świętego Łukasza (16,10): „Kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej; a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej”.

Pamiętam też, że jako młody człowiek nie rozumiałem w pełni, że moja mama uczy mnie samodyscypliny. Raczej ulegałem pokusie myślenia, że nie miało to wielkiego znaczenia. Pranie, załatwianie sprawunków czy prowadzenie domu było tak nieciekawe. Wasz syn może czasem też tak myśleć, dlatego potrzebuje, aby mama, tata czy inny opiekun upewnili się, że szanuje swoją matkę. Zarówno matki, które są w domu, jak moja, jak i te, które pracują poza domem, dają cenne lekcje codziennej samodyscypliny, gdy każdego dnia troszczą się o dobro swojej rodziny. Zasługują na ogromny szacunek ze strony synów.

W przeciwieństwie do mamy, mój ojciec mniej angażował się w drobne sprawy codziennego życia, za to bardziej w wielkie kwestie, „dobre wykonanie swojej pracy” i robienie tego, co słuszne. Jak wielu – choć nie wszyscy – ojcowie, nauczył mnie ćwiczenia się w samodyscyplinie drogą prób i błędów. Zachęcał do działania, niezależności i podejmowania ryzyka tak dużego, że nie chciała go nawet mama. Wierzył, że musi pozwolić mi działać i odnosić niepowodzenia, a także ponosić ich skutki.
Pamiętam, jak ojciec mówił: „Przynajmniej spróbowałeś, starałeś się”. Nawet jeśli mi się nie udało, chwalił mnie, że odważyłem się zrobić słuszną rzecz.

Pamiętam też, jak mówił: „Źle to zrobiłeś. Trzeba było zrobić to tak a tak”, „Przesadziłeś. Poszłoby ci lepiej, gdybyś…”, „Poniosły cię nerwy i nic z tego nie wyszło. Trzeba było zareagować następująco…”.

Mój ojciec – tak jak i mama na swój cichy, intymny sposób – wiedział, że samodyscyplinę nabywa się nie tylko słuchając pouczeń dawanych zawczasu, ale także działając i będąc ze swych działań rozliczanym z miłością.

 

dzielny-urwis-jak-wychowac-syna