• 6 marca 2017
  • komentarzy
  • 3119 osób przeczytało
  • to!

Naucz syna języka uczuć

Meg Meeker

Po latach praktyki doszłam do przekonania, że chłopcy są o wiele bardziej wrażliwi niż dziewczynki. W swoim gabinecie przyjmowałam chłopców, którzy przeżywali załamanie po tym, jak zerwała z nimi dziewczyna, siedmiolatków, którzy rozpaczali po utracie ukochanego zwierzątka, i dorosłych mężczyzn, którzy po śmierci rodzica odgradzali się psychicznie od świata. Uważam też, że przyczyna, dla której obecnie wielu młodych mężczyzn kończy na bezrobociu lub co gorsza w więzieniu, wcale nie leży w przestępczości. Jej źródłem najczęściej jest ból emocjonalny, jakiego ci młodzi ludzie doświadczają, nie mając pojęcia, jak sobie z nim poradzić. Są setki chłopców, którzy zostali wyrzuceni ze szkoły, zajmują się handlem narkotykami lub należą do gangów młodzieżowych.

Według danych statystycznych w więzieniach jest osadzonych czternaście razy więcej mężczyzn niż kobiet i większość znajdujących się tam mężczyzn jest w młodym wieku (20–30 lat). Młodzi mężczyźni często porzucają swoje dzieci, wielu z nich umiera przedwcześnie. Niewątpliwie są winni przestępstw, nie sprawdzają się w roli rodzica i padają ofiarą różnorakiej przemocy, którą sami również stosują. Uważam jednak, że dzieje się tak dlatego, że ci młodzi mężczyźni są tak przepełnieni bólem i strachem, że nie umiejąc sobie z tym poradzić, uciekli się do najbardziej elementarnych umiejętności przetrwania, jakie posiada człowiek, czyli do zachowań typu: broń się za wszelką cenę; uderz, gdy ktoś się zbliży, bo nie znasz jego zamiarów; nie otwieraj się na miłość, nie kochaj i nie bądź kochany, bo w końcu i tak doznasz zawodu. Doświadczyli tyle razy odtrącenia i krzywdy, że ich życiem zawładnął surowy, tłumiony żal, a oni utracili zdolność do prawidłowego funkcjonowania (lub do życia).

Wielu chłopców, młodszych i starszych, miewa poczucie, że życie ich przerasta. Kiedy małemu chłopcu umiera babcia, cierpi miesiącami. Kiedy chłopca w czwartej klasie szkoły podstawowej wyzywają od grubych i leniwych, rany nigdy się nie zagoją. Kiedy nastolatek po rozwodzie rodziców musi dokonać wyboru, czy woli mieszkać z ojcem, czy z matką, doznawszy przy tym poczucia winy i stresu, może nigdy nie dojść do pełni zdrowia emocjonalnego. Zbyt wielu chłopców przeżywających uczucie głębokiego zranienia nie ma obok siebie nikogo, kto by im pomógł zmierzyć się z tym doświadczeniem. Wrażliwość jest wspaniałą cechą, z którą wiąże się troska, inspiracja i spełnienie, ale dla wielu chłopców może być jak przekleństwo. Chyba że chłopiec ma wspaniałą matkę.

Każdy chłopiec potrzebuje, aby matka wyposażyła go na życie w „słownik uczuć”, którym mógłby się posłużyć do identyfikacji i artykułowania swoich emocji. Wielu chłopców przyjmuje zbiór zasad, które dr William Pollack w książce Real Boys nazywa „kodeksem zachowania mężczyzny”. Nakazuje on chłopcu tłumienie wielu uczuć po to, aby wydać się bardziej męskim. Z punktu widzenia psychologii jest to bardzo niezdrowe. Dzięki matce, która pomaga synowi od najwcześniejszego dzieciństwa rozpoznawać i artykułować uczucia, chłopiec staje się zdolny przeciwstawić owemu „kodeksowi” oraz staje się zdrowszy psychicznie i ogólnie szczęśliwszy.

W życiu chłopca matka to pierwsza osoba, która dostrzega jego wrażliwość. Matki są świadkami smutku, gniewu, frustracji lub bólu swoich synów. Są z natury bardziej „zsynchronizowane” z ich światem emocjonalnym. Kiedy syn jest noworodkiem, matka pierwsza budzi się w nocy, słysząc jego płacz. Czego mu potrzeba? Jest zadowolony czy coś go boli? Matka pierwsza zauważa, gdy na boisku piłkarskim jej syn, po tym, jak się potknął, powstrzymuje łzy. Ojciec może dostrzegać te uczucia, ale jest mniej prawdopodobne, że się nimi przejmie, ponieważ według wspomnianego wcześniej „kodeksu zachowania mężczyzny” uważa, że płaczący mały syn powinien wziąć się w garść i nauczyć zachowywać „jak prawdziwy facet”. Natomiast matka będzie badała twarz syna, doszukując się oznak jego uczuć po pierwszej lekcji z nowym nauczycielem lub przed pierwszą randką z nowo poznaną dziewczyną. Matki mają wrodzone umiejętności komunikowania i dlatego szybciej niż ojcowie potrafią wyczytać uczucia z twarzy dziecka.

„Słownik uczuć” to nie tylko zbiór słów, za pomocą których można komunikować emocje. Wiąże się z nim także konieczność opanowania trzech ważnych umiejętności. Po pierwsze, umiejętności identyfikacji swoich uczuć. Następnie sposobu ekspresji (wewnętrznej albo zewnętrznej) danego uczucia. Na koniec umiejętności radzenia sobie z danym uczuciem. Jeśli chłopiec nauczy się tych podstawowych umiejętności, będzie na dobrej drodze do pełni zdrowia emocjonalnego.

Czy ojciec może syna tego nauczyć? Prawdopodobnie tak. Jednak matka jest pod tym względem w bardziej uprzywilejowanym położeniu, ponieważ kobiety tworzą więzi z osobami, które kochają, poprzez komunikację (zazwyczaj słowną) z nimi. Aby nauczyć dzieci słownictwa dotyczącego uczuć, należy przede wszystkim użyć komunikacji werbalnej. Natomiast mężczyźni tworzą więzi z osobami, które kochają, poprzez działanie. Ponadto syn ma większe poczucie komfortu psychicznego, gdy omawia swoje uczucia z matką, mniejsze zaś, gdy rozmawia o nich z ojcem. Z powyższych powodów matki są do tego zadania stworzone. Nasze dzieci instynktownie wiedzą, do kogo zwracać się z problemami. Maluch oczekuje od mamy pociechy nie tylko dlatego, że wie, iż jest czuła i wyrozumiała, ale również dlatego, że wie, iż matka zaakceptuje jego uczucia. Syn może się wstydzić łez przed ojcem, bojąc się, że zostanie przezeń osądzony i wyśmiany. Matka jest osobą, która zawsze musi być w pobliżu i uzmysławiać synowi, że tłumienie emocji jest szkodliwe. Starszy chłopiec będzie odbierał sygnały od rówieśników, nauczycieli lub trenerów, że uczucia smutku i żalu są nie do przyjęcia. Pod ich wpływem, bez znajomości słownictwa uczuć, syn będzie tłumił emocje, późniejszym efektem tego będą ataki gniewu i rozpaczy. Bez tego słownika może nigdy nie nauczyć się rozumienia i mówienia o tym, co odczuwa, to zaś może negatywnie odbić się na jego związkach z przyjaciółmi, innymi znaczącymi osobami w jego życiu oraz własnymi dziećmi.

Dlaczego język uczuć jest dla syna tak ważny
Mali chłopcy reagują na innych ludzi i sytuacje w swoim otoczeniu z taką samą wrażliwością jak dziewczynki. Ale wchodząc w wiek szkolny, dowiadują się, że oczekuje się od nich reagowania w inny sposób, niż to robią dziewczynki. Chłopcom narzuca się „kodeks zachowania mężczyzny”, według którego nie powinni płakać, a nawet okazywać smutku przy innych ludziach, i to w sytuacjach, w których byłoby to uzasadnione, w przeciwnym bowiem razie zostaną wyśmiani za zachowywanie się „jak baba”. Chłopiec wyciąga wniosek, że nie tylko powinien ukrywać swoje emocje przed innymi, ale nawet w ogóle ich nie odczuwać. Na przykład trzecioklasiście dorosła osoba każe wobec całej klasy wziąć się w garść i przestać się mazać. Ten komunikat zostanie przez trzecioklasistę mylnie odebrany, mianowicie zrozumie go tak, że nie wolno mu się smucić (lub płakać) nie tylko w tym momencie, ale w ogóle. Dowiaduje się, że płacz to coś niewłaściwego i że doznawanie niektórych emocji jest niemęskie.

Z mojego doświadczenia wynika, że już w czwartej klasie chłopcy mogą być święcie przekonani, że nigdy nie powinni odczuwać gniewu, smutku, samotności czy żałoby. To przekonanie jest mylne i szkodliwe. Kiedy doświadczają któregoś z tych uczuć, wydaje im się, że musi być z nimi coś nie w porządku. Rozpoczyna się niebezpieczny cykl, w którym chłopiec odczuwa jakieś emocje, nie pozwala sobie na okazywanie ich komukolwiek, a następnie jest zły na siebie za to tylko, że je odczuwa. Jeśli ten cykl trwa przez dłuższy czas, chłopiec jest na najlepszej drodze do stanów niepokoju i depresji.

Matka odpowiednio wcześnie może uzmysłowić chłopcu, że jego uczucia są właściwe i normalne, i nauczyć go, jak sobie z nimi radzić. Jeśli wszczepi mu przekonanie, że odczuwanie emocji jest rzeczą dobrą, to chłopiec ma o wiele większe szanse, że nie wpadnie w pułapkę nienawiści do samego siebie za bycie słabym. Są dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy dorosłych mężczyzn, którzy stłumili w sobie uczucie bólu i zranienia, co doprowadziło ich do permanentnych stanów wściekłości i/lub depresji. Alkoholizm, nadużywanie narkotyków, uzależnienie od seksu, ataki paniki, myśli samobójcze mają najczęściej związek z jakąś formą depresji. Zdrowe uczucia, adekwatne do danej sytuacji życiowej, zostały zdławione i wyparte ze świadomości, w następstwie czego ujawniły się w jakiś destrukcyjny sposób. Nie twierdzę, że wszystkie choroby psychiczne, depresja, niepokój, nadużywanie środków odurzających wynikają z braku umiejętności wyrażania emocji. Jednak duży odsetek tych chorób ma z tym związek.

Dlatego każda matka od najwcześniejszych lat musi uczyć syna słownika uczuć i robić wszystko, co w jej mocy, gdy syn dorasta, żeby uznawał obecność doznawanych emocji i odpowiednio je uzewnętrzniał. Matka przygotowuje go tym samym do przyszłego, emocjonalnie głęboko satysfakcjonującego życia. Jestem przekonana, że dla syna jest to drugi największy dar, jaki otrzymuje od matki – pierwszym jest dar życia.

Meg Meeker, Mocne matki, mocni synowie, Wydawnictwo M, Kraków 2015

 

Meg Meeker