• 2 stycznia 2019
  • komentarzy
  • 1254 osób przeczytało
  • to!

Kłóć się odpowiedzialnie

Ci, którzy dobrze spierają się w małżeństwie, potrafią wziąć odpowiedzialność za swój kawałek spornego „tortu”. Wiedzą, że krytykowanie jest dla tchórzy, a przypisywanie winy drugiej stronie i zawstydzanie jej nigdy nie prowadzą do dobrego. Miast tego, odważnie przyznają się do błędu. Wiedzą, że nieważne, kto jest w błędzie, lecz co jest złe w ich związku. Oto dwie zasady a zarazem narzędzia pozwalające kultywować postawę przyjmowania na siebie odpowiedzialności: (1) kiedy przepraszasz, rób to szczerze, (2) stosuj równanie XYZ.

Pierwsza Zasada Odpowiedzialności:
kiedy przepraszasz, rób to szczerze
Baseballista Pete Rose najpierw przez długi czas przeczył, że kiedy był menedżerem Cincinnati Reds, obstawiał na zakładach bukmacherskich mecze swej drużyny (za co zresztą został wykluczony dożywotnio z tego sportu w 1989 roku), ale kiedy wreszcie się do tego przyznał, nigdy już nie przestał bić się w piersi. W 2006 roku, korzystając ze swojej strony internetowej, zaczął przepraszać osobiście każdego kibica, którego zawiódł lub obraził swoim niecnym zachowaniem. Jak to robił? Wysyłając piłkę do baseballa z własnym autografem i słowami „Przepraszam za to, że obstawiałem mecze baseballa”. Cena? Marne 299 dolarów, plus koszty wysyłki.

Zgodzicie się z nami, że to wątpliwe przeprosiny. Kiedy wyznaniu win towarzyszy metka z ceną, natychmiast wyparowuje z niego cała skrucha. Dokładnie to samo dzieje się z naszymi przeprosinami kierowanymi do żony/męża, kiedy przepraszamy za szybko, bez przekonania lub bez rzeczywistego żalu za nasze postępowanie. Nie wystarczy powiedzieć „przepraszam”. W tych słowach musi wyrażać się skrucha, a nie rzucone od niechcenia „przykro mi”.

I dlatego właśnie prawdziwe przeprosiny to dogłębna manifestacja świadomości własnej odpowiedzialności za swoje postępowanie. Niewiele innych działań służy kultywowaniu takiego poczucia odpowiedzialności, jak właśnie płynące z serca przeprosiny.

Kiedy ostatni raz wiedziałeś/wiedziałaś, że musisz przeprosić, lecz tego nie zrobiłeś/zrobiłaś? Jeśli masz uczynić jakieś niezłomne postanowienie, powinno to być postanowienie, by przepraszać, ilekroć wina jest po Twojej stronie. Dlaczego? Bo słowo „przepraszam” ma moc naprawienia szkody, naprawienia więzi, opatrzenia ran i uleczenia złamanego serca. „Przepraszam” ma moc rozbrojenia gniewu ukochanej osoby i zapobieżenia dalszym nieporozumieniom. Łagodzi także poczucie żalu z powodu tego, co się stało. Bo chociaż przeprosiny nie mogą cofnąć biegu wydarzeń, to jeśli są wyrażone szczerze i skutecznie, mogą odwrócić ich negatywne skutki.

Przeprosiny wydają się na pozór stosunkowo proste. Wystarczy jedno słowo: „przepraszam”. Ale nawet kiedy wiemy, że powinniśmy przeprosić, nie zawsze to robimy. Coś w naszej psychice sprawia, że jest to dla nas trudniejsze, niż być powinno. Tym czymś jest ambicja własna. Wydaje się, że wolimy raczej żywić w sobie poczucie krzywdy, niż przyznać się do naszych negatywnych w skutkach działań.

Poniżej podajemy kilka wskazówek, jak mówić „przepraszam”. Na dobre przeprosiny składają się trzy elementy:
• poczucie odpowiedzialności: „Wiem, że cię zraniłem/zraniłam”
• żałowanie tego, co się zrobiło: „Czuję się bardzo źle z powodu tego, że sprawiłem/sprawiłam ci ból”
• chęć poprawy: „Nie zrobię tego nigdy więcej”.

Jeśli twoje przeprosiny nie zawierają wszystkich tych elementów, druga osoba uzna, że czegoś w nich brakuje i poczuje się oszukana.

Eksperci od przeprosin podpowiadają, że powinny być zwięzłe. Gdy są rozwlekłe, sprawiają wrażenie nieszczerych. I wreszcie, należy strzec się wymówek. Jeśli próbujesz wyjaśnić własną pomyłkę lub błąd, zaczyna to przypominać usprawiedliwianie siebie, to zaś odwraca uwagę od żalu i skruchy.

Druga Zasada Odpowiedzialności:
stosuj równanie XYZ
Bardzo często nachodzi nas pokusa, by wypowiedzieć jakąś drwiącą uwagę pod adresem męża lub żony. W naszej ludzkiej naturze leży skłonność do krytykowania innych i gdy druga osoba jest dla nas powodem zdenerwowania, irytacji lub rozczarowania, zazwyczaj nie omieszkamy jej tego zakomunikować.

„Zawsze musisz nastawiać tak głośno telewizor?”; „Gdy wychodzisz z sypialni, gaś światło”; „Zawsze zapominasz zapłacić w terminie rachunki”. Te i podobne uwagi często inicjują konflikt.

Badacze określają tego rodzaju komunikaty jako „obcesowy początek rozmowy”. Badania pokazują, że w dziewięćdziesięciu sześciu procentach przypadków początek rozmowy małżonków pozwala przewidzieć jej koniec. Gdy rozmowa zaczyna się od kąśliwej uwagi, musi skończyć się źle.

Każdy konflikt zaczyna się od krytyki skierowanej pod adresem drugiej osoby. „Przez ciebie zawsze się spóźniamy” albo „Nigdy nie zbierasz z podłogi swoich rzeczy”. Możesz sobie pomyśleć: „No dobrze, ale co mam zrobić, gdy czyjeś przywary działają mi na nerwy?”  Dobre pytanie, a odpowiedź na nie może być dla Ciebie zaskoczeniem. Należy w tej sytuacji powiedzieć, co nas boli. Tak właśnie. Badania pokazują, że wzajemne powiedzenie sobie przez małżonków tego, co ich boli, dobrze robi związkowi. Ale zanim zaczniesz kierować pod adresem drugiej osoby długą listę skarg, zapamiętaj dobrze jedno: krytycyzm i przedstawianie zażaleń to dwie zupełnie różne sprawy.

Uwagi krytyczne prawie zawsze zaczynają się od „ty”. „Ty zawsze…”; „ty nigdy…”. Natomiast przedstawianie tego, co nas boli, to mówienie o sobie: „Irytuje mnie, kiedy…”; „Smutno mi, gdy…” Może się to wydawać nieistotną różnicą semantyczną, ale dla tego, kto cię słucha, różnica między krytyką a skargą to jak różnica między nocą a dniem.

Krytyka: „Straszny z ciebie samolub. Czy ty w ogóle myślisz o moich potrzebach, gdy idziemy do łóżka?”
Przedstawienie tego, co boli: „Czuję zawód, kiedy wydaje mi się, że będziemy się kochać, a ty mówisz, że dzisiaj nie masz ochoty z powodu zmęczenia”.

Widzisz różnicę? Przedstawienie tego, co boli, dotyczy konkretnego zachowania, natomiast krytyka to atak na charakter drugiej osoby. Jest cyniczna i kąśliwa.

Gdy mówisz o tym, co cię boli, jest spora szansa, że zaowocuje to nie tylko rozwiązaniem problemu, ale także poprawą zachowania drugiej osoby. Jeśli chcesz, żeby mąż odwieszał płaszcz do szafy, zamiast kłaść go na krześle, powiedz: „Mam wrażenie, jakbym zawsze musiała po tobie odwieszać płaszcz”. To przyniesie znacznie lepsze rezultaty niż powiedzenie: „Straszny z ciebie bałaganiarz. Mam już dość tego, że muszę być twoją osobistą sprzątaczką!” Taka kąśliwa uwaga sprawi tylko, że mąż przybierze postawę obronną. I już zaczynacie się kłócić.

Jak w takim razie wyćwiczyć umysł, by zamieniał krytykę w mówienie o tym, co boli? To łatwiejsze, niż myślisz. Nazwaliśmy ten sposób „równaniem XYZ”, a wygląda ono następująco:

W sytuacji X, gdy ty (Y), wtedy ja (Z)

Ot i całe równanie. Wystarczy w miejsca X, Y i Z wstawić odpowiednią treść, na przykład: „Gdy jedziemy samochodem (X), a ty bez pytania zmieniasz stację w radiu (Y), wtedy mam wrażenie, że w ogóle się ze mną nie liczysz (Z)”. To coś zupełnie innego, niż powiedzieć: „Słuchaj, czy to tylko twoje radio?” Inny przykład: „W ubiegły czwartek, gdy poszliśmy do restauracji na kolację (X) i zadzwoniłaś do mamy, po czym rozmawiałaś z nią przez pół godziny (Y), było mi przykro, bo połowę naszego wspólnego wieczoru poświęciłaś swojej matce (Z)”. To znacznie bardziej owocne niż powiedzieć: „Zawsze potrafisz zepsuć nasz wspólny wieczór”. Stosując równanie XYZ, unikniesz sytuacji, w których obrażasz drugą osobę i atakujesz jej charakter. Zamiast tego koncentrujesz się na uzmysłowieniu, jak dotknęło Cię jej zachowanie. Równanie XYZ pomaga zrozumieć i przyjąć swoje własne uczucia, zamiast rzutować własne frustracje na drugą osobę.

Les i Leslie Parrott

 

jak_dobrze_sie_klocic_500pt_rgb