• 23 czerwca 2016
  • komentarzy
  • 1295 osób przeczytało
  • to!

Czego chłopiec uczy się od taty?

Gregory L. Jantz PHD

Ojcowie pomagają budować siłę, ucząc dzieci walki ze słabościami

Zanim wasz syn skończy osiemnaście lat, bez względu na wychowanie i sytuację rodzinną prawie na pewno pokusi się, aby zrobić coś złego. Bądźmy realistami – na pewno do tego czasu zrobi coś złego. Możecie nigdy nie dowiedzieć się, ile złych rzeczy zrobił i jak bardzo były złe, jednak wiecie, że grzech jest niezaprzeczalną częścią naszego świata. W rzeczy samej, charakter wzmacnia się właśnie przez wybór dobra w konfrontacji z grzechem. Taki wybór nie jest łatwy dla żadnego chłopca. Będzie on jednak szczególnie bezbronny wobec pokus, jeśli zabraknie aktywnego, pozytywnego wpływu ojca lub innej osoby, która wychowuje na sposób ojcowski.

Mężczyźni cenią sobie niezależność i do niej dążą, jednak boją się odrzucenia. Jest to szczególnie istotne w przypadku, gdy nie rozwinęli wewnętrznej siły (którą my, psychologowie i doradcy, nazywamy rozwojem własnego ja), aby żyć dojrzale.

Idźcie do dowolnego gimnazjum czy szkoły średniej, a zobaczycie, jak pragnienie przynależenia do grupy i chęć odnalezienia swojego miejsca w świecie prowadzi chłopców do złych wyborów. Ojcowskie wychowanie odgrywa podstawową rolę w umacnianiu chłopców i dziewczynek w taki sposób, aby mogli przeciwstawić się myśleniu grupowemu. Jest zbyt wiele sytuacji, gdy chłopcy, którym brakuje ojca, dołączają do grup, które zmieniają się w gangi pełne przemocy, albo na własną rękę żyją na granicy prawa.

Ojcowie często ukierunkowują rozwój synów zgodnie z „tym, co jest wartością w naszej rodzinie”, „tym, co ja uważam za honorowe”, „tym, co według Boga oznacza dobre zachowanie”. Ojcowie, używając różnych sposobów – przez pochlebstwa, krytykę, nacisk czy zwyczajną zachętę (a czasami, niestety, zawstydzanie), kierują chłopca w stronę „bycia dobrym człowiekiem”, usiłując zaszczepić w nim to, co uważają za siłę i honor, które pomogą mu być silnym na przekór przeciwnościom i presji myślenia stadnego. Badania socjologiczne i psychologiczne przeprowadzane w ciągu ostatnich 40 lat pokazały, że jest duże prawdopodobieństwo, iż chłopcy, którym brak ojcowskiego wychowania, skończą w więzieniu lub zawiodą w innych dziedzinach życia. Istnieje bowiem bezpośredni związek między ojcowskim wychowaniem a rozwojem charakteru, rozwojem emocjonalno-społecznym oraz spełnieniem w życiu.

Ojcowie uczą szacunku wobec autorytetu

Kulturze takiej jak nasza, gdzie zaangażowane ojcostwo oraz męski wpływ na syna słabnie, towarzyszy spadek szacunku u chłopców i młodych mężczyzn. Stanowi to ogromny problem, ponieważ chłopcy i mężczyźni potrzebują autorytetów (o ile są wartościowe), aby dobrze się rozwijać. Muszą się nauczyć rozpoznawać autorytet i odnosić się do niego z szacunkiem, tak by umiejętnie radzić sobie w różnego typu relacjach z dorosłymi, począwszy od szefa, który wydaje polecenie, lekarza, który coś zaleca, policjanta, który wypisuje mandat, po kobietę, która mu odmawia.

Jak od ponad 40 lat zauważają socjologowie, w społecznościach z podupadłych części miasta kryzys ojcostwa idzie w parze ze spadkiem poszanowania autorytetów. Brak ojcowskiego wychowania w waszym domu niekoniecznie musi kończyć się wstąpieniem syna do gangu. Może jednak zakłócić jego rozeznawanie hierarchii wartości, odkrywanie swojego miejsca w grupie, stosowne uleganie autorytetom, gdy zachodzi taka potrzeba, oraz walkę z fałszywymi autorytetami.

Dla ojców i mężczyzn jest z reguły bardzo ważne, kto kogo szanuje i dlaczego. Generalnie są bardziej wyczuleni na kwestię szacunku, podczas gdy kobiety w tych samych sytuacjach wyczulone są na uczucia. Widać to na przykład, gdy rodzice są głęboko rozczarowani synem, który wybrał działalność przestępczą czy niemoralną. W wielu przypadkach matka nadal usiłuje podtrzymać z nim relację, a ojciec nie chce z nim rozmawiać. Gdy ojciec straci szacunek do kogoś, przestaje go kochać. Matka może stracić szacunek, ale z reguły nie przestaje kochać.

Prawdopodobnie nie staniecie wobec tak dramatycznej sytuacji. Jednak możecie w pewnej chwili zauważyć, że z jakiegoś istotnego powodu wasz syn powinien usłyszeć: „Jeśli nie zrobisz tak a tak, będę rozczarowany i przestanę cię szanować”. Może to być bolesna wymiana zdań między rodzicem a synem, jednak jeśli jest potrzebna, nie powinno się jej unikać. Chłopcy, którzy nie uczą się okazywania i zdobywania szacunku, często odchodzą od własnego ja, które usiłują przecież rozwijać.

Rozróżnienie szacunku i miłości jest oczywiste w pouczeniach apostoła Pawła kierowanych do małżonków: „Niech więc każdy z was tak miłuje swoją żonę jak siebie samego. Żona natomiast niech odnosi się do swego męża z szacunkiem” (Ef 5,33). Paweł wydaje się rozumieć, że dla mężczyzn szacunek jest podstawową miarą udanej relacji. Badania płci wskazują, że takiemu zjawisku towarzyszą określone substancje chemiczne. Chłopcy, szczególnie od dziesiątego roku życia (czyli gdy zaczyna się okres dojrzewania), przetwarzają bardzo dużo testosteronu, który sprzyja agresji i podejmowaniu ryzyka. Potrzebują zatem wsparcia, aby odpowiednio odnaleźć się w danej sytuacji: autorytetu, który nauczy ich, jak najefektywniej ukierunkowywać agresję. Jeśli bowiem nie będą szanować autorytetów, możliwe, że nie dorosną do bycia dobrymi ludźmi.

Jeśli ojciec nadużywa swojego autorytetu, działając w sposób fałszywy czy kapryśny, bunt jest pewny. Jego autorytet nie cieszy się bowiem szacunkiem i dlatego jest odrzucany. Kłopoty mogą również pojawić się wtedy, gdy ojca nie ma, a więc nie ma też nauki posłuszeństwa autorytetowi, który jest godny szacunku. Szacunek to ostatecznie służba, i chłopcy muszą widzieć jej przykłady w szczególności u mężczyzn. U świętego Marka czytamy: „A Jezus przywołał ich do siebie i powiedział: »Wiecie, że ci, którzy są uważani za władców narodów, ciemiężą je, a ich wielcy dają im odczuć swoją władzę. Nie tak powinno być wśród was. Ale kto by chciał stać się wielki między wami, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być między wami pierwszy, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu«” (Mk 10,42–45). Przez swoje życie wypełnione służbą i poświęceniem dla innych Jezus jest dla każdego syna przykładem autorytetu moralnego.

Ojcowie zachęcają do działania jako sposobu na kształtowanie wysokiego poczucia własnej wartości

W mojej praktyce doradcy małżeńskiego spotykam się nieustannie z ubolewaniem: „Wiem, co powinno się zrobić. Problem w tym, że tego nie robię”. Zauważyłem, że zdrowi, zaangażowani ojcowie chcą widzieć czyny. Są jak reklama Nike – „Just do it”[1]. To jest ich dewiza. Apostoł Jakub daje głębokie ojcowskie pouczenie w pierwszym rozdziale swojego listu: „Wprowadzajcie słowo w czyn, a nie bądźcie jedynie słuchaczami, którzy oszukują samych siebie” (Jk 1,22). Podkreślenie działania jest tu istotne. Jakub dodaje potem: „Pokaż mi twoją wiarę, która nie jest potwierdzona uczynkami, a ja ci pokażę moją wiarę, za którą idą czyny” (Jk 2,18).

Ojcowskie wychowanie kładzie nacisk na to, że poczucie własnej wartości nie jest owocem tylko tego, co mówimy o sobie samych. Nasza pewność siebie i charakter bezpośrednio wiążą się z tym, co robimy. Nie powinno nas to dziwić – pewne części mózgu odpowiedzialne za działanie są u mężczyzn bardzo aktywne, dotyczy to szczególnie móżdżku, „centrum działania”.

Ja, Michael, kierowałem się tym standardowym modelem podkreślającym „działanie” w wychowaniu moich córek. Gdy były małe, wystarczyło mi – tak jak Gail i innym opiekunom – mówić: „Dobra robota! Świetnie! Znakomicie!”, cokolwiek zrobiły. Gdy dorosły i świat wokół nich stał się nieco trudniejszy, nie chwaliłem ich już tak bardzo tylko za to, że są. Musiałem widzieć, że zrobiły coś, co zasługiwało na pochwałę. Często sam dawałem im przykład tego, czego oczekiwałem, że zrobią.

Moje dzieci, tak jak i wasze, potrzebują wielu pochwał typu „Świetna robota!”, ale potrzebują także pytań: „Co ostatnio zrobiłeś?”. Wiele najnowszych badań naukowych zajmuje się trendem ciągłego chwalenia dzieci, nawet jeśli nic wielkiego nie zrobiły. Innymi słowy, zasypuje się je pochwałami po to, by wzmocnić samoocenę, nawet mimo braku jakiegokolwiek osiągnięcia. Nasza kultura przez około 25 lat przyjmowała, że ocena własnej wartości wzrośnie u dziecka, jeśli będzie się je ciągle chwalić. Jednak najnowsze badania pokazują, że samoocena rośnie pod wpływem wyzwań typu: „Co ostatnio zrobiłeś?” i powstrzymywania się od bezpodstawnych pochwał.

Zarówno ojcowie, jak i matki chcą, aby ich dzieciom dobrze się wiodło. Jednak to ojcowie są bardziej skłonni, aby wstrzymać się od chwalenia, zanim nie zobaczą wyniku. Ten rdzeń ojcowskiego wychowania jest potrzebny, nawet jeśli rodzice się rozwodzą i tata się wyprowadza. Badania dzieci, które doświadczyły rozwodu rodziców, pokazują, że w wielu rodzinach przed rozwodem ojciec wymagał od dzieci, by zasłużyły sobie na jego szacunek przez wykonywanie prac domowych: pomoc w ogródku, robienie zadania domowego, dobre traktowanie innych osób. Po rozwodzie ojciec, często rozpaczliwie szukający kontaktu z dziećmi, zaprzestaje ojcowskiego wychowania. Dąży do tego, by być kumplem, żeby dzieci się od niego nie odwróciły. Rozwody w sposób niezamierzony przyczyniają się do marginalizowania wychowania ojcowskiego. Wskutek tego dzieci po rozwodzie rodziców często tracą głębokie poczucie, że „liczy się przede wszystkim to, co robisz!”.

Ojcowie pomagają dzieciom czuć się silnymi, a niekoniecznie czuć się lepiej

Gdy dziecko odczuwa stres, pierwszym odruchem matki jest natychmiast przynieść ulgę. Gdy kobiety czują emocjonalne napięcie u dziecka, poziom oksytocyny w ich organizmie wzrasta i często dążą do fizycznego kontaktu. Matka chce, aby dziecko poczuło się lepiej, bo sama wówczas też się tak poczuje. Ta zadziwiająca więź między matką a dzieckiem jest podstawą rozwoju człowieka.

Inaczej jest w przypadku ojców, u których pod wpływem stresu wzrasta poziom testosteronu. Być może wskutek tego nagłego przypływu testosteronu ojcowie nie dążą do zmniejszenia bólu, ale często uczą dzieci, jak go zignorować i przejść do bardziej ofensywnego albo w inny sposób skutecznego działania. Ojcowskie wychowanie jest w ten sposób zachętą dla dziecka, aby było silniejsze przez (jak ja, Michael, to określam) „ekspresję w działaniu”, a nie wyrażanie uczuć słowami. Taką reakcję widać w wychowaniu do ofensywności, o którym wspominaliśmy wcześniej: gdy chłopiec upadł podczas gry w koszykówkę, wspierający go kolega krzyczał: „Wstawaj! Jesteś nam potrzebny!”, gdy tymczasem kobiece wsparcie polegało na empatii wyrażonej w fizycznym kontakcie.

Oto inny przykład sytuacji, której mogliście być świadkami na placu zabaw: chłopiec bawi się w berka z kolegami. Nagle upada, rani się, może nawet zaczyna płakać. Matka natychmiast podbiega, pochyla się, aby wesprzeć go przez dotyk i pyta „Zraniłeś się?”. W ten sposób pomaga chłopcu przepracować ból, zarówno fizyczny, jak i emocjonalny przez wyrażenie go w słowach. Ojciec natomiast być może podejdzie, zobaczy, że kolano jest zadrapane, bez większej rany, i klaszcząc w dłonie, powie: „Wstawaj, wracaj do zabawy”. Wskutek takiego ojcowskiego wychowywania uwaga dziecka przenosi się z rany na działanie.

Chłopiec potrzebuje tego, by doświadczyć zarówno uczuciowej reakcji matki, jak i skupionej na działaniu reakcji ojca i być w pełni przygotowanym na nieuniknione ciosy, które przyniesie życie. Oczywiście, jak mówiliśmy wcześniej, te reakcje rodziców mogą być odwrócone między matką a ojcem. Syn potrzebuje czasem pomocy, by przeżyć swoje uczucia przez wyrażenie ich słowami. Potrzebuje także kogoś, kto czasem pomoże mu ćwiczyć się w wytrwałości i samokontroli, rozwijać większą tolerancję na ból, która objawia się tym, że człowiek się zbiera i znów jest silny.

Częścią wychowania do bycia ofensywnym jest także ojcowskie dyscyplinowanie. W Księdze Przysłów (3,11–12) czytamy: „Nie gardź, mój synu, karceniem PANA, i nie zniechęcaj się Jego upomnieniem, bo kogo PAN kocha, tego karci, jak ojciec syna, którego darzy życzliwością”. List do Hebrajczyków odwołuje się do tego fragmentu i opiera się na tym samym wątku: „Żadne karcenie początkowo nie wydaje się przyjemne, lecz jest bolesne. Później jednak pięknie owocuje w wychowankach pokojem i sprawiedliwością” (Hbr 12,11).

Stawanie się silniejszym fizycznie oznacza wysiłek mięśni i stawów, płuc i oddechu. Jest to bolesne. Jednak procentuje większą siłą i wytrzymałością. Na początku możesz podnieść niewiele, potem z łatwością podnosisz duże ciężary. Zaczynasz, ledwo przebiegając jedno okrążenie, a kończysz, z łatwością biegnąc kilometr. Podczas intensywnego treningu niekoniecznie czujesz się lepiej. Za każdym razem, gdy się ruszasz, coś cię boli. Jeśli jednak wytrzymasz ból i dyskomfort, zyskasz cenną siłę i odporność.

Życie jest wymagające. Nasi synowie będą potrzebować sposobów, aby stawić mu czoło. Zyskują je dzięki matczynemu i ojcowskiemu wychowaniu. Dyscyplina, samokontrola i poświęcenie są bolesne, lecz przynoszą niezliczone owoce chłopcu, który wzrasta w harmonii matczynej i ojcowskiej opieki.

[1] „Po prostu zrób to!” (przyp. tłum.).

 

 

dzielny-urwis-jak-wychowac-syna

 

Gregory L. Jantz PHD