• 23 kwietnia 2018
  • komentarzy
  • 52 osób przeczytało
  • to!

Przeciw smutkowi i lękowi

Smutek jest namiętnością, pathos, z pełną wieloznacznością t ego słowa. Stanowi chorobę moralną, wadę; dotyka sfery organicznej, osłabiając ciało; niesie ze sobą cierpienie; jest jakimś nieszczęściem dla człowieka. „Smutek przydarza się jako choroba duszy i ciała, bierze duszę w niewolę, ciało zaś osłabia” (Ad Eul. 7). Ewagriusz nie ma na myśli, rzecz jasna, każdego smutku, ale pewien jego rodzaj, który powstaje z winy człowieka. Bierze się z pewnej „nieprawości” (Ad Eul. 7). Różne smutki przychodzą mimowolnie i ich przyczyna może być zupełnie zewnętrzna. Ewagriusz niewiele się zajmuje tego rodzaju zmartwieniami. Ideę godzenia się z przykrym losem podejmowała fi lozofi a grecka, choćby stoicka. Ewagriusza interesuje głównie smutek biorący się z myśli, mający przyczynę wewnętrzną. Nie obchodzą go jednorazowe i przelotne myśli, ale te, które stanowią syndrom namiętności, pojawiają się znacznie częściej i agresywniej, kształtując trwałe postawy.

Na pograniczu czynników zewnętrznych i wewnętrznych stoją podszepty demoniczne, nakłaniające do przygnębienia. Anachoreci byli żywo przekonani o konieczności walki ze złymi duchami. Zamknięci w celach, bali się ataków diabelskich, życia w ciągłym lęku i własnej bezradności. Podstawowym narzędziem demonicznego działania pozostawały pokusy. Te próby napełniały kuszonego zmartwieniem. Może tylko on jest tak doświadczany… (AntII64). Czyż takie doświadczenia nie są ponad ludzkie siły?! Ciągle nękają i nie ma nadziei na zwycięstwo… (AntII31). Próby nasilają się przez utrapienia zewnętrzne, które stają się przyczółkiem złego ducha. Ponadto, może przyjdą jeszcze dotkliwsze pokusy… (Ad Eul. 6). 

Płynna jest granica pomiędzy smutkiem płynącym z zewnątrz i wewnątrz. Mnich z Pontu podaje przykłady różnych sugestii, którym ulega anachoreta. Wprawdzie podsuwa je pewien realny stan rzeczy, ale dochodzi do zniekształcenia jego odbioru, myślowej nim manipulacji, autosugestii dyktowanej określonym zwątpieniem – niekiedy również z inspiracji demonicznych. Na skutek tego mnich wyolbrzymia trudności i cierpienia na drodze ascezy, przepowiada własny upadek, wyobraża trudności, w jakich znajduje się jego rodzina, starość i chorobę swoich rodziców, czuje się wyobcowany z rodzinnych więzi (AntIV42, 50, 60; De mal. cogit. 28).

Skąd się ostatecznie bierze ten smutek zniekształcający rzeczywistość? Korzystając z platońskiego podziału duszy, Ewagriusz dostrzega w niej część rozumną i nierozumną i dzieli tę drugą na pożądliwą i popędliwą. Złe myśli dotyczące obżarstwa, nieczystości, chciwości i gniewu „przydarzają się nam jako zwierzętom”, a więc powstają w nas bardziej na podłożu fi zjologicznym, w sferze nierozumnej, natomiast myśli smutku, próżnej chwały i pychy przydarzają się nam „jako ludziom” (Cap. cogn. 40), a więc, można rzec, sięgają głębiej, samego ludzkiego „ja”. Innymi słowy, jeśli pierwsze bardziej wynikają z niższej warstwy naszego człowieczeństwa, którą nazwiemy wolitywno-popędową, to drugie – z wyższej, wolitywno-rozumowej. Tymczasem nie wydaje się słuszne, by smutek wiązać wyłącznie z jedną z dwóch wyżej wymienionych części duszy, z pożądliwą czy popędliwą. O ile spośród ośmiu wyróżnianych przez autora pewne namiętności dadzą się tak powiązać, to smutek – nie: może być pochodną każdej namiętności.

Gdy rozpatrujemy smutek jako wadę moralną, to jawi się jako następstwo pewnego zaniechania w używaniu władzy wolitywnej i rozumowej, wspomaganej mocą i światłem Bożym. Przyczyna smutku leży w pewnym zwątpieniu zarówno we własne siły, jak i w pomoc Bożą, a więc, innymi słowy, w niewierze.

Także i inne namiętności, również te bardziej uwarunkowane fi zjologicznie, są skutkiem niedostatecznego używania przez człowieka najwyższych władz. Co specyfi kuje smutek w stosunku do pozostałych namiętności? Przede wszystkim sytuacja, w jakiej powstaje. „Niezaspokojone pożądliwości rodzą smutki” (Ad Eul. 7). „Smutek bowiem bierze się z pozbawienia przyjemności, czy to obecnych, czy oczekiwanych” (Pr. 19). Na przykład rodzi go „niedopełnienie zemsty czy niezaspokojenie cielesnego pożądania” (De octo 11). Ponieważ smutek powstaje z niezaspokojenia namiętności, więc ostatecznie jego przyczyną jest namiętność. „Kto jest spętany przez smutek, tego [wpierw] zwyciężyły [inne] namiętności” (De octo 11). Powstaje na przykład na skutek wspominania nieodpłaconych krzywd (De vitiis 3), a więc z gniewu (De octo 11). Przekładając na język biblijny, uleganie namiętnościom bierze się z miłości świata. Paradoksalnie, właśnie miłość świata prowadzi do smutku (De octo 12), chociaż wydaje się nieść ze sobą fascynację życiem. Smutek jest frustracją wynikłą z niezaspokojonego pragnienia, potrzeby, z nieosiągnięcia celu swoich dążeń czy utraty tego, co już się osiągnęło i posiadało. Stanowi pewien bunt, ale wymierzony przeciwko samemu sobie. W tym sensie depresja, jako jego następstwo, staje się formą autoagresji.

Moralny wymiar skutku objawia się najbardziej w tym, że ogranicza rozum i wolę. Uderza więc w samo najgłębsze jestestwo człowieka. Zniewala wolę i zaciemnia rozum. Te duchowe władze, będąc jego przyczyną, pierwsze doznają jego skutków. Człowiek staje się więźniem smutku (De vitiis 3; De octo 11), podobnie jak pożądania czy gniewu (Cap. cogn. 60). W rezultacie umysł doznaje mroku (Pr. 24; Ad Eul. 6). Ciemność przejawia się nie tylko na poziomie naturalnym, jak każdy afekt zaburzający myślenie, ale i nadprzyrodzonym, utrudniając kontemplację.

Mrok osłabia aktywność oczu, a smutek zaciemnia kontemplujący umysł. Głębin wody nie przeniknie promień słońca, a wypełnionego smutkiem serca nie rozjaśni kontemplacja światła. Żółtaczka odbiera zmysł smaku, a smutek odbiera wrażliwość duszy (De octo 12).

Takie przygnębienie staje się przeszkodą w modlitwie (Pr. 25; De octo 11; Ad mon. 56). Nie jest ono po myśli Bożej, utrudniając obcowanie z Nim.

Ewagriusz zwraca uwagę na zewnętrzne konsekwencje przygnębienia. Jest nimi często ucieczka z miejsca, w którym doznaje się smutku, lub w skrajnym przypadku „ucieczka z ciała”, czyli samobójstwo. Ponieważ smutek, podobnie jak gniew, dotyka sfery popędliwej w człowieku, więc ta sama popędliwość skłania do zaniechania wytrwałości i opuszczenia swego dotychczasowego miejsca. W tym sensie smutek jest „zwiastunem wygnania” (De vitiis 3).

Jakie mamy remedium na smutek? Skoro jego przyczynę stanowi jakaś namiętność, nieuporządkowane przywiązanie do czegoś lub kogoś, to najskuteczniejszym lekarstwem jest wyzbycie się takiego rodzaju nieuporządkowania: „Niemożliwe jest jednak, abyśmy odparli tego wroga, gdy jesteśmy namiętnie przywiązani do czegoś na tej ziemi” (Pr. 19). Wolność od namiętności to biblijna czystość serca. Powiada Ewagriusz: „Smutek nie dosięgnie serca czystego, bowiem ono odepchnęło od siebie daleko zgubne pragnienia” (In Prov. 26, 23).

Wstrzemięźliwy nie zasmuci się z powodu braku pokarmu, ani powściągliwy, jeśli nie osiągnie zbytecznej przyjemności, ani łagodny, jeśli wymknęła się sposobność do zemsty, ani pokorny, pozbawiony ludzkiej czci, ani niechciwy pieniędzy, gdy poniósł straty (De octo 11)

Po spotkaniu z Jezusem bogaty młodzieniec „odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości” (Mt 19, 22). Im bardziej wolne i czyste jest serce ludzkie, tym łatwiej przyjmie jakąś ziemską utratę czy dobrowolnie podejmie się rezygnacji, a więc tym bardziej odporne staje się na smutek.

Samo wykorzenienie namiętności nie wystarczy, gdyż zło musi zostać zastąpione dobrem. Trzeba praktykować odpowiednie dyspozycje moralne. Listę cnót uwalniających z przygnębienia podaje Ewagriusz głównie w Traktacie dla Eulogiusza: miłość, radość, wdzięczność, wytrwałość (Ad Eul. 5–8). Wszelkie cnoty znajdują swoje źródło w Bogu, który najwięcej pomoże w wykorzenieniu smutku: „Kto kocha Pana, będzie wolny od smutku, bowiem doskonała miłość usuwa lęk” (De octo 12; 1 J 4, 18). Chrystus jako Zbawiciel daje zwycięstwo nad demonem smutku (AntIVzak.). Modlitwa stanowi skuteczne lekarstwo przeciwko przygnębieniu (De or. 16; Ad Eul. 7). Łzy wylane przed Panem okazują się mocniejsze od niejednego smutku i acedii (Ad virg. 39). 

Sięgając do pomocy Bożej dostępnej w Słowie Bożym, w terapii smutku Ewagriusz nie rezygnuje z pomocy ludzkiej. Niekiedy pośrednictwo świętych mężów, ich modlitwa błagalna, pozostają jedynym środkiem, zdolnym wytrącić bliźniego z zaawansowanej depresji duchowej (De mal. cogit. 22–23). Ewagriusz wyznaje, że po śmierci Grzegorza z Nazjanzu stawiał przed oczyma duchowe prawdy – na przykład to, że przyjaciel żyje teraz w otoczeniu aniołów i jest szczęśliwszy – a w ten sposób doznawał pocieszenia (Ep. 57, 5). Głębia smutku skłania do wejścia w głębię prawdziwej mądrości, podsuwanej przez innych (In Ps. 41, 8, Pitra, s. 37). Pociecha i współczucie brata przynosi korzyść nie tylko smucącemu się, ale i pocieszającemu, który gromadzi sobie skarb wielki w niebie (Ad mon. 87). Często przygnębienie ogarnia gniewających się na siebie, więc ten, kto dąży do przebaczenia i podaje rękę do zgody, odpędza co najmniej od siebie gorzki smutek (Ad Eul. 7).

Nie było w czasach Ewagriusza dostępu do psychoterapii par excellence. Zaznaczając rolę bliźniego w leczeniu smutku innych, mnich z Pontu, wydaje się, nie odrzuciłby takiej pomocy. Rady, których udzielał stoicyzm, mają wiele wspólnego z dzisiejszą psychologią. Dość chętnie korzystając z fi lozofi i, w tym także stoickiej, nasz autor nie pogardziłby i psychologią, która dużo później wyodrębniła się w osobną dziedzinę. Odrzuciłby ją jednak zdecydowanie, gdyby miała stanowić jakąś alternatywę dla teologii.

Czwarty rozdział Antirretikosa, poświęcony polemice z myślami smutku i lęku, oddaje w szczegółach rozterki wewnętrzne pustelnika. Autor niemal wyłącznie zajmuje się lękiem anachorety przed demonami. Fakt ten nie oznacza jednak, że pisarz w tym miejscu nie ma niczego do powiedzenia współczesnemu czytelnikowi.

Do duszy utrzymującej, z powodu smutku, który ją naszedł, że Pan nie wysłuchuje jej jęków (AntIV1):

 „W tym długim czasie umarł król egipski; Izraelici narzekali na swoją ciężką pracę i jęczeli, a narzekanie na ciężką pracę dochodziło do Boga. I wysłuchał Bóg ich jęku, pamiętał bowiem o swoim przymierzu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. Wejrzał Bóg na Izraelitów i zrozumiał ich” (Wj 2, 23–25).

Przeciw myślom, które sądzą, że Bóg nie widzi naszego ucisku spowodowanego przez demonów (AntIV2):

 „Pan mówił: Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie” (Wj 3,7).

Przeciw myślom, które nie wyczekują pomocy od Boga i smutkiem niszczą duszę (AntIV4):

 „Przeto powiedz Izraelitom: Ja jestem Pan! Uwolnię was od jarzma egipskiego i wybawię was z niewoli, i wyswobodzę was wyciągniętym ramieniem i przez surowe kary” (Wj 6, 6).

 

W przełamywaniu smutków rzeczą ważną jest skierować do Boga swój jęk i niezadowolenie, stanąć w Jego obecności. Wylewamy go często przed innymi lub, co gorsza, na innych. Tymczasem człowiek nie jest w stanie do końca nas zrozumieć i pocieszyć. Często za bardzo go obciążamy i zasmucamy swoimi troskami. Inna droga – to uwierzyć, że Bóg skłania swoje ucho ku naszym jękom, stara się je rozumieć i nam pomóc.

Do duszy, która nie wie, że wówczas szybciej narastają pokusy, kiedy zacznie zgłębiać duchowo żywe słowa Boga i wypełniać przykazania Boże (AntIV3):

 „Wtedy Mojżesz zwrócił się do Pana i powiedział: Panie, czemu zezwoliłeś wyrządzić zło temu ludowi? Czemu mnie wysłałeś? Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do faraona, by przemawiać w Twoim imieniu, gorzej się on obchodzi z tym ludem, a Ty nic nie czynisz dla wybawienia tego ludu” (Wj 5, 22–23).

Odwołanie się do pomocy Bożej nie przynosi natychmiastowej ulgi. Oczekujemy poprawy sytuacji, a tu przychodzi kolejne utrapienie. Czegoś takiego doświadczamy nieraz na rekolekcjach. Zamiast ciężaru mniejszego spada jeszcze większy. Bez przyjścia do Boga mielibyśmy przynajmniej jakieś własne sposoby pocieszenia. Zrezygnowaliśmy z nich, a w ich miejsce przychodzi dodatkowa udręka. Pociecha od Boga ma swoją cenę: czekania i cierpliwości. 

Do duszy zbulwersowanej tym, że nie strzegą jej aniołowie Boga (AntIV10):

 „Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem” (Wj 23, 20).

Anioł pojawia się w krytycznym momencie życia Jezusa, pocieszając w Ogrójcu. Czy i nas nie pocieszy? Zapomnieliśmy prostej modlitwy do anioła z lat dzieciństwa?

Do duszy nie wierzącej, że powietrze pełne jest świętych aniołów walczących po naszej stronie i niewidzialnych dla demonów (AntIV27):

 „Potem Elizeusz modlił się tymi słowami: Panie! Racz otworzyć jego oczy, aby widział. Pan otworzył oczy sługi, a on zobaczył: oto góra pełna była ognistych rumaków i rydwanów otaczających Elizeusza” (2 Krl 6, 17).

Bóg zna wiele sposobów udzielenia pomocy. Wrogie wojsko aramejskie otaczało miasto, w którym znajdował się Elizeusz. Prorok uspokajał swego sługę: „Nie lękaj się, bo liczniejsi są ci, co są z nami, aniżeli ci, którzy są z nimi” (2 Krl 6, 16). Ślepota opanowała żołnierzy, którzy nie zdobyli miasta, lecz znaleźli się pod władzą króla Izraela.

Do duszy zasmuconej z powodu nocnej trwogi i myślącej pod wpływem lęku, że pozostanie ciągle w tym niepokoju (AntIV11):

 „Krajowi udzielę pokoju, tak że będziecie się udawali na spoczynek bez obawy” (Kpł 26, 6).

Lęk ma to do siebie, że stara się zdominować życie, wejść w naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nigdy dosyć uświadomienia sobie, że smutek i lęk są doraźnymi stanami, niewłaściwymi naszej naturze. Zostaliśmy stworzeni do czegoś innego, do wiecznego pokoju. Jeśli doznajemy lęku, to dlaczego nie zabiegamy o coś przeciwnego, dlaczego nie słuchamy Słowa Bożego o pokoju? 

 

 

Fragment książki: „W sporze ze złymi myślami. Lektura Ewagriusza z Pontu dzisiaj”