• 10 listopada 2017
  • komentarzy
  • 38 osób przeczytało
  • to!

Miłość i seks – bliskość, która leczy

Szczera próba dotarcia do najgłębszych pokładów płciowości i przepracowania bolesnej materii zranień w sferze seksualnej – zarówno tych, które trwają w pamięci, jak i tych, których dysfunkcjonalność kładzie się cieniem na chwilę obecną – jest w stanie uwolnić wewnętrzną energię i przyczynić się do pokonania raka. Jednak nie dotyczy to tylko kobiet, gdyż lecznicze działanie kontaktów intymnych dotyczy również mężczyzn. Jedną z najskuteczniejszych broni, wspomagających nas w zmaganiach z rakiem piersi, jajników czy prostaty, jest potencjał drzemiący w miłości, dotyku, rozkoszy, w odkrytym na nowo stanie błogości i tam, gdzie to możliwe, w intymnym kontakcie płciowym. Tak naprawdę to cała tajemnica uzdrowienia tkwi w dotyku i bezpośrednim ludzkim kontakcie, zaś seks należy tu traktować jako szczególną formę bliskości.

Cała sfera seksualna nadal jawi się jako temat obciążony kontrowersyjnym rozedrganiem; w podobnie sceptyczny sposób postrzegane są zagadnienia przyjemności jako takiej, miłości czy intymności. Neuropsycholog dr James Prescott, na początku lat siedemdziesiątych poprzedniego stulecia, piastował stanowisko dyrektora wydziału zdrowia publicznego w Państwowym Instytucie Zdrowia Dziecka i Medycyny Rozwojowej w Bethesdzie, w stanie Maryland. W jego opinii zarzewiem największego globalnego zagrożenia w postaci destabilizacji i braku pokoju na świecie są przede wszystkim te kraje, w których, po pierwsze, stopień zaniedbania dzieci przyjmuje zatrważające rozmiary oraz, po drugie, ogranicza się ludzkie prawa w zakresie wyrażania ludzkiej płciowości, czego szczególnie groźnym przypadkiem jest ostracyzm w stosunku do kobiecej seksualności. 

A oto, co sam autor powyższej tezy miał światu do powiedzenia: „Pewne powinowactwo zachowań seksualnych z przemocą stanowi klucz do rozwiązania zagadki źródeł fizycznej przemocy: jest ona konsekwencją poczucia braku przyjemności odczuwanej w wymiarze fizycznym. W przeciwieństwie do głodu przemocy ludzkość zawsze ma apetyt na przyjemne doznania. Wszyscy bez wyjątku nieustannie poszukujemy nowych form zaspokojenia głodu przyjemności, jednak wydaje się, że wszelka nowa aktywność, której oddajemy się z takim entuzjazmem, to nic innego jak namiastka czy ersatz naturalnej przyjemności płynącej z dotyku. Tak naprawdę, to dotyku używamy, by sprawić przyjemność, przykrość, albo też wyrazić obojętność, przez zaniechanie. A chociaż fizycznie odczuwana przyjemność i przemoc stanowią dwie diametralnie różne rzeczywistości, to jednak w sposób bardzo tajemniczy obie rzeczywistości są ze sobą powiązane. Wygląda na to, że nie zdołamy zatamować eskalacji przemocy fizycznej dopóki nie wyświetlimy samego rdzenia, gdzie przyjemność i przemoc są ze sobą sprzężone. Jako neuropsycholog specjalizujący się w zagadnieniach psychologii rozwojowej, poświęciłem wiele badawczej uwagi szczególnemu sprzężeniu między przyjemnością a przemocą. Osobiście jestem przekonany, że pozbawienie kogoś fizycznej przyjemności płynącej z serdecznego dotyku leży o podstaw pojawienia się postaw przemocy”.

 

Dotyk, który leczy

By dać dziecku do zrozumienia, jaką otaczamy je miłością, musimy przemawiać do niego językiem dotyku. Jednak jeśli chodzi o przekaz serdecznych uczuć, jest to język uniwersalny, zrozumiały dla każdego niezależnie od wieku – w pewnym sensie stawia się znak równości między miłością a czułym dotykiem. Należy jeszcze dodać, że najcudowniejsze formy kontaktu zostały skodyfikowane, jako autonomiczna strategia terapeutyczna, czyli dotyk, który leczy.

Dotyk, stanowi formę komunikacji, która sama w sobie raduje, leczy i jest niezastąpiona. Kontakt fi zyczny w formie masażu, przytuleń, objęcia czy pozbawionej podtekstu czułej serdeczności pozwala rozładować napięcia emocjonalne. To właśnie z interakcji w tej sfery czerpie stabilność całe nasze jestestwo, fi zyczne i duchowe. Dlatego też osoba, która przez dłuższy okres była pozbawiona przekazów z zewnątrz przez bodźce dotykowe, może zareagować niezwykle wylewnie i ekspresyjnie w odpowiedzi na najprostszy gest dotyku – w oczach mogą pojawić się łzy, najdobitniej świadczące o ustąpieniu długo tłumionych emocji i napięć. 

Miłość sama w sobie leczy, ale stokroć bardziej leczy namacalny eliksir tej miłości w postaci dotyku. Gdy osoby kochają się, czymś naturalnym jest, że lgną ku sobie. Ujmując zagadnienie szerzej: dotyk oznacza empatię, przyjaźń, zrozumienie, akceptację i serdeczność.

Jeśli chodzi o leczącą siłę miłości w związku, to swoimi korzeniami sięga ona postawy odrzucającej męską dominację i przemoc; zakłada to odwagę przyjęcia zgoła „kobiecego” przekonania, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni potrzebują uzdrowienia, a jego początkiem jest dotyk i masaż. Dla wielu osób sfera seksualna może stać się źródłem uzdrowienia na płaszczyźnie emocjonalnej.

Powróćmy na chwilę do rozważań dr. Prescotta: „Jak wykazują badania laboratoryjne prowadzone na zwierzętach, przyjemność i agresja występują w układzie wzajemnego sprzężenia, to znaczy, że obecność jednej z tych postaw wpływa inhibicyjnie – hamująco – na drugą. Rozjuszone, agresywne zwierzą szybko się uspokaja, kiedy umieszczone w mózgu elektrody zadziałają stymulująco na ośrodki odczuwania przyjemności. Analogicznie, jeśli poddamy stymulacji mózgowe ośrodki odpowiedzialne za zachowania agresywne, zwierzę przestaje odczuwać przyjemności zmysłowe i w zachowaniu pojawia się agresja. W sposób automatyczny aktywacja ośrodków odczuwania przyjemności blokuje obwody odpowiedzialne za agresję; prawdziwy jest również odwrotny mechanizm. Obserwując ludzkie zachowania, dochodzimy do wniosku, że osobowości ze słabością do dogadzania sobie rzadko kiedy ulegają pokusie przemocy czy zachowań agresywnych, natomiast gwałtowne i porywcze osobowości wykazują pewną indolencję, jeśli chodzi o akceptację, aktywne poszukiwanie czy zaangażowanie w rozkosze tkwiące w doznaniach zmysłowych. Gdy jedna z postaw bierze górą, druga słabnie.

Ta wzajemna korelacja pomiędzy przyjemnością i agresją ma fundamentalne znaczenie, ponieważ pewna grupa zmysłowych doznań we wczesnych okresach formowania się psychiki ludzkiej prowadzi do utrwalenia się na całe życie neuropsychicznej predyspozycji w kierunku albo zachowań motywowanych gratyfikacją płynącą z przyjemności, albo z agresji. Mam głębokie przekonanie, że wiele patologicznych zachowań społeczno-emocjonalnych przypisywanych przez psychologów syndromowi braku stymulacji macierzyńsko-społecznej, czyli brakiem czułej, opiekuńczej miłości, tak naprawdę jest zubożeniem gamy interakcji opartej na komunikacji zmysłowej. Stan ten można określić mianem zubożenia somatosensorycznego. Obecność słowa „soma”, w grece oznaczającego „ciało”, wymownie świadczy o tym, że termin ten odnosi się do doznań dotykowych i motorycznych, które różnią się od stymulacji pozostałych zmysłów – wzroku, słuchu, zapachu i smaku. Jestem przekonany, że pozbawienie kogoś doznań dotykowych, bliskości i swobody ruchu są podstawową przyczyną wielu emocjonalnych zaburzeń, takich jak zachowania depresyjne czy autystyczne, przejawy nadpobudliwości, perwersje seksualne, nadużywanie narkotyków, przemoc i agresja”. 

Wielu z nas odmawia sobie wielu subtelnie pięknych rzeczy w życiu, ponieważ jakoś zapomnieliśmy, ile mogą sprawić radości. A może boimy się zranienia? Należy wziąć pod uwagę, że agresja wobec seksualności oraz sprzeniewierzenie zachowań seksualnych i stosowanie ich jako formy przemocy, szczególnie w stosunku do kobiet, swoimi korzeniami sięga patriarchalizmu religijnego. Również i Kościół katolicki miał swój udział w przedstawieniu kobiecości w krzywym zwierciadle – przypomnijmy sobie stosy i towarzyszące im kłamliwe pomówienia. A chociaż sytuacja w Kościele uległa znacznej poprawie, jeśli chodzi o dowartościowanie ludzkiej seksualności, to nadal toczy się w świecie kampania wroga kobietom, o czym świadczą nieustannie rosnące statystyki aktów przemocy seksualnej.