• 13 marca 2018
  • komentarzy
  • 3978 osób przeczytało
  • to!

Lęk i modlitwa

Józef Augustyn SJ

Jak modlić się w lęku? Na pytanie „Jak modlić się w lęku?” każdy musi udzielić sobie odpowiedzi sam. Niemożliwa jest jedna, uniwersalna odpowiedź dla wszystkich. Od rodzaju lęku będzie zależał bowiem też sposób naszej modlitwy. Istnieją lęki, które są skutkiem grzechu. Księga Rodzaju ukazuje ścisły związek lęku pierwszych ludzi z ich grzechem: Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu (Rdz 3,8). Ale istnieje też trwoga Chrystusa: Jezus, pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię (Łk 22,44). W swoim lęku aż do krwawego potu Jezus nie ucieka przed Ojcem, ale wprost przeciwnie, intensywnie Go szuka.

Źródła naszych lęków rozpoznajemy po ich owocach. Jeżeli powodują one nasze oddalanie się od Boga, małoduszność, to znak, że mają one ścisły związek z naszym grzechem; być może z grzechem nieuświadomionym jeszcze przez nas. Największym grzechem, który kryje się nieraz w głębiach naszej nieświadomości duchowej, jest pycha.

Istnieją jednak i takie lęki, które nie są związane z grzechem, ale z kruchością kondycji człowieka żyjącego „na tym łez padole”. Jezus doświadczał lęku – trwogi, choć był najniewinniejszym z niewinnych. On nasze grzechy uczynił swoimi. Właśnie dlatego, jak powie Izajasz: Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze uzdrowienie (Iz 53,5). Nasze grzechy były źródłem trwogi Jezusa. One uderzyły w Niego i stały się zagrożeniem dla Jego ziemskiego życia.

Lęk jest ludzką reakcją będącą jakby „na usługach” obrony życia. Życie ziemskie jest wartością, darem. Jest więc czymś naturalnym, iż człowiek obawia się, że ktoś może je zranić, zniszczyć. Bywamy nierozważni i niemądrzy, kiedy sami niszczymy swoje życie lub też bezmyślnie wystawiamy je na ryzyko. A zatem lęk ma często podwójne źródło: z jednej strony jest naturalną reakcją obronną, z drugiej zaś – powiązany bywa także z naszymi grzechami, nieraz mało jeszcze uświadomionymi.

Życie duchowe wymaga duchowego rozeznania, uważnej oceny wewnętrznych przeżyć. Wobec wszystkich naszych doznań i odczuć wewnętrznych konieczna jest pewna ostrożność. Ksiądz Franciszek Blachnicki mówi wręcz o potrzebie podejrzliwości i nieufności wobec wewnętrznych natchnień. Trzeba „lękać się siebie, być nieufnym wobec siebie, podejrzliwym i ostrożnym wobec różnych [dwuznacznych] natchnień wychodzących z głębi podświadomości”. Rozeznawać trzeba także naszą zazdrość. Możemy zazdrościć sąsiadowi nowego, pięknego samochodu, ale może być i tak, że podczas czytania życiorysu jakiegoś świętego obudzi się w nas tęsknota za takim samym życiem, jakie on wiódł. W tym drugim wypadku jest również pewien element zazdrości, ale jest to zazdrość innego rodzaju.

Lęk, zazdrość, gniew i inne podobne odczucia negatywne są doświadczeniami bolesnymi. W takich stanach, szczególnie wówczas, kiedy są one intensywne, bywamy kuszeni do przyjmowania postawy ofiary: oskarżania innych, zwalnia się z odpowiedzialności za własne życie i przerzucania jej na innych.

W  książce „Inny świat” Gustaw Herling-Grudziński opowiada o pewnym spotkaniu, które miało miejsce w Rzymie tuż po wojnie. Odwiedził go współwięzień z łagrów sowieckich. W zaufaniu wyznał mu, że w czasie pobytu w łagrze został postawiony przez władze więzienne przed tragicznym wyborem: albo doniesie na czterech kolegów i oni zginą, albo odmówi i wówczas zginie on sam. „I wybrałem – wyznał Grudzińskiemu. – Miałem dość lasu i tego przeraźliwego, codziennego wywijania się od śmierci – chciałem żyć. Złożyłem zeznanie. Rozstrzelano ich za zoną w dwa dni potem (…). Ty przecież wiesz, do czego nas doprowadzono. Powiedź tylko to jedno słowo: rozumiem”. Gustaw Herling-Grudziński nie wypowiedział jednak tego jednego słowa. „Wstałem (…) i nie patrząc mu w oczy, podszedłem do okna. Odwrócony plecami do pokoju, słyszałem, jak wychodzi i przymyka ostrożnie drzwi” – wspomina Herling-Grudziński.

Wobec nieuczciwości, zdrady i zbrodni popełnionej pod wpływem lęku o swoje życie nie można przyjąć postawy usprawiedliwienia. Tylko sam Pan Bóg mógłby powiedzieć to jedno słowo: rozumiem. On rzeczywiście rozumie nasze zdrady popełnione w lęku, zazdrości i gniewie. Najtrudniejsze sytuacje, które wywołują w nas lęki, są ciężkim krzyżem. One jednak nie zwalniają nas z odpowiedzialności moralnej. Przyjęte mogą stać się miejscem oczyszczenia. W lęku trzeba nam więc modlić się o postawę wierności Bogu, ludziom i własnemu sumieniu.

 

Józef Augustyn SJ, O życiu duchowym i modlitwie, Wydawnictwo M, Kraków 2014

Józef Augustyn SJ

jezuita, kierownik duchowy i ceniony rekolekcjonista, autor książek