• 10 maja 2015
  • komentarzy
  • 1682 osób przeczytało
  • to!

Te wybory niczego nie zmienią

Sine qua non polskiej polityki został zdefiniowany w podwójnej kampanii w 2005 roku, i w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie pojawił się absolutnie nikt, kto chciałby ten warunek obalić i na nowo zdefiniować spór polityczny w Polsce.

Polska liberalna i solidarna była wymysłem sprawnych spin doktorów PIS-u i Platformy, ale nie tylko. Te dwa hasła niosły za sobą pewien ładunek ideowy, wizję państwa. Pierwszą okazją do zaprezentowania swojej wizji miało Prawo i Sprawiedliwość. Bracia Kaczyńscy zapowiadali nowy projekt państwa. Stworzenie instytucji, które skutecznie będą walczyły z korupcją oraz program odbudowy tożsamości narodowej i  odrzucenie tzw. liberalnego eksperymentu, którym nazywali przemiany własnościowe po 1989 roku. Okres dwuletnich rządów PIS-u owocował w największą w historii karuzelę stanowisk, a koalicja z Lepperem mało miało wspólnego z wizją poważnej odbudowy Rzeczpospolitej i tworzenia nowego ustroju opartego na innych zasadach. Dodatkowo liderzy PIS-u pokazali, że silnie państwo to państwo silnych służb, podporządkowanych bieżącej walce politycznej. Przypomnijmy sobie konferencję ówczesnego szefa CBA, obecnie wiceprzewodniczącego Kamińskiego, który kilka dni przed ciszą wyborczą prezentował opinii publicznej sprawę posłanki Sawickiej, sugerując, że termin publikacji nagrań jest przypadkowy.

Platforma bez większych problemów sięgnęła po władzę w 2007 roku, zdobywając blisko 40-procentowe poparcie. Tak wielkie zaufanie, którym obdarzyli ją Polacy, łączyło się w dużej mierze z rozczarowaniem co do rządów PIS, ale nie tylko. Przecież Platforma obiecywała m.in.: program 3×15, czyli radykalną obniżkę podatków, budowę taniego państwa czy jednomandatowe okręgi wyborcze. Żadna z tych obietnic nie została zrealizowana podczas pierwszej i drugiej kadencji, a Platforma stała się symbolem partii władzy, rozpasanego Lewiatana, który pochłania wszystko, co napotka. Wizerunku Platformy dopełniły liczne afery oraz gesty i zachowania jej czołowych polityków, budzące skojarzenia ze wschodnimi satrapami.

Prof. Zybertowicz stworzył swego czasu pojęcie archipelagu polskości, który ma pełnić funkcję przestrzeni dla każdej satelity PIS-u. Ten sojusz stworzył ogromny konglomerat medialno-propagandowy, który pozwolił tym środowiskom na przebudowę mentalną wyborców PIS-u, pozwolająca stworzyć konsumentów wyrobów patriotycznopodobnych i zrobić z uprawiana polityki świetny biznes dla wąskiego grona. Gazety, wydawnictwa, telewizja czy portale tworzą tzw. drugi obieg,  hojnie wspierane przez SKOKi senatora Biereckiego. Redaktorzy, politycy i działacze są zadowolenie, bo stworzenie stałej bazy wyborców  odwołujących się do takich politycznych emocji zapewnia im prawie dożywotnią obecność w  życiu publicznym bez konieczności brania odpowiedzialności za państwo, a hasła odbudowy RP, które niosą na swoich sztandarach  PIS, stają się zwykłym zabiegiem socjotechnicznym. Nie mówiąc już o miałkości i niskim potencjale intelektualnym tych środowisk. Całości obrazu dopełnia fakt, że miejsce w tym egzotycznym sojuszu znaleźli sobie starzy komunistyczni wyjadacze, jak redaktorzy: Wolski czy Targalski oraz tacy politycy jak Karol Karski, Andrzej Kryże, Wojciech Jasiński, Stanisław Piotrowicz. Nie wspominając o tzw. partyjnych dołach czy samorządach, gdzie byli komunistyczni czują się bardzo komfortowo.

Platforma natomiast stała się klasyczną partią władzy, otoczoną  medialno-celebryckim kordonem sanitarnym, który pozwala jej na administrowanie państwem.  I słowo administrowanie nie jest użyte tu przypadkiem, bo przecież od 8 lat nie ma absolutnej żadnej wizji, idei czy nawet pomysłu na to, w którą stronę idziemy. Politycy Platformy przekonują nas, że wystarczy łagodnie uśmiechać się na unijnych szczytach, a wszystko będzie spokojnie szło w  kierunku naszej małej stabilizacji. Wydarzenia na Ukrainie pokazały w sposób dobitny, że historia się nie skończyła, a stanie na obrzeżach tej historii nie wróży niczego dobrego. Jedyny pomysł, którym jesteśmy karmieni to wewnętrzna walka z obozem PIS-u i zapewnienie, że to właśnie Platforma może nas uchronić przed rzekomą  kompromitacją. To jednak trochę za mało jak na dużą europejską partię i przede wszystkim jak na potencjalnego lidera w Europie Środkowowschodniej.

Te wybory pokazały, że tego typu dylematy towarzyszą dużej części wyborców. Dlatego zdecydowali się oni po raz kolejny zaufać antysystemowcom. Tylko patrząc na pomysły, które proponują Kukiz i Korwin mamy wrażenie, że jest to zaledwie drobna korekta, a nie zmiana paradygmatu myślenia o państwie czy wręcz jakiś nowy system polityczny. To nie są projekty na miarę hiszpańskiego Podemosu czy greckiej Syrizy, których program polityczny zakłada zmianę wektorów polityki europejskiej i podważa prymat dużych instytucji finansowych, dodatkowo podkreślając wiodącą rolę  obywateli w kształtowaniu decyzji politycznych przy większym udziale metod demokracji bezpośredniej. Nasze antysystemowe projekty polityczne nie przypominają w swoim rozmachu tego, co dzieję się obecnie w zachodniej Europie, zarówno po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej. Czy zmiana ordynacji wyborczej na taką, którą premiują dwie największe partie  albo liberalizacja gospodarki odpowiada na wyzwania niefunkcjonujących głównych polityk publicznych; jak służba zdrowia, polityka mieszkaniowa czy polityka obronna? Szczególnie niepokojące są proputinowskie zapędy naszych antysystemowców, które w obecnej zaognionej sytuacji międzynarodowej i wzmożonej działalności rosyjskiego soft power, budzą poważne wątpliwości co do ich intencji.

Zestawiając potencjał intelektualny, osobowości i organizacyjny dwóch największych sił politycznych w Polsce musimy sobie uzmysłowić, że powierzanie władzy tym  środowiskom doprowadzi nas do stagnacji. Wciąż nie skończyły się fundusze unijne, które maskują naszą złą sytuację. Nadzieją na poważną zmianę są liczne i bardzo interesujące pomysły prawicowych jak i lewicowych środowisk intelektualnych, których przegląd mieliśmy na naszym portalu w tym tygodniu. Jednak sami intelektualiści nie dokonają zmiany, potrzebni są obywatele, którzy wierzą, że można wyjść z niszczącego i jałowego duopolu partyjnego i nie dają się zwieść demagogom, którzy chcą tylko drobnej korekty sytemu.

Rafał Gawlikowski

jagiellonski24_logo