• 18 października 2017
  • komentarzy
  • 84 osób przeczytało
  • to!

Na 11 listopada strasznego roku 2010

Co dziś znaczy być Polakiem? Co dziś znaczy być patriotą? Pytania te stawiamy co roku w listopadzie lub z okazji innych rocznic. Odpowiadamy najczęściej banalnie, ale i trudno mieć oto pretensje. Bo przecież na ogół wiemy. Kochać kraj to znaczy starać się o jego pomyślność i prawość, wierność Najwyższemu. Budować jego siłę i potęgę. Patrzeć w przyszłość, szanując przeszłości ołtarze. Tak samo od wieków, tak zawsze wczasach pokoju.

Ale w tym strasznym roku 2010, który (jestem przekonany) historycy zapamiętają szczególnie, a nasze postawy i wybory publiczne będą oceniane niezwykle ostro, pytanie to trzeba postawić mocniej niż zwykle. Choć na moment musimy uciec z tego kisielu infantylizmu, w jaki wpychają nas dziś władcy medialni i polityczni. Choć na chwilę musimy uzbroić się w  powłokę odporności na wrzutki odwracające naszą uwagę. Choć na kilka godzin powinniśmy odrzucić zadufanie prowadzące do wniosku, że wolność i niepodległość dane są nam na zawsze. Jeśli nie zrobimy tego 11 listopada w roku tragedii smoleńskiej, nie zrobimy nigdy. A wtedy w chwili, gdy przyjdzie za zaniechania zapłacić rachunek, sumienie nie da nam spokoju.

Świadomie wracam do smoleńskiej tragedii. Im dalej od 10 kwietnia, tym jaśniejsze jest, w jak wielu wymiarach wydarzenie to wywarło wpływ na nasze losy. A także jak poważnym jest ostrzeżeniem, do czego prowadzi niepoważne traktowanie państwa polskiego. W tym właśnie osobiście upatruję głębszych przyczyn tej największej tragedii narodowej po 1945 roku. Lot do Smoleńska poprzedziło bowiem kilka lat owej niepoważnej i infantylnej post polityki, w której w celu zwalczenia jednej ze stron politycznego sporu druga (wielokrotnie potężniejsza) uruchomiła wszelkie możliwe narzędzia.

Dobro państwa, dobro wspólne, nawet bezpieczeństwo liderów państwa, zeszło na plan dalszy. Ba!– było elementem gry, takim samym jak Palikot i żarty o cechach fizycznych przeciwnika. Prosty przegląd prasy z tych lat i programów telewizyjnych wniosek ten pozwala udowodnić.

Jeżeli na chwilę odejdziemy od emocji, jakie Smoleńsk w nas wszystkich budzi, i zanalizujemy polityczne skutki tej tragedii, to dostrzeżemy, że zmieniła ona znacząco bieg wydarzeń politycznych. W sferze międzynarodowej otworzyła Rosji drogę do zwiększenia wpływów w Unii Europejskiej, co w Polsce widać gołym okiem. Rozbiła solidarność krajów Europy Środkowo-Wschodniej; pozbawiła je lidera, jakim był śp. Lech Kaczyński. Wreszcie – wiele serc napełniła strachem. Może niesłusznym, nie rozstrzygam tu przyczyn tragedii, ale dużym.

Po Smoleńsku pełnia władzy w naszym kraju przeszła w ręce Platformy Obywatelskiej. Wiele instytucji, w systemie demokratycznym kadencyjnych, straciło ciągłość władzy. A rządzący błyskawicznie przejęli je całkowicie, pozbawiając opozycję naturalnego w systemie demokratycznym amortyzatora.

Ale najgorsze jest co innego– wniosek podstawowy z tragedii 10/04, czyli straszliwe skutki zaniedbywania państwa, jest powoli zapominany. Nikt, dosłownie nikt, nie stracił w Polsce stanowiska, po tym jak tupolew, nasz Air Force One, z elitą narodową na pokładzie, roztrzaskał się na lotnisku, na którym nie było żadnego polskiego funkcjonariusza, gdzie nikt nie sprawdził, czy wszystkie światła działają, a kontrolerzy są trzeźwi itp. Wszystko zostało po staremu.Ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo prezydenta dalej pełnią swoje funkcje. Procedury są, jakie były. I nawet samolot jest tego samego typu. A państwo rzekomo działa świetnie– bo… sprawnie zorganizowało pogrzeby.

Lekcja, bolesna i tragiczna, śmierć tylu osób, idzie na marne. A przecież wiemy, wiemy jako Polacy od zawsze, że cena za słabość Rzeczypospolitej jest w finale ogromna. Gdy państwo polskie jest silne i sprawne, Polakom jest dobrze. Odwrotnie– nigdy. I obecność w Unii Europejskiej czy w NATO tego równania i tej odpowiedzialności rządzących nie znosi. Suflowana dziś odpowiedź na pytanie, co znaczy patriotyzm, a więc wezwanie do osobistego bogacenia się, jest fałszywa. Tak– mamy z czego być jako Polacy po 20 latach dumni. Ale czy stan naszego państwa jest równie dobry jak naszych majątków? I czy ta dysproporcja będzie do utrzymania bez końca? Czy dobry czas będzie trwał wiecznie?

A państwo– czy będzie funkcjonowało bez skutecznej armii, dobrego wywiadu, mądrego i odważnego planowania, poważnej (pesymistycznej) polityki zagranicznej? Wątpliwe. Zresztą– wiemy to wszyscy. Pomyślmy o tym, proszę, 11 listopada.

 

Michał Karnowski, 11 listopada 2010

 

Fragment pochodzi z książki pt: „Pilnujmy Polski”