• 20 lutego 2015
  • komentarzy
  • 1568 osób przeczytało
  • to!

Kryzys ekonomiczny a wartości

Paul H. Dembinski

Ostatni kryzys, zaskakując tak wielu, pokazał, że instytucje mają znaczenie. Przy pewnych założeniach kształtują one normalne wzorce zachowań i ustalają konsekwencje dla tych, którzy te wzorce zachowują, i tych, którzy je łamią. Formalne czy też nie – instytucje nie stoją w miejscu. Zmieniają się, ponieważ zmienia się formalna struktura prawna, zmieniają się również wzorce zachowań – zwykle za sprawą głębszych zmian na poziomie wartości kulturowych. Relacje pomiędzy zachowaniami instytucji i jednostek są dwukierunkowe: z jednej strony struktury wpływają na zachowania, z drugiej – wyróżniające się i innowacyjne wzorce zachowań mogą także zmieniać instytucje. Możemy to obserwować każdego dnia.

Papież Jan Paweł II, używając pojęcia „struktur grzechu”, wprowadził do świata instytucji wymiar moralny. Mają być one porządkiem instytucjonalnym ustanowionym przez człowieka, warunkującym i zachęcającym innych – często będących podległymi społecznie – do czynienia zła lub zamiennie zniechęcającym do czynienia dobra. Takie struktury wywierają silny efekt dźwigni – można powiedzieć, że rozpowszechniają dane zachowania w społeczeństwie. W przypadku struktur grzechu grzeszne zachowanie zostaje spopularyzowane, pomnożone – przez co ma duży wpływ na całe społeczeństwo. Takie struktury czy instytucje biorą się z indywidualnych grzechów: chciwości, pychy, egoizmu, nielojalności i kłamstwa, które przekształacją się w konkretne organizacje lub struktury prawne. Za sprawą struktur grzechu indywidualne występki stają się występkami społecznymi.

Potrzeba odwagi, cnoty, wzorowego zachowania jednostek i grup, by zapobiec pojawieniu się wspomnianych struktur grzechu, i – gdy już zaczną istnieć – by zdemaskować, osłabić i wymazać ich działania. Niemniej społeczny efekt dźwigni, jaki wykorzystują struktury grzechu, można obrócić na korzyść dobra wspólnego. Indywidualne poszukiwania dobra wspólnego (na poziomie lokalnym i uniwersalnym), troska o innych, zaangażowanie w obronie sprawiedliwości i równości połączone z odwagą i wyobraźnią są w stanie przechwycić impet tych struktur i stworzyć nowy wzorzec zachowań. A nawet powołać do życia organizacje i struktury prawne które mogą stać się „strukturami dobra wspólnego”.

Ostatecznie takie osiągnięcia mogą zostać skonsolidowane przez odpowiednie zmiany prawne i instytucjonalne, co stanie się finalnym etapem przemiany struktur dobra wspólnego, zastępującego zanikające struktury grzechu. A gdy te ostatnie zniszczyłyby zaufanie oraz solidarność, struktury dobra wspólnego będą je wzmacniać, rozpowszechniać i mnożyć, multiplikując efekty jednostkowych wysiłków i nadając im wymiar społeczny. Nawyki społeczne – w sensie moralnie właściwych zwyczajów (habitus) – potrafi ą przecież przenosić góry.

Jedyne pytanie, jakie pozostaje, brzmi: jak wielu będzie miało dość odwagi i wiary, by porwać się na stworzenie struktur dobra wspólnego i puścić tę machinę w ruch?

Mechanizmy i wzorce
Współczesny świat, oddany przytłaczającej władzy etosu efektywności, poświęca owoce swej przyszłej urodzajności dla teraźniejszych rezultatów. Zbierając to, czego nie posialiśmy, wyczerpujemy wszelkie zasoby – wliczają w to naszą przyszłość, którą w ostatnich latach dla bieżących korzyści ograbiliśmy i obciążyliśmy jej hipotekę. Każda odmiana urodzajności wymaga ciszy, spokoju, bezczynności – czyli rzeczy, które z punktu widzenia natychmiastowej efektywności zdają się być stratą. Urodzajność jest obietnicą, a nie pewnością, co oznacza, że jeszcze trudniej wpasować ją w czysto ekonomiczne lub finansowe rozumowanie. Jak wspomniano wcześniej, ludzkość i cywilizacja są paradoksalnie owocami bezinteresownej płodności, Bożego daru. Z chrześcijańskiego punktu widzenia trzeba podkreślić, że przyszła urodzajność wymaga (jak się zdaje) pozostawienia części zasobów bezczynnie. A ponieważ urodzajność nie ma charakteru zobowiązania określonego w kontrakcie, zasoby te są tak traktowane na podstawie zaufania, nadziei i/lub wiary.

W codziennym życiu napięcie pomiędzy wymaganiami efektywności i wymaganiami urodzajności staje się czytelne, gdy zestawiamy kwestie transakcji i relacji. Efektywna transakcja w sensie IEE jest chwilowym rozejmem w gospodarczej wojnie wszystkich ze wszystkimi. Podczas gdy transakcje są anonimowe i zdepersonalizowane, relacje – wręcz przeciwnie: są węzłami współpracy. Tylko wtedy, gdy strony mogą się nawzajem poznać i zrozumieć swoje specyfiki, mają szansę zbudować relację. To oznacza, że większość relacji ma dynamikę wbudowaną w swoją istotę – co różni je wyraźnie od samowystarczalnych i statycznych transakcji. Transakcje powstają dzięki ekwiwalentnej wymianie, tymczasem relacje – z definicji – są pochodną nierównowag. Zderzając relacje z transakcjami ujawnić można wszystkie elementy charakterystyczne każdej formy społecznej interakcji. To jednak nie upoważnia do traktowania tej metody jako uniwersalnej przy wszelkich formach oceny moralnej. W prawdziwym świecie te dwie formy interakcji społecznych koegzystują i mogą być związane z dobrem wspólnym. Istotna różnica polega na tym, że transakcje są tylko instrumentami, podczas gdy relacje wymagają osobistego zaangażowania i dlatego niosą ze sobą moralny ładunek (pozytywny lub negatywny). Transakcje, przez swoje oddanie idei natychmiastowej efektywności, są w stanie dostarczyć od ręki każdą rzecz, która może zostać pozyskana od razu. Natomiast relacje są przestrzenią urodzajności – równoważą one owoce dawnych wysiłków z nasionami przyszłych rezultatów.

Jednym z najważniejszych wyzwań naszych czasów jest przywrócenie właściwej proporcji pomiędzy tymi dwiema formami społecznych interakcji. W świecie, w którym dominującą siłą jest dążenie do efektywności, wszystko to, co do niedawna było związane z relacjami, teraz stało się częścią zarówno rynku, jak i transakcji administracyjnych. Choć sytuacja zdaje się wyglądać inaczej w dużej części krajów rozwijających się, gdzie rynek i państwo nie funkcjonują jeszcze na pełnych obrotach, to trend słabnięcia i pękania relacji ma charakter uniwersalny, szczególnie w ośrodkach miejskich. Pogłębianie się asymetrii oraz narastające wykluczenie i nierówności są w dużym stopniu produktem ubocznym relacji rozpadających się pod wpływem transakcyjnego indywidualizmu zasilanego ogólnym pędem do efektywności. Rzecz jednak w tym, że nie można zakazać czy potępiać transakcji jako takich, gdyż są one niezbędne. Potrzeba raczej jakiejś równowagi pomiędzy transakcjami i relacjami. Czysto transakcyjny świat IEE jest nieludzki, ale ten opierający się wyłącznie na relacjach (społeczeństwo zamknięte lub „sklejone”) ma inne wady i tworzy inne niebezpieczeństwa.

Tradycja i nauczanie chrześcijańskie bazują na wizji człowieka jako istoty „relacyjnej”, niezdolnej do samodzielnego przetrwania. Potrzeba utrzymywania stałej relacji z Bogiem oraz braćmi i siostrami pokazuje, że nawet jeśli transakcje odgrywają istotną rolę, to jest ona ciągle jedynie instrumentalna w stosunku do egzystencjalnego charakteru relacji. W tym właśnie sensie aktualny kryzys może być postrzegany jako bunt ludzkiej natury przeciw nadmiernej wadze przydanej transakcjom. W konsekwencji rozwiązania, jakie można wyprowadzić z chrześcijańskiej myśli, da się streścić w idei przywrócenia prymatu relacji nad podległymi im transakcjami w każdej sferze życia – ze szczególnym uwzględnieniem finansów i gospodarki.

Aby przygotować się do nadchodzącej przyszłości, należy odbudować – w metaforycznym sensie – rezerwę pozostawionych w bezczynności zasobów potrzebnych do zapewnienia urodzaju. W chwili obecnej większość dostępnych zasobów została zaangażowana w globalnej gospodarczej karuzeli, która nie zatrzymuje się ani na chwilę. Aby oswobodzić część z nich – wliczając czas – należy ustalić granice dla skali kontaktów o charakterze czysto transakcyjnym, których celem jest sięganie po natychmiastową efektywność. Tak społeczny, jak i indywidualny nacisk musi zacząć zmieniać rzeczywistość z podporządkowania transakcjom i natychmiastowej efektywności do poddania się relacjom oraz średnio- i długoterminowej urodzajności. To przejście wymaga jednak przygotowania stosownych zachęt do podejmowania długoterminowych zobowiązań w dziedzinie ekonomii i finansów – zachęt nie tylko materialnych i gotówkowych, ale także moralnych.

Wspomniane reformy, zanim zaczną zmieniać społeczeństwo jako całość, najpierw powinny ukorzenić się w grupach (rodzinach, stowarzyszeniach, firmach). Odkrycie na nowo relacji oznacza zmianę dominującego wzorca społecznych i gospodarczych interakcji – tak, aby stopniowo wytworzyć właściwe przyzwyczajenia. Znaczenie mają habitusy, czyli cnotliwe nawyki, osadzone na każdym poziomie: kultur korporacyjnych, tradycji rodzinnych czy społecznego etosu. Etyka i społecznie cnotliwe nawyki mogą być zarówno źródłem, jak i efektem działania struktur dobra wspólnego. Jednak ostatecznie ani te ostatnie, ani relacyjne nawyki nie pojawią się, jeśli zaniecha się stosownych działań i decyzji na wszystkich poziomach społeczeństwa.

Decyzje i zachowania – krok po kroku
Systemy społeczne działają lub zawodzą za sprawą nieskończonej liczby codziennych mikrodecyzji. Większość z nich jest trywialna i automatyczna, ale niektóre można nazwać „momentami determinującymi”, gdyż pozostawiają ślad zarówno na osobie podejmującej decyzję, jak i na otoczeniu tego aktu. Jak wspomniano wcześniej, zachowania i indywidualne decyzje mogą zainicjować duże systemowe zmiany poprzez zniszczenie potężnych struktur grzechu i zastąpienie ich strukturami dobra wspólnego. Za przykłady można tu podać losy Mahatmy Gandhiego, Nelsona Mandeli i Lecha Wałęsy. Wspólnym jądrem zachowań tych trzech liderów było to, że nie skupiali się oni wyłącznie na skutku swoich działań – trudnych w końcu do przewidzenia – ale również na ich moralnych podstawach.

Nieustająca wędrówka drogą stale doskonalonej cnoty powinna być samą istotą życia każdego chrześcijanina. Cztery cnoty kardynalne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo – wzajemnie się wzmacniają i dopełniają. Stanowią niezbędne narzędzia dla każdego, komu leży na sercu idea dobra wspólnego i kto w imię tego dobra jest gotów wziąć na siebie ryzyko. Cnoty są wezwaniem do zobowiązania się i do podjęcia ryzyka dla dobra wspólnego na dwóch płaszczyznach: ziemskiej i transcendentalnej. Wezwanie do cnotliwych działań u chrześcijan wzmocnione jest cnotami teologicznymi: wiarą, nadzieją i miłością. Jean-Loup Dherse mawiał, że cnoty kardynalne są wystarczające do tego, by człowiek czuł się odpowiedzialny za współtworzenie świata (ziemski wymiar dobra wspólnego), ale dopiero wyposażony w cnoty teologiczne może wziąć odpowiedzialność za udział w zbawieniu (wymiar transcendentalny tegoż dobra). A o to przecież ostatecznie chodzi w chrześcijańskim dobru wspólnym.

Cnotliwe zachowania implikują równowagę pomiędzy oceną konsekwencji a przyrodzoną jakością moralną danego działania. Ta kwestia jest równoznaczna z podejmowaniem ryzyka moralnego, które inspirować mogą cnoty teologiczne. Pojawiają się tu dwie skrajności w adresowaniu działań i intencji: jedną jest egocentryzm, a drugą – skupienie na innych, na społeczeństwie. Dla aktorów aktywnych w dziedzinach gospodarki i finansów egocentryzm można zważyć za pomocą wyniku ekonomicznego, ocenianego na poziomie danego aktora za pomocą przyjętej miary. Skupienie się na grupie musi być ważone na poziomie społecznym. Jeśli chodzi o przyrodzony wymiar moralny działania, punktem odniesienia dla egocentryzmu będą wewnętrzne standardy moralne, a dla skupienia na grupie – zgodność z zasadami (zarówno prawnymi, jak i procedurami danej grupy).

Kluczową sprawą jest zachowanie równowagi pomiędzy skupieniem jednostki na sobie, a moralnym postępowaniem – co nie jest takie proste, zważywszy, że w życiu gospodarczym wynik ekonomiczny jest celem ostatecznym, a całkowita zgodność z zasadami jest nad wyraz rzadka. Także troska o innych (o równość i sprawiedliwość) powinna być elementem każdej decyzji podejmowanej na bazie chrześcijańskich wartości. To samo można powiedzieć o moralnym wymiarze działań, którego nigdy nie można ignorować.

W przeciwieństwie do zachowań zalecanych przez IEE, napędzanych efektywnością i skupionych na kwestiach gospodarczych, te inspirowane etyką uwzględniać będą wpływ takich zachowań nie tylko na ich podmiot, ale także na innych. Branie odpowiedzialności – za siebie, otoczenie i dobro wspólne zbudowane jest na bazie troski o etykę i sprawiedliwość. Tak potrzebna transformacja systemowa, którą książka ta opisuje, może zostać gładko przeprowadzona tylko wtedy, gdy zachowania zainspirowane troską o dobro wspólne przeważą nad tymi związanymi z dążeniem do czystej efektywności; gdy sieci relacji opierające się na wielowymiarowej wzajemności zyskają przewagę nad efektywnymi transakcjami; gdy struktury grzechu zostaną zastąpione strukturami dobra wspólnego. Jednak te reformy wymagają, by człowieczy umysł wyzwolił się z władzy pokus złotego cielca.

 

Polecamy: Paul H. Dembinski, Kryzys ekonomiczny i kryzys wartości, Wydawnictwo M, Kraków 2015

kryzys-ekonomiczny-i-kryzys-wartosci

Paul H. Dembinski

światowej sławy myśliciel, autor publikacji z zakresu ekonomii, socjologii, psychologii i filozofii finansów, wykładowca uniwersytetów w Genewie i w szwajcarskim Fryburgu, dyrektor Obserwatorium Finansowego w Genewie i dyrektor Instytutu Badań Ekonomicznych Eco Diagnostic. Wykłada w Lozannie, Genewie, Oksfordzie i Santiago de Chile. Członek rady konsultacyjnej na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Karola w Pradze.