• 21 lipca 2017
  • komentarzy
  • 47 osób przeczytało
  • to!

Krew na naszych rękach?

 

Czerwiec 2016 roku. Spotkanie laureatki literackiego Nobla z czytelnikami w Nowym Jorku. Opisując los Żydów podczas wojny, Swiatłana Aleksijewicz mówi: „Kolaboranci, którzy działali na terenie Białorusi, oni wszyscy byli z Ukrainy. Powiem więcej, nie tylko na Litwie i Łotwie niszczono Żydów, jeszcze zanim przyszli tam Niemcy. To miało miejsce również na Ukrainie. Anajgorzej odnosili się do Żydów Polacy. Bywało, że księża wprost na kazaniach mówili: »Zabij Żyda«”. Te słowa wywołują falę krytyki, protestują środowiska polonijne, polska ambasada. Jednak białoruska pisarka nie zmienia zdania. Powołując się na ustalenia Jana Tomasza Grossa, stwierdza, że Żydów na masową skalę mordowali obok nazistów Polacy. Aleksijewicz doskonale wiedziała, że głosząc takie oskarżenia, może liczyć na dobre przyjęcie i uznanie.

Podobną wizję podzielają, prawdopodobnie, autorzy związani z żydowskim instytutem Yad Vashem, według których nowa ustawa zwalczająca używanie określenia „polskie obozy śmierci” jest bliska negowania Holokaustu, czy wtórująca im Gabriele Lesser z tygodnika „Jüdische Allgemeine”, która pisała, że to „katoliccy Polacy w licznych pogromach mordowali swoich żydowskich sąsiadów”.

Pisząc książkę „Krew na naszych rękach?”, nie znałem jeszcze tych wypowiedzi. Są kolejnym dowodem prawdziwości tezy, jaką starałem się uzasadnić: w dzisiejszym świecie dla polskich ofiar miejsca nie ma. Sakralizacja Holokaustu wyklucza pamięć o innych, poza żydowskimi, ofiarach. Nielicznej garstce Polaków można przypisać szlachetne intencje, reszta, w wyobraźni holokaustiańskich ideologów, to dzicz i tłuszcza, która za wódkę i żarcie oddawała się mordom lub, w najlepszym razie, z satysfakcją im się przypatrywała. Oto wizja przeszłości, która dominuje na Zachodzie, szczególnie na wielu amerykańskich uniwersytetach. (…)