• 8 września 2016
  • komentarzy
  • 423 osób przeczytało
  • to!

Bez nauczycieli nie będzie żadnej reformy

Początek roku szkolnego to dla uczniów czas, kiedy dzięki czystej karcie w dzienniku uczucie nadziei jest silniejsze niż niepokój. Wszystko jest, lub przynajmniej wydaje się, jeszcze możliwe. Podobnie rzecz ma się z reformą edukacji zapowiedzianą w czerwcu przez minister Annę Zalewską. A przynajmniej chcielibyśmy, żeby tak było. Na razie poznaliśmy ogólny zarys wizji zmian i z nadzieją czekamy na konkrety. Niestety wstępne propozycje muszą budzić niepokój.

Czerwcowe zapowiedzi miały charakter techniczny i opisywały zmiany struktury systemu edukacji. Dlatego po pierwsze czekamy na przedstawienie filozofii reformy, ukazanie jej sensu i wzbudzenie motywacji u zainteresowanych. A jest to zadanie pilne, gdyż sukces reformy będzie zależeć od przekonania rodziców i nauczycieli, że zmiany są sensowne, że cele, które mają być zrealizowane, są godne wysiłku, a zamieszanie, które niewątpliwie powstanie, jest tylko stanem przejściowym, a nie docelowym. Bez tego trudno będzie przekonać kogokolwiek do zaangażowania się w przeprowadzenie reformy edukacji. Przeważać będą wątpliwości i narzekania. Dodatkowym problemem jest fakt, że zbyt wiele osób na tym etapie traktuje zapowiedzi ministerstwa jako działania wynikające z motywacji politycznych, a nie edukacyjnych.

Po drugie, aby zbudować mocny fundament merytoryczny reformy potrzebne jest wsparcie środowiska naukowego. Przez wiele ostatnich lat relacje pomiędzy środowiskiem uniwersyteckim i Ministerstwem Edukacji Narodowej (MEN) nie układały się najlepiej. Cieszyć zatem musi fakt nawiązania przez minister Zalewską współpracy z Komitetem Nauk Pedagogicznych PAN. Trzeba mieć nadzieję, że głos tego środowiska będzie wysłuchany i stanie się praktyką w przyszłości.

Po trzecie, jeśli reforma edukacji ma zakończyć się sukcesem, to nie może być dziełem tylko jednego ministerstwa. Zapominamy, że edukacja to nie tylko czas pomiędzy przedszkolem a maturą w murach placówki prowadzącej kształcenie. Edukacja to wieloaspektowy i całożyciowy proces wspierania rozwoju człowieka. Trzeba zatem brać pod uwagę konieczność współpracy z wieloma podmiotami i to w łonie samego rządu – mowa tu o Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a pewnie także o resortach cyfryzacji, rozwoju czy zdrowia. Brak takiej współpracy doprowadzi do sytuacji, w której reforma skończy się wyłącznie strukturalnym przetasowaniem. Dodatkowym argumentem przemawiającym za taką współpracą jest możliwość uzyskania wielowymiarowego obrazu edukacji, który bynajmniej nie jest ograniczony do tego, co dzieje się w szkolnej ławce.

Po czwarte wreszcie, kluczem do powodzenia reformy są nauczyciele. Jeśli reforma ma zakończyć się sukcesem, konieczne jest wprowadzenie zdecydowanych zmian w kształceniu i doskonaleniu zawodowym nauczycieli, a także w systemie ich awansu zawodowego. Fundamentalne znaczenie tej kwestii potwierdzają doświadczenia innych krajów. Tam, gdzie wskazano nauczyciela jako centralny element zmiany, gdzie uruchomiono mechanizmy pozytywnej selekcji do zawodu, gdzie dofinansowano dobrze przemyślane i przygotowane uniwersyteckie kształcenie nauczycieli, gdzie wprowadzono motywujący system awansu zawodowego, gdzie w końcu doceniono autonomię nauczyciela, której konsekwencją jest prestiż zawodowy, tam bardzo szybko pojawiły się zmiany, które doprowadziły do sukcesu.

Podsumowując, należy stwierdzić, że zmiany strukturalne są niewątpliwie ważne, choć warto pamiętać, że także kosztowne, jednak dobra zmiana musi koncentrować się z jednej strony na przekształceniu myślenia o nauczycielu, a z drugiej strony na przekształceniu myślenia samych nauczycieli. Niestety dotychczas w działaniach MEN trudno zauważyć choćby drobne sygnały, które świadczyłyby o takim rozumieniu problemu. Przeciwnie, można zaobserwować odwrotną tendencję – potwierdzanie, że choć w wielu miejscach zmiany są potrzebne, to nauczyciele jakoś sobie poradzą dzięki swoim kompetencjom i doświadczeniu. Takie podejście niewątpliwie musi budzić niepokój, bo może doprowadzić do zaprzepaszczenia nadziei na dobrą zmianę w edukacji.

 

Artykuł pochodzi ze strony: http://jagiellonski24.pl/