źródło: Kadr z filmu Papstin, Włochy/Wielka Brytania/Niemcy/Hiszpania, 2009
  • 17 kwietnia 2015
  • komentarzy
  • 3484 osób przeczytało
  • to!

Papieżyca Joanna?

Michael Hesemann

Joanna z Ingelheim w diecezji Moguncja była jedną z najbardziej niezwykłych kobiet Średniowiecza. Otrzymała staranne wykształcenie, dziś powiedzielibyśmy: medyczne. Wiedziała jednak, że nawet ten atrybut dawał jej, kobiecie, nikłe szanse w zdominowanej przez mężczyzn epoce. Przebrana za mnicha, wstąpiła do klasztoru w Fuldzie. Później okrężnymi drogami dostała się do Rzymu, gdzie zdobyła sławę jako przyboczny lekarz papieża. Wreszcie wybrano ją na tron Piotrowy. Dopiero kiedy zakosztowała zabronionego owocu miłości cielesnej, los przestał być dla niej łaskawy. Joanna, papieżyca, poczęła dziecko. Podczas procesji ulicami Świętego Miasta wydała na świat syna i wszyscy poznali, że jest kobietą. Oszukała kardynałów, Kościół i lud, który teraz, mszcząc się okrutnie, ukamienował ją.

Tak przedstawia się historia jednej z najbardziej znanych powieści z 1990 roku, zatytułowanej Papieżyca, napisanej przez amerykańską feministkę Donnę Woolfolk Cross. Książka sprzedała się w milionach egzemplarzy na całym świecie; w samych Niemczech miała 55 wydań. Wersja filmowa, nakręcona przez Volkera Schlöndorffa, z Franką Potente w roli głównej, weszła na ekrany kin w 2008 roku. Oczywiście, można pisać znakomite powieści o wszystkim i każdym, czego niezbicie dowiódł Dan Brown, lecz Cross posunęła się znacznie dalej, twierdząc, że jej historia bazuje na faktach: Joanna z Ingelheim to postać realna, a ponadto „jedna z najbardziej niezwykłych kobiet w historii europejskiej, która w 853 na dwa i pół roku zasiadła na tronie papieskim. Jej egzystencja miała być znana aż do XVII wieku (…) i dopiero potem usunięta została z manuskryptów watykańskich” (tak brzmi tekst zamieszczony na skrzydełku okładki). Jedynie detale liczącej 555 stron książki są wytworem fantazji literackiej autorki. Aby wzmocnić swoje supozycje, zaopatrzyła dzieło w jedenastostronicowy aneks, opowiadając się jednoznacznie za prawdziwością stawianej w nim tezy – papieżyca Joanna żyła naprawdę.

Czy papież Jan VIII był kobietą? Czy Kościół katolicki aż po dziś dzień próbuje zatuszować fakt, że kierowała nim osoba rodzaju żeńskiego? A może obawia się, że skandal związany z tą sprawą mógłby postawić pod znakiem zapytania papieską nieomylność, podobnie jak odmowę udzielania święceń kobietom?

„Przez ponad osiem stuleci – od połowy IX aż po XVII wiek – wiedziano powszechnie o pontyfikacie Joanny i akceptowano go jako historyczną prawdę”, deklaruje autorka. W odpowiedzi na zarzut, że pomimo to na próżno poszukiwać wiadomości o nim w podręcznikach historii, Cross odpowiada prostym i mało oryginalnym argumentem: cała sprawa to jeden wielki spisek Watykanu: „W XVII wieku wiele instytucji Kościoła katolickiego w obliczu narastającego konfliktu z protestantyzmem podjęło wspólny wysiłek zniszczenia kompromitujących dokumentów na temat Joanny. Setki książek i manuskryptów zostało skonfiskowanych przez Watykan”.

Oba twierdzenia mijają się z prawdą. W rzeczywistości pogłoski o papieżycy imieniem Joanna spotyka się już od XIII wieku i utrzymują się one do XV stulecia – kiedy to, wraz z pojawieniem się historiografii krytycznej, jej historia została przez naukowców zdemaskowana jako mało pobożna legenda. A że nigdy nie doszło do „wielkiej czystki” archiwów watykańskich, potwierdza choćby liczba rozpraw na temat Joanny, zachowanych z późnego Średniowiecza; po domniemanym zniszczeniu źródeł w XVII wieku niemiecki historyk Spanheim naliczył ponad 500 pozycji dotyczących jej pontyfikatu. I tu ważna uwaga – żadna z nich nie jest ówczesna, najstarsza powstała ponad czterysta lat po przypuszczalnej śmierci papieżycy.

Dwie papieżyce

Dysponujemy dwiema wersjami o papieżycy Joannie.

Pierwsza pochodzi od Jeana de Mailly, mnicha dominikańskiego z XIII wieku. Cytuje ją w swoim dziele Siedem darów Ducha Świętego Etienne de Bourbon († 1261), również duchowy syn świętego Dominika. Czytamy w nim: „około roku 1100 żyła pewna mądra kobieta, która przebrawszy się za mężczyznę, uzyskała dostęp do kurii, zostając najpierw notariuszem, następnie kardynałem, a wreszcie papieżem.

Któregoś dnia, podczas konnej przejażdżki, wydała na świat syna. Wzburzony lud przywiązał ją do końskiego ogona, ciągał wokół całego miasta, a następnie ukamienował i zagrzebał w ziemi. W miejscu jej śmierci wzniesiono kamienny pomnik z napisem: Petre, Pater Patrum, Papisse Prodito Partum (Piotrze, rodzicu ojców, wyjaw narodziny dziecka papieżycy)”.

Drugą wersję znajdujemy w kronice kapelana papieskiego, Marcina z Opawy (Martinus Polonus † 1278). Podaje ona, że po Leonie IV (847–855) na tronie papieskim przez dwa lata, siedem miesięcy i cztery dni zasiadał Anglik, Jan z Moguncji (Joannes Anglicus, natione Moguntinus). Dalej czytamy w niej: „Podobno był on, jak twierdzono, kobietą”. W młodych latach jej oblubieniec przemycił ją w męskim ubraniu do Aten, gdzie zdobyła znaczną wiedzę, a następnie powołano ją do Rzymu, aby tam nauczała. Zaczęła się cieszyć takim uznaniem, że po śmierci Leona IV wybrana została papieżem. Sprawując władzę, poczęła dziecko i „w drodze z bazyliki świętego Piotra na Lateran”, do siedziby ówczesnych papieży, wydała je na świat. Zmarła przy porodzie i w tym samym miejscu ją pochowano. „Nie dodano jej imienia do katalogu papieży, ze względu zarówno na płeć, jak i na niegodziwość popełnionego czynu”.

Inna wersja tej kroniki, przechowywana w Berlinie, informuje natomiast, że przeżyła poród, została zdetronizowana i resztę życia spędziła na pokucie; natomiast jej syn miał zostać biskupem Ostii.

W całą tę historię o papieżycy Joannie wierzono od XIII wieku. Przedstawiona została na malowidłach w katedrze w Sienie, wspominano o niej w licznych pismach, a nawet powoływał się na nią Jan Hus na soborze w Konstancji (1413 r.), i to nie napotykając sprzeciwu. Kościół rzymski nigdy nie próbował zaprzeczać jej domniemanej egzystencji; wręcz przeciwnie – zdano się na opinię Marcina z Opawy i choć z opóźnieniem, zamieszczono jej imię w Liber Pontificalis. Odtąd jednak sprawdzano męskość nowo wybranych namiestników świętego Piotra; wybrany przez kolegium kardynał miał za zadanie palpacyjnie stwierdzić u papieża obecność jąder.

Dopiero w XV wieku, wraz z rozwojem historiografii krytycznej, historycy Kościoła Aeneas Silvius oraz Bartolomeo Platina uznali, że legendy tej nie da się potwierdzić. Pomimo to wykorzystał ją Marcin Luter i odtąd stała się nieodłącznym elementem polemiki protestanckiej z papiestwem. W XX wieku Joanna, kobieta, której udało się zdobyć urząd zawładnięty przez mężczyzn, stała się bohaterką feminizmu.

Na uwagę zasługuje przy tym jeden detal – najwcześniejsze źródła przeczą sobie co do datacji jej pontyfikatu (chodzi o 250 lat!). Cross nie zadaje sobie trudu, aby wyjaśnić tę nieścisłość, twierdząc, że Kościół miał dosyć czasu, aby „pozbyć się wszelkich dowodów istnienia papieżycy Joanny”. Przemilcza przy tym fakt, że to właśnie źródłom kościelnym zawdzięczamy najwcześniejsze wskazówki odnośnie do podobno tuszowanej postaci. Jedyny egzemplarz kroniki papieskiej Liber Pontyficalis, zawierający wzmiankę o papieżycy Joannie, znajduje się w Bibliotece Watykańskiej. Jest to jednak tylko przypis, sporządzony czternastowiecznym pismem, identyczny z wersją Marcina z Opawy. Ktoś, kto uznał tę historię za prawdziwą, uzupełnił jedynie tekst oryginału, zamiast go cenzurować.

Benedykt III – wymysłem?

Faktycznie nie istnieje ani jedno ówczesne źródło pozwalające stwierdzić, że w 855 roku po Leonie IV na tronie Piotrowym zasiadł papież Jan alias Joanna. Jan VII sprawował pontyfikat w latach 705–707, Jan VIII od 872 do 882 roku. Następcą Leona IV był Benedykt III (855–858), a jego władanie przypada na okres, w którym działałaby domniemana papieżyca Joanna. Czyżby papież ten miał się okazać wymysłem kronikarzy watykańskich, chcących zatuszować istnienie niewygodnej dla Kościoła postaci?

Z pewnością nie, gdyż z pierwszego roku jego pontyfikatu zachowały się monety ukazujące Benedykta III wraz ze zmarłym 28 września 855 roku cesarzem Lotarem. Kilka tygodni później, 7 października, Benedykt III wydaje dokument (charta) dla opactwa Corvey. Dysponujemy także jego korespondencją z tego samego roku z arcybiskupem Reims, a także pismem okólnym skierowanym do biskupów w cesarstwie Karola Łysego.

Istnienia Benedykta III da się dowieść historycznie, Joanny – nie. Również ekskomunikowany patriarcha bizantyjski Focjusz, zdeklarowany przeciwnik papiestwa rzymskiego, wspomina w swoich pismach o Leonie i Benedykcie jako kolejno następujących po sobie, lecz milczy zarówno o Janie, jak i o Joannie. Wysuwa wprawdzie wiele gwałtownych zarzutów pod adresem papieży, zasypuje wymówkami Kościół rzymski, wypowiada się ostro na temat zachodniego celibatu, lecz ani słowem nie odnosi się do domniemanej papieżycy, choć byli sobie współcześni. Pomimo licznych wzajemnych zarzutów i oskarżeń o herezje, w relacjach pomiędzy ortodoksją i katolicyzmem skandal związany z Joanną nie odegrał nigdy większej roli i choćby z tego powodu należy mocno powątpiewać, czy kiedykolwiek ona istniała.

Dlaczego obstawano przy papieżycy?

Z jakiego jednak powodu od XIII wieku tak uporczywie obstawano przy tym, że papieżyca żyła naprawdę? Znany historyk Kościoła Cezary Baroniusz uznał jej mit za satyrę pod adresem papieża Jana VIII (872–882), któremu zarzucano zbyt łagodne potraktowanie Focjusza. Faktem jest, że ekskomunikowany patriarcha po trzykroć ironicznie nazwał papieża mężnym, jak gdyby świadomie chciał go uwolnić od stygmatu kobiecości.

Zgodnie z inną teorią, historyczną protoplastką papieżycy miała być Marozja, matka dwóch papieży noszących to samo imię, Jan. W latach 911–931 ta wpływowa arystokratka, kochanka papieża Sergiusza III (904–911), doprowadziła do wyboru, a następnie detronizacji siedmiu następców Księcia Apostołów. Jednym z nich był jej syn ze związku z Sergiuszem o imieniu Jan X (914–928), innym – kolejny potomek z małżeństwa z Alberykiem, Jan XI (931–935). Papiestwo upadło do poziomu rzymskiej sitwy, a zepsucie tej epoki, określonej przez Baroniusza mianem pornokracji, sięgnęło dna, gdy w wieku zaledwie osiemnastu lat na tron Piotrowy wstąpił wnuk Marozji, Jan XII (955–964). Historycy Kościoła porównują go z Kaligulą i Neronem. Podobno udzielał sakry biskupiej w końskiej stajni, a także zamienił pałac papieski – wówczas Lateran – w dom publiczny. Zginął w wieku 27 lat, zamordowany przez zdradzonego męża, który zaskoczył go in flagranti z niewierną żoną.

Relacje te mogą się wydawać nieco przesadzone. Jednak fakt, że dotarły do nas, przemawia za tym, że nie było żadnej kościelnej cenzury. Dopiero cesarz Otton Wielki przy pomocy swojego kandydata Leona VIII (963–965) sprowadził papiestwo na drogę cnoty i dyscypliny.

Plotkarscy rzymianie chętnie rozprawiali o każdym skandalu, bez względu na to, czy był on prawdziwy, czy tylko zmyślony. W historię związaną z papieżycą Joanną wierzono tak długo właśnie z powodu jej pikantności. Najbardziej wiarygodne wyjaśnienie okoliczności powstania tej legendy podał niemiecki historyk i teolog Ignacy Döllinger, skądinąd wyjątkowo ostry krytyk papiestwa. W swojej książce Mity papieży (Papstfabeln, Monachium 1963) demaskuje całą sprawę jako rzymską bajkę ludową, bazującą na odkryciu w pobliżu Koloseum antycznego rzymskiego posągu przedstawiającego kobietę, opatrzonego formułą dedykacji „P.P.P.” (proprie pecunia posuit – „ufundował”) oraz imieniem fundatora Pap.(irius?), pater patrum. Pater patrum – „ojciec ojców” – był tytułem arcykapłana pogańskiego kultu związanego z Mitrą, a pod kościołem San Clemente archeolodzy odkryli pozostałości starożytnego chramu tego bóstwa. Jego lokalizacja odpowiadała dokładnie miejscu, w którym zgodnie z przekazem Marcina z Opawy miała wydać na świat syna nieszczęsna Joanna. Fakt, że wspomina o nim już najstarsza wersja legendy – czyli relacja Jeana de Mailly – jest dla Döllingera jasną przesłanką co do jej pochodzenia: obdarzeni wyjątkowo bujną wyobraźnią rzymianie zinterpretowali P.P.P.P.P.P. jako Petre, Pater Patrum, Papisse Prodito Partum – „Piotrze, rodzicu ojców, wyjaw narodziny dziecka papieżycy”. Nie byłby to pierwszy raz, gdy plotka gminna tworzyła fantastyczne i często frywolne historie związane z niejednoznacznymi w odbiorze antycznymi posągami. Pochodzący z Polski i nieobeznany z rzymskimi osobliwościami Marcin z Opawy nie dostrzegł zapewne, że ktoś z niego zażartował.

Prócz tego, jak dowodzą starożytne plany miasta, ciasna uliczka wiodąca od Lateranu w kierunku bazyliki świętego Piotra znana była jako vicus Papissa, gdyż przebiegała przed domem rodziny o nazwisku Pape. Cieszyli się oni w Średniowieczu taką zamożnością, że mogli sobie pozwolić na posiadanie własnej kaplicy. Jako ostatniego z rodu stare kroniki wymieniają Giovanniego Pape, który zmarł w 973 roku i pozostawił po sobie wdowę – nomen omen – Papessę.

Oczywiście cudzoziemca zdziwiło osobliwe imię i zapewne zrozumiał całą sprawę po swojemu: bliskość pałacu apostolskiego, fakt, że orszaki papieskie unikały (ciasnej wówczas) uliczki, wizerunek pogańskiego bóstwa czy też rzadko spotykane przedstawienie Maryi (np. preferowana w Średniowieczu Madonna lactans – Matka Boża karmiąca) i osobliwy napis – wszystko to przyczyniło się do powstania ludowej legendy.

Później pewne okoliczności zdawały się ją potwierdzać. Angielski watykanista, Peter Stanford, uwierzył w nią, kiedy zaobserwował pobożne kobiety strojące kwiatami wizerunek Maryi przy via dei Santi Quattro Coronati, gdyż tak obecnie zwie się vicus Papissa – wywodzi swoją nazwę od kościoła, przed którym przebiega. Choć na terenie całego Rzymu zdobi się wiele innych obrazów Matki Bożej, nikt nie myśli przy tym o jakiejś papieżycy. Stanford twierdzi też, że w jednym z bocznych pomieszczeń Muzeum Watykańskiego, niedostępnym dla ogółu zwiedzających, znalazł dowód potwierdzający historyczną wiarygodność legendy o Joannie: porfirowy tron, sedes stercoraria, na którym od tamtych czasów ma zasiąść każdy nowo wybrany papież, aby wyznaczony do tego kardynał mógł wykonać stosowne badanie. Jednak forma tronu, okrągły otwór w siedzisku, objawia jego prawdziwe przeznaczenie: to antyczna toaleta (sedes stercoraria znaczy dosłownie „krzesło do defekacji”) i dopiero rubaszna fantazja rzymian stworzyła zeń instrument do sprawdzania męskości papieża.

Wniosek jest jeden: nie ma żadnego, ale to naprawdę żadnego dowodu istnienia papieżycy Joanny. Jeśli się dokładniej przyjrzeć tej historii, staje się ona wręcz nierealna. Czyżby tak mądra i ambitna kobieta, osiągnąwszy wreszcie cel, popełniła tak brzemienny w skutki błąd, pozwalając sobie na ryzykowną miłosną przygodę? Czy to możliwe, że przez dziewięć miesięcy mogła ukrywać swój stan przed otaczającym ją dworem i została zaskoczona przez poród, zamiast urodzić dziecko w miejscu chroniącym ją przed oczyma ciekawskich?

Historia papieżycy Joanny to tylko legenda i nic więcej. Zaskakuje jedynie, że cieszy się ona wyjątkową popularnością w kręgach feministycznych, bo przecież zawiera wrogie kobietom stereotypy z ciemnych wieków: perfidna kobieta wdzierająca się podstępem do świata mężczyzn, padająca ofiarą własnej pożądliwości i wreszcie, po zdemaskowaniu, poddana zasłużonej karze.

Być może to właśnie posłużyło za motyw jej autorom: odstraszenie niewiast od wdzierania się do domniemanego świata mężczyzn!

Historia miała też swoją „dogrywkę”. W XIII wieku założyciel sekty Wilhelm z Czech przepowiedział, że u końca czasów do władzy jako papieże dojdą kobiety. Po jego śmierci, w 1281 roku, grono zwolenników wybrało papieżycą hrabinę Manfredę Visconti z Mediolanu; w roku 1300 spalona na stosie za herezję, króluje odtąd na awersie jednej z kart tarota Viscontich…

 

ciemnepostaci

 

Michael Hesemann

niemiecki historyk i publicysta specjalizujący się w historii Kościoła, autor wielu publikacji i bestsellerów.