• 19 stycznia 2015
  • komentarzy
  • 3532 osób przeczytało
  • to!

Co dokonuje się w liturgii?

Robert F. Taft SJ

Tylko w swym Ciele, czyli w nas, zmartwychwstały Chrystus jest obecny w świecie w sposób widzialny. I tylko w swej liturgicznej celebracji Kościół konstytuuje się jako eschatologiczny Lud Boży pomiędzy narodami świata. Bowiem zgodnie z nauczaniem zarówno św. Pawła, jak i Soboru Watykańskiego II, liturgia i życie w Chrystusie są jednym.

Liturgia nie jest więc tylko rytuałem, kultem, oddawaniem przez nas czci Bogu. Jest przede wszystkim przyjściem Boga do nas w Chrystusie. Nie jest też sprawą indywidualną czy narcystyczną, bowiem jest także posługą, jaką wszyscy pełnimy wobec siebie nawzajem. W naszej obecnej kondycji, Chrystus może być widzialnie obecny dla innych tylko poprzez naszą wiarę. Współcześnie często słyszy się skargę: „Nie chodzę do kościoła, ponieważ nic mi to nie daje”, będącą szczytem samolubnego narcyzmu właściwego naszej epoce – pokazuje ona, jak słabo rozumiemy to, że dar Chrystusa możemy zanieść sobie nawzajem tylko my sami, przez zajaśnienie w życiu zgromadzenia mocą naszej wiary! Jak stwierdził Gerhard Delling:

Kult jest autoportretem religii. W kulcie uwidaczniają się źródła, którymi żyje dana religia, wyrażane są jej oczekiwania i nadzieje oraz ukazywane są moce, które ją podtrzymują. Pod wieloma względami, istotę danej religii można bardziej bezpośrednio zrozumieć przez jej kult niż przez stwierdzenia dotyczące jej podstawowych zasad czy nawet przez opisy budzonych przez nią uczuć.

To, co Delling mówi tu w odniesieniu do poziomu fenomenologicznego czy epistemologicznego, jest jeszcze bardziej prawdziwe na poziomie egzystencjalnym: przez kult nie tylko poznajemy religię – jest ona przez niego karmiona i dzięki niemu żyje. Właśnie dlatego w pochodzących z końca IV wieku Konstytucjach apostolskich (II 59), gdy mowa jest o Liturgii Godzin, nakazuje się biskupom, by zachęcali ludzi świeckich do przychodzenia do kościoła nie ze względu na to, co w nim otrzymują, ale na to, co tu dają:

„Gdy nauczasz, biskupie, nakazuj i zachęcaj lud, aby regularnie uczęszczał do kościoła, aby przychodził tam codziennie rano i wieczorem […] a niech nie rani Kościoła przez odsuwanie się od niego i nie kaleczy Ciała Chrystusa. Niech każdy człowiek świecki uważnie słucha słów, które Pan wypowiedział, i odnosi je do siebie, bo nie tylko kapłanów one dotyczą: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie, a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Mt 12,30). [Wy, którzy jesteście członkami Chrystusa, nie rozpraszajcie się przez niezbieranie się razem] nie gardźcie sobą, nie pozbawiajcie Zbawiciela Jego członków, nie dzielcie Jego ciała, nie rozrywajcie członków, a spraw doczesnych nie stawiajcie ponad Słowem Bożym, lecz codziennie rano i wieczorem gromadźcie się w domach Pana […]”

O tym zawsze świadczyła i prawosławna, i katolicka gałąź chrześcijaństwa, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie: to przez liturgię Chrystus karmi nas i to dzięki niej żyjemy. Pochodzącym ze Wschodu przykładem, za pomocą którego możemy „posmakować” to przekonanie, jest jedna z mych ulubionych anegdot, którą już zresztą cytowałem w rozdziale ósmym – chodzi mi o odpowiedź, jaką pewien stary, wiejski kapłan prawosławny z Rosji dał swemu pochodzącemu z Zachodu rozmówcy, który próbował go przekonać, iż  naprawdę ważne są takie sprawy, jak nawracanie, spowiadanie, edukacja katechetyczna, modlitwa, zaś „przeładowane” obrzędy liturgiczne, w jakich zanurzona jest prawosławna tradycja, są czymś całkowicie drugorzędnym. Rosyjski ksiądz odparł:

„Pomiędzy wami rzeczywiście jest to tylko dodatek. Pomiędzy nami, prawosławnymi (i na te słowa się przeżegnał), jest inaczej. Liturgia jest naszą wspólną modlitwą, to ona wprowadza wiernych w misterium Chrystusa lepiej niż cały wasz katechizm. Ukazuje naszym oczom życie Chrystusa, Chrystusa Rusi, i może być ono zrozumiane tylko we wspólnocie, poprzez nasze święte obrzędy, poprzez misterium naszych ikon. Gdy ktoś grzeszy, grzeszy sam. Lecz w zrozumieniu tajemnicy zmartwychwstałego Chrystusa nie pomogą ani wasze książki, ani wasze kazania. By się to udało, trzeba przeżyć wraz z Cerkwią prawosławną Radosną Noc (Wielkanoc). I znów się przeżegnał”.

Lecz Wschód nie ma monopolu na prawdę. Zatem to samo stanowisko jest równie widoczne – choć może nieco mniej dramatycznie wyrażone – w słowach, jakie Pius XII odniósł do roku liturgicznego w swej pochodzącej z 1947 roku encyklice Mediator Dei (nr 165): „nie jest [on] zimnym i bezwładnym przedstawieniem spraw, należących do minionych czasów ani też zwykłym i czczym przypomnieniem wypadków z dawnych wieków. Jest to raczej sam Chrystus, który trwa w Kościele swoim”.

Zaś skoro to my jesteśmy Kościołem, w którym żyje Chrystus, to liturgia – jako wspólnotowa celebracja naszego w Nim zbawienia – jest najdoskonalszym wyrazem i urzeczywistnieniem duchowości Kościoła. Choć na Wschodzie i Zachodzie są różne „szkoły” duchowości, to są one tylko lokalnymi dialektami tego samego duchowego języka, jednej duchowości Kościoła. A duchowość Kościoła jest duchowością biblijną i liturgiczną. Celem chrześcijańskiej duchowości jest po prostu życie życiem Chrystusa, „przyodzianie się w Niego”, życie w ten sposób, by móc jak św. Paweł powiedzieć „teraz […] już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Życie to się rozpoczyna, karmi i odnawia przez Słowo i Sakrament, krótko mówiąc, przez Biblię i liturgię, które – zgodnie z trafnym określeniem ukutym przez łacińskich Ojców Kościoła – są „dwoma stołami”, przy których się żywimy i które są sakramentami zbawczej obecności Chrystusa w swym Kościele. To przez liturgię Chrystus – jako głowa Kościoła, działająca przez Ducha w kościelnej posłudze – włącza nas w swe zbawcze misterium paschalne. Bowiem włączeni przez chrzest w misterium Jego śmierci, powstajemy w Nim do nowego życia „przyodziawszy się w Chrystusa”. Odtąd przez swego Ducha mieszka On w nas, modli się w nas, oznajmia nam Słowo Nowego Przymierza i pieczętuje je swą ofiarą na krzyżu, karmi nas własnym Ciałem i Krwią, wzywa nas do nawrócenia i pokuty, oddaje w nas chwałę Ojcu. Przez proklamację i nauczanie objaśnia nam swe misterium, przez obrzędy i pieśni celebruje je z nami, przez sakramentalną łaskę daje nam wolę i siłę do tego, by nim żyć.

Misterium, którym jest Chrystus, stanowi centrum chrześcijańskiego życia i nic innego jak właśnie ono jest tym, co Kościół przez Ducha głosi w Słowie i odnawia sakramentalnie w liturgii, byśmy mogli być w nie jeszcze głębiej wciągnięci. Gdy opuszczamy zgromadzenie liturgiczne i powracamy do naszych spraw doczesnych, mamy tylko przyswoić to, co doświadczyliśmy, i urzeczywistnić owo misterium w naszym własnym życiu: jednym słowem, mamy stać się „kolejnymi Chrystusami”. Bowiem liturgia jest jak bezpośrednie proroctwo (active prophecy). Jej celem jest odtworzenie w naszym życiu tego, co Kościół ukazuje nam w swym kulcie publicznym. „Życie duchowe” jest po prostu kolejnym określeniem osobistej relacji z Bogiem, a liturgia jest niczym innym, jak wspólnotowym sposobem wyrażania osobistej relacji łączącej Mistyczne Ciało z Bogiem, która jest z kolei relacją łączącą Jezusa–człowieka z Ojcem i która ofiarowana jest nam w darze Jego Ducha.

Wartością takiej liturgicznej duchowości jest to, że buduje i zarazem ukazuje jedność między publiczną posługą Kościoła i kultem przezeń sprawowanym a równie istotnym, ukrytym życiem duchowym, polegającym na nieustannej modlitwie i dziełach miłosierdzia, dokonywanych w wierze i nadziei przez poszczególnych członków Ciała Chrystusowego. Zakłada się, że istnieje napięcie między pobożnością publiczną i prywatną, obiektywną i subiektywną, liturgiczną i osobistą – lecz ta dychotomia jest fałszywa, iluzoryczna. Bowiem w kulcie publicznym Kościół – jako Ciało Chrystusa, obejmujące zarówno Głowę, jak i pozostałe członki – prowadzi właśnie owo dzieło duchowej formacji.

To właśnie dokonuje się w liturgii i o to właśnie w niej chodzi. Lecz nie będzie ona dla nas znaczyć ani czynić tego, co powinna, jeśli nie będziemy w niej spotykać całego Chrystusa, w Jego Głowie i członkach – nie tylko w Nim samym, ale również w innych, przez wiarę, nadzieję i miłość.

Robert F. Taft SJ, Ponad Wschodem i Zachodem. Problemy rozumienia liturgii, Wydawnictwo M, Fundacja Dominikański Ośrodek Liturgiczny, Kraków 2014.

Robert F. Taft SJ