• 18 maja 2016
  • komentarzy
  • 1123 osób przeczytało
  • to!

Abuna Jaakub i jego krzyż życia

Zygmunt Kwiatkowski SJ

Chalil Haddad wstępując do zakonu, jak wszyscy, otrzymał nowe imię, Jaakub. Nowe imię – znak nowego życia, całkowicie poświęconego Bogu i niesieniu pomocy ludziom – tak mu wyjaśniono istotę powołania zakonnego. Wybrał zakon franciszkański, bo pociągał go przykład św. Franciszka, ale tak naprawdę na powołanie patrzył na swój oryginalny sposób. Jego marzeniem było umieścić krzyż „dzabbar” na którymś z bejruckich wzgórz tak, aby był on widoczny z daleka, nawet z morza. Nie analizował tego pragnienia. Było ono w jego duszy i basta. Wiele razy, zawsze gdy nadarzała się okazja, wybierał w myśli wzgórze, na którym stanie „jego” krzyż, odczuwając przy tym wielką, uskrzydlającą radość. Nie opuściło go to pragnienie również podczas studiów i nie zanikło, gdy został kapłanem.

Nic zatem dziwnego, że abuna Jaakub dopiął w końcu swego. Zaraz, gdy zbudowal klasztor i obok niego mały kościół pod wezwaniem „Stella Maris” (Gwiazda Morza), na cześć Najświętszej Marii Panny, aby strzegła tych, którzy żeglują po morzach, aby bezpiecznie zawinęli do portu ich przeznaczenia. „Stella Maris” była widoczna z morza i to dodawało autentyczności jego modlitwie. Skoro mowa o Maryi, to koniecznie musi byc też wspomniany jej Syn. W ten sposób stało się dla niego jasne, że nadszedl moment realizacji jego młodzieńczego marzenia. Nadszedł czas, aby na dachu klasztoru umieścić krzyż, tak wielki, jak sam klasztor, widoczny z drogi wiodącej do Bejrutu.

Wielki krzyż zobowiązywał. Abuna Jaakub był pierwszy do zajęcia się uciekinierami, których burze życiowe rzuciły na ziemię libańską. Pomagał również inwalidom wojennym, powracającym z frontu i szukającym jakiegoś źródła utrzymania. Pomagał z całym zaangażowaniem rodzinom, dzieciom chorym umysłowo. Krzyż widoczny na dachu kościoła stopniowo zaczynał się wypełniać treścią tych, którzy go nieśli w swoim życiu.

Naturalne, zgodne z tą logiką krzyża było zatem przytransportowanie pewnego razu do klasztoru umierającego księdza, nie mającego nikogo, kto mógłby mu pomóc. Potem przygarnięci zostali również inni. Wszyscy zostali umieszczeni w pokojach z oknami wychodzącymi na kościół, aby obłożnie chorzy mogli w ten sposob uczestniczyć w Mszach świętych. Krzyż „dzabbar” zaczynał coraz bardziej świadczyć o tym, że nie jest symbolem śmierci, ale przeciwnie, znakiem zwycięstwa nad nią. Świadczyły o tym instytucje: szkoła, przytułek dla upośledzonych umysłowo dzieci, żeńskie zgromadzenie zakonne, które wspierało abunę w jego misji. A misją tą było zaproszenie wszystkich spragnionych, aby przyszli i, niezależnie od tego, kim są i jaką religię wyznają, pili ze źródła miłości miłosiernej, jaką jest Jezus Chrystus.

Jego młodzieńcze pragnienie nie tylko zostało zrealizowane, ale zaowocowało po wielokroć. Dzięki niemu w życiu osób dotkniętych przez krzyż ujawniła się prawda o tym, że ten sam krzyż jest także źródłem życia. 

Zygmunt Kwiatkowski SJ

polski jezuita, przez 30 lat pracował w Syrii, gdzie obserwował odrodzenie się klasztoru Mar Musa w górach Kalamun, przyjaźnił się z o. Paolo Dall'Oglio, orędownikiem dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, który został porwany w Syrii w 2013 r.