• 15 września 2016
  • komentarzy
  • 1561 osób przeczytało
  • to!

Brat Elia – stygmatyk

Eliasz przyszedł na świat 20 lutego 1962 roku, jako ósme dziecko Anny Pompei i Carmela Catalda. Urodził się w Francavilli Fontanie – mieście, którego historia sięga czasów starożytnych. Z jednej strony malownicze krajobrazy, a z drugiej piękne tradycje kultywowane tam od stuleci. Rodzina Cataldów była bardzo pobożna, rodzice starali się wychować swoje dzieci w wierności Bogu, w oddaniu bliźnim i w szacunku do pracy. Tworzyli kochającą rodzinę, choć czasem nie na wszystko im starczało.

Pierwszy post

Najmłodszy syn niemal od urodzenia stał się przyczyną nieustannego niepokoju. Miał zaledwie kilka tygodni, gdy nagle – w środę Popielcową – 7 marca, stracił apetyt. Nie chciał nic jeść. Mama myślała najpierw, że to jest kwestia pokarmu, jakiejś alergii. Próbowała więc zastąpić swój pokarm różnymi mieszankami. Nic to jednak nie pomagało. Mały elia nie dawał się nakarmić. Słabł coraz bardziej. Przerażeni rodzice udali się do pediatry, przebadano chłopca gruntownie, ale nie znaleziono żadnej medycznej przyczyny tego stanu. Tymczasem stan elii pogarszał się gwałtownie. lekarz powiedział więc rodzicom, że nie ma już dla niemowlęcia ratunku – muszą go zabrać do domu i czekać na śmierć. Zrozpaczeni rodzice zabrali malca do domu, płakali i modlili się o cud. I stał się cud – dokładnie w Wielką Sobotę, 21 kwietnia, chłopiec zaczął normalnie jeść i szybko powracał do zdrowia. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, co się dokładnie stało. Dlaczego przestał jeść i dlaczego potem nagle powrócił do zdrowia? Szczęśliwi Anna i Carmelo dziękowali Bogu za łaskę ocalenia syna i nie szukali dalszych wyjaśnień. Uwierzyli Bogu.

Znak

Nie dane jednak było Cataldim długo cieszyć się spokojem. W wieku siedmiu lat elia ponownie zaczął się źle czuć wraz z rozpoczęciem Wielkiego Postu. W domu panował zwyczaj, że w czasie Wielkiego Postu wszyscy – także dzieci – nakładali na siebie jakieś wyrzeczenia. Mały elia dobrowolnie odmówił sobie słodyczy i różnych smakołyków. Ale po kilku dniach zaczął się skarżyć na ból brzucha, stracił apetyt, chudł i mizerniał. Coraz częściej zdarzały się omdlenia. Rodzice nakazali mu przerwać post i powrócić do normalnego odżywiania. Pilnowali posiłków. Na niewiele się to zdało, nawet jeśli cokolwiek zjadł, po chwili wymiotował. Anna i Carmelo obawiali się nawrotu tajemniczej choroby. Szybko udali się więc do lekarza. Standardowe badania nie wykazały niczego poza osłabieniem i anemią. Żadnego śladu choroby, żadnych anomalii. Trafili z chłopcem do szpitala, gdzie przebadano go dokładnie – również pod kątem neurologicznym i endokrynologicznym. I znowu nic nie znaleziono. W Wielkim Tygodniu umierającego chłopca wypisano ze szpitala. Jego mama odchodziła od zmysłów, ale mocno wierzyła Bogu. Ojciec Carmelo pocieszał ją i mówił do pozostałych dzieci: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się”. Trwali w ufności, że i tym razem Bóg się nad nimi zlituje. I stało się. W Wielką Sobotę elia powrócił do świata żywych, zaczął jeść, a wszelkie dolegliwości ustąpiły.

Widzenia

Jednocześnie chłopiec zaczął doświadczać wizji. Wołał swoją mamę i mówił jej, że widzi anioły. Chciał, by mama była obecna w tych momentach. Ona zaś była przerażona i krzyczała na niego, że to niemożliwe. Bała się, że przywidzenia są częścią jego choroby. elia tymczasem był bardzo pewny autentyczności swoich doświadczeń. Mówił, że poznał imię swojego anioła stróża – lechitiel. Miał to być ten sam anioł, który wspierał Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Od dziesiątego roku życia chłopiec doznawał także wizji Matki Bożej. Po raz pierwszy miał Ją zobaczyć, gdy wracał wraz z kolegami ze szkoły. Maryja ukazała mu się nagle i poprosiła, by wstąpił do kościoła i odmówił różaniec. Dla eliasza nie było to żadne nadzwyczajne żądanie, w domu często modlono się na różańcu. Powiedział kolegom, że idzie do kościoła, próbował ich nawet nakłonić, by poszli razem z nim, ale odmówili. gdy wszedł do kościoła, akuratnie zaczynało się nabożeństwo różańcowe. Proboszcz zobaczył elię, wręczył mu książeczkę i poprosił o poprowadzenie modlitwy różańcowej. gdy chłopiec otworzył książeczkę, znalazł w niej obrazek z wizerunkiem Matki Bożej, na którym wyglądała ona dokładnie tak samo, jak podczas jego wizji.

Cuda

W biografiach kreślonych przez jego współpracowników pojawia się jeszcze jeden niezwykły aspekt jego dzieciństwa – cuda. Po raz pierwszy spotkało go to jeszcze w dzieciństwie. „Spotkało go to” – to właściwe określenie, bo wszystkie nadzwyczajne fenomeny dzieją się jakby obok niego, niezależnie od niego. Sprawia wrażenie, jakby nie prosił o nie, nie zabiegał. Właściwie wydaje się być zaskoczony tym, co mu się przydarza. Tak właśnie było, gdy jako nastolatek bawił się z kolegami na podwórku i w pewnym momencie jeden z jego kolegów wbił sobie w rękę jakiś metalowy pręt.

Krew ciekła, chłopiec był przerażony, płakał i krzyczał. Ktoś wezwał pogotowie. Tymczasem elia nie wiedzieć czemu – sam nie umiał tego późnej wytłumaczyć – podszedł do rozhisteryzowanego przyjaciela, chwycił go za ramię i wyjął pręt. Dotknął rany i krew przestała wypływać. Zatamował ją jakimś sposobem. Po kilku minutach przyjechało pogotowie. Ratownicy ze zdumieniem oglądali ramię rannego. Wypytywali elię, w jaki sposób powstrzymał krwotok. On spokojnie opowiadał, że przytrzymał ranę ręką i krew przestała lecieć. On zaś miał mówić o tym z taką prostotą, jak by to było standardowe postępowanie w takich przypadkach. Zainteresowanie jego doświadczeniami rosło. Jedni patrzyli na to z życzliwością, inni z ciekawością, jeszcze inni – z niepokojem. On zaś przyjmował te wszystkie towarzyszące mu fenomeny bardzo naturalnie, bez emocji. Do czasu.

crgkgla

Na zdjęciu: Brat  Elia (zdjęcie pochodzi z książki: „Brat Elia – stygmatyk, który sfotografował Jezusa”)

Fragment również pochodzi z książki: „Brat Elia – stygmatyk, który sfotografował Jezusa”