• 6 stycznia 2015
  • komentarzy
  • 2324 osób przeczytało
  • to!

Dalsze losy Mędrców ze Wschodu

Roman Zając

A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny” (Mt 2, 12). Tak Ewangelista Mateusz kończy opowiadanie o wizycie Magów ze Wschodu, nazywanych potocznie Trzema Królami (choć nie wiadomo, czy było ich trzech i jest mało prawdopodobne, że byli królami).

Herod liczył, że dzięki nim ustali miejsce narodzin i tożsamość Mesjasza, ale oni go przejrzeli. Po złożeniu darów, powrócili do swojej ojczyzny, czyli – według różnych hipotez – do kraju Partów lub Persji. Swoją drogą dziwne byłoby, gdyby Herod nie wysłał za nimi szpiegów. A może jednak wysłał, ale Mędrcom udało się szpiegów zmylić, gdy przybyli do Betlejem? Mogło być i tak. Wszak prowadziła ich bardzo inteligentna gwiazda, będąca prawdopodobnie Aniołem Bożym. W każdym razie o dalszych losach Magów z przekazu ewangelicznego nic nie wiemy. Ich nagłe zniknięcie, wzbudzało oczywiście zrozumiałe zainteresowanie chrześcijan.

Strażnicy pieluchy
Jak wiadomo białe plamy w historiach Starego i Nowego Testamentu próbowały uzupełnić apokryfy. Ich twórcy wymyślali także pasjami dalsze dzieje postaci biblijnych. Historie te mają zazwyczaj klimat baśniowy, a czasami ocierają się wręcz o groteskę. Takim apokryfem jest Ewangelia Dzieciństwa Arabska (EwDzArab) skompilowana około VI wieku w języku syryjskim, a później przetłumaczona na język arabski. Z Ewangelii według św. Mateusza wiemy, że Mędrcy ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę. Według Arabskiej Ewangelii Dzieciństwa otrzymali oni zaś od Maryi (w ramach wdzięczności za hojne dary)… jedną z pieluch Jezusa: „Wówczas wzięła święta Mirjam jedną z pieluch Jezusa i wręczyła im ją dla błogosławieństwa, a oni przyjęli ją jak najlepiej (…). A kiedy zgromadzili się wszyscy razem, ich królowie i władcy zapytali: Co widzieliście? Co robiliście? Jak poszliście i jak wróciliście? Co przynieśliście ze sobą? Wtedy pokazali im ową pieluchę, którą wręczyła im święta Mirjam, i urządzili z tego powodu święto. Rozpalili ogień zgodnie z ich zwyczajem i oddali mu cześć i wrzucili doń ową pieluchę. Objął ją ogień i przeniknął. Kiedy zaś zgasł ogień, wyciągnięto pieluchę, a ta była taka, jaka była na początku – jak gdyby ogień jej nie musnął. Zaczęli ją więc całować i kłaść na swoje głowy i oczy. (…) Wzięli pieluchę i przechowywali ją u siebie w wielkiej czci” (EwDzArab 7,1-8,2). Relikwia ta zresztą była ponoć potem przechowywana we Francji aż do rewolucji francuskiej, o czym wspomina U. Monneret de Villard (Le leggende orientali sui magi evangelici, „Studi e testi” 1952, 163).

Spotkanie ze Apostołem Tomaszem
Zachowanie Mędrców w Arabskiej Ewangelii Dzieciństwa świadczy jeszcze ewidentnie o ich pogańskich zwyczajach, skoro czcili jakiś święty ogień, a samą pieluchę traktowali z zabobonną czcią. Złożenie pokłonu przed Dzieciątkiem Jezus nie uczyniło z nich jeszcze chrześcijan. Pozostali mentalnie poganami. Czy możliwe jednak było, aby w pogaństwie umarli? Oczywiście wykluczano taką możliwość. Legendy syryjskie i ormiańskie zgodnie twierdzą, że spotkanie z małym Jezusem odmieniło całkowicie Mędrców. Minęło wiele lat, a oni nadal żyli wspomnieniami tamtej nocy. Pewnego dnia dowiedzieli się o człowieku, który przybył z Palestyny i podawał się za ucznia Chrystusa. Był nim Tomasz, jeden z Dwunastu Apostołów. To on opowiedział im całe ziemskie życie Chrystusa i wyłożył Jego naukę. Następnie Apostoł ochrzcił ich i wyświęcił na kapłanów Chrystusowych, miał bowiem wkrótce wyruszyć w dalszą drogę do Indii i potrzebował następców, którzy kontynuowaliby głoszenie Dobrej Nowiny w Imperium Perskim. Według tradycji zostali biskupami i wszyscy ponieśli śmierć męczeńską. Niektórzy uważają także, że Kaspar może być tożsamy z królem Gondopharesem wymienionym w „Dziejach Tomasza” i bedącym postacią historyczną (żył w latach 21 p.n.e. – ok. 47 n.e.). Natomiast według średniowiecznej legendy o księdzu Janie Prezbiterze ten tajemniczy chrześcijański patriarcha i król, rządzący ponoć jakimś narodem chrześcijańskim w Indiach lub Afryce, był rzekomo potomkiem jednego z Trzech Króli.

Doczesne szczątki Magów
Znany podróżnik Marco Polo, który w XIII wieku odbył podróż na Daleki Wschód, wspomina o w mieście Savah (Seuva), gdzie rzekomo pochowano ciała Mędrców: „Jest w Persji miasto Savah, z którego wyszli trzej Magowie, kiedy udali się, aby pokłon złożyć Jezusowi Chrystusowi. W mieście tym znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których zostali złożeni Trzej Magowie. Ciała ich są aż dotąd pięknie zachowane cało tak, że nawet można oglądać ich włosy i brody” (Marco Polo, Opisanie świata, tł. Anna Ludwika Czerny). Podobnie miejsce to opisał franciszkanin bł. Oderyk z Pordenone w roku 1320. Ale z relikwiami już tak jest, że często wiele miejsc rości sobie pretensje do posiadania tych samych. Najbardziej znany relikwiarz z doczesnymi szczątkami Trzech Króli znajduje się w katedrze w Kolonii. Otóż cesarzowa Helena, matka Konstantyna, przewiozła do Konstantynopola rzekome relikwie Trzech Magów odnalezione w… Jerozolimie. W VI wieku od cesarza z Bizancjum otrzymał je św. Eustorgiusz, biskup Mediolanu, a w 1164 roku, po zajęciu Mediolanu, zabrał je do Kolonii cesarz niemiecki Fryderyk I Barbarossa jako łup wojenny.

Fantazje literackie
Warto jeszcze wspomnieć o literaturze. Istnieją też współczesne literackie przedstawienia dalszych losów Trzech Króli. W powieści Lewisa Wallace „Ben Hur” pojawia się postać starego Baltazara, jednego z Trzech Mędrców (w ekranizacji z 1959 roku zagrał go Finlay Currie), który znalazł się na Golgocie podczas męki Jezusa i tam u stóp krzyża zakończył swe życie. W powieści znaczącą rolę odgrywa też Iras, córka Baltasara i kochanka Rzymianina Messali, którego ostatecznie zabija.

Najbardziej nieprawdopodobna historia znajduje się jednak w powieści Christophera Moore pt. „Baranek”. Powieść ta może ranić uczucia religijne niektórych osób, bo życie Jezusa zostało w niej potraktowane w sposób humorystyczny, aczkolwiek moim zdaniem nie ma w niej kpiny z Jezusa, który potraktowany został z sympatią, a nawet z podziwem.

Roman Zając