• 16 października 2017
  • komentarzy
  • 1822 osób przeczytało
  • to!

Biurko w sypialni i konwalie w gabinecie

Papieski apartament, czyli biurko w sypialni i konwalie w gabinecie

To miejsce było przepełnione ciszą i pokojem, wspomina ks. Mokrzycki. Bał się, że przygniecie go świętością, a ujęło prostotą. Surowa, ascetyczna wręcz forma i ciepła, rodzinna treść. Tak to czuł. Potem już wiedział, że tak po prostu było.
– Brygida Grysiak: Jak pachniało u Ojca Świętego? Pamięta Ksiądz ten zapach?
Abp Mieczysław Mokrzycki: Pachniało świeżością. Ojciec Święty lubił świeże powietrze. Lubił mieć otwarte okno w gabinecie. Nawet wtedy, kiedy było chłodno. I trochę wiosną pachniało, bo na stoliku zawsze stały kwiaty.
– Jakie?
Różne. Zwykle małe, skromne. Siostra Jana, na przykład, co roku wiosną przynosiła z ogrodu sióstr urszulanek konwalie. Stały w kaplicy i u Ojca Świętego właśnie. Mocno pachniały.
W sypialni były trzy okna. Dwa wychodziły na bramę świętej Anny. Jedno – na rogu – na plac świętego Piotra. Okna były ładne, bo duże. Pokoje bardzo wysokie. Proste meble odziedziczone po poprzednikach – Janie Pawle I i Pawle VI. W rogu sypialni stało biurko. Jan Paweł II bardzo lubił przy nim pracować. Także przed snem. Arcybiskup Mokrzycki przypomina sobie, jak kilka lat później już Benedykt XVI tłumaczył mu wyższość biurka w sypialni nad biurkiem w gabinecie. Wtedy zrozumiałem, dlaczego Ojciec Święty Jan Paweł II tak chętnie pracował w sypialni. Tam wszystkie okna można było zasłonić z zewnątrz okiennicami. Nie wpadały promienie słoneczne, nie świecił księżyc ani światła ulicznych latarni. A w gabinecie jedno z okien zawsze było otwarte. Taka była tradycja, nie można było go zasłaniać. To z tego okna Ojciec Święty wygłaszał Anioł Pański. Było bardzo duże i szybko się nagrzewało. W pokoju zawsze było gorąco, a w sypialni nie. Oprócz biurka w sypialni stały łóżko, szafa na bieliznę i komoda, i fotografia rodziców w srebrnej ramce. Nad drzwiami – obraz Brata Alberta Ecce Homo. Jan Paweł II mógł na niego patrzeć, kiedy leżał w łóżku. I patrzył. W sypialni był jeszcze jeden obraz – Jezusa Miłosiernego. Jak mówi arcybiskup Mokrzycki, może nie największej artystycznej wartości, ale dla Ojca Świętego bardzo ważny. Jakoś Ojciec Święty był z tym obrazem związany. Ofiarował mu go ksiądz kardynał Deskur. W gabinecie z kolei – ogromny obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Na biurku – fotografia księcia Adama Sapiehy. I setki, raczej tysiące książek. Była jeszcze taka bardzo duża figura Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia. Stara, drewniana, która stała na małym kamieniu w rogu gabinetu. Bardzo wymowna. Ojciec Święty często się przy niej zatrzymywał i ją całował.

Na piętrze były jeszcze prywatna kaplica, kuchnia, refektarz, łazienka, pokoje sióstr sercanek. Sekretarze mieszkali piętro wyżej. Mój apartament składał się z małej sypialni, pokoju dziennego, przedpokoju i łazienki. Okna wychodziły na plac świętego Piotra. Były malutkie. Jeśli ktoś patrzył z dołu, mógł sądzić, że pomieszczenia były bardzo niskie, ale tak nie było. Miały do trzech metrów wysokości. Obok mieszkał Stanisław Dziwisz. Nie musieli mieszkać na piętrze Papieża. Jan Paweł II miał dzwonek. Kiedy potrzebował, dzwonił. Czynił to rzadko, bo w ciągu dnia i tak prawie cały czas byli razem. Od porannej mszy aż do ostatniej wieczornej modlitwy. Choć, jak opowiada arcybiskup, zdarzało się, że Papież dzwonił na nich, niekoniecznie będąc w potrzebie. Zdarzało się tak zwłaszcza w Castel Gandolfo, gdzie system z dzwonkiem działał podobnie, a Ojciec Święty był bardziej rozluźniony. To była dla niego taka zabawa, forma dowcipu. Ojciec Święty nigdy nie mówił, że to zabawa czy dowcip, ale my zawsze wiedzieliśmy. Bo to nie był jeden dzwonek, tylko cała seria dzwonków. Tak specjalnie sobie dzwonił: dzyń, dzyń, dzyń, dzyń… Było słychać na cały dziedziniec. Bardzo, bardzo głośno.
– I kto wtedy biegł do Ojca Świętego?
Wtedy to biegli wszyscy.
– I jak już przybiegliście, to co Ojciec Święty mówił?
Czasami pytał, gdzie jest któraś siostra, bo miała do niego przyjść, a nie przyszła. Czasami chciał nas o coś zapytać albo po prostu zobaczyć. Tyle że my poznawaliśmy po dzwonkach, czy Ojciec Święty ma potrzebę, czy chodzi tylko o pogodny żart. W Castel Gandolfo mieszkałem naprzeciwko księdza Stanisława, więc po takim „normalnym” dzwonku widziałem, czy on idzie do Ojca Świętego. Jeśli szedł, to ja już nie szedłem. A jeśli nie, to biegłem ja. No, a kiedy słyszeliśmy serię dzwonków, zwykle biegliśmy wszyscy.
– W Watykanie to system pokazywał, czy po dzwonku ktoś do Ojca Świętego poszedł.
W Watykanie było tak, że kiedy Ojciec Święty dzwonił, to u nas i u sióstr zapalało się światełko. Jeśli ktoś z nas odpowiadał na dzwonek, u reszty światełko gasło. Ale w Watykanie dzwonił rzadko. Bardzo rzadko. Zawsze był samowystarczalny. Starał się być. Do końca.

 

najbardziej_lubil_wtorki-