• 15 września 2017
  • komentarzy
  • 125 osób przeczytało
  • to!

Życie Błogosławionej Łucji Brocadelli

Pod koniec XV wieku w małym włoskim umbryjskim miasteczku narodziła się niezwykła dziewczynka. Lucia Brocadelli (Broccoletti) przyszła na świat 13 grudnia 1476 roku jako najstarsza z jedenaściorga rozkosznego rodzeństwa. Jej rodzice należeli do ogromnie szanowanych obywateli w owej miejscowości. Już w kołysce będąc przejawiała oznaki przemawiające za tym, że z pewnością nie była zwyczajnym niemowlęciem. Obie jej piastunki i sama matka dały świadectwo codziennych odwiedzin niezwykłej, nieludzkiej postaci. Zjawa ubrana w charakterystyczny dominikański habit. W czasie odwiedzin miała wyciągać dziewczynkę z kołyski, unosić, a następnie błogosławić. Zaniepokojone kobiety podejmowały próby zaobserwowania skąd owa tajemnicza istota przychodzi i dokąd następnie się udaje. Okazało się to jednak niewykonalne. Dla matki jednak tożsamość odwiedzającej wydawała się jednoznaczna. Według niej była to Święta Katarzyna ze Sienny, której to Łucja została ofiarowana w opiekę. Powyższa opowieść stanowi nieodłączną część i dopiero początek niezwykłych losów narnijskiej mistyczki.

Zachowane źródła zawierające informacje na temat dzieciństwa przyszłej błogosławionej pozwalają na odtworzenie niesamowitych i cudownych wydarzeń z tamtego okresu jej życia. Biografowie wielu jednostek wybranych przez Pana, przedstawiając nam czasy wczesnej młodości, ukazują je jak odcinek egzystencji pełen licznych łask i obdarowań z bożej strony oraz podkreślają cechującą samych świętych i błogosławionych skromność i oddanie. Przypadek Łucji jest w tej kwestii wyjątkowo niestandardowy. Była ona, podobnie jak pozostali święci i błogosławieni, dziewczynką obdarzoną przez Boga wieloma darami i łaskami, jednak wyróżniała się na tle wspomnianej gromady charakterystyczną dla siebie wyjątkową żywotnością i temperamentem. Dokonane przez najbliższych obserwacje przekazane biografom pozwoliły im na odmalowanie obrazu młodej błogosławionej w otoczeniu jej nadprzyrodzonych gości, jako dziecka obdarzonego niezwykle płodną wyobraźnią i żarliwą, pełną pasji wiarą.

Gdy miała zaledwie cztery latka, brat jej matki, Don Simon, przybył z wizytą do jej domu. Jako dobry i empatyczny człowiek, przywiózł z sobą z Rzymu liczne podarki i zabawki dla licznej gromady siostrzeńców i siostrzenic. Łucji pozwolono wybrać prezent i tak też uczyniła. W czasie, gdy pozostałe dziewczynki domagały się ślicznych, malowanych laleczek, czterolatka bez wahania wybrała malutki, uroczy różaniec z wizerunkiem Dzieciątka Jezus. Otrzymawszy go zaczęła tulić i całować, jak to mają w zwyczaju robić dzieci ze swoimi ulubionymi przedmiotami. Nadała mu nawet imię Christarello, które do niego przylgnęło. Resztę dnia spędziła w swoim małym pokoiku dziecięcym, gdzie zaaranżowała specjalny kącik dla wyjątkowego daru od wuja. Nigdy nie czuła się zmęczona, ani znudzona delikatnym gładzeniem i uważnym oglądaniem nowo otrzymanego skarbu. Obserwatorzy twierdzili później, że bez wątpienia były to dla Łucji najszczęśliwsze momenty tego dnia oraz, że dawno nie widzieli jej tak uradowanej. Gdy tylko spotkała ją jakaś przykrość lub trapiło jakieś zmartwienie, przychodziła do Christarello i to właśnie on przynosił jej ukojenie i przeganiał smutki. Uderzająca niewinność i prostota jej oddania się była z pewnością radością dla Boga, który w swej dobroci obdarzał różaniec mocą pocieszania i udzielenia tejże łaski dziecku. Matka Łucji była wielokrotnym światkiem działania boskiej mocy za pośrednictwem niepozornego, ale przy tym najwyraźniej cudownego przedmiotu.

Gdy panienka Brocadelli troszkę podrosła zaczęła towarzyszyć matce w czasie wizyt w kościele. Był to kościół pod wezwaniem Świętego Augustyna. Już od pierwszej wizyty stał się on dla dziewczynki ulubionym miejscem w całym miasteczku Narnia. Z niezwykłą ochotą uczęszczała zarówno na msze święte, jak i odwiedzała świątynię w celu zwykłej modlitwy. To właśnie tam, pośród innych świętych wizerunków, znajdowała się płaskorzeźba przedstawiająca wizerunek Najświętszej Dziewicy Maryi z Dzieciątkiem Jezus na rękach, która szczególnie przykuła uwagę dziecka. Zauważywszy to, matka zwróciła się do córki: „Łucjo, czy wiesz kim jest ta piękna Pani, którą widzisz? Jest Matką naszego Najświętszego Pana Jezusa Chrystusa i to Jego właśnie trzyma na swych cudownych rękach. Jeśli chcesz, możemy tu czasem przychodzić, a ty będziesz mogła odmawiać przed Jej obliczem różaniec, przy pomocy twojego Christarello, który przecież tak uwielbiasz.” Dziewczynka była zachwycona pomysłem. Gdy tylko udało jej się umknąć spod czujnego oka piastunki, biegła prosto do świątyni, żeby podziwiać i modlić się przed wizerunkiem Matki Bożej.

Pod wpływem tych doświadczeń w jej błogosławionej dziecięcej główce zrodził się fantastyczny pomysł – zamarzyła z całej siły swego szczerego serduszka, by móc wziąć na ręce i potrzymać w ramionach samego małego Jezusa, tak samo jak zwykła nosić swego młodszego braciszka. „Och jak wspaniałym byłoby to doświadczeniem!” – myślała. W swej błyskotliwości doskonale wiedziała, do kogo się zwrócić z tym pragnieniem. Zaczęła żarliwie modlić się przed ukochanym wizerunkiem Matki Boskiej z jeszcze większym oddaniem. I wtedy to stał się pierwszy cud z jej udziałem. Maryja Dziewica przychyliła się do błagań gorąco proszącej dziewczyny i postanowiła spełnić jej pragnienie. Jej kamienny wizerunek ożył! Mało tego – wyciągnął do Łucji ręce z dzieciątkiem i umieścił je w jej ramionach. Chłodne, kamienne ciałko Jezuska wkrótce przemieniło się w najprawdziwsze, żywe ciało dziecka. Malutki Chrystus doskonale czuł się pod opieką nowej piastunki, gaworząc radośnie i obdarowując ją słodkim śmiechem. To wydarzenie przekraczało najśmielsze wyobrażenia błogosławionej.

Uradowana ponad wszystko wzięła dziecko i pobiegła co tchu przez miasto do domu. Z trudem udało jej się umknąć przechodniom, którzy widząc małoletnią z niemowlęciem, chcieli jej je odebrać. Dotarłszy bezpiecznie na miejsce, zamknęła się w swoim pokoju. Pozostała tak z Dzieciątkiem przez trzy następne dni bez jedzenia, wody i odpoczynku, nieprzerwanie i żarliwie adorując je, głucha na prośby i napominania zszokowanej matki. Trzeciego dnia, utrudzona przeżyciami, w końcu zasnęła.

Obudziła się z głębokim wewnętrznym przekonaniem o tym, że Pan czuwa nad tymi, którzy pozostają Mu wierni i bez względu na okoliczności przy Nim trwają. Zaraz potem zorientowała się, że jej cudownie ożywiony Christarello zniknął. Wpadła w rozpacz, w której jedynym pocieszeniem okazała się strapiona matka. Kobieta zabrała córkę ponownie do kościoła, gdzie znalazły Dzieciątko Jezus z powrotem w ramionach Jego Matki – Najświętszej Dziewicy Maryi. Przez minione trzy dni Jego miejsce było puste, o czym donosiły liczne świadectwa. Niezwykłe wydarzenie na zawsze zapadło w pamięć mieszkańców miasteczka Narnia. Zdali sobie sprawę, że przez osobę niepozornego dziecka, jakim w owym czasie była Lucia Brocadelli, Pan Najwyższy stara się przemówić i przekazać orędzie na temat swojej woli odnośnie losów zarówno ich małej społeczności, jak i całego świata.