• 22 marca 2017
  • komentarzy
  • 308 osób przeczytało
  • to!

Witaj, Krzyżu, moja jedyna nadziejo!

Wsłuchujemy się dzisiaj w słowa Chrystusa, który mówi do Samarytanki „Daj Mi pić” (J 4, 7). Słowa te wskazują na fundamentalną dla wszystkich chrześcijan wagę chrztu świętego. W pewne zakłopotanie może nas zatem wprowadzić następujący fragment Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian, który poprzedzał czytaną przed chwilą Ewangelię Janową: „A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Dziękuję Bogu, że prócz Kryspusa i Gajusa nikogo z was nie ochrzciłem. Nikt przeto nie może powiedzieć, że w imię moje został ochrzczony. Zresztą, prawda, ochrzciłem dom Stefanasa. Poza tym nie wiem, czym ochrzcił jeszcze kogoś. Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępują zbawienia” (1 Kor 1, 10–18). Wsłuchując się bowiem w słowa św. Pawła, można by odnieść wrażenie, że chrzest wcale nie jest najważniejszy: „Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię” (1 Kor 1, 17). Do tego dochodzą jeszcze jego słowa: „Dziękuję Bogu, że oprócz Kryspusa i Gajusa nikogo z was nie ochrzciłem” (1 Kor 1, 14), a ponadto, jakby dodatek: „Zresztą, prawda, ochrzciłem dom Stefanasa, ale poza tym nie wiem, czy bym kogokolwiek jeszcze ochrzcił” (1 Kor 1, 16). 

Aby wyjść z zakłopotania, trzeba nam więc spróbować dotrzeć do genezy takich, a nie innych stwierdzeń Nauczyciela Narodów. Słowa św. Pawła są związane z trudną sytuacją, jaka zrodziła się w pierwszej gminie chrześcijańskiej w Koryncie. Była to sytuacja podziału między jej członkami, który doprowadził do tego, że jedni mówili: „Ja jestem Pawła, ja jestem Apollosa”, natomiast inni: „Ja jestem od Kefasa”, a jeszcze inni: „Ja jestem od Chrystusa”. Z teologicznego punktu widzenia tylko jedni z nich mieli rację. To ci, którzy mówili: „Ja jestem od Chrystusa”. Bo przecież nie jest ważne to, kto nas chrzcił. Ważne jest natomiast to, do kogo należymy od chwili chrztu świętego, czyli czyją własnością na mocy tego sakramentu każda i każdy z nas się stał. Tymczasem odnosi się wrażenie, że chrześcijanie w Koryncie zapomnieli o tej prawdzie, która rozbrzmiała z taką mocą nieco wcześniej w Antiochii, kiedy tam po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami – „christianous” (por. Dz 11, 26). Po grecku słowo „chrześcijanin” brzmi „christianos”, które dokładnie należałoby oddać jako „należący do pomazańca”, związany z Chrystusem, Chrystusowy. Chrześcijanie – Christianous – to znaczy Chrystusowi. Przez chrzest staliśmy się własnością Chrystusa. 

Kluczem do zrozumienia tego, czym jest chrzest, jest tajemnica krzyża. Dlatego św. Paweł z taką mocą mówił: „Nie posłał mnie Chrystus po to, abym chrzcił, ale abym głosił Ewangelię. I to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, którzy idą na zatracenie, mocą Bożą dla nas, którzy dostępują zbawienia” (1 Kor 1, 17–18). Kilka wersetów dalej Apostoł pisze: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 23–24).

Dlatego św. Paweł – chrześcijanin, czyli Chrystusowy – przedstawia siebie jako tego, kto „nie zna niczego więcej, jak tylko Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (por. 1 Kor, 2, 2). A ponieważ Go poznał pod murami Damaszku, takiego też głosi Go innym. Bo wiara jest ze słuchania. Jak bowiem czytamy w Pawłowym Liście do Rzymian, „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). To On sam – poprzez posługę Apostołów i ich uczniów – wzywa do tego, aby uwierzywszy, że jest On prawdziwie Bożym Synem, Zbawicielem świata i Odkupicielem człowieka, z pokorą prosić Kościół o łaskę sakramentu chrztu. Z chwilą przyjęcia go, zaczyna się w nas niezwykłe życie, którego ustawiczny wzrost zawdzięczamy samemu Bogu, zgodnie ze słowami św. Pawła: „Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg” (1 Kor, 3, 5–7). 

Prawda Chrystusowego krzyża. Dzisiaj stajemy wobec tej prawdy. Jakże przejmujący jest wizerunek krzyża, który znajduje się w centrum naszej dzisiejszej liturgii w prawosławnej katedrze łódzkiej. Ale też doskonale wiemy, że krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa zajmuje centralne miejsca w kościołach katolickich i protestanckich, bo nie ma chrześcijaństwa i nie ma przynależności do Chrystusa bez przyjęcia tej podstawowej prawdy, iż On, Boży Syn, wyniszczył samego siebie, przyjmując najpierw postać sługi, stając się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, a potem wyniszczył się aż do tej haniebnej śmierci na krzyżu, poprzez którą nam wszystkim wysłużył zbawienie (por. Flp 2, 6–8). To jest ta prawda, która od samego początku była głupstwem i szaleństwem dla pogan, a zgorszeniem dla Żydów. Jednakże dla wszystkich, którzy w to uwierzyli, Chrystus jest mocą i mądrością Bożą, przewyższającą wszelką mądrość ludzką, przekraczającą wszelkie ludzkie myślenie i rozumowanie. Bo jest to mądrość nieskończonej miłości, przyjmującej kształt nieskończonego miłosierdzia.

Tę prawdę głosi Kościół od prawie dwóch tysięcy lat, w porę i nie w porę, stając się właśnie poprzez święty znak krzyża znakiem sprzeciwu dla świata. Równocześnie krzyż wyraża tajemnicę, w którą wchodzimy, każda i każdy z nas z osobna, doświadczając osobiście tego, co wyraził św. Paweł w Liście do Kolosan: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24). Wejść w tajemnicę krzyża, odkryć w nim sens osobistego cierpienia i – wbrew mądrości tego świata – dobrowolnie zgodzić się na jego przyjęcie. Jest to szczególna droga duchowa, w której moment wypowiedzenia słów: „Fiat voluntas Tua” – „Niech się tak stanie”, jest początkiem doświadczania w sobie, co znaczy moc krzyża i co znaczy siła cierpienia, jeśli są one złączone z cierpieniami Chrystusa „dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”. Z tego osobistego doświadczenia mocy i mądrości Chrystusa wyrasta siła osobistego świadectwa, do którego jest wezwany każdy chrześcijanin. Jakże głęboko wyraża tę prawdę pieśń, która powstała w latach osiemdziesiątych XX wieku, w czasach pierwszej „Solidarności”, kiedy młodzież naszej Ojczyzny domagała się, aby zawieszony wtedy w szkolnych salach krzyż mógł w nich pozostać: 

Nie zdejmę Krzyża z mojej ściany Za żadne skarby świata, Bo na nim Jezus ukochany Grzeszników z niebem brata. Nie zdejmę Krzyża z mego serca, Choćby mi umrzeć trzeba, Choćby mi groził kat, morderca, Bo Krzyż to klucz do nieba. Nie zdejmę Krzyża z mojej duszy, Nie wyrwę go z sumienia, Bo Krzyż szatana wniwecz kruszy, Bo Krzyż to znak zbawienia. A gdy zobaczę w poniewierce Jezusa Krzyż i ranę, Która otwiera Jego Serce, W obronie Krzyża stanę.

Po prawie trzydziestu latach od tamtych wydarzeń stajemy niekiedy w sytuacjach zbliżonych do tych, które opisuje ta pieśń. Przychodzi nam na nowo, w nowych okolicznościach czasu, odkryć w sobie wartość krzyża, aby być gotowym go bronić w swoim sercu, w swojej duszy, ale także na ścianie swego domu, w miejscach nauki i pracy, w przestrzeni publicznej. Zdajemy sobie sprawę, że jest to wyzwanie i jednocześnie obowiązek, który staje przed każdą i każdym z nas, naznaczonych krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa w chwili chrztu świętego. Jest to także obowiązek naszych Kościołów i wspólnot kościelnych. Nie jest to przecież sprawa tylko osobistej wrażliwości, czy tylko własnego, czysto indywidualnego przekonania. Jest to problem wspólnoty, którą my, chrześcijanie, tworzymy na całym świecie. Doszło bowiem do sytuacji, w której właśnie chrześcijaństwo, będące największą religią na świecie, jest wydane na największe szyderstwa i obrazy, niekiedy wręcz prześladowania. Te naganne postawy są bronione przez „mądrych tego świata” w imię wolności i prawa do wypowiadania własnych myśli i przekonań. Staliśmy się świadkami czasu, kiedy prawo do szydzenia z najświętszych dla chrześcijan wartości jest bardziej szanowane i chronione niż największe świętości i osobista godność osób wierzących. Nie wolno nam zapomnieć o nauczaniu Soboru Watykańskiego II, do którego często nawiązywał Jan Paweł II, że najbardziej podstawowym kryterium i sprawdzianem tego, czy w danym kraju panuje wolność, jest przestrzeganie i ochrona wolności religijnej. Wszędzie bowiem tam, gdzie wolność religijna jest podważana, tam również nie ma prawdziwej i pełnej wolności. Zdajemy sobie sprawę z tego, że trzeba upominać się o prawdę krzyża także w Polsce. Nie możemy zgodzić się na to, aby w medialnych przekazach na temat Polski pokazywano Giewont bez krzyża. Przecież w ten sposób odrzuca się tę cudowną lekcję o krzyżu, którą w 1997 roku wygłosił Jan Paweł II w Zakopanem, niemalże u stóp Giewontu. Wymazując krzyż z polskiego krajobrazu, lekceważy się istotę tego, co stanowi o prawie 1050-letniej wielkiej tradycji chrześcijaństwa w Polsce. Obrona krzyża jest zatem wspólnym zadaniem nas, chrześcijan, pochodzących z różnych Kościołów i wyznań. W zwycięskim krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu jesteśmy prawdziwie Bożymi dziećmi, a między sobą braćmi i siostrami, pokładamy łączącą nas nadzieję. W nim i poprzez niego wyrażamy naszą osobistą godność, wielkość naszego człowieczeństwa i naszą przyszłość, która wykracza poza ten świat.

W krzyżu nadzieja. Ave Crux, spes mea unica! „Witaj, Krzyżu, moja jedyna nadziejo!”. Amen.