• 3 kwietnia 2018
  • komentarzy
  • 869 osób przeczytało
  • to!

W samym środku dwóch światów. Pierre Teilhard de Chardin

Sylwia Haberka

Praprawnuk siostry Woltera. Zafascynowany teorią ewolucji paleontolog i współodkrywca antropoida zwanego „człowiekiem pekińskim”. A zarazem ksiądz-jezuita, chrześcijański apologeta i jeden z najbardziej kontrowersyjnych myślicieli ubiegłego stulecia. W esejach przyrodniczych próbował opisywać ludzkość  jako jeden z gatunków. A w ramach metafizyki wywnioskował, że każda rzecz we wszechświecie, nawet najmniejsza cząstka elementarna, posiada duszę. 

Pierre Teilhard de Chardin (1881-1955) urodził się na zamku Sarcenat koło Clermont Ferrand jako czwarte z jedenaściorga dzieci pary francuskich arystokratów. Matce – oprócz dalekiego pokrewieństwa z Wolterem – zawdzięczał wychowanie w tradycji katolickiej, a ojcu – zapamiętałemu kolekcjonerowi map, skał, okazów flory i fauny – ciekawość świata typową dla badacza. Jego zainteresowanie przyrodą miało jednak także nietypowy rys kontemplacyjny. Po latach wspominał, że jako dziecko z niemal religijną czcią adorował znaleziony przez siebie kawałek żelaza, w którym urzekła go jego trwałość. Do końca życia twierdził, że cała materia przenikana jest przez Duszę świata, którą utożsamiał z Chrystusem wcielonym w kosmos: jednoczącym go jako całość, kierującym jego ewolucją i od wewnątrz podtrzymującym w istnieniu.

 

Sprzeczne powołania

Po ukończeniu jezuickiej szkoły jako osiemnastolatek zdecydował się wstąpić do zakonu. W 1911 roku w Hastings przyjął święcenia kapłańskie. Przełożeni nie pozwolili mu jednak zaprzepaścić naukowych talentów. Jako nowicjusz na Jersey przeprowadził swoje pierwsze prace wykopaliskowe. Przed I wojną wykładał i prowadził badania w Kairze, studiował geologię w Instytucie Katolickim w Paryżu, a w Narodowym Muzeum Historii Naturalnej zgłębiał paleontologię pod kierunkiem swojego mistrza, słynnego Marcellina Boule’a.

Można by go nazwać człowiekiem dwóch powołań, które przez całe życie usiłował pogodzić. W eseju „Jaka jest moja wiara” pisał: „Szczególną cechą mej wiary jest jej zakorzenienie w dwóch domenach życia, które zwykło się uważać za przeciwstawne. Wychowanie i formacja intelektualna czynią mnie «dzieckiem nieba». Dzięki usposobieniu i studiom zawodowym jestem «dzieckiem ziemi». Życie umieściło mnie więc w samym środku dwóch światów(…)”.

W czasie I wojny światowej był sanitariuszem. To, co zobaczył pod Verdun i nad Marną, było dla niego wstrząsem. Mimo to niezłomnie wierzył, że możliwy jest świat bez konfliktów. Uzasadniał to teorią ewolucji – o ile kiedyś wojny służyły przetrwaniu, o tyle teraz korzystniejszy dla gatunku ludzkiego  jest całkowity globalny pokój.

Był dzieckiem swojej epoki, którą znamionowały: przyspieszenie rozwoju naukowego i technicznego, kult nauki i częste przeciwstawianie jej wierze, wzrost popularności doktryn takich jak marksizm, scjentyzm, empiryzm i materializm. Obracając się w środowisku badaczy-przyrodników, miał wielu przyjaciół sceptycznych wobec nadziei zwróconej ku życiu wiecznemu, za to wierzących entuzjastycznie w postęp cywilizacyjny i w możliwości człowieka. Teilhard de Chardin sam częściowo ulegał urokowi tych doktryn, choć zarazem potrafił odnieść się do nich krytycznie.

Jego największym pragnieniem było stworzenie systemu filozoficzno-teologicznego, w którym udałoby się zintegrować nauki przyrodnicze z wiarą w Boga, ewolucję z doktryną o stworzeniu i grzechu pierworodnym, a wiarę w cywilizacyjny postęp z nadzieją życia wiecznego. Liczył, że w ten sposób zintegruje swoje myślenie o świecie, lepiej zrozumie własne nietypowe powołanie na pograniczu życia zakonnego i świeckości, a zarazem pokaże niezbyt religijnym przyjaciołom, że chrześcijaństwo ani nie jest irracjonalne, ani nie każe im porzucić troski o sprawy tego świata, a nawet popiera ich zaangażowanie w jego rozwój.

 

Wszechświat, który dojrzewa

Wspomniany system był w zasadzie trzema nakładającymi się na siebie opisami dziejów wszechświata od samego początku aż do jego przewidywanego końca. Pierwszy z nich był opisem ewolucji z punktu widzenia przyrodnika. Drugi – metafizyczną refleksją o relacji materii i ducha. Zaś na poziomie trzecim francuski myśliciel dokonał syntezy swoich rozważań i jego filozoficzne wnioskowania posłużyły mu do oryginalnej interpretacji niemal wszystkich prawd wiary.

Wychodząc poza tradycyjne rozumienie grzechu pierworodnego stwierdził, że pierwsze zło nie było spowodowane winą człowieka, lecz zaistniało zaraz po stworzeniu świata jako rozproszenie materii (Wielki Wybuch z pierwotnego Praatomu). Stało się przyczyną wszelkiej dezintegracji, cierpienia istot żywych i ich śmierci, a dopiero potem znalazło swój wyraz w grzechu rozumnego reprezentanta kosmosu.

Także Wcielenie i Odkupienie przybrały w pismach Teilharda wymiary kosmiczne. Według niego Syn Boży od chwili upadku świata dążył do jego zjednoczenia, udoskonalenia i skupienia zbuntowanego stworzenia z powrotem w Bogu. Sterując od wewnątrz ewolucją opornej materii, stwarzał kolejne byty. Doprowadziwszy do stworzenia człowieka – istoty na tyle podobnej do Niego, że mógłby się w nią wcielić – kierował dziejami starożytnych kultur, by w pełni przygotować świat na swoje Przyjście. Bowiem dopiero zstępując w samo centrum tragizmu poranionego świata, był w stanie go przezwyciężyć, a zstępując na samo dno cierpienia i śmierci – okazać się ostatecznym Zwycięzcą przez Zmartwychwstanie.

W swoim eseju „Mój wszechświat” Teilhard próbował opisać taką wizję Odkupienia: „Przede wszystkim Chrystus poczuł w sobie ludzkie jednostkowe serce – to serce, które jest dla nas źródłem wielkich cierpień i wielkich radości. Chrystus nie był jednak jakimś człowiekiem; był Człowiekiem (…) totalnym, mieszczącym w swej świadomości świadomości wszystkich ludzi. Dlatego też doświadczył wszystkiego, co ludzkie. Wyobraźmy sobie ocean wszystkich ludzkich namiętności, oczekiwań, cierpień, radości. Każdy człowiek jest kroplą w tym oceanie. Chrystus (…) przelał to burzliwe morze w swoje serce, ujarzmił je w sobie, nadając jego falowaniu, jego przypływom i odpływom swój własny rytm. Oto sens żarliwego życia, dobrotliwego rozmodlonego Chrystusa. Oto niezgłębiona tajemnica Jego Męki. Oto niezrównana zasługa Jego śmierci na krzyżu”.

Dla Teilharda nie ulegało więc wątpliwości, że dzieło Odkupienia zostało w pełni wykonane. Zastanawiał się jednak, dlaczego – wobec  tego – nie nastąpiło wówczas całkowite, widzialne przemienienie świata i wyzwolenie go z wszelkiego tragizmu. I dlaczego wciąż nie możemy oglądać Boga twarzą w twarz.

Odpowiadając sobie na to pytanie uznał w końcu, że widocznie Bóg nie objawił się jeszcze w pełnej chwale, ponieważ stworzenie nie jest na tyle dojrzałe, by Go takim przyjąć. Chrystus uczynił już decydujący krok w stronę świata, ale teraz świat musi uczynić decydujący krok w stronę Boga. Jak jednak miałoby to wyglądać? Teilhard stwierdził, że łaska Boża umożliwiła doprowadzenie cywilizacji do szczytu rozwoju. Ludzkość może więc wyczerpać wszelkie możliwości postępu technicznego, dojść do granic wiedzy o świecie i wspólnymi siłami poznać wszystko, co tylko jest możliwe. Przez wzrastanie w miłości może stać się idealną globalną wspólnotą, całkowicie jednomyślną i pokojową, a rozwijając swoją moralność i zbiorowy system wartości – przejść od doczesnych zainteresowań w kierunku kontemplacji.

Dopiero, gdy wysiłkiem jednostek i całych pokoleń uda się wypracować taki świat, uda się przywołać jego koniec i nastąpi zjednoczenie wszystkiego w Bogu. Nie tylko ludzi, ale także efektów ich pracy, elementów przyrody i wszystkiego, co każdy człowiek – przez miłość, trud i poznanie – uczynił częścią samego siebie i swojej historii życia. Teilhard pisał: „Tu i stąd, w Nim i przez Niego wszystko otrzymamy i poddamy sobie. Odnajdziemy tu prawdziwy blask wszystkich kwiatów i świateł, które pewnego dnia będziemy musieli porzucić, aby dochować wierności  prawom życia. (…) W miejscu tym najsłabsze nasze pragnienie i najmniejszy wysiłek zostaną przyjęte i zachowane i będą mogły bezzwłocznie wprawić w ruch wszystkie substancje świata. Zamieszkamy na stałe w środowisku Bożym. Odnajdziemy w nim to, co najgłębsze w duszach i co najtrwalsze w materii”.

W roku 2015 papież Franciszek w swojej encyklice Laudato si’ – poświęconej trosce o środowisko naturalne – wspomniał tę tezę Teilharda, pisząc: „Cel drogi wszechświata to Boża pełnia, którą osiągnął już zmartwychwstały Chrystus, będący fundamentem powszechnego dojrzewania”.

 

Niezrozumiane przesłanie

Teilhard nie zrealizował jednak swojego pragnienia bycia prawdziwym apologetą. Czytelnikom wydawał się bardziej krytykiem chrześcijaństwa niż jego obrońcą. W jego systemie częściej widziano panteizm, kontestację doktryny o grzechu pierworodnym i bezpośrednim stworzeniu duszy ludzkiej przez Boga. Katoliccy teologowie obawiali się, że jego myśl może osłabić w wielu „jak-dotąd-katolikach” radykalizm chrześcijański na rzecz kultu doczesnego postępu.

Być może mieli nieco racji, bo sam Teilhard wielokrotnie przeżywał śmierć swoich kolegów, którzy – dzieląc z nim entuzjastyczną wiarę w świetlaną przyszłość ludzkiej cywilizacji – odeszli nie przyjmując wiary w Chrystusa. O jednym z nich pisał: „Chciałbym móc mu więcej pomóc. Pocieszam się myślą, że chociaż w bardzo szczególnej formie, pod postacią zbyt ciasnej religii Nauki, oddawał się zawsze czemuś większemu niż on sam; na swój sposób wzrastał: nie mogło go to nie doprowadzić do wspólnego Centrum wszechrzeczy. Tym niemniej ten koniec ma w sobie coś smutnego i niedokończonego”.

Kontrowersyjne tezy nie przysporzyły mu także sympatii przełożonych. W 1926 roku, za sprawą generała jezuitów został usunięty z posady wykładowcy w Instytucie Katolickim, a szereg jego pism otrzymał kościelny zakaz publikacji. To wtedy rozpoczął się etap jego życia obfitujący w egzotyczne podróże badawcze. Odwiedził między innymi Indie, Birmę, Jawę. W Chinach został ekspertem Krajowego Urzędu Geologicznego, a jako paleontolog – współodkrywcą antropoida nazwanego później „człowiekiem pekińskim”. Po drugiej wojnie światowej na krótko powrócił do Francji, ale – niezbyt ciepło przyjęty – ponownie wyemigrował, tym razem do Stanów Zjednoczonych. Stamtąd wyruszał na kolejne wyprawy – do południowej Afryki. Jego ziemska podróż zakończyła się w Nowym Jorku, w Wielkanoc 1955 roku, gdy podczas rozmowy w trakcie świątecznego spotkania z gronem przyjaciół, stracił przytomność i zmarł nagle na wylew krwi do mózgu.

Jego eseje, poematy i listy – dotychczas rozpowszechniane wśród znajomych – po śmierci autora zaczęły oficjalnie ukazywać się w druku, dając początek licznym polemikom trwającym mniej więcej do lat 90-tym ubiegłego stulecia, kiedy to można mówić o zmierzchu mody na teilhardyzm.

Zaintrygowani nim byli nie tylko katolicy, ale także protestanci i prawosławni oraz niewierzący. Hierarchia kościelna ostrzegała przed błędami i niejednoznacznościami zawartymi w jego nauce (monitum z 1962 roku), ale nie brak też było głosów pozytywnych – w tym inspiracji w dokumentach soborowych (szczególnie w Gaudium et spes) oraz odniesień w przemówieniu papieża Pawła VI i homiliach Benedykta XVI. W stulecie jego urodzin w imieniu Jana Pawła II wysłano list okolicznościowy do Instytutu Katolickiego w Paryżu. Spośród teologów budził sympatię de Lubaca i Daniélou, a w pismach Rahnera i Chenu można znaleźć pewne podobieństwa do jego przemyśleń.

Dzisiaj – mimo niedawnego nawiązania w encyklice Laudato si’ papieża Franciszka –  zainteresowanie Teilhardem jest już jednak stosunkowo niewielkie. Być może to dobrze, bo narosło wokół niego wiele nieporozumień. Żeby go właściwie zrozumieć, należałoby przede wszystkim uwzględnić fakt, że jego filozofia – z założenia autora – nie była tylko zachętą dla wierzących i niewierzących do wspólnego włączenia się w budowanie lepszego świata. Przede wszystkim miała być filozoficzną refleksją na bazie wiary w Chrystusa i próbą apologii chrześcijaństwa. Nie była próbą zastąpienia modlitwy pracą, lecz wyrazem dramatycznego głodu Boga, cechującego kontemplatora i człowieka modlitwy, który szukał drogi do uczynienia swojego życia modlitwą nieustanną, a tracąc Boga z oczu i doświadczając „mroków wiary”, gorączkowo szukał w celowości ewolucji świata dowodów na Jego istnienie.

Nie o wszystkim pisał wprost, licząc na to, że w delikatny sposób zainspiruje czytelnika do samodzielnych poszukiwań Chrystusa i nawiązania relacji z Nim. Cenił pasję naukowców i reformatorów społecznych, ale był przekonany, że troska o sprawy świata i zdolność do bezinteresownego poświęcenia się doczesnemu celowi jest pierwszym przygotowaniem do otwarcia się na wartości wyższe – osobowe (miłość), a wreszcie na dialog z samym Bogiem. Bo dopiero osobowa relacja miłości z Nim – jest prawdziwym osiągnięciem pełni.

 

Bibliografia:

 

Bogusławski M., Bóg, religia i człowiek w myśli Pierre’a Teilharda de Chardin, „Hybris. Internetowy Magazyn Filozoficzny” 3 (2005).

Kamykowski Ł., Teilhard i naukowcy. Projekt apologetyczny w konfrontacji z życiem „Analecta Cracoviensia” XV (1983), s. 123-138.

Lucas M., E., Teilhard. A biography, Londyn 1977.

Płużański T., Teilhard de Chardin, Warszawa 1983.

Teilhard de Chardin P., Jaka jest moja wiara, tłum. K. Waloszczyk, w: P. Teilhard de Chardin, Pisma, t. 2, Zarys wszechświata personalistycznego i inne pisma, red. A. Polkowski, M. Tazbir, Warszawa 1985, s. 15-51.

Teilhard de Chardin P., Mój wszechświat, tłum. M. Tazbir, w: P. Teilhard de Chardin, Pisma, t. 1, Człowiek i inne pisma, red. Andrzej Polkowski, Mieczysław Tazbir, Warszawa 1984, s. 107-153.

Teilhard de Chardin P., Środowisko Boże, tłum. W. Sukiennicka, w: P. Teilhard de Chardin, Pisma, t. 1, Człowiek i inne pisma, red. Andrzej Polkowski, Mieczysław Tazbir, Warszawa 1984 s. 289-404.

Teilhard de Chardin P., Wiara w pokój, tłum. M. Tazbir, w: P. Teilhard de Chardin, Pisma, t. 1, Człowiek i inne pisma, red. Andrzej Polkowski, Mieczysław Tazbir, Warszawa 1984, s. 230-235.

 

Sylwia Haberka

teolog, absolwentka Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w
Krakowie. Autorka rozprawy doktorskiej na temat Pierre’a Teilharda de Chardin.