• 22 maja 2015
  • komentarzy
  • 2946 osób przeczytało
  • to!

Św. Rita

Grzegorz Polak

Czy matka może chcieć śmierci swoich dzieci? Czy może tego chcieć przyszła święta? Rita modliła się, żeby prędzej Bóg zabrał jej synów bliźniaków, niżby mieli zgrzeszyć dokonaniem krwawej zemsty.

Wszystko w jej życiu było niesamowite, już od samego przyjścia na świat: była upragnionym dzieckiem niemłodych już rodziców, którzy nadali jej tak nietypowe imię, że trzeba było długo namawiać księdza, aby ochrzcił dziewczynkę. Potem następował kolejno ciąg dramatycznych zdarzeń: niechciane małżeństwo, tragiczna śmierć męża i synów bliźniaków, walka o przyjęcie do klasztoru, stygmaty, cuda, którymi można by obdzielić cały zastęp świętych i wreszcie niezwykłe życie po życiu.

Niechciane zamęście
Rita Lotti za nic nie chciała wyjść za mąż. Od dawna pragnęła iść do klasztoru i poświęcić się kontemplacji Jezusa Ukrzyżowanego. W domu rodzinnym ma izdebkę, gdzie się modli i rozmyśla. Wspina się po górzystych, niebezpiecznych ścieżkach, aby dotrzeć z pomocą do najbiedniejszych. Idealny „materiał” na zakonnicę. Ale jej kochani, dobrzy rodzice wymarzyli dla córki inną drogę. Paolo Mancini wydawał się świetną partią, choć był młodzieńcem – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – rozrywkowym. Na dodatek był człowiekiem mściwym i  awanturnikiem. Szesnastoletnia dziewczyna życzenie rodziców przyjęła jako wyraz woli Bożej i znak, że nie jest godna stanu zakonnego. Małżeństwo staje się dla niej prawdziwym krzyżem. Paolo jest gościem w domu. Rita modli się o jego nawrócenie, często pości. „Gdybym ja miała takiego męża, wydrapałabym mu ślepia” – mówi jedna kumoszka do drugiej. Ale Rita jest cierpliwa i łagodna, nie skarży się nigdy, choć w głębi serca żal jej utraconego życia w zakonie. Nazywają ją „kobietą bez urazy”. Jednak jest w ich małżeńskim życiu jasny moment: przyjście na świat bliźniaków Giacoma Antoniego i Paola Marii. Mąż teraz trochę się ustatkował, nie wszczyna awantur. Dzieciaki rosną jak na drożdżach, ale Ritę niepokoi fakt, że często biją się między sobą, jakby awanturnicza natura ojca przeniosła się na nich. Powraca myśl, że życie rodzinne jest jej powołaniem i przeznaczeniem.

Udaremniona wendeta
Idylla nie trwa długo. Któregoś dnia do drzwi Mancinich stuka sąsiad i obwieszcza tragiczną wieść: Paolo wpadł w zasadzkę. Nie żyje. Przed śmiercią modlił się i przebaczył swoim napastnikom. Tak samo uczyni jego żona, lecz inaczej myślą synowie. W tutejszej tradycji silnie jest zakorzenione prawo wendety, czyli zemsty rodowej. Według tego zwyczaju syn ma obowiązek pomścić śmierć ojca. Synowie Rity nie kryją się z tym zamiarem. „Jeszcze ich dostaniemy w swoje ręce”, odgrażają się nieznanym sprawcom. Matka błaga na kolanach, aby poniechali zemsty. Nic z tego. Moralność chrześcijańska przegrywa z miejscowym obyczajem. Zrozpaczona matka wzywa na pomoc Boga. „Panie, nie pozwól im na dokonanie tego strasznego zamiaru, który u nich staje się coraz zuchwalszy. Raczej zabierz ich z tego świata”.

Ta modlitwa może porażać, ale Rita pragnie zbawienia swoich dzieci. Woli zatem, żeby raczej umarli bez brzemienia ciężkiego grzechu, niż by mieli stać się mordercami. Modli się żarliwie o skruszenie serc swoich synów. Dzieje się jednak inaczej. Najpierw Giacomo Antonio, a potem Paolo Maria padają ofiarą epidemii nieznanej choroby. Wkrótce umierają jeden po drugim. Pociechą dla matki są ich ostatnie słowa: przebaczenie zabójcom ojca i wyrzeczenie się zemsty. Rita zostaje sama.

Rita przekracza mury
Matka przełożona klasztoru augustianek eremitek w Cascia ma poważną rozterką, widząc przed sobą smutną wdowę, która prosi o przyjęcie do nowicjatu. Przeorysza zna jej bogobojne życie, wie, ile wycierpiała i jak wiele zrobiła, aby jej mąż i synowie pojednali się z Bogiem. Jednak klasztor przeznaczony jest dla panien, a Rita jest wdową. Matka przełożona odmawia, nie mówi jednak zdecydowanie: nie. Wdowa Mancini trzykrotnie jeszcze puka do furty klasztornej, za każdym razem otrzymując odpowiedź odmowną. Bo jest jeszcze jeden aspekt sprawy. W klasztorze w  Cascia przebywały zakonnice z  rodzin zabójców Paola Manciniego. Trzeba było więc najpierw pojednać oba rody. Rita – sądząc, że to stanowi przeszkodę w przyjęciu jej do klasztoru – bierze kij podróżny do ręki i wędruje od domu do domu z misją pojednania. Udało się! Bo któż może być bardziej wiarygodnym posłańcem pojednania od wdowy Mancini, która przebaczyła zabójcom męża.

Cierń z krucyfiksu
Wkrótce augustianki przekonują się, jaki skarb mają u siebie. Siostra rita z wielkim poświęceniem posługuje chorym i ubogim. Już jako dziecko, siedząc na kolanach swej matki, posyłała całusy Chrystusowi na domowym krucyfiksie. teraz, aby upodobnić się do cierpiącego Zbawiciela, nosi włosiennicę, biczuje się. Po trzydziestu latach w klasztorze następuje niezwykłe wydarzenie. Rita jeszcze bardziej chce się utożsamiać z Ukrzyżowanym. W Wielki Piątek 1443 r. prosi Chrystusa, aby pozwolił jej odczuć ból przynajmniej jednego z cierni z Jego korony. I oto jeden z gipsowych cierni krucyfiksu klasztornego odrywa się i spada na środek czoła zakonnicy. Rita traci przytomność. Nazajutrz rana powiększa się i zaczyna wydzielać nieprzyjemną woń. Każda z sióstr, zbliżając się do Rity, musi zatykać nos. Na dodatek rana nie goi się. Przeorysza przydziela jej celę na końcu klasztoru i wydaje polecenie, aby posiłki spożywała osobno.

W 1450 r. papież Mikołaj V ogłasza rok Święty. Rita pragnie odbyć pielgrzymkę do Rzymu, ale matka przełożona nie chce posyłać tam zakonnicy, od której roznosi się przykra woń. I oto na kilka dni przed wyjściem delegacji rana na czole znika. Rita może udać się z pielgrzymką. Już w drodze, kiedy siostry zastanawiają się, czy starczy im pieniędzy, Rita wyrzuca wszystkie monety do potoku. Nie trudno odgadnąć, że nie wywołało to entuzjazmu współtowarzyszek, ale przekonały się, iż warto zaufać – jak Rita – do końca Bożej opatrzności. W drodze niczego im nie zabrakło.

Róże św. Rity
Kiedy siostry wróciły z Rzymu, stygmat na czole Rity pojawił się znowu. Wraz z nim powraca odór. Kilka ostatnich lat spędza na pokucie, modlitwie i wyrzeczeniach. Jej organizm jest coraz bardziej osłabiony, siostra Rita gaśnie w oczach. Augustianka, która miała ją pielęgnować, wchodzi do celi z odrazą. Na szczęście Rita ma kuzynkę, która ją odwiedza i która staje się świadkiem cudu. Pewnego dnia Rita prosi krewną – a jest surowa zima i śnieg dookoła – aby przyniosła z ogrodu różę. Kuzynka myśli, że Rita majaczy, ale wychodzi i znajduje różę o pięknym zapachu. Niedługo potem chora prosi o figi. Wszystkie drzewa są ogołocone z liści i owoców, ale na figowcu kuzynka znajduje dwie figi i zanosi je Ricie.

Po śmierci Rity jej cela napełnia się światłem i cudnym zapachem. Wkrótce zaczęły się mnożyć cuda za jej wstawiennictwem. Pierwsza została uzdrowiona augustianka, która pochyliła się, aby pocałować zmarłą. Zaraz potem odzyskał władzę w ręce stolarz, modlący się przy jej śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli zostanie uleczony, z wdzięczności wykona trumnę dla zmarłej. Tak też się stało.

Można wierzyć lub nie wierzyć we wszystkie wydarzenia związane z życiem św. Rity. Dzisiaj jest jednak coraz więcej jej czcicieli, którzy mogą zaświadczyć o cudownym działaniu tej niezwykłej patronki. Jednym z nich jest zamieszkały na Białorusi Aleksander Pruszyński, syn słynnego pisarza. Oto opowieść, jaką usłyszeliśmy od niego:

Było to podczas wojny domowej w Hiszpanii. Moi rodzice Maria i Ksawery przebywali przez pewien czas w Bilbao. Kiedyś mama dowiedziała się, że następnego dnia rano zostanie rozstrzelany „biały” Bask, który miał żonę i pięcioro dzieci. Mama natychmiast zmobilizowała ojca – wówczas korespondenta wojennego „Wiadomości literackich” – żeby zadzwonił do ministra spraw zagranicznych Republiki Baskijskiej i poprosił o jego ułaskawienie. Ojciec zatelefonował, ale dowiedział się, że minister jest poza miastem i nie wiadomo, kiedy wróci. W tej sytuacji, rodzice postanowili pójść do prezydenta, aby prosić u ułaskawienie skazańca. Prezydent mieszkał ok. 10 km od Bilbao. Rodzice udali się tam późnym wieczorem, mimo ulewnego deszczu. Gdy dotarli do celu, okazało się, że nie ma prezydenta i nie ma żadnej możliwości kontaktu z nim. Wrócili do Bilbao, ale mama nie poddała się. W Hiszpanii dowiedziała się o niezwykłej świętej, więc zaczęła się do niej modlić. Była to św. Rita. O w pół do pierwszej w nocy nagle odezwał się telefon. Dzwonił minister spraw zagranicznych, któremu powiedziano o telefonie ojca. Zapytał, czy rodzice chcą być na egzekucji. Jeśli tak, to przyśle po nich samochód. Ojciec oświadczył, że nie po to dzwonił, chciał prosić o ułaskawienie skazańca. „Nie ma sprawy – miał powiedzieć minister. Każę wstrzymać egzekucję. Za kilka dni powróci prezydent i już ja się postaram, żeby skazańca ułaskawić”. Tak też się stało. Potem moja mama wielokrotnie modliła się do św. Rity, wiele razy święta jej pomogła, choć nie w tak dramatycznych okolicznościach. Na pamiątkę tego cudu moja siostra Maria i moja córka Aleksandra mają na drugie imię Rita – kończy swoją opowieść Aleksander Pruszyński.

 

Ksiega_okladka_500pix

 

Grzegorz Polak

Dziennikarz, publicysta, autor książek, dziennikarz telewizyjny. Urodził się w 1952 r. Jest absolwentem Akademii Teologii Katolickiej, gdzie studiował historię Kościoła.