źródło: fot. Stephen Weigel, ołtarz w Bazylice św. Mikołaja
  • 21 marca 2015
  • komentarzy
  • 1776 osób przeczytało
  • to!

Sobota czwartego tygodnia Wielkiego Postu

George Weigel

Gdy coraz szybciej przybliżamy się do Kalwarii, Kościół przypomina nam także o tym, że podobnie jak Chrystus, który ukochał swoich braci i poddał się woli Ojca w doskonałym akcie kapłańskiego daru z siebie, tak samo i my jako przyjaciele Jezusa musimy zarówno cenić sobie i pielęgnować dary dane nam przez Boga w stworzeniu, a równocześnie nauczyć się zachowywać do nich duchowy dystans. Uczą nas tego ojcowie Drugiego Soboru Watykańskiego w czytaniu zaczerpniętym z Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym: „Człowiek bowiem przez Chrystusa odkupiony i uczyniony w Duchu Świętym nowym stworzeniem może i powinien miłować rzeczy same jako stworzone przez Boga. Otrzymuje je bowiem od Boga i widzi je niejako spływające z ręki Bożej – dlatego je szanuje. Dziękując za nie Bogu – Dobroczyńcy i używając stworzeń, i korzystając z nich w duchu ubóstwa oraz wolności, wprowadza siebie w prawdziwe posiadanie światła, niby nic nie mając, a wszystko posiadając. «Wszystko bowiem wasze jest: wy zaś Chrystusowi, Chrystus zaś Boży»”.

Przedstawiony w Ewangelii Janowej z dzisiejszej Mszy Świętej spór słuchaczy Jezusa o to, kim naprawdę jest, to kolejne wielkopostne przypomnienie tego, że Odkupiciel, którego posłał Bóg, niekoniecznie jest takim odkupicielem, jakiego wymarzyłaby sobie ludzkość. Niektórzy w tłumie wierzą, że Jezus jest rzeczywiście obiecanym Mesjaszem, a przynajmniej prorokiem, któremu należy się uwaga, potem jednak odzywają się sceptycy: prorok z Galilei? „Galilea pogan”, prowincja, zacofanie, zaścianek. A czemuż by Bóg miał przyprowadzić obiecanego odkupiciela Izraela właśnie stamtąd? Do sporu włączają się przedstawiciele władzy. Także ich zdaniem sama myśl, że mesjasz miał pochodzić z Galilei, jest śmiechu warta. A gdy wreszcie spór cichnie, „rozeszli się – każdy do swego domu”, a to znaczy, że każdy wrócił do swojego wyobrażenia „proroka”, do stworzonego na własną modłę „Chrystusa”. Mimo profetycznych znaków nie dokonało się jeszcze nawrócenie zatwardziałych serc.

Jest tam także Nikodem: wzorzec wahającego się ucznia, którego Jezus wciągnął w swą orbitę, lecz który nie potrafi jeszcze zmusić się do tego, by się oddać całkowicie sprawie Jezusa. Nikodem odwołuje się do racjonalności prawa i do tradycji: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i zbada, co czyni?” – zupełnie nieświadom tego, że wkroczenie królestwa Bożego w historię w osobie Jezusa zmieniło kryteria oceny proroctw i „znaków”. Nikodem stara się, na swój pełen wahania sposób, zdjąć Jezusa z haczyka, jakim jest snobizm elity Izraela. Sam nie potrafi jednak przyjąć Nowego Życia, ponieważ nie dokonało się w nim jeszcze radykalne nawrócenie. A ponieważ waha się, nie może przynieść owocu; nie zaczął jeszcze całkowicie naśladować Chrystusa, do czego jesteśmy wezwani na tym etapie wielkopostnej wędrówki nawrócenia.

 

rzymskie_1_4_v5_70mm_300dpi (1)

George Weigel

amerykański myśliciel, teolog, biograf Jana Pawła II, współpracuje z Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie, autor książek. m.in. "Świadek nadziei" "Katolicyzm ewangeliczny", "Rzymskie pielgrzymowanie"