• 16 marca 2015
  • komentarzy
  • 2621 osób przeczytało
  • to!

Pycha

Joanna Petry-Mroczkowska

Ta sama pycha każe nam potępiać błędy,  od których w swoim mniemaniu jesteśmy wolni,  co gardzić przymiotami, których nie mamy.
La Rochefoucault

Pycha to, według określenia słownikowego: „wysokie mniemanie o sobie, duma, wyniosłość, zarozumiałość”. Wyrazów bliskoznacznych jest wiele: zadufanie, arogancja, zuchwałość, hardość, buta, ale i wiara w siebie, poczucie własnej wartości i godność. Analogicznie duma to „poczucie osobistej godności, wartości własnej, własnego środowiska, ambicja, także nieraz zbyt wygórowane pojęcie o sobie, nieprzystępność, wyniosłość, pycha”. Duma może być szlachetna, urażona albo zraniona. Specyficzną cechą języka polskiego jest synonimiczność pychy i smakowitości. W języku angielskim, co ma swoje konsekwencje kulturowe, istnieje tylko jedno słowo: pride. Żeby wyrazić pojęcie pychy, trzeba użyć określenia „fałszywa duma” albo arogancja. Duma może człowieka rozpierać, rozsadzać. Pycha nadyma. Anglosasi mówią potocznie he is full of himself – „ktoś jest pełen siebie”. Zarówno pycha, jak i duma wyrastają z poczucia własnej wartości i raczej trudno stwierdzić, gdzie kończy się duma, a zaczyna pycha. Jednak intuicyjnie wyczuwamy, że w anegdocie o spotkaniu dwóch słynnych osobistości starożytnego świata pyszny i zadufany jest Aleksander Wielki, dumny zaś Diogenes, który wyraził tylko jedno życzenie – żeby wielki wódz nie zasłaniał mu słońca. Obie postawy akcentują suwerenność, ale bardziej porusza nas wewnętrzna wolność i niezależność Diogenesa.

Pycha bierze się z oceniania, wartościowania i porównywania. Jest egoizmem, skoncentrowaniem na sobie, fałszywą oceną własnej osoby. Każe nam samych siebie stawiać wyżej, bliźnich zaś niżej. Ponieważ pycha wynika z błędnego sądu, zaliczyć ją należy do dewiacji intelektualnych. Rozumowy charakter pychy ujawnia się w polskim słowie „zarozumiałość”. Nadęty i zadufany w sobie jest ten, kto za bardzo „wierzy w swoją wielkość”.

Dzisiaj, w dobie programowego zacierania różnic klasowych, kiedy niewielkie znaczenie ma wysokie urodzenie czy rycerski honor, nieuzewnętrzniona pycha, w przeciwieństwie do gniewu, obżarstwa czy pijaństwa, jest zwyczajnie niedostrzegana. Bardzo trudno nam uzmysłowić sobie, że jesteśmy warci mniej, niż się nam wydaje. Tymczasem ta skłonność, do której – jak radzą moraliści – powinniśmy się wszyscy przyznać i starać się ją kontrolować, działa w podświadomości, niepostrzeżenie. Jest nagminną przyczyną stresu i frustracji, gdyż sprawia, że nie umiemy przegrywać. Pycha nie pozwala pogodzić się z zajęciem drugiego miejsca. W dobie kultu rywalizacji, sukcesu, przebojowości, siły przebicia, asertywności i promocji własnej osoby lekceważenie skromności jest powszechnym dramatem.

Człowiek pyszny, by podkreślić swoją niezależność, rozdziela łaski, ale ich nie przyjmuje, obdarowywanie bowiem przystoi komuś, kto stoi wyżej w hierarchii, przyjmowanie zaś temu, kto jest niżej. O ile skrajny egoizm utrudnia czy wręcz uniemożliwia dawanie, o tyle pycha sprawia, że nie umiemy przyjmować. Swoją honorowość niektórzy uzewnętrzniają opłacaniem ludzi świadczących im jakieś usługi, nawet jeśli mają one charakter grzecznościowy. W niektórych środowiskach panuje obsesja odwdzięczania się za wszelką cenę za pomocą konwencjonalnych prezentów czy wręcz łapówek. Takie unoszenie się nie najlepiej rozumianym honorem, polegające na przekonaniu, że zarówno za dary, jak i obrazy trzeba się natychmiast zrewanżować, bierze się właśnie z pychy. Pyszny nie umie również prosić, gdyż uznaje to za uwłaczające jego własnej godności. Nie umie dziękować, ponieważ nie widzi powodów do wdzięczności. Nie umie także przepraszać, gdyż w jego charakterze nie leży przyznanie się do błędu. Czyż nie przywodzi to na myśl zagorzałych polskich sporów wokół historycznych przeprosin?

„Zwornik w łuku wszystkich wad”
Pycha, jako poważny grzech, pojawia się w tradycji judeo-chrześcijańskiej. Chrześcijańska pycha ma coś wspólnego z klasyczną hybris (gr.) i żydowską hucpą. W światopoglądzie teocentrycznym pycha alienuje jednostkę od Boga i społeczności. Co więcej, pychę uważa się za źródło wszystkich grzechów. Przekonanie to znajduje wyraz w dziesiątym rozdziale Mądrości Syracha: „Początkiem pychy człowieka jest odstępstwo od Pana, gdy odstąpił sercem od swego Stworzyciela, albowiem początkiem grzechu pycha” (10–13). Owo odstępstwo od Pana, istota każdego grzechu, poprzez związek z pychą staje się apostazją. Z praktycznego punktu widzenia jest to lekceważenie, wyzwanie i bezczelność wobec Boga. Tym aspektem, w pierwszym rzędzie, zajmowało się średniowiecze.

Pycha może rzutować na wszystko, co robimy. Pyszałek (dzisiaj nazwalibyśmy go raczej megalomanem) słucha podszeptów zazdrości, uznając, że należy mu się coś, co posiada ktoś inny i że dlatego trzeba tego kogoś „ściągnąć w dół”. Wybucha gniewem, który, z pozycji własnej wyższości, uznaje za słuszny. Poddaje się chciwości będącej odpowiedzią na wygórowane oczekiwania. Pycha objawia się w obżarstwie, rozwiązłości, będących brakiem umiaru i szacunku dla dóbr oraz innych ludzi. Przejawia się wreszcie w lenistwie, które zapewnia nas, że nie musimy się wysilać, bo nic nie umniejszy naszej wielkości. Także brak punktualności może wypływać z lenistwa lub, jako lekceważenie czekającego, wprost z pychy. Wkrada się we wszystkie zakamarki stosunków międzyludzkich, niweczy porozumienie w przyjaźni, nie pozwala przyjąć rady, przyznać się do błędu i do niewiedzy. Z pychą wiąże się też wybujałą potrzebę niezależności.

Ewagriusz z Pontu sytuuje próżność i pychę odpowiednio na szóstej i siódmej pozycji wśród ośmiu demonów. Dopiero później superbiavana gloria (albo inanis gloria) (łac.) zostały połączone w jeden grzech – grzech pychy. Próżność pojawia się wówczas, gdy mnichowi wydaje się, że przezwyciężył inne pokusy. Błędna jest taka motywacja działania, która zamiast szukać Boga, pragnie ludzkiego poklasku. Przy okazji bowiem w ten sposób motywowany człowiek traci umiejętność właściwego spojrzenia na siebie. Na pierwszy plan wybija się wówczas własne „ja”. Ewagriusz porównuje próżność do dziurawego trzosa. Wkłada się doń uczciwie zarobione pieniądze, ale nic się w nim nie utrzyma. Natomiast „demon pychy jest sprawcą najgłębszego upadku duszy”. Namawia człowieka, aby sądził, że sam jest źródłem swoich prawych czynów i pysznił się nimi przed otoczeniem, mając bliźnich za głupców, którzy nie doceniają jego wielkości. Negowanie własnej natury wprowadza pysznego w świat fałszu i pozorów.

Święty Jan Kasjan przyznawał pysze główne miejsce – ostatnie w łańcuchu wad o wzrastającym ciężarze gatunkowym (pierwszym było obżarstwo). Dla Kasjana jest to najgorszy grzech, „bo kusi doskonałych”. Grzegorz Wielki stawiał pychę, „królową i matkę wszystkich wad”, ponad pozostałymi grzechami głównymi, jako kategorię podstawową. Uważał, że zawładnięte nią serce poddaje się wszystkim innym wadom.

Dodajmy, że również w porządku zaproponowanym przez Grzegorza i zmodyfikowanym przez błogosławionego Henryka z Ostii pycha znajduje się na pierwszym miejscu, ale tuż po niej uplasowała się chciwość. Porządek ten stał się zresztą obowiązujący. Święty Grzegorz wyróżniał cztery warianty pychy. I tak: niektórzy ludzie wyłącznie siebie mają za przyczynę własnych talentów i osiągnięć. Inni przyznają wprawdzie, że owe dary zawdzięczają Bogu, lecz uważają, że im się one należą. Ludzie trzeciego typu szczycą się tym, czego nie posiadają. Czwartego wreszcie, pysznią się swoją wyjątkowością, pogardzają tymi, którzy pozbawieni są cech, które sami posiadają. Analizując tyranię pychy, święty Grzegorz zaobserwował, że człowiek pyszny ma zaburzone poczucie sprawiedliwości i miłości bliźniego. Zajmuje się głównie podziwem dla siebie; z biegiem czasu drażnią go dobre strony bliźnich, zaczyna ich lekceważyć i nimi pogardzać.

Święty Augustyn uważał, że arogancja poprzedza każdy występek. „Pycha – pisał – jest tęsknotą za perwersyjnym wyniesieniem”. Odwrócenie się od Boga oznacza zatracenie części siebie. Według świętego Tomasza z Akwinu pycha to nieuporządkowana miłość do siebie. Przyrodzona miłość własna jest właściwa i polega na tym, że człowiek kocha siebie i pragnie doskonałości. Pyszna wyniosłość zakłada natomiast wywyższanie się ponad swoje miejsce. Wskazuje na nieumiarkowanie w zakresie nadziei i oczekiwań. Owo nierespektowanie własnego miejsca jest echem wiary w neoplatońską ideę porządku natury. Święty Tomasz podaje też definicje pojęć pokrewnych. Ambicja oznacza nadmierny apetyt na honory, chociaż zaszczyt sam w sobie jest dobrem i stanowi nagrodę za cnotę. Nie grzeszy ktoś, kto oczekuje uznania dla swych dobrych czynów. Pragnienie sławy nie jest wadą. Sława powinna jednak przyświecać człowiekowi tylko wtedy, gdy jest do czegoś przydatna, a nie być powodem do samozadowolenia. Trzeba jednak bardzo uważać, żeby człowiek posiadający wiele cennych dóbr, materialnych i niematerialnych, nie sądził, iż ta okoliczność daje mu specjalne prawa. Z próżności wypływa nieposłuszeństwo, chełpliwość, hipokryzja, spory, upór, kłótnie i pogoń za nowinkami.

Pycha była też arcywadą dla Dantego. To grzech, do którego sam się przyznaje (dla poety sława jest próżna, jeśli nie jest zasłużona). Wśród grzeszników spotykanych podczas wędrówki po piekle i czyśćcu najczęściej znajdują się ludzie pyszniący się rodowym pochodzeniem. Podobnie u angielskiego poety Johna Miltona droga do piekła w Raju utraconym wybrukowana jest pyszałkowatymi „ja”.

Grzech rozumu
Dante (w pieśniach VIII–X Piekła) ukazuje skutki ataku pychy na intelekt. Diabelski gród znajduje się w szóstym, ostatnim kręgu górnej części piekła, który mieści ludzi grzeszących brakiem wstrzemięźliwości. Krzywdy wyrządzone innym ludziom są gorsze niż te, które człowiek zadaje samemu sobie. Najgłębszą, najbardziej niepowściągliwą jej formą jest herezja – odmowa posłuszeństwa. Herezja odwołuje się do ludzkiego rozumu na trzy sposoby: przez ekscesy racjonalizmu, mistycyzmu i rozpaczy. Racjonalizm podważa wiarę, oskarżając ją o to, że nie ma podstaw rozumowych, mistycyzm wprowadza pozarozumowe uczucia, rozpacz kwestionuje Boże drogi i przekreśla nadzieję na zbawienie. Obwarowanie diabelskiego grodu symbolizuje trudności w ustaleniu relacji między rozumem a wiarą.

Nasze czasy obfitują w pokusy pychy intelektualnej. Dziś pycha – grzech intelektu – szuka sprzymierzeńca w nauce, która zresztą niejednokrotnie, w ostatnich dekadach, przeżywała momenty upokorzenia. Pycha, usiłująca korzystać z osiągnięć nauk biologicznych (na przykład medycyny), wyraża się w pragnieniu sprawowania kontroli nad życiem, pod hasłami obrony godności ludzkiej. Mamy z nią do czynienia wówczas, kiedy kobieta upomina się o „godność” decydowania (niestety, „po fakcie”) o swojej prokreacyjności czy też kiedy chory domaga się „godnej śmierci”, a więc planuje własny zgon. Z pychy więc w dużej mierze wypływa ideologiczna zgoda na aborcję i eutanazję, choć trzeba podkreślić, że w konkretnych przypadkach to raczej moment bolesnej słabości, zamętu, rozpaczy, być może połączony z lenistwem dążącym do usunięcia trudów życia. Oczywiście nie zawsze przez wybór śmierci przejawia się pycha. Czasem może to być także ambicja kontrolowania „losu” przez technologizację ludzkiej prokreacji, z klonowaniem na czele. W świecie, w którym człowiek czuje się absolutnym panem wszechrzeczy, działania takie wydają się z gruntu racjonalne.

mroczkowska_500pt_rgb_72dpi

Joanna Petry-Mroczkowska

dr romanistyki, tłumaczka, publicystka, autorka książek, mieszka trochę w Waszyngtonie, a trochę w Krakowie