źródło: fot. Stephen Weigel, Bazylia św. Marka, Rzym
  • 9 marca 2015
  • komentarzy
  • 1971 osób przeczytało
  • to!

Poniedziałek trzeciego tygodnia Wielkiego Postu

George Weigel

Jeśli początkiem prawdziwej modlitwy jest Boże pragnienie nas samych – jeśli modlitwa jest darem, który otrzymujemy, nim staje się doskonaloną przez nas praktyką – wówczas główną przeszkodą wzrastania w życiu modlitwą jest pycha. Pycha, jak wyjaśnia glosariusz angielskiej wersji Katechizmu Kościoła Katolickiego, jest formą konkurowania z Bogiem. Trudne, a być może niemożliwe jest odczuwanie tego, że Bóg nas pragnie, gdy jesteśmy zaabsorbowani sobą lub gdy trzymamy się kurczowo własnej autonomii (by posłużyć się językiem ponowoczesności). Autonomiczne, zaabsorbowane sobą „ja” nie jest receptywne; autonomiczne, zaabsorbowane sobą „ja” nie potrafi rozpoznać ofiarowywanych mu darów, gdyż nie potrafi uznać własnej potrzeby otrzymania całkowicie darmowej i niezasłużonej łaski. Autonomiczne, zaabsorbowane sobą „ja” współzawodniczy z Bogiem. Jak nauczają nas Ewangelie, tak rozumiana pycha nie jest jedynie problemem pogan. W dobrze znanej przypowieści o faryzeuszu i celniku (którą Kościół przypomina nam w sobotę kończącą trzeci tydzień Wielkiego Postu) faryzeusz jest bez wątpienia osobą wierzącą, lecz równocześnie jest zadowolony ze swej prawości, której wyrazem są dla niego jego bez wątpienia dobre uczynki. Ludzie wierzący wystawieni są na pokusę współzawodniczenia z Bogiem w równym stopniu co ludzie niewierzący, co podkreśla nam dzisiejsze czytanie mszalne ze Starego Testamentu mówiące o tym, jak prorok Elizeusz uzdrowił z trądu Aramejczyka Naamana.

Naaman jest w zasadzie gotów uwierzyć w to, że jest Bóg w Izraelu: idzie za radą swej służebnicy, by prosić o pomoc proroka Elizeusza; gwarantuje sobie wsparcie swego króla; podejmuje daleką i trudną podróż, by zostać uzdrowionym; gotów jest odwdzięczyć się materialnie za dar zdrowia. Ale kiedy Elizeusz rani jego patriotyczną dumę, każąc mu obmyć się siedem razy w Jordanie, Naaman się buntuje: dlaczegóż on, dowódca wojsk górujących nad wojskami Izraela, miałby się kąpać w izraelskiej rzece? Czyż wielkie rzeki Aramu (czyli dzisiejszej Syrii) nie są większe niż płynący strużką izraelski strumyk? Dopiero słudzy Naamana przekonują go, by zastosował się do polecenia Elizeusza. Dopiero po obmyciu się w Jordanie uzdrowiony Naaman zdobywa się na pokorę i uświadamia sobie, że jego duma mogła być przeszkodą dla uzdrowienia, którego tak bardzo pragnął. Kierując się tą pokorą – tym, że nie jest autonomicznym „ja” – może powiedzieć: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!”.

 

rzymskie_1_4_v5_70mm_300dpi (1)

George Weigel

amerykański myśliciel, teolog, biograf Jana Pawła II, współpracuje z Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie, autor książek. m.in. "Świadek nadziei" "Katolicyzm ewangeliczny", "Rzymskie pielgrzymowanie"