• 7 stycznia 2019
  • komentarzy
  • 30 osób przeczytało
  • to!

Kto może przyjąć komunię świętą?

 

Jak stwierdził kardynał Reinhard Marx, niemieccy biskupi przygotowali niedawno wytyczne, które rozważają możliwość przystępowania do Komunii Świętej protestantów, związanych sakramentem małżeństwa ze współmałżonkiem katolickim. Jedynym warunkiem absolutnym byłoby, aby ci protestanci wyznali wiarę Kościoła katolickiego odnośnie do Eucharystii.

Kardynał Marx dodał, że otwarcie tej możliwości nie oznaczałoby zmiany doktryny, ale jedynie zmianę podejścia duszpasterskiego. Czyż jednak ta nowa procedura „duszpasterska” nie miałaby znaczenia doktrynalnego? Czy wystarczy potwierdzić wiarę Kościoła katolickiego, aby móc otrzymać Eucharystię, czy też konieczna jest przynależność do Kościoła katolickiego?

Dla wiary katolickiej związek między Kościołem a Eucharystią ma charakter konstytutywny. Dlatego w zasadzie tylko ci ochrzczeni mogą przyjąć komunię sakramentalną, którzy są w pełnej komunii eklezjalnej z „jedynym Kościołem Chrystusa […] ustanowionym i zorganizowanym w tym świecie jako społeczność, trwającym w Kościele katolickim i rządzonym przez Następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim w komunii” (Lumen gentium, 8). Każdy, kto kwestionuje tę prawdę objawioną w teorii lub ją podważa w praktyce, wkracza w jawną sprzeczność z wiarą katolicką. Przechodząc obecnie do ukazania związku istniejącego pomiędzy komunią sakramentalną z jednej strony a komunią kościelną z drugiej, uczynię to z perspektywy Objawienia, tak jak jest ono wiernie i w pełni przechowywane w Kościele katolickim, nie podejmując dyskusji o kontrowersyjnych wytycznych Niemieckiej Konferencji Biskupów.

Dzisiaj teologia jest często podporządkowana ideologii i polityce kościelnej. Zamiast wymieniać argumenty w otwartej debacie, dyskredytuje się ludzi. Każdy problem koncentruje się na osobach i dlatego jest neutralizowany. Nawet jeśli ktoś zna Pismo Święte na pamięć, studiował Ojców Kościoła i udowodnił, że jest ekspertem w dziedzinie współczesnej filozofii i nauki, aby go zdyskredytować, wystarczy, aby jakiś prowincjonalny dziennikarz lub teolog amator nazwał go „konserwatywnym”, a cała jego wiedza zostanie zneutralizowana, podobnie jak najlepsze wino nie nadaje się do wypicia, gdy wmiesza się do niego kroplę trucizny. Każdy nowo mianowany biskup jest testowany na pierwszej konferencji prasowej i oznaczany jako konserwatywny lub liberalny – cokolwiek to ma oznaczać – w zależności od tego, czy wypowiada się „za lub przeciw” święceniu kobiet, „za czy przeciw” błogosławieniu par homoseksualnych, „za lub przeciw” celibatowi kapłańskiemu i „za lub przeciw” Komunii Świętej dla osób rozwiedzionych, które ponownie zawarły związek małżeński. Inne tematy nie są ciekawe, a zróżnicowane argumenty się nie liczą. W ten sposób zarzuty dotyczące osobistych uprzedzeń ideologicznych zastępują obiektywną dyskusję. Ci, którzy chcieliby luźniejszego związku między komunią kościelną a komunią sakramentalną – rzekomo w celu ułatwienia dzisiejszym ludziom dojścia do wiary – natychmiast oskarżają swoich krytyków o ograniczoność umysłową i rygorystyczne faryzejskie przywiązanie do dogmatów, których zlaicyzowany chrześcijanin nie może już zrozumieć.

Jesteśmy dziś świadkami atmosfery antydogmatycznej, która ma negatywny wpływ na rozumienie sakramentów. Sakramenty nie są już zatem uważane za widzialne znaki ustanowione przez Chrystusa i celebrowane w Kościele, których skutkiem jest niewidzialna łaska w osobach, które są dobrze dysponowane. Sakramenty są zamieniane w psychologiczne i społeczne środki wsparcia, aby ułatwić nasze wewnętrzne mistyczne doświadczenia z „Chrystusem”, ukształtowanym w naszej świadomości na nasz obraz i podobieństwo. Łaska sakramentów z pewnością nie jest nagrodą za dobre postępowanie moralne, ale tym bardziej nie jest usprawiedliwieniem postępowania niemoralnego i życia przeżywanego wbrew Bożym przykazaniom. Jeśli chodzi o relację między łaską amoralnością, nie ma „albo-albo”, ale „zarówno jedno, jak i drugie”, tak jak czytamy w dokumentach Soboru Watykańskiego II: „Święta i organicznie ukształtowana natura społeczności kapłańskiej aktualizuje się przez sakramenty i przez cnoty” (Lumen gentium, 11).

Wielu ludzi jest dziś niezdolnych, by prawdziwie wejść w liturgię, ponieważ nie wywodzą życia i dogmatów Kościoła z faktu Wcielenia, ale zamiast tego uważają chrześcijaństwo jedynie za historyczną odmianę ogólnego uczucia religijnego, które jest wywołane jakąś niejasną transcendencją. Natura, działanie i skutek sakramentów ujawniają się jedynie w świetle Wcielenia i rzeczywistego historycznego pośrednictwa zbawienia w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa, wcielonego Słowa Bożego. Z tej perspektywy można natychmiast dostrzec, że mentalność tych, którzy mówią: „To może być poprawne pod względem dogmatycznym, ale nie sprawdza się w duszpasterstwie”, jest całkowicie niekatolicka. Chrystus, Nauczyciel Prawdy, który sam jest Bogiem, sprawiającym, że   Go poznaliśmy i umiłowaliśmy, jest jednocześnie Dobrym Pasterzem i „stróżem naszych dusz” (1 P 2, 25), który oddał za nas swoje życie na krzyżu. Dlatego w nauczaniu katolickim nie może być podwójnej prawdy. To, co jest błędne dogmatycznie, będzie miało szkodliwy wpływ na pracę duszpasterską w takim stopniu, w jakim będzie się ona kierować fałszywymi zasadami, zagrażając zbawieniu dusz.

W naszych czasach mediów społecznościowych, komunikacji cyfrowej i totalitarnego włączania w główny nurt najważniejsze jest nie to, czy papież i biskupi docierają do ludzi, ale raczej to, czy poprzez ich przesłanie Chrystus dociera do ludzi – Chrystus, który jest prawdą i życiem Boga. Dlatego też, jako jeden i jedyny niepodzielny Urząd Nauczycielski Kościoła, papież i biskupi pozostający z nim w jedności ponoszą najpoważniejszą odpowiedzialność za to, aby nie wypływały od nich jakiekolwiek znaki dwuznaczne czy też nauczanie niejasne, myląc wiernych lub usypiając ich w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. Dla papieża i biskupów częścią ich „ryzyka zawodowego” jest znalezienie się w sytuacji, w której liderzy opinii i możni tego świata oskarżają ich oto, że nie mają kontaktu z rzeczywistością, są wrogo nastawieni do życia lub utknęli w średniowieczu. Dawni prorocy byli prześladowani. Jezus przestrzegał swoich uczniów, że ludzie będą mówić „kłamliwie wszystko złe na was” z powodu prawdziwej wiary (por. Mt 5, 11). Dlaczego zatem biskupi, jako następcy Apostołów, uważają, że powodem prześladowań i oszczerstw jest jedynie fałszywa polityka medialna, którą można łatwo naprawić dzięki lepszym umiejętnościom komunikacyjnym?

W epoce dogmatycznego relatywizmu, który szybko przeradza się w słowne i brutalne prześladowanie świadków prawdy objawionej, potrzebna jest klarowność myślenia teologicznego i  odwaga męczenników, aby dać świadectwo prawdzie, tak jak Jezus uczynił przed Piłatem. Troską Kościoła jest podążanie za Chrystusem w Bożej prawdzie, a nie za władzami świata. Ale chcemy być świadkami wiary katolickiej i być jej żywymi wzorami w taki sposób, który pozwala nam iść razem z chrześcijanami z Kościołów prawosławnych i innych denominacji na drodze do pełnej jedności Kościoła, tak jak tego pragnie jego założyciel, Jezus Chrystus.

W chwili ustanawiania Eucharystii Jezus nie udzielił szczegółowych odpowiedzi na wszystkie poszczególne pytania, które pojawiłyby się w późniejszej refleksji. Ale wszystkie stwierdzenia dogmatyczne Kościoła opierają się na naturze tego sakramentu, tak jak ustanowił go Jezus. Każdy, kto chce otrzymać sakramentalne Ciało i Krew Chrystusa, musi już być włączony do tego ciała Chrystusa, którym jest Kościół, przez wyznanie wiary i sakrament chrztu świętego. Tak więc nie ma mistycznej, indywidualistycznej i uczuciowej komunii z Chrystusem, którą można by postrzegać, pomijając chrzest i przynależność do Kościoła. Ostatecznie Chrystus jest zawsze Głową swego ciała, a Jego ciałem jest Kościół. Nie istnieje żadna mistyczna i indywidualistyczna komunia z Chrystusem, oparta na uczuciach, pomijająca członkostwo w kościelnym Ciele Chrystusa.

Dla każdego katolika zawsze było jasne, że aby prawomocnie i owocnie przyjąć Ciało i Krew Chrystusa w Eucharystii, trzeba być w pełnej jedności z kościelnym Ciałem Chrystusa w wyznaniu wiary, w sakramentach oraz w hierarchicznej strukturze widzialnego Kościoła. Ponadto wierzący muszą być wstanie łaski uświęcającej, to znaczy muszą szczerze żałować wszelkich grzechów śmiertelnych i wyznać je, stanowczo postanawiając już więcej nie grzeszyć. Normalnie wierni są uwalniani od grzechu ciężkiego, który radykalnie oddziela ich od Boga i Kościoła, przez rozgrzeszenie sakramentalne.

Kiedy papieże i sobory ekskomunikowały heretyków i schizmatyków, wykluczały tych ochrzczonych wiernych z komunii eucharystycznej aż do dnia, kiedy się nawrócili i pojednali z Bogiem i Kościołem. I odwrotnie – także innowiercy, którzy uważali się za ortodoksów, odmawiali komunii kościelnej katolikom, nie udzielając im komunii eucharystycznej.

Dopiero w Konkordii Leuenberskiej między Kościołami wywodzącymi się z reformacji w Europie w1973 roku luteranie i protestanci reformowani zezwolili swoim członkom na uczestniczenie nawzajem w celebracjach Wieczerzy Pańskiej i pozwolili swojemu duchowieństwu głosić kazania w zborach drugiego z Kościołów. Aż do tej chwili trzymali się bowiem mocno zasady, która sięga Kościoła pierwszych wieków, a mianowicie że komunii sakramentalnej nie można oddzielać od komunii kościelnej. I rzeczywiście, nie wszystkie wspólnoty kościelne wywodzące się z reformacji przystąpiły do Konkordii Leuenberskiej. Dla niektórych rozwiązała ona kontrowersje dotyczące rzeczywistej obecności Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej w sposób, który nadmiernie faworyzował pogląd kalwinistyczny, a tym samym nie doszło do prawdziwej jedności wiary w tej kwestii.

Z pewnością nastąpił znaczny postęp w dialogu Kościoła katolickiego z różnymi wspólnotami protestanckimi. Niemniej jednak Kościół katolicki nie może odejść od zasadniczych doktryn wiary, które dotyczą jego własnej misji i udzielanych sakramentów. Gdyby tak uczynił, stałby się niewierny Chrystusowi. Nie wystarczy, aby chrześcijanin niekatolicki selektywnie zaakceptował dla siebie niektóre nauki Kościoła i odrzucił inne lub uznał je za nieistotne. W nauczaniu o Eucharystii istnieje niemal całkowite porozumienie między Kościołem katolickim a Kościołami prawosławnymi (rzeczywista obecność, ofiarniczy charakter Mszy Świętej, konieczna obecność wyświęconego kapłana, bez którego nie ma Eucharystii). Istnieje częściowa zgoda między Kościołem katolickim a niektórymi wspólnotami protestanckimi, zwłaszcza luteranami.

Dla katolików sakramenty nie są jedynie znakami usprawiedliwienia grzesznika, które już się dokonało jedynie dzięki wierze. Są one raczej znakami, które sprawiają to, co oznaczają. I owszem, mogą istnieć okoliczności, w których sakramenty łaski nie mogą być udzielane jako znaki widzialne, a Bóg mimo wszystko przekazuje sakramentalną łaskę tym, którzy otwierają się przed Nim w wierze, nadziei i miłości. Ale czyni to dla zbawienia ludzi, nie czyniąc tym samym mniej istotnym widzialnego, sakramentalnego pośrednictwa zbawienia, które opiera się na Wcieleniu i jest zgodne z naturą ludzką.

Kiedy ktoś interpretuje istniejący w człowieku duchowy głód Boga i Bożej łaski w kategoriach psychologicznych zamiast teologicznych, pojawia się niebezpieczeństwo mylenia sakramentów chrześcijańskich z pogańską magią. Ze względu na nadprzyrodzoną wiarę i łaskę Eucharystia jest „pokarmem nieśmiertelności” (Ignacy Antiocheński, List do Efezjan); nie jest ona lekarstwem na doświadczenia psychodramatyczne i urazy. W takich przypadkach ważne jest stosowanie naturalnych środków leczniczych i terapii. Eucharystia nie może przywracać niejako fizycznie utraconej komunii kościelnej, gdy brakuje jedności nadprzyrodzonej, wypływającej ze wspólnego wyznania wiary, sakramentów i widzialnej jedności z papieżem i biskupami.

Niektórzy twierdzą, z pozorną wielkodusznością, że spraw nie należy interpretować zbyt surowo i że ostatecznie decyzja o przyjęciu Komunii Świętej powinna być pozostawiona pobożnym uczuciom i dobrej woli ludzi. Jednakże w istocie to odwołanie się do subiektywnych uczuć, lekceważące dyscyplinę sakramentalną, wykazuje pogardę dla wiary, która została objawiona przez Boga i powierzona Kościołowi katolickiemu. Kiedy poszczególne konferencje biskupów starają się rozwiązać trudności przez sprawowanie władzy, rezygnując z wszelkich wysiłków zmierzających do głębszego zrozumienia wiary katolickiej, i wyrażają autorytarny dyktat, milcząco zakładając aprobatę papieża, wówczas magisterium Kościoła podminowuje samo siebie. Wszakże jego autorytet opiera się nie na władzy administracyjnej, lecz na „słowie Bożym, spisanym lub przekazanym”. Urząd Nauczycielski „nie jest ponad słowem Bożym. Lecz jemu służy, nauczając jedynie tego, co zostało przekazane. Znakazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego pobożnie słucha on Bożego słowa, święcie strzeże i wiernie wykłada. I wszystko, co z tego jednego depozytu wiary czerpie, podaje do wierzenia jako objawione przez Boga” (Dei verbum, 10).

Bóg ustanowił w Kościele katolickim tylko jedno magisterium. Niektórzy proponują, aby w Kościele mogła istnieć różnorodność i rozbieżność w sprawach wiary oraz udzielaniu sakramentów. Sugeruje się nawet, że konferencje biskupów lub poszczególni biskupi mają własne magisterium, dzięki któremu mogą interpretować Objawienie na własnych prawach w sposób dogmatycznie wiążący bez więzi z papieżem i episkopatem powszechnym. Propozycja ta nie tylko ujawnia przerażający brak edukacji teologicznej, ale jest niczym innym jak potwornym atakiem na jedność Kościoła w Chrystusie. Dla Kościoła powszechnego i kolegium biskupów papież jest zasadą jedności wiary i podstawą komunii w sakramentach. Indywidualni biskupi odgrywają analogiczną rolę dla swoich Kościołów lokalnych (por. Lumen gentium, 18; 22). Nie mogą być przyczyną podziału Kościoła powszechnego na autokefaliczne kościoły narodowe. Świecka zasada decentralizacji władzy politycznej może być stosowana do Kościoła tylko analogicznie i tylko w odniesieniu do logistycznych kwestii administracji kościelnej. Z całą pewnością nie można jej zastosować do prawdy, która jednoczy wszystkich wierzących w Boga, trwających „w nauce Apostołów i we wspólnocie, włamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2, 42).

Niemniej w wyjątkowej sytuacji zagrożenia śmiercią, kiedy stawką jest bezpośrednie przygotowanie wierzącego na jego sąd szczegółowy i życie wieczne, Kościół nie może odmówić pomocy duszpasterskiej chrześcijaninowi niekatolickiemu, który jest ochrzczony, gdy on lub ona poważnie oto prosi. Oczywiście może to mieć miejsce jedynie przy poszanowaniu wiary osoby wierzącej. W rzeczy samej większość chrześcijan niekatolickich nie jest winna herezji i nie odstąpiła od Kościoła katolickiego z własnej inicjatywy. Ze względu na chrzest i wiele innych elementów, które budują Kościół, chrześcijanie wspólnot eklezjalnych, które wyłoniły się z reformacji, mają rzeczywisty związek z Kościołem katolickim. Rzeczywiście istnieje komunia, chociaż nie jest to pełna komunia (por.  Unitatis redintegratio, 3).

Gdy chrześcijanie niekatoliccy w sytuacjach poważnej konieczności, która ma wpływ na ich wieczne zbawienie – sytuacji tych nie należy mylić z dylematami społecznymi lub psychologicznymi – proszą księdza katolickiego o sakramentalne przebaczenie grzechów i Komunię Świętą jako wiatyk, czyli jako pokarm na ich ostatnią drogę, wówczas rzeczywiście można im udzielić tych sakramentów łaski. Nie trzeba spełniać żadnych innych warunków niż wyrażenie wiary Kościoła odnośnie do tych sakramentów, przynajmniej domyślnie. Rzeczywiście, ze względu na ich wiarę, nadzieję i miłość Bóg daje im łaskę sakramentów. Należy unikać wszelkich pozorów relatywizmu.

Nie wolno jednak arbitralnie poszerzać koncepcji takich jak „przynaglająca poważna konieczność” (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 844 §4), aby de facto doprowadzić do sakramentalnej jedności Kościoła katolickiego ze wspólnotami kościelnymi, które nie są z nim w pełnej komunii. Należy interpretować prawo kanoniczne w świetle objawionej wiary, a jeżeli chodzi oprawo czysto kościelne, musi być ono również korygowane w tym samym świetle. I odwrotnie, niemożliwe jest, aby pozytywne, czysto ludzkie dyspozycje kanoniczne kiedykolwiek praktycznie podważały wiarę. Jeśli chcemy być nadal katolikami, to nie jest możliwa rozbieżność między doktryną wiary a jej praktyką. Ostatecznie celem nie jest interkomunia między widzialnymi Kościołami, które będą od siebie oddzielone, ale widzialna jedność Kościoła, która wyraża się i urzeczywistnia w jedności wiary, sakramentów i uznaniu urzędu nauczania i rządzenia papieża i biskupów (por. Unitatis redintegratio, 4).

Choć małżeństwo i rodzina wyznaniowo mieszane stanowią zapewne wielkie wyzwanie dla małżonków i ich dzieci, to mogą być jednocześnie szansą z ekumenicznego punktu widzenia. Z całą pewnością jednak nie stanowią one sytuacji „przynaglającej poważnej konieczności”, wymagającej udzielania sakramentów Kościoła katolickiego stronie niekatolickiej dla zbawienia jego czy jej duszy. Jeśli chrześcijanie protestanccy dochodzą do wewnętrznego przekonania, że   w swoim sumieniu potwierdzają całą wiarę katolicką i jej formę kościelną, to muszą również dążyć do pełnej widzialnej komunii z kościołem katolickim.

W odniesieniu do Kościołów prawosławnych pytanie jest inne zarówno pod względem dogmatycznym, jak i praktycznym, ponieważ mają one takie samo rozumienie Kościoła oraz rzeczywistości sakramentalnej jak katolicy. Mają ważne sakramenty, sakramentalne kapłaństwo i ważne święcenia biskupów, którzy są prawdziwymi i prawowitymi następcami Apostołów. Tak więc jeżeli „domaga się tego konieczność lub zaleca prawdziwy pożytek duchowy” i unika się błędu indyferentyzmu oraz „fizycznie lub moralnie jest niemożliwe udanie się do szafarza katolickiego”, wierny katolicki może poprosić księdza prawosławnego o sakrament pokuty, namaszczenia chorych i Eucharystii (Kodeks Prawa Kanonicznego, 844 § 2). Jeśli chodzi o rozporządzenia Kościoła katolickiego, kapłan katolicki może zgodnie z prawem udzielić tych sakramentów chrześcijanom prawosławnym, pod warunkiem że „sami o nie proszą i są odpowiednio przygotowani” (Kodeks Prawa Kanonicznego, 844 §3). Natomiast prawosławni są bardziej powściągliwi w stosunku do Kościoła katolickiego. Powodem jest to, że w swojej doktrynie o sakramentach nie zawsze, a przynajmniej niekonsekwentnie, wyciągali wnioski Kościoła katolickiego z fundamentalnych decyzji antydonatystycznych wIV iV wieku. Idąc za nimi, Kościół katolicki uważa, że   nawet kapłan heretycki czy schizmatycki, także ten, który nie żyje nienagannie moralnie, może skutecznie udzielać sakramentów, pod warunkiem że jest on ważnie wyświęcony i sprawuje sakramenty zgodnie z intencją Kościoła.

Jeśli chodzi o kompetencje konferencji biskupich w kwestiach doktrynalnych, nie można ograniczać tego zagadnienia do ich kompetencji prawnych, kanonicznych. Niezwykle ważne jest to, aby pamiętać, że ani biskupi, ani papież nie mają kompetencji do ingerowania w treść sakramentów (Sobór Trydencki, Nauka o Komunii pod dwiema postaciami, DH 1728) i do milczącego inicjowania procesów, które wprowadzają błędy i zamieszanie w praktyce sakramentalnej, zagrażając w ten sposób zbawieniu dusz.

Ekumenizm musi zmierzać do przezwyciężenia różnic doktrynalnych w istocie sprawy. Nie może ograniczać się do znajdowania formuł kompromisów słownych, których ostatecznie nie da się utrzymać. Gdy zrzuca się winę za podział chrześcijaństwa zachodniego na teologię akademicką, to krzewiona jest jedynie obojętność w sprawach wiary. Konsekwencją byłby nihilizm eklezjologiczny otwierający otchłań, która ostatecznie pochłonie Kościół. Istnieje jednak alternatywa, której należy się trzymać: „Kościół Boga żywego […] filar i podpora prawdy” (1 Tm 3, 15).

 

Fragment książki: „Drogowskazy na dzisiaj”