Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 23 maja 2016
  • komentarzy
  • 1 107 wyświetleń
  • lubi to!

Trójjedyny w Biblii? cz.2

Anna Świderkówna

Jeżeli spojrzymy nie na to, co Jezus mówił, tylko na Jego postępowanie, to sprawa się przedstawia nieco inaczej i dopiero w kontekście Jego postępowania Jego słowa nabierają nowego znaczenia.

Jezus był człowiekiem, który szedł z miłością do wszystkich nieczystych, których odtrącał oficjalny judaizm. Był człowiekiem, który odpuszczał grzechy jak sam Bóg, mianował się Panem szabatu, pozwalał sobie na pogłębienie czy poszerzenie Dekalogu. Potrafił powiedzieć, że jest kimś więcej niż Salomon, że jest kimś więcej niż Świątynia, a Świątynia to było miejsce mieszkania Boga. I człowiekiem, który mógł po wiedzieć, że niebo i ziemia przeminą, a Jego słowa nie przeminą. Jaki człowiek może sobie na to pozwolić? Co więcej, od swoich uczniów żądał miłości większej od tej, jaka się należy rodzicom. O Bogu mówił zawsze „Ojciec”, „Ojciec mój”, kiedy mówił o sobie, a „Ojciec wasz”, kiedy mówił o uczniach. O Bogu mówił „Abba”. My dzisiaj, rozważając te słowa, dostrzegamy łatwiej, że w ten sposób mówiąc – „Abba”, „Ojciec mój”, „Ojciec wasz” – Jezus wyrażał wyjątkowość i wyłączność relacji, jaka tylko Jego łączyła z Ojcem. My to rozumiemy, ale nie wyobrażajmy sobie, że rozumieli to od początku uczniowie Jezusa. Na pewno by się zgubili kompletnie, gdyby chcieli zbudować jakiś własny system religijny i filozoficzny. Na swoje szczęście pamiętali to, co Jezus im powiedział, że On jest drogą, prawdą i życiem i że dopiero Paraklet, kiedy przyjdzie, wprowadzi ich w całą prawdę.

„Paraklet” jest to termin grecki (παρακλητος; przeszedł także do języka aramejskiego), który znaczy pocieszyciel, wspomożyciel, orędownik, adwokat. „Pocieszyciel” to jest niesłychanie słabe słowo, otóż zstąpił Paraklet na nich w wichrze i w ogniu w dniu Pięćdziesiątnicy i wtedy poznali w Nim Ducha, obietnicę Ojca. I pojęli wiele z tego, czego wcześniej pojąć czy udźwignąć nie mogli, ale i to też nie nastąpiło tak od razu i tak łatwo. Tak jak Jezus im zapowiedział, Paraklet pozostał z nimi na zawsze i obecny w pierwszych wspólnotach przedziwnie łączył i spajał ze sobą ludzi często bardzo różnych. Muszę powiedzieć, że Duch Święty jest światłem, ale nie tylko, On jest tym, który tworzy wspólnotę, który sam jest jednością w Trójcy Świętej. Jezus mówiąc o Duchu Świętym, używa słowa ruah, które po hebrajsku znaczy także wiatr. Mnie bardzo w zrozumieniu działania Ducha Świętego, przejawów działania Ducha Świętego pomogło opowiadanie, które kiedyś przeczytałam.

Pewien ojciec został sam ze swoją czteroletnią córeczką. Miał jakąś ważną pracę do dokończenia i martwił się. Powiedział do żony, że jak zostanie z córką, to ona mu żyć nie da. „To powiedz jej, co ma rysować, to będzie ci rysować i będziesz miał spokój”. Mała przyszła, a ojciec powiedział jej, żeby narysowała mu domek. Po paru minutach przyszła z narysowanym domkiem, więc poprosił ją o narysowanie pieska. Narysowała pieska. Potem poprosił ją o narysowanie samochodu. Narysowała samochód. Rysowała szybko, ciągle wracała, więc on się w końcu zdenerwował i chcąc się jej pozbyć na dłuższy czas, powiedział, żeby narysowała mu wiatr. Mała się zastanowiła, spojrzała na ojca i poszła rysować wiatr. Po jakimś czasie dziecko przyszło i przyniosło rysunek, a rysunek wyglądał tak: prosta kreska i od tej prostej kreski prostokąty mniejsze, większe, ale wszystkie prostokąty pod jednym kątem do tej kreski. Ojciec zrozumiał, co ona narysowała, ona narysowała sznur bielizny, gdzie cała bielizna jest odchylona przez wiatr. Zrozumiał, że ona rzeczywiście narysowała wiatr. Widzą państwo, my w ten sposób widzimy Ducha Świętego, my nie widzimy Jego, ale widzimy Jego działanie, On jest tym, który nas wprowadza w tajemnice Boże. Oto na przykład jakieś zdanie czy jakaś prawda, którą myśmy wcześniej przyjmowali i akceptowali, godziliśmy się na nią, ale raptem nam się zapala coś od środka i widzimy ją zupełnie inaczej. Więcej, tego, co widzimy, nie jesteśmy w stanie przekazać drugim, dlatego że drugim możemy powiedzieć tylko to, cośmy przedtem też wiedzieli, natomiast to, co nam Duch Święty dał, możemy przekazać tylko tym, którzy tego samego doświadczyli, którzy już to wiedzą. I to jest to, co nas łączy, czy może Ten, który nas łączy. Tak jak łączył pierwsze gminy chrześcijańskie.

Kiedy pierwsi uczniowie Jezusa podejmowali jakieś ważne decyzje, to mieli tak wyraźną świadomość udziału Ducha, że pisali na przykład do gminy chrześcijańskiej w Antiochii, iż „Duch Święty i oni” postanowili (por. Dz 15, 28). W przekładzie Biblii Tysiąclecia jest powiedziane „Postanowiliśmy, Duch Święty i my…”, ale tekst oryginalny jest specjalnie ciekawy. Brzmi on bowiem jak początek uchwały greckiego miasta-państwa, tylko że uchwała greckiego miasta-państwa by brzmiała: „Rada i lud podjęły uchwałę”. Tutaj Duch Święty jest bardzo osobowy, a cały kłopot polega na tym, że słowo oznaczające Ducha, pneuma po grecku i ruah po hebrajsku, ma bardzo różne znaczenia. Może oznaczać wiatr, może oznaczać tchnienie, może oznaczać ducha w znaczeniu ducha mocy. W wielu wypadkach trzeba się zastanawiać, czy mamy do czynienia z Duchem Świętym osobą, czy mamy do czynienia z czymś innym. Tutaj jednak nie ma wątpliwości. Jednocześnie trzeba powiedzieć, że nawet wtedy, kiedy tak pisali, nie mieli jeszcze żadnych gotowych dogmatów. Wiedzieli tylko jedno, że ich Bóg, Bóg jedyny, Bóg Abrahama, Izaaka, Jakuba jest w jakiś niepojęty dla nich sposób Ojcem, Synem i Duchem, że Duch – tak jak im obiecano – wprowadzał ich coraz głębiej w tajemnice Jezusa Chrystusa. I coraz lepiej rozumieli, że właśnie w tajemnicy Jezusa Chrystusa odnajdą wszystko. Bo prawda jest taka, że my nigdy nic nie zrozumiemy z tajemnicy Trójcy Świętej, z  tajemnicy Boga, jeżeli pójdziemy inną drogą niż droga, którą jest Jezus Chrystus (Jezus nie na darmo mówi o sobie „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” [J 14, 6]).

Trzeba się przyjrzeć Jezusowi, przyjrzeć się Jego życiu, On objawia wszystko każdym gestem swojego życia. Bo czyni to nie tylko tym, co mówi, ale także tym, co robi. On sam jest jednym wielkim objawieniem. Są takie słowa, o których zapominamy często, na przykład u św. Jana: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego (5, 19); Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba (8, 29); Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał (4, 34). Jest tu całkowita zależność Syna od Ojca, a jednocześnie u tego samego Jana mamy i takie słowa: Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10, 30). Więc zależność czy jedność? Ta sprzeczność jest tylko pozorna, za często widzimy w  posłuszeństwie przeciwieństwo wolności, a dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nie rozumiemy dwóch słów: wolność i miłość. Wolność to nie jest bynajmniej robienie tego, co mi się chce, lecz tego, czego chcę naprawdę. To jest bardzo istotne rozróżnienie. Kiedy Jezus się modli w Ogrójcu, On nie chce iść na śmierć, Jemu się tego nie chce, ale On chce pełnić wolę Ojca. To jest kwestia wolności: robić to, czego naprawdę chcę, a w kwestii miłości – każda miłość godna tego miana dąży do zjednoczenia. I drogą do tego zjednoczenia jest przede wszystkim zjednoczenie woli. Miłość zawsze pragnie chcieć tego, czego pragnie ten, kogo kochamy. Właśnie w ludzkiej miłości jest niebezpiecznie, bo kochany człowiek może chcieć czegoś złego dla siebie, dla mnie, dla kogoś innego. Natomiast z Bogiem takiego problemu nie ma. To nieznające granicy posłuszeństwo Syna jest po prostu doskonałym wyrazem miłości, jak również Jego jedności z Ojcem. W Ewangelii według św. Mateusza mamy słowa wyrażające radość Jezusa: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i zie mi…” (11, 25). I zaraz potem mówi tak: Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić (w. 27). Tutaj trzeba sobie powiedzieć, że „znać” po hebrajsku czy po aramejsku to nie jest nasze „znać”. Dla nas „znać” to jest pojęcie intelektualne, ale gdy mówimy o poznaniu drugiego człowieka, przestaje ono być tylko intelektualnym poznaniem. Na to, żeby poznać drugiego człowieka, musimy z nim żyć, tu sam intelekt nie wystarczy, trzeba doświadczenia. Hebrajski czasownik „znać” wyraża także tę najbardziej intymną znajomość i zażyłość, jaką daje związek fizyczny mężczyzny i kobiety. Dlatego Maryja odpowiedziała Aniołowi: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1, 34). Nie znam męża – tylko trzeba wytłumaczyć, co to znaczy.

Gdy Jezus mówi, że nikt nie zna Syna oprócz Ojca ani Ojca nikt nie zna oprócz Syna, to mówi to samo, o czym już tutaj mówiliśmy. Mówi innymi słowami, że ta relacja, która łączy Go z Ojcem, jest czymś zupełnie wyjątkowym, jedynym. Jedna rzecz jest charakterystyczna, zaczynająca się od słów Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Oznacza to, że ta relacja nie jest czymś, co Jezus zdobył lub stworzył, tylko czymś, co zostało Mu przekazane, dane przez Ojca. I o tej relacji mówi Jezus u św. Jana wielokrotnie, choć mówi inaczej. Słowami, którym na ogół przytakujemy, bo nam się zdają zupełnie niezrozumiałe. I tutaj może najwygodniej jest zacząć od rozmowy z Filipem, kiedy Filip poprosił Jezusa: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy (J 14, 8). To jest w gruncie rzeczy ta sama prośba, którą w  swoim czasie Mojżesz skierował do Boga, by pokazał mu swoją chwałę, swoje oblicze (por. Wj 33, 18). My byśmy się z Filipem zgodzili, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Tymczasem Jezus powiedział Filipowi z wyraźnym wyrzutem: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca (J 14, 9). Co to znaczy? Naprawdę już nic nie rozumiemy, Jezus jest tutaj człowiekiem, zupełnie człowiekiem. To jest jeszcze za ziemskiego życia Jezusa. I Jezus mówi do Filipa: Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. A dalej jest jeszcze gorzej. Dlaczego mówisz: «Pokaż nam Ojca»? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? (J 14, 9–10). To są słowa, które się powtarzają u św. Jana wielokrotnie, Ja w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Co właściwie Jezus chce przez to powiedzieć?

Odpowiedzi szukam w tzw. Modlitwie arcykapłańskiej Chrystusa, w  słowach Wszystko moje jest Twoje, a  Twoje jest moje. Chodzi niewątpliwie o wszystko, kim Jezus jest. To jest ta wspólnota życia i miłości, to jest więcej, niż mogą powiedzieć o sobie najbardziej, najgłębiej zżyci ze sobą małżonkowie. Bo człowiek nie jest zdolny sam w sobie do takiej wspólnoty. Taka wspólnota nazywa się po grecku κοινωνία, a po łacinie mamy słowo, które znamy w innym znaczeniu, communio, komunia. Zauważyłam z  radością, że nowy katechizm w  polskim przekładzie posługuje się tym słowem właśnie w znaczeniu tej wspólnoty, gdzie wszystko jest wspólne. Chociaż po polsku komunia została związana z przyjmowaniem Eucharystii, to zobaczymy, że to nie jest tak zupełnie bez związku.

Anna Świderkówna, Sekrety Biblii, Wydawnictwo M, Kraków, s. 97-85


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

Niedziela, 10.08.2014

Jan Paweł II

Duchowe macierzyństwo

Elżbieta Wiater

Niedziela, 31.08.2014

Jan Paweł II

partnerzy