Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii
źródło: Shutterstock
  • 21 maja 2016
  • komentarzy
  • 1 236 wyświetleń
  • lubi to!

Trójjedyny w Biblii? cz.1

Anna Świderkówna

Jeżeli spróbujemy iść od strony Boga, od strony Pisma Świętego, jeżeli zaczniemy rozważania o Trójcy Świętej od początku, to znaczy od Pisma Świętego, przede wszystkim od tego, co Jezus mówił, ale nie tylko, jak zaraz zobaczymy, to i wtedy nie wszystko zrozumiemy. Nie możemy zrozumieć drugiego człowieka, tak naprawdę rozumiemy go lepiej, jeżeli z nim stale żyjemy, jeżeli między nami tworzy się zażyłość, tworzy się przyjaźń. I tylko w ten sposób możemy coś z tego drugiego człowieka zrozumieć. Jeżeli będziemy studiowali jakieś wyniki badań, jakieś opracowania o nim, to nam to nic nie da, my musimy żyć z tym człowiekiem. Musimy żyć jego życiem, to samo tym bardziej dotyczy Boga. Jeżeli będziemy próbować spekulacji, to dojdziemy do takiego momentu, że się zaplączemy całkowicie.

Zacznijmy od początku, to jest od Starego Testamentu. Czy w Starym Testamencie jest jakiś zarys objawienia tajemnicy Trójcy Świętej? Bibliści twierdzą, że nie ma tej tajemnicy tam, gdzie się jej domyślamy, na przykład w postaciach trzech gości, którzy przychodzą do Abrahama (por. Rdz 18), chociaż mamy piękny obraz Rublowa to medytacja o Trójcy Świętej. O trzech gościach wyraźnie jest powiedziane, że Bóg rozmawiał z Abrahamem i jednego anioła posłał w jedno miejsce, a drugiego anioła posłał w drugie. Tak samo niektórzy chcieli się dopatrywać zarysu tej tajemnicy w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, gdzie Bóg stwarza człowieka (1, 26–27). Tam w pewnym momencie Bóg ni stąd, ni zowąd przechodzi na liczbę mnogą. Występujące tam słowo Elohim oznaczające Boga ma formę liczby mnogiej, ale normalnie zawsze ma orzeczenie w liczbie pojedynczej, a tutaj raptem Bóg mówi: „Stwórzmy człowieka”. Bibliści mówią, że jest to najprawdopodobniej tak zwana liczba mnoga zastanowienia. My to nawet mamy po polsku. Wyobraźmy sobie, że mam jakieś trudne zagadnienie do rozwiązania, jestem sama i mogę sobie w pewnym momencie powiedzieć: „Zastanówmy się, co ja mam zrobić”. Najprawdopodobniej to jest właśnie to, a jednocześnie przejście na liczbę mnogą wskazuje na to, że ma się stać coś niesłychanie ważnego, zostaje stworzony człowiek na obraz i podobieństwo Boga, nawiasem mówiąc człowiek tutaj to nie jest jeden człowiek, tylko gatunek ludzki.

Słowo adam oznacza zarówno pojedynczego człowieka, jak i cały gatunek ludzki, a ponieważ w tym wypadku występuje z rodzajnikiem, więc bibliści mówią, że to chodzi o gatunek ludzki. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, stworzył go mężczyzną i niewiastą, a naprawdę po hebrajsku jest, że stworzył go męskim i żeńskim, co znaczy, że Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo nie jednego mężczyznę czy jedną kobietę, tylko stworzył ludzkość, tak żeby byli mężczyźni i  kobiety. Żeby mężczyzna szukał odruchowo dopełnienia w kobiecie i kobieta szukała dopełnienia w mężczyźnie, żeby byli na siebie otwarci, żeby ich życiem musiało być przyjmowanie i dawanie, bo obrazem Boga nie jest jeden człowiek, ale wspólnota. Wspólnota zwrócona ku sobie, dla siebie.

A jak patrzymy na Boga w Starym Testamencie, to odkrywamy, że od samego początku Bóg jest zawsze Bogiem dla człowieka, co bardzo denerwuje filozofów. Rzecz polega na tym, że Bóg, który z definicji jest bytem doskonałym, Absolutem, nie może być „dla”. A Bóg Starego Testamentu jest zawsze Bogiem „dla”: dla człowieka, nawet dla świata w jakiś sposób. To samo się zaznacza w tym tekście, o którym mówiłam już, w imieniu Boga objawionym Mojżeszowi. Tam mówi Bóg: „Jestem tu dla was czy z wami, który będę tu z wami, dla was”. Jest ta obecność „dla”, obecność dynamiczna, nie statyczna. I to znowu się nie zgadza z obrazem Absolutu filozoficznego. Jest jeszcze jedna rzecz, Mojżesz prosił Boga, by mu objawił swoją chwałę (por. Wj 33, 18). I Bóg mu odmówił, powiedział, że nie może zobaczyć Jego oblicza i żyć (w. 20). I wtedy mamy tę bardzo piękną scenę, kiedy Bóg chowa Mojżesza w szczelinie i zasłania go swoją ręką (oczywiście to jest obrazowe przedstawienie), przechodzi i mówi: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność (Wj 34, 6). Proszę zwrócić uwagę, że Bóg się objawia Mojżeszowi taki, jaki jest dla człowieka, miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu, a Mojżesz chciał zobaczyć istotę Boga, chciał Go zobaczyć takim, jaki jest sam w sobie. Chciał informacji. I coś trochę podobnego mamy z naszym własnym stosunkiem do Jezusa. Jezus przyszedł po to, żeby nam objawić Boga, tyle że na Boży sposób, a nie na nasz. To, co jest najważniejsze w posłaniu Jezusa, to nie jest udzielenie nam informacji, tylko zaproszenie nas do udziału w wewnętrznym życiu Boga, a ten udział może nam pomóc zrozumieć coś z tej tajemnicy.

Chcę zwrócić uwagę na pewien błąd: nam się często zdaje, że uczniowie Jezusa, jeżeli nie po Jego śmierci czy nawet nie po Jego zmartwychwstaniu, to przynajmniej po zesłaniu Ducha Świętego, już wszystko dokładnie wiedzieli. Tymczasem oni nie wiedzieli nic, przynajmniej jeżeli chodzi o tajemnicę, o której mówimy. Wiedzieli jedno, że Bóg jest jedyny, że nie może być trzech bogów i jak się wchodzi w dzieje Izraela, jak się siedzi w Piśmie Świętym Starego Testamentu, tak jak ja siedziałam przez ostatnie lata mojego życia, to się widzi, jak Bóg przygotowuje sobie ten naród, jak wykuwa ten monoteizm. Bo niech się państwo nie łudzą, to nie było tak, że Abraham wiedział, że jest jedyny Bóg. Oni od czasów Abrahama prawdopodobnie wiedzieli, że mają oddawać cześć tylko Jahwe, że Jahwe jest Bogiem, któremu mają oddawać cześć. I że nie wolno im oddawać czci innym bogom. Przypomnę chociażby Dekalog: „Nie miej innych bogów przede Mną”, to znaczy, że ci inni bogowie jednak byli. My nazywamy ten monoteizm monoteizmem praktycznym – wiedzieli, że mają oddawać cześć tylko Jahwe, ale inni bogowie ich ciągle kusili. Jahwe był wielkim Bogiem, przeprowadził ich przez pustynię, przyprowadził ich do Ziemi Obiecanej, ale w Ziemi Obiecanej było całe mnóstwo czczonych od dawna bogów, swego rodzaju gospodarzy. Każdy przedstawiciel każdego innego narodu, kiedy się zjawiał w nowym miejscu, to przede wszystkim oddawał cześć tym boskim gospodarzom. Oddawanie czci miejscowym bogom to było więcej niż pokusa. Jahwe był dobry na pustyni, ale tutaj chodziło o żyzną ziemię, płodność bydła, płodność ludzi i można było mieć wątpliwości, czy aby ów Jahwe jest równie kompetentny w tych sprawach jak miejscowy Baal. Ta ciągła pokusa istniała. I ciekawa rzecz, trzeba było wygnania babilońskiego, momentu zburzenia Świątyni (zburzył ją król babiloński, stąd prosty wniosek, że główny bóg Babilonu Marduk jest potężniejszy od Jahwe, więc Jahwe powinien, jeżeli nie zniknąć, to stać się jednym z pomniejszych bogów w babilońskim panteonie), wygnania, by powstały najwspanialsze teksty monoteistyczne, jak pierwsza wersja stworzenia świata (Rdz 1, 1–2, 4), będąca wielkim hymnem na cześć jedynego Stwórcy nieba i ziemi. A cudowne teksty tak zwanego Drugiego Izajasza (Iz 40–55) to fantastyczne sformułowania monoteizmu.

Potem przyszedł drugi taki okres, już za panowania greckiego (II wiek przed Chrystusem), kiedy ówczesny król grecki Antioch IV Epifanes († 164/163 p.n.e.) zarządził wielkie prześladowanie religijne na terenie Palestyny, pierwsze tego typu prześladowanie w historii naszego kręgu kulturowego. To nie był jeden z licznych pogromów żydowskich, to było coś bez precedensu. Osobne zagadnienie to, skąd się to prześladowanie wzięło, my natomiast wiemy jedno, że Bogu było potrzebne to prześladowanie, takie ostateczne zahartowanie monoteizmu żydowskiego. Państwo, nie będąc historykami, nie zdają sobie sprawy z tego, jakie to było trudne, żeby ten monoteizm się utrzymał, bo naokoło cały świat oddawał cześć mnóstwu bogów. Wielki, nieżyjący już, archeolog amerykański Albright napisał popularną książkę Archeologia Palestyny, w której mówi, że z punktu widzenia historii pragmatycznie nie można wytłumaczyć utrzymania się monoteizmu żydowskiego, bo Żydzi byli maleńkim ludem przeciwko całemu światu myślącemu inaczej niż oni. I właśnie trzeba było wygnania, trzeba było prześladowania, żeby ten lud wytrwał przy monoteizmie. Tak samo uczniowie Jezusa po Jego śmierci, zmartwychwstaniu, po zesłaniu Ducha Świętego jednego byli pewni, że jeden jest Bóg. Ale zadawali sobie pytania, jak pogodzić, jak zrozumieć to, co Jezus im mówił o Ojcu, o sobie i o innym Paraklecie, Duchu Prawdy, który miał z nimi zostać na zawsze. Najpierw odnośnie do Jezusa – nam się zdaje, że uczniowie wszystko wiedzieli. Ale oni wierzyli tylko, że Jezus jest Mesjaszem, bo Bóg poświadczył Jego posłannictwo, kiedy go wskrzesił. Ale kim naprawdę był ten człowiek?

I tutaj rzecz charakterystyczna, sama to robiłam w swoim czasie, szukałam w Ewangelii słów Jezusa, gdzie by Jezus o sobie powiedział, że jest Bogiem. Czyżby Jezus miał się przedstawić: „Jestem drugą osobą Trójcy Świętej”? Przepraszam bardzo, ale ani słowo „Trójca Święta”, ani „osoba” nie należały do repertuaru słów wówczas istniejących. Trójca Święta jest to w ogóle termin teologiczny, to nie jest imię Boga, dlatego też w tytule naszego spotkania jest „Trójjedyny”, a nie Trójca Święta.

Anna Świderkówna, Sekrety Biblii, Wydawnictwo M, Kraków, s. 94-97


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

O Bogu w Arktyce

Zuzanna Rasiewicz Mignon

Tego poranka...

ks. Mariusz Rosik

Niedziela, 13.04.2014

Jan Paweł II

partnerzy