Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: AMD
  • 21 stycznia 2016
  • komentarzy
  • 1 893 wyświetleń
  • lubi to!

Przypowieści o miłosierdziu

Anna Świderkówna

Zapoznajmy się z rozdziałem 15. Ewangelii św. Łukasza. Najpierw wstęp do przypowieści. Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść. To doskonałe wprowadzenie do trzech przypowieści.

Faryzeusze i uczeni w Piśmie, którzy uważali się za wierne sługi Boga (i pod wieloma względami takimi rzeczywiście byli; to nie byli obłudnicy do cna, jak nam się często zdaje), mieli do Jezusa pretensje o to, że przyjmuje On grzeszników i z nimi jada. Ta wspólnota stołu w tamtym świecie jest niesłychanie ważna, a myśmy to poczucie zatracili. W następujących teraz przypowieściach Pan Jezus jakby tłumaczy, dlaczego zainteresował się przede wszystkim tymi ludźmi, co jest jeszcze bardziej zaskakujące. Faryzeusze bowiem mieli przekonanie, że zasłużyli na to, by Pan Bóg się nimi zainteresował, bo oni rzeczywiście chcieli służyć Bogu. Na początku mamy przypowieść o zaginionej owcy. Ta przypowieść jest zarówno w Ewangelii św. Łukasza, jak i w Ewangelii św. Mateusza w nieco odmiennej wersji. Później jest przypowieść o drachmie bez analogii w innych Ewangeliach i wreszcie długi tekst wypełniający resztę 15. rozdziału, przypowieść, którą my nazywamy najczęściej przypowieścią o synu marnotrawnym. To nie jest właściwy tytuł, bo jest bardzo skrócony i pomija coś lub nawet kogoś, kto jest może najważniejszy.

Wracamy do przypowieści o zaginionej owcy. Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu, sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (15, 4–7). Na pierwszy rzut oka tekst jest niezrozumiały, szczególnie w dwóch miejscach: zostawienie na pustyni dziewięćdziesięciu dziewięciu owiec to wydanie ich jakby na żer wilkom i większa radość z odnalezienia zagubionej owcy niż z pozostałych. W lepszym zrozumieniu tej przypowieści pomaga tekst paralelny z Ewangelii św. Mateusza (18, 12–14). Jak wam się zdaje, jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięć- dziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam, cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych. Mamy w tym tekście podobną, ale nie identyczną treść. U Mateusza wniosek ostateczny brzmi: nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych. Nie jest bez znaczenia, że w Ewangelii św. Mateusza ta przypowieść znajduje się w rozdziale 18, który jest celową konstrukcją redakcyjną zbierającą różne powiedzenia Jezusa mające wskazać młodej gminie Mateuszowej, jak ma ta gmina żyć po chrześcijańsku i jak rozwiązywać nasuwające się trudności: tych, którzy we wspólnocie są „mali”, zwłaszcza mali duchowo, należy otoczyć szczególnie czułą opieką. U Łukasza wniosek końcowy brzmi odmiennie: Powiadam wam, tak samo w niebie będzie większa radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Tu Jezus zwraca się wyraźnie do swoich przeciwników – wy uważacie się za sprawiedliwych i sądzicie, że nie potrzebujecie nawrócenia; wy jesteście tymi owcami, które zostały, które nie zginęły, ale nie dostrzegacie, że ten pogardzany przez was grzesznik jest często bliższy naszemu Ojcu w niebie niż wy, tak pewni własnej świętości.

Warto tu dodać, że w apokryficznej Ewangelii św. Tomasza czytamy również tę przypowieść. Tam pasterz, odnalazłszy zagubioną owcę, mówi do niej: Kocham cię więcej niż dziewięćdziesiąt dziewięć. W odniesieniu do tych tekstów można zastosować porównanie ze stosunków rodzinnych: jeżeli w jakiejś rodzinie jest kilkoro dzieci, a jedno z tych dzieci zachoruje, to oboje rodzice, zwłaszcza matka, otacza je zupełnie szczególną troską. Słowa i postawa Jezusa, który zajął się szczególnie tymi małymi, stanowią też ostrzeżenie dla nas, byśmy nigdy nie uważali, że jesteśmy sprawiedliwi i że nam się coś należy. W tej przypowieści chodzi o ukazanie troski o tych, którzy są pogardzani, którzy się pogubili. Ukazany zostaje tu paradoks, że faryzeusze, którzy chcieli nawrócić, skłonić do ściślejszej służby Bogu wszystkich Izraelitów, jednocześnie pogardzali tymi biedakami, którzy nie mieli ani możliwości, ani czasu na to, żeby studiować Pismo Święte. Tutaj ci właśnie mali są specjalnie umiłowani przez Boga, bo oni nie grzeszą tym, że są tacy, jacy są, oni po prostu w takich warunkach się urodzili. A w wyrażeniu o tych, którzy nie potrzebują nawrócenia, ukryty jest lekki sarkazm, lekka kpina, bo nie ma tak naprawdę nikogo, kto nie potrzebuje nawrócenia.

Tu jeszcze kilka słów na temat prawdziwego grzechu faryzeuszów. W innej z przypowieści Łukaszowych o faryzeuszu i celniku w świątyni nie ma obłudy w słowach tego pierwszego, że zachowuje wiernie wszystkie przepisy Prawa, on tylko stwierdza czystą prawdę. Jego prawdziwy grzech polega na pogardzie względem celnika, a nie na tym, że nie jest w porządku. Kłania się tutaj św. Paweł Apostoł, którego idée fixe było, by nie poddawać się Prawu, tylko zacząć działać z miłością. Prawo ustala jakiś regulamin, na przykład przy pielęgnowaniu dziecka. Mówiąc żartobliwie, nie wystarczy przepisać, że należy nawilżyć od góry, osuszyć od dołu, gdyż trzeba czegoś więcej, miłości, jakiegoś zaangażowania. Tu też o to chodzi, nie jakiś przepis, nie jakieś zasady, tylko ciągła relacja z Panem Jezusem.

Przypowieść o drachmie (w. 8–10) występuje tylko u Łukasza. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca. Mamy tu jakby echo tej pierwszej przypowieści i ta przypowieść nie wnosi nic nowego, tak by się przynajmniej zdawało. Tyle tylko że właściciel stu owiec musiał być człowiekiem zamożnym, a dla tej kobiety dziesięć drachm było całym skarbem, tak że nawet jedna drachma przedstawiała dla niej dużą wartość.

Za jedną drachmę kupić można było bardzo niewiele – było to prawdopodobnie tyle co dniówka robotnika, niewykwalifikowanego do tego. Być może Łukaszowi chodziło o pokazanie, że radość ze znalezienia jednej drachmy ma większą wartość niż sama moneta, bo przygotowanie posiłku dla sąsiadek mogło po- chłonąć większą kwotę niż jedna drachma. Chodziło o pokazanie nieproporcjonalności radości Pana Boga z czyjegoś nawrócenia.

Te dwie przypowieści doprowadziły nas do trzeciej, najdłuższej. Ta przypowieść jest znacznie ważniejsza, niż nam się na ogół wydaje. Przede wszystkim wydaje mi się, że poprawniej przypowieść tę należałoby tytułować przypowieścią o miłosiernym ojcu niż przypowieścią o synu marnotrawnym. Słowa marnotrawny nie ma zresztą w tekście biblijnym, a pojawia się tylko w tytule pochodzącym od wydawcy. Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. [To, że syn wziął część majątku, która na niego przypadała, jeszcze za życia ojca i za jego zgodą, to była niejako zbrodnia na sercu ojca, jakby uśmiercenie ojca. W tamtym środowisku dzielić można było dopiero spadek, dopóki ojciec żył, to zasadniczo nie dzielono majątku. Ten syn niejako odciął się od ojca, zabierając część majątku]. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli [tu błąd w tłumaczeniu, bo w starożytności żadna kraina nie miała obywateli; dlatego powinno być mieszkańców owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Tu warto sobie uświadomić, czym było dla Żydów takie zajęcie jak pasanie świń. Świnia była zwierzęciem nieczystym, to jest jedno. Z drugiej strony pasanie świń świadczy o tym, że znajdował się w kraju pogańskim.

Tutaj jeszcze jedna uwaga: w polskim tekście jest powiedziane, że on cały swój majątek stracił, żyjąc rozrzutnie, a po grecku jest mocniej powiedziane, że był po prostu rozpustnikiem, że żył rozpustnie. Biblia Tysiąclecia ugrzecznia tekst oryginalny. Młodzieniec ten nie tylko musi pracować przy świniach, co już jest dla niego obrzydliwe, ale w dodatku jest tak głodny, że zazdrości świniom paszy, którą dostają, lecz nikt mu jej nie dawał. W sytuacji samotności i opuszczenia, gdy nikt nie myślał, żeby mu jakoś pomóc, przypominał sobie o domu ojca. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”.

Tutaj zaczyna się jakby druga część tej przypowieści. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec powiedział do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go, dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Syn był gotów zostać najniższym najemnikiem w domu ojca swojego, bo czuł się winien, a ojciec nie tylko wybiegł mu na spotkanie. To znaczy, że ojciec wypatrywał, czy ten syn nie wraca przypadkiem. Wybiegł na spotkanie i kazał przynieść szatę, sandały i pierścień, czyli przywraca mu godność syna, chociaż syn osobiście czuje się na tyle winny, że właściwie już nie ma prawa do tego, żeby nazywać się jego synem. Mimo to ojciec rozkazuje sługom zabić wybrane zwierzę i wyprawić ucztę: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znowu ożył, zaginął, a odnalazł się, i zaczęli się weselić.

Chciałabym tu powiedzieć o pewnym związku frazeologicznym, według mnie głęboko niesprawiedliwym, przeklętym: „jak trwoga, to do Boga”. To jest absolutnie nieprawdziwe i absolutnie sprzeczne z wolą Bożą. Bóg chce, mało tego, On stwarza takie sytuacje, w których musimy odczuć to, że On od nas oczekuje, żebyśmy wrócili. Zwracam tu uwagę, że ten syn wraca do ojca nie dlatego, że mu żal ojca, że on zrozumiał, iż zrobił ojcu krzywdę, że chce to naprawić. Nie, on wraca, bo jest głodny. Jego motywacja nie była świątobliwa. Pojawia się tu argument oblubienicy Izraela, niewiernej oblubienicy, która ucieka przed swoim oblubieńcem, bo uważa, że ochronią ją jej kochankowie, to znaczy bogowie pogańscy (por. Oz 2).

W Księdze Ozeasza splatają się dwie historie, obraz Ozeasza, który jako prorok otrzymuje nakaz od Boga, żeby poślubił kobietę uprawiającą nierząd. Kobieta ta jest wymieniona z imienia i nazwiska, więc bibliści się zastanawiają, czy to jest tylko przypowieść, czy też fakt. Ich zdaniem podanie imienia świadczy o fakcie. Żona uciekała od Ozeasza, on ją kochał i wierzył, że jego miłość może oczyścić to, co jest brudne. Co więcej, ten prorok zobaczył w historii swojego małżeństwa ilustrację miłości Boga do Izraela. Ozeasz jest pierwszym z proroków (VIII w. p.n.e.), który przedstawił relacje Boga i Izraela jako związek oblubieńczy. Później będzie się to powtarzać, oblubienica Boga będzie uciekać do bożków pogańskich, bo wierzy, że oni dadzą jej tam mleko, owoce. Potem będzie jednak wracać do Boga, bo dojdzie do wniosku, że u pierwszego męża było jej lepiej. Wraca zatem z takich samych powodów jak ten młody człowiek u św. Łukasza, nie z miłości, nie dlatego, że chce przeprosić, tylko dlatego, że mu jest źle.

I tu jest ogromne wezwanie do ludzi, którzy w taki czy w inny sposób odeszli od Boga albo im się tylko zdaje, że odeszli od Boga, którzy się krępują, uważają, że skoro odeszli od Boga, to nie mają prawa wrócić, że to będzie poniżenie nawet nie dla nich, lecz dla samego Boga. Z tą przypowieścią ściśle łączy się postawa dwóch apostołów po śmierci Jezusa – Judasza i Piotra. Judasz popełnia samobójstwo, bo nie wierzy w miłosierdzie Boże, a Piotr mimo wszystko wraca do Jezusa. Piotr nie zwątpił w miłosierdzie Jezusa. W Regule św. Benedykta jeden z nakazów głosi, by nigdy nie wątpić w miłosierdzie Boże. To jest niezwykle ważne, bo przychodzą na ludzi takie momenty, że są na granicy rozpaczy i wtedy mają tylko dwie możliwości: albo rzucić się w miłosierdzie Boże, albo po- pełnić samobójstwo. Dzięki Bogu jest wielu takich, którzy wtedy właśnie wybierają miłosierdzie. To jest coś niesłychanie ważnego, jednak może za słabo to podkreślamy, nawet w historii syna marnotrawnego. Wydaje się też, że wyrażona w obrazie wybiegnięcia do syna miłość ojca musiała zaskoczyć tego pierwszego. Czy możemy mieć nadzieję, że zrozumiał on lepiej później swoją winę i miłość ojca, boć wracał z motywacją zupełnie niepobożną? Po spotkaniu ojca i syna następuje uczta: Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie, będziemy ucztować i weselić się.

Tu warto zastanowić się nad faryzeuszami, którzy kiedyś byli zaproszeni na ucztę i nie przyszli, którzy nie pojęli tego gestu, może dlatego, że nie znaleźli się w takiej sytuacji jak ów syn, nie byli na dnie. Wówczas pojawia się bowiem moment, kiedy można się zwrócić do Boga i kiedy Bóg na nas czeka. Niektórzy jednak nie wierzą w to, że mogą wrócić, a niektórzy może się boją. Dla nich właśnie jest ta przypowieść. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Rozgniewał się na to i nie chciał wejść. Wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu, ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój….

Ten syn twój, proszę zwrócić uwagę, ten syn twój, a nie mój brat. Tak jakby odcina się od niego. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną”. Moje dziecko, a tamten mówi syn twój. W tym moje dziecko jest największa czułość. Ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się. Dla mnie jest to kapitalny tekst, przy czym on się bezpośrednio odnosił do faryzeuszów, to oni byli tymi, którzy uważali, że mają specjalne prawa i że nie mogą zgodzić się na to, iż Jezus jest tym oczekiwanym Mesjaszem. Postępowanie ojca zadziwia, bo wydaje się, że skoro starszy nie chce wejść do domu, to ojciec powinien dać mu spokój, tymczasem ojciec wychodzi do tego niesłusznie zagniewanego syna i próbuje mu wytłumaczyć swoje postępowanie. Wydaje się, że słowa ojca do starszego syna skierowane są też do nas. Bo my mamy czasem podobne pretensje, taki cichy żal, gdyż niejeden z nas przez całe życie jakoś Panu Bogu starał się służyć przy całej naszej niedoskonałości, bo był taki czas, kiedy Bóg wydawał się często bardzo bliski, nieomal namacalnie bliski, i kiedy było się z Nim nawet w jakichś bardzo trudnych momentach życia, a teraz nie ma Go, tak jakby Go nie było w ogóle, tak jakby o mnie zapomniał. Ten starszy syn mówi niejako ojcu: zapomniałeś o mnie, chociaż ja ci służyłem przez cały czas. My czasem nie tyle mamy pretensje, ile odczuwamy ciężar, jest nam ciężko, a kiedyś było tak, jakby Bóg był w zasięgu ręki, a teraz jakby Go nie było. I tutaj padają te cudowne słowa ojca: dziecko moje. On nie mówi nawet synu mój, tylko dziecko moje, co jest jeszcze bliższe, jeszcze cieplejsze, dziecko moje, ty zawsze jesteś ze mną. To jest ta najwyższa jakby nagroda, najwyższe twoje szczęście, ty tego nie czujesz, ale ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, twoje jest.

Mamy tu powtórzenie słów z Ewangelii Jana (rozdz. 17), kiedy Jezus na progu śmierci mówi do Ojca: wszystko, co moje, twoje jest, a co twoje – moje. To jest wyraz właśnie tej komunii, tego najbliższego związku. Tu właśnie Bóg mówi to do nas, kiedy nam się zdaje, że o nas zapomniał, że w ogóle nas porzucił. On do nas mówi słowami z Ewangelii św. Łukasza – dziecko moje, ty zawsze jesteś ze mną.

Anna Świderkówna, O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie, Wydawnictwo M, Kraków 2014.


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

Maryja - miłość i światło

Joachim Badeni OP

O męskości

Elżbieta Wiater

Droga Krzyżowa, V

Józef Augustyn SJ

partnerzy